Grzegorz Lato

Ten tekst o Grzegorzu Lacie powstał przed wyborami na prezesa PZPN. Wszyscy mieli sporo wątpliwości czy się nadaje, ja też. Pojechałem, pogadałem i przyznam, że byłem zaskoczony. Może to szkolenie pr-owskie, ale naprawdę przyzwoicie odpowiadał. Pogadałem też z kilkoma innymi osobami. Opinie były dość rozbieżne, ale bliższe negatywnym. Jak ocenić go z perspektywy czasu? Wciąż trudno. Nie jestem przekonany, że ma jakiś wielki plan, ale o katastrofie też mówić nie można.

Oto tekst, który ukazał się w magazynie Tempo czyli w starym piątkowym dodatku Przeglądu Sportowego.

Od roku Grzegorz Lato przyucza się na prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej. Poświęcił temu sporo czasu i gotówki. Dlatego ze stanowiska szefa związku łatwo nie zrezygnuje. Tyle tylko, że dzisiaj, poza znanym nazwiskiem, nie ma zbyt wielu argumentów albo nie chce ich zdradzić. Ma za to doskonałą opinię w środowisku działaczy i polityków.

Dlaczego Lato byłby dobrym prezesem? – pytam Jana Domarskiego, przyjaciela 100- krotnego reprezentanta Polski.
– Dziwne pytanie… – na chwilę zatrzymuje się Domarski. – Bo Grzesiu to Grzesiu.
Z Grzegorzem Lato jest jak z umarłym – mówi się o nim dobrze albo wcale. Chociaż w środowisku dziennikarskim ma zdecydowanie złą opinię, bronią go nawet polityczni oponenci. Bo Grzesiu to Grzesiu, z każdym dobrze żyje. A i każdy chciałby pochwalić się osobistą znajomością z legendą.
Ale Lato nie chce być więcej Grzesiem. Chce być panem Grzegorzem – prezesem PZPN.
– Czas na to, by ludzie mojego pokroju zajęli należne nam miejsce. Tak jak Beckenbauer w Niemczech. Tam wszyscy szanują legendy. W Polsce uważa się nas za jakieś odpady. Dosyć tego – mówi sam zainteresowany.
To dlatego zaczął formować obóz, który w przyszłości ma być grupą trzymającą władzę. Antoni Piechniczek, Jerzy Engel, Andrzej Strejlau – to tylko czołowe postaci. Wszyscy ludzie prezesa wyjdą z cienia i podzielą się stanowiskami, jeśli ten wygra wybory. Czy ma szansę coś zmienić? Jako działacz dał się poznać… no właśnie, czy w ogóle dał się poznać?
– Nie chcę powiedzieć o Grzegorzu niczego złego – wita się Jerzy Smorawiński. W latach 2001 – 2005 był przewodniczącym komisji sportu w Senacie. W tej samej komisji działał Lato. – Niestety nie mogę powiedzieć niczego dobrego – dodaje. Bo Lato w senacie miał opinię lenia, chociaż sam podobnymi insynuacjami jest oczywiście urażony.

– Chciałbym pomóc, ale co ja mogę powiedzieć? Niewiele tego – zastanawia się Wojciech Olejniczak, były szef SLD.
– Nie wiem co ciekawego można powiedzieć o działalności Grzegorza – to Mieczysław Golba,
poseł PiS z podkarpackiego. Nic złego, ale i nic dobrego – ot, plastelinowy ludzik.
Grzegorz Lato wielkim piłkarzem był – to nie ulega wątpliwości. Zagraniczni dziennikarze kojarzą zazwyczaj kilku naszych piłkarzy. Boniek, Lato i może ktoś jeszcze. Tyle tylko, że jak przyznaje sam zainteresowany: „Trzeba odróżnić Latę piłkarza od Laty działacza”. I tu zaczynają się schody.

Jak babcia Fryzjera pogoniła

Od czasu zakończenia przez niego kariery minęło 24 lata. Tyle już czasu opiera swoją karierę na wielkim nazwisku. Zresztą sam Lato nigdy nie krył, że nie interesuje go trenerka czy działalność polityczna. Najpierw zmienił zdanie co do trenerki, co zresztą nie wyszło mu na dobre, bo nigdy nie został trenerem na miarę swojej piłkarskiej kariery.
Chociaż anonimowo o Lacie krążą jak najgorsze opinie, jako o trenerze, to jednak byli piłkarze często stają za nim murem. Chociaż część zawodników śmieje się z jego prostych metod treningowych, trochę z wiejskiego klubiku, to jednak ma też wielu zwolenników. Jak choćby Mirosław Szymkowiak, który debiutował u Laty w Olimpii Poznań.

– Mogę wypowiadać się o nim tylko w superlatywach. Pamiętam, że naszym trenerem był Janusz Białek, z którym spadliśmy do II ligi. Przyszedł do nas Lato. Nie dość, że od razu awansowaliśmy do I ligi, to jeszcze w rundzie jesiennej zajmowaliśmy w niej piąte miejsce. To był wtedy dla nas niesamowity wynik – opowiada Szymkowiak. – Miałem wtedy 16 lat, a pan Grzesiek postawił na mnie, dał mi szansę. Grałem w każdym meczu. Ilu młodych zawodników dzisiaj dostaje taką szansę? Ilu trenerów ma tyle odwagi?

Podobnie było w Stali – awans i czołówka ligowa.

– Fajny facet, mam nadzieję, że jeszcze się z nim spotkam – mówi Bogusław Wyparło. Do dzisiaj wypomina mu się Amikę Wronki, gdzie miał okazję poznać Ryszarda F., czyli Fryzjera, domniemanego szefa mafii piłkarskiej. Dostał nawet od niego pseudonim „Babcia”.
– Zarzut o znajomość z Fryzjerem jest nie fair. Po jednym z meczów wszedł do naszej szatni i zaczął mówić coś piłkarzom, że źle grali, itd. Wywaliłem go. Tak głośno, że w całym budynku było słychać. Później on zaczął chodzić za mną i mnie podkopywać. Aż wyleciałem. Miałem zająć miejsce w pierwszej ósemce i byłem szósty. Ale przegraliśmy z Legią 1:6 u siebie i mnie wyrzucili. A przecież wtedy Legia była klasę lepsza od wszystkich – rozkłada ręce.
W końcu zmienił zdanie jeśli chodzi o politykę.
– W 2000 roku odkurzył go podkarpacki baron SLD Wiesław Ciesielski – mówi Wojciech Malicki, autor książki „Byłem Królem – wywiad rzeka z Grzegorzem Lato”.
Ciesielski, ostatni sekretarz PZPR na Podkarpaciu, a później wiceminister finansów w rządach Marka Belki i Grzegorza Kołodki słusznie uznał, że nazwisko króla strzelców mistrzostw świata z 1974 roku pomoże miejscowym zdobyć wystarczającą ilość głosów. Częściowo miał nosa, bo Lato się dostał bez problemu. Zdobył 137 tysięcy głosów, niemal 50 tysięcy więcej niż 2. Mieczysław Janowski, ówczesny prezydent Rzeszowa, dzisiaj europoseł z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. Innych jednak nie wciągnął do senatu.
– Wiesiek to mój przyjaciel. Długo się zastanawiałem, ale dałem mu się przekonać. A że SLD? I co z tego? Byłem tylko z ich rekomendacji. Wielu jest posłów z rekomendacji różnych partii. Miałem zawsze swoje zdanie, zawsze byłem konsekwentny. Gdy była głosowana ustawa o aborcji, głosowałem przeciw SLD, bo jestem katolikiem i mam zawsze swoje zdanie – zaznacza.

Polityk do bólu szczery

– Grzegorz pokazał, że potrafi być skuteczny, ludzie go docenili – mówi Wojciech Olejniczak, do niedawna szef Sojuszu Lewicy Demokratycznej, w czasach „Laty – senatora”, wschodząca gwiazda lewicy.
– Trudno powiedzieć o działalności Laty później, ale w pierwszych wyborach pokazał, że jest dobrym politykiem. Inaczej ludzie nie głosowaliby na niego – uważa Olejniczak.
Tyle tylko, że przez 4 lata Lato nie wysilał się za bardzo w senacie. Sam nie zgadza się z taką opinią. W rozmowie z „Dziennikiem”, w marcu zeszłego roku stwierdził: „Wziąłem się za młodzież, za ustawę o sporcie kwalifikowanym. Myśmy w senacie poprawkę wprowadzili! Słynna poprawka! Tylko sejm ją odrzucił…”
W rzeczywistości mało kto pamięta, żeby Lato brał udział w pracach nad „słynną poprawką”. – Z tego co kojarzę, to wspierał nas swoim autorytetem. Nie chciałbym mówić nic złego na Grześka, po prostu nie pamiętam żeby specjalnie się udzielał – mówi Smorawiński.
Zresztą, o aktywności Laty świadczy statystyka senatu. Przez 4 lata trzy oświadczenia, żadne na temat futbolu. – Tu mogę zgodzić się tylko częściowo. Znam ludzi, którzy przychodzili przygotowani tylko na posiedzenia senatu, nie byli za to aktywni w komisjach. A to przecież tu odbywa się najważniejsza praca – mówi Smorawiński. Nie znaczy to jednak, że Lato był aktywny w komisji.
– Coś czasem powiedział o piłce nożnej. O tym, że trzeba szkolić młodzież, że trzeba boiska budować. Ale szczerze mówiąc, to nie trzeba być słynnym piłkarzem, żeby to wiedzieć. To są oczywistości – rozkłada ręce Smorawiński.
Inna sprawa to pomoc dla Mielca.
– Spytajcie się burmistrzów, kto załatwił na ten okręg ponad 10 milionów złotych – na szkolnictwo, na sale gimnastyczne… Z prezydentem miasta pojechałem do ministra Giersza. Ustalono, że 50 procent kosztów za remont stadionu zostanie im zrefundowane. I co mogłem więcej zrobić? Poza tym to, że Stal w ogóle istnieje, to też jest moja zasługa – to znowu Grzegorz Lato dla „Dziennika” w marcu 2007 roku.
– W Mielcu wszyscy liczyli na Grześka. Ale się przeliczyli. Razem z rozwojem Mielca postępował paradoksalnie upadek Stali. Kiedyś tu był jeden z najlepszych stadionów w Polsce. Kilkanaście lat temu Polska grała tu mecz z Azerbejdżanem. Dzisiaj jest strach, że stadion się zawali – opowiada Wojciech Malicki.

– Ludzie myśleli, że zadziała samym swoim autorytetem i pojawią się sponsorzy. W końcu był wiceprezesem klubu. Ale się nie pojawili – mówi dziennikarz.
Bo Grzegorz Lato był dobry jeśli chodzi o festyn albo wybory miejscowej miss. Przyszedł uśmiechnął się, podał rękę temu i tamtemu. Maskotka Mielca.
Jerzy Nachman, znany dziennikarz z regionu: – Niestety Grzesiek nie załatwił wiele dla klubu. Otworzył jedynie biuro senatorskie na stadionie. Zawsze trochę grosza spływało.
Ale skończyło się po kilku miesiącach, bo zrezygnował z biura.
Lato dziś: – Wystarczyło, żeby władze miasta napisały program i zainwestowały środki. Wszystko wyglądałoby dzisiaj inaczej. Ale oni schowali to pismo do szuflady i do dzisiaj nie wyjęli – mówi oskarżycielskim tonem. – A sponsorzy? Wie pan jak to jest. Jak klub jest w trzeciej lidze, mówią, że przyjdą po awansie. W drugiej to samo. I tak w kółko.
Czyli starał się… Ale społeczeństwo nie doceniło jego starań. Po raz drugi nie został wybrany.
– Zabrakło mi 600 głosów. Dostałem ponad 100 tysięcy. To mało? – pyta retorycznie.
Inna sprawa, że nie doceniono też jego szczerości.
Nie dostał się w kolejnych kadencjach do senatu, zaś w wyborach do sejmiku wojewódzkiego przeszedł samego siebie. Pytany przez reportera, co chciałby zmienić wypalił: „Właściwie to nie jestem zainteresowany stanowiskiem. Kandyduję, żeby nabić głosów koledze”.
Na nieszczęście dla Laty wyborcy okazali się dosyć inteligentni.
Opozycja wypomniała Lacie ignorancję, mówiąc delikatnie. Krzysztof Janik uważa, że w zachowaniu króla strzelców nie ma nic kompromitującego.
– To norma, tak się robi w polityce. Ja również swoje już w życiu osiągnąłem, więc jeśli kandyduję to po to by pomóc liście. Co w tym złego? – rozkłada ręce jeden z byłych liderów SLD, w latach 2001 – 2004 szef klubu parlamentarnego tego ugrupowania.

Po szkole PR
Ale Jan Tomaszewski, kolega Laty z reprezentacji Polski, nie zostawia na królu strzelców suchej nitki.
– Cóż, cały Grzegorz. Ma swoje zdanie, z którym zazwyczaj sam się nie zgadza – śmieje się Tomaszewski. – Pamięta pan takie zdjęcie w „Fakcie”, gdzie Grzesiu polewa wódkę? Na tym poprzestańmy, do tego się nadaje.

– Mam wielu znajomych wśród sportowców. Piłem wódkę z braćmi Gollobami. Zresztą nie tylko akurat nimi. Ale akurat z Grzesiek tu rozczarowuje. Wbrew temu co mówią, nie jest to typ imprezowicza – śmieje się Janik.
– Normalnie piję, tyle ile zwykli ludzie. Jak jest okazja to kieliszek albo dwa. Nikt nigdy nie widział mnie pijanego ­- zapewnia. Na podpowiedź, że pił z Wójcikiem, kiedy tego złapano pijanego jadącego po torach tramwajowych, odpowiada: – Jak był bal mistrzów sportu, to wypiłem tyle samo co Janusz Wójcik. Tyle, że ja pojechałem taksówką do syna do domu, a on, chociaż mieszka w tej samej okolicy, wsiadł za kierownicę. No i był skandal – uśmiecha się kandydat na prezesa.
Lato na wszystko ma gotową odpowiedź. Stara się opanować nerwy, uśmiecha się słysząc poważne zarzuty, bierze krótki oddech niemal bez chwili zastanowienia odpowiada.
Ja: – Wspiera pana Kazimierz Greń, właściciel sieci Sex-Shopów?
Grzegorz Lato: – No i co z tego, biznes jest biznes. Gdyby był właścicielem dyskoteki, mógłby pan zarzucić mu, że w dyskotekach sprzedaje się młodzieży narkotyki.
Ja: Właściciel ŁKS, Daniel Goszczyński zarzucił panu, że przywłaszczył pan sobie jego 150 tysięcy za transfer Piotra Dudy.
Grzegorz Lato: – To bzdura. Jeśli dał mi te pieniądze, to gdzie są rachunki? Transfer został przeprowadzony prawidłowo, potwierdza to piłkarz i jego menedżer. Oddałem sprawę
do PZPN i pan Goszczyński jakoś nie stawił się na posiedzeniu.
Ja: Mówi się, że będzie pan gwarancją zachowania starego układu, jeśli pan wygra to ludzie będą bezkarni.
Grzegorz Lato: Gdy PZPN zawieszał kluby za korupcję, dziennikarze pisali, że nie ma dowodów. Dzisiaj ci sami chcą skazywać bez dowodów. Nie możemy postępować tak jak nam gazety każą. Dzisiaj skażemy jakiegoś faceta na niebyt, a jak zostanie uniewinniony to co, napiszecie sprostowanie? Nikt nie napisze, bo na to szkoda miejsca w gazetach.
Ja: Ryszard Czarnecki mówi, że…
Grzegorz Lato: Przepraszam, że przerwę. Ryszard Czarnecki na swoim blogu napisał, że na ostatnim zjeździe PZPN tylko jedliśmy i nic nie uradziliśmy. Tak się składa, że kiedy przyszedłem Rysiu był już od dłuższego czasu u koryta. Nażerał się ze swoimi poplecznikami. A ja? Normalnie, jak każdy. Cały dzień siedzieliśmy na zjeździe, więc zupełnie naturalne, że coś zjedliśmy.

Oto efekt ponad rocznego szkolenia w agencji PR-owskiej. Sam zaprzecza, że coś takiego ma miejsce, ale jest faktem, że przez dłuższy czas pomagała mu agencja „Polish Sport Promotion”.
– Jaka agencja? Przyjaciele mi pomagają. W końcu człowiek całe życie się uczy – odpowiada wytartym sloganem.
Czy jest w stanie się nauczyć? Tomaszewski powtarza słowa Jacka Gmocha, który stwierdził, że Lato na prezesa się nie nadaje, bo do tego trzeba umieć pisać i czytać. Gmoch słysząc o Lacie jako kandydacie na prezesa, tylko się śmieje. Uważa, że intelektualnie nie nadaje się do pełnienia żadnej poważnej funkcji.
– Jeśli chodzi o Janka, to może krótko? też pan sobie autorytet znalazł. On już obraził chyba wszystkich ludzi na świecie. Ciekawe, że jeszcze ktoś chce tego słuchać. Myślę, że lepiej tego nie komentować, to go bardziej zaboli – śmieje się. – A Gmoch? Co poradzę. Facet żyje w innej rzeczywistości i niech tak zostanie. Zresztą nie jestem jedyną osobą, którą obrażał. Co on wygadywał na Kazia Górskiego! Zapewniam pana, że czytam lepiej i płynniej od mojego przyjaciela Jacka.
– Myślę, że te opinie są dla Grzegorza krzywdzące – uważa Wojciech Malicki. – Lato to prosty facet, ale na pewno nie idiota. Potrafi być sprytny, ma rozum. Całe życie nieźle sobie radził, chociaż nigdy nie był rozpieszczany. Inna sprawa, czy to wystarczy by być prezesem związku.

Uwaga, na trzy, cztery, śmiejemy się

Lato, w obliczu wyborów stara się być poważny, ale nie potrafi powstrzymać się od żartów.
– Grzesiek ma fajne poczucie humoru, naprawdę potrafi rozśmieszyć – uważa Domarski. Ale Lato tego nie potwierdza, co chwila rzucając dowcipem z najniższej półki, takim swojskim.
– Tak ostatnio schudłem, że w końcu swój sprzęt widzę – oznajmił w jednym z wywiadów. Po tym jak aresztowano Tomasza Lipca wygłosił wymyślony na tę okazję dowcip: „Czym się różni Lato od Lipca?” Gdy wszyscy czekali na elektryzującą odpowiedź oznajmił: „Lipiec ma 31 dni a Lato 90”. Kilka osób wybuchnęło kontrolowanym śmiechem, żeby nie urazić legendy futbolu…
Na pytanie dziennikarzy z lubelskiego radia: „Mówią, że stanowi pan beton w związku”, odpowiedział bez żenady: „Panowie, beton również potrzebny jest do budowy domu”.
Zarzut wobec Laty, że reprezentuje interesy betonu są jednak chybione. O ile z betonem żyje dobrze i nie da go skrzywdzić, to raczej kieruje się sondażami. Dał to do zrozumienia w ostatnich tygodniach. Najpierw otwarcie wystąpił przeciw Leo Beenhakkerowi: „Gdyby chciał ode mnie przedłużenia kontraktu przed Euro, pokazałbym mu drzwi”, a później, gdy okazało się, że kibice nie chcą odejścia „Don Leo” stwierdził bez żenady: „Beenhakker powinien być trenerem Polski na następne mistrzostwa świata. Czapki z głów przed nim”.
Sam jednak broni swojej postawy. – Uważam, że powinny być wyznaczone konkretne zasady, a dalsza praca selekcjonera, każdego kolejnego, powinna być uzależniona od konkretnego wyniku. Nie rozumiem co jest dziwnego w moim podejściu. Przecież tak jest na całym świecie – mówi Lato. Zapowiada, że jeśli zostanie prezesem będzie sporo zmian. Nie chce zdradzić jakich.
Czy mógłby coś zmienić? Czy człowiek, który żyje ze wszystkimi dobrze, mógłby wyczyścić naszą ligę z korupcji? Czy jest w stanie wpłynąć na poziom szkolenia młodzieży?
Jerzy Smorawiński: – To zależy co miałby robić prezes. Jeśli pełnić funkcję reprezentacyjną, to może i tak. Ja, gdy zajmuje stanowisko prezesa czy rektora uczelni, to czerpię przyjemność z tego, że mogę realizować swoje plany.
Wojciech Malicki: Ma dużo planów, gotowe rozwiązanie na każdy problem, gorzej z realizacją.
Krzysztof Janik: – Jestem przekonany, że Grzesiek nie startuje na prezesa dla splendoru czy wyjazdów zagranicznych. Ten facet ma wielkie nazwisko. Jedyne co może zrobić, to je popsuć. Ma wiele do stracenia, dlatego jeśli startuje, to znaczy, że ma jakiś plan. To nie jest facet, który przychodzi i mówi: „zróbcie tak, zróbcie inaczej”. Wiele razy byłem na spotkaniach LZS-ów, on często na nie przyjeżdża. Jest zupełnie normalnym człowiekiem, w ogóle nie gwiazduje. Pokazuje ludziom, że można działać, wystarczy się przyłożyć. I to odnosi skutki.
Grzegorz Lato: – Proszę dać mi szansę i ocenić za jakiś czas.
Jan Tomaszewski: Powiedzmy sobie szczerze… dla polskiej piłki ten wybór to byłaby katastrofa.
Jan Domarski: – Janek niech zajmie się lepiej sobą.

Marek Wawrzynowski

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: