Ivan Turina

Ten tekst pisałem z Piotrkiem Matylą z Poznania do „Dziennika”. To było zaraz po meczu Lecha z Feyenoordem. Turina później stracił miejsce w składzie, ale teraz je odzyskał, więc w większości tekst jest aktualny.

Złowiony przez Jelenia

Ivan Turina do Zagrzebia przyjechał zimą z triumfalną miną. Dinamo, w którym się wychował, od 1970 roku nie zagrał wiosną w europejskich pucharach. Chorwatowi wystarczyła jedna runda w Lechu, by zdobyć wielkie uznanie swoich rodaków.

– Jesteśmy bałkański ekspress, możemy pokonać każdego! – cieszył się w wywiadzie z chorwacką gazetą „24 sata” po wygranej w Rotterdamie.
Na początek wystarczy pokonać Udinese, to już byłoby coś. Chorwacki bramkarz jesienią pozostawał w cieniu kolegów z pola – Semira Stilicia, Roberta Lewandowskiego czy Hernana Rengifo. Nie był
ulubieńcem kibiców, bo miejsce w składzie zyskał kosztem poznaniaka – Krzysztofa Kotorowskiego. Dopiero mecz z Feyenoordem pokazał, że to jest bramkarz, na którego warto było stawiać.

Na ratunek kibicowi

Turina to wytwór znakomitej szkółki młodzieżowej Dinama, w której kształcili się m.in. Luka Modrić, Vedran Corluka, Niko Kranjcar czy Eduardo. Turina nie mógł jednak przebić się do pierwszej drużyny i był wypożyczany do słabszych klubów. Numerem 1 był Tomislav Butina. Dopiero gdy odszedł do belgijskiego FC Brugge, Turina dostał szansę. – Butina jest znakomitym zawodnikiem. A Dinamo to klub specyficzny, zdecydowanie najlepszy w Chorwacji. Przebicie się do podstawowego składu to ogromne wyróżnienie. Dla młodego chorwackiego piłkarza to szczyt marzeń – mówi Branko Hucika, były piłkarz Polonii Warszawa, dziś menedżer piłkarski.
Nowy prezes klubu, Zdravko Mamić postanowił ograniczyć koszty i postawić na wychowanków. Ale Turina nie był megagwiazdą. Do składu właśnie przebił się Brazylijczyk z chorwackim paszportem Eduardo da Silva, a młody Niko Kranjcar uchodził za miejscowego Davida Beckhama.
Turina głównie kojarzył się z tym, że jest najlepszym przyjacielem Jerko Leko, reprezentanta Chorwacji i byłej gwiazdy Dinama. W żartach mówił nawet, że gdyby nie grał w piłkę, byłby szoferem Leko albo zawodowym bilardzistą. To dlatego, że ma klub bilardowy w centrum miasta i ponoć w tej dyscyplinie nie ma równych wśród piłkarzy.
Dopiero w lipcu 2003 roku stał się ulubieńcem kibiców. Nie dzięki swoim fantastycznym paradom, ale dzięki awanturze kibiców.

Kriens, Szwajcaria. Na miejscowym stadionie, po meczu Dinama Zagrzeb z Partizanem Belgrad doszło do krwawej jatki między kibicami obu zespołów. Z każdej strony na boisko wybiegły ponad 100-sobowe grupy, kilka osób odniosło poważne rany.
W pewnym momencie 10 kibiców Partizana zaczęło kopać leżącego na ziemi Chorwata. Turina zerwał się, przedarł przez szeregi chuliganów z Serbii, zasłonił swojego rodaka i pomógł mu dostać się do szatni Dinama. Sam ryzykował zdrowie, ale kibicowi prawdopodobnie uratował życie. To ugruntowało jego pozycję. Przez długi czas wydawała się niezachwiana.

Ten przeklęty Jeleń

Aż do 2006 roku i potyczek o Puchar UEFA.

– Dinamo miało wtedy fantastyczną drużynę. Grali tacy piłkarze jak Ognjen Vukojević, Luka Modrić, Vedran Corluka czy Eduardo. Przegrali eliminacje do Ligi Mistrzów z Arsenalem Londyn, ale naprawdę
wierzyliśmy, że możemy daleko zajść w Pucharze UEFA – opowiada nam Tomo Nicota, dziennikarz gazety „24 sata”. W pierwszym meczu w Zagrzebiu Dinamo przegrało 1:2 a bramkę dla rywali strzelił Ireneusz Jeleń. To był strzał z 30 metrów. Fani winili Turinę za utratę gola. W prasie pojawiły się informacje, że zawodnik może zakończyć karierę.
–Myślałem przez chwilę o końcu grania w piłkę, ale nie po tamtych meczach z Francuzami. W lidze później zdarzył mi się słabszy dzień, słabszy mecz i miałem wszystkiego dość. Przez chwilę powiedziałem sobie „pieprzyć to wszystko”. Później powtórzyłem to w rozmowie z chorwackim
dziennikarzem i pojawiło się to w mediach. Ale nie myślałem nigdy poważnie, by skończyć karierę. Zdałem sobie sprawę, że piłka to całe moje życie – opowiada Turina.
– Ivan popełnił wtedy błąd, ale nie winiłem go, wcześniej był naszym najlepszym zawodnikiem – mówi nam Josip Kuże, ówczesny trener Dinama, później m.in. selekcjoner reprezentacji Rwandy. – Miał problemy z prezesem, który chciał koniecznie zmienić bramkarza. Ja uważałem, że powinien grać. Myślę, że to fantastyczny bramkarz, ale miał wtedy problemy z zaufaniem we własne możliwości, przynajmniej w meczach o wielką stawkę.
Po odejściu Kuże pozycja Turiny była coraz słabsza. W lecie 2007 roku zarząd klubu zatrudnił Georga Kocha, znanego niemieckiego bramkarza, któremu właśnie skończył się kontrakt z Duisburgiem. Turina usiadł na ławce.
Zaczął szukać klubu. Prasa sugerowała, że to konsekwencja jego błędu przy bramce Jelenia.
Innego zdania jest trener Dinama Zagrzeb, Branko Ivanković, który pozwolił Turinie opuścić klub. – Gdy Dinamo grał z Auxerre nie byłem jeszcze trenerem. Ale nie uważam, żeby Ivan popełnił wtedy
jakiś kolosalny błąd. To prawda, że źle się ustawił, ale polski piłkarz fantastycznie strzelił. A Ivan nie jest Davidem Copperfieldem – mówi nam Ivanković. Według byłego selekcjonera reprezentacji Iranu
powód był inny. – Ivan był w Zagrzebiu przez kilkanaście lat, nastąpiło zmęczenie materiału. Poza tym mieliśmy Tomislava Butinę. Myślę, że nadszedł dobry czas by zmienił klimat. Wyjazd do Polski to był dobry wybór – mówi Ivanković.

Kozioł ofiarny

Ale najpierw był sezon w Skodzie Xanthi. Turina zastąpił Arkadiusza Malarza, który odszedł do Panathinaikosu. – Z klubu odeszło większość czołowych zawodników. Skoda zaczęła słabo grać. Zaczęto szukać kozłów ofiarnych, chyba wśród nich znalazł się Turina – mówi Malarz. Polski
bramkarz nie wspomina jednak Turiny jako gwiazdy ligi.

– Nie zawalał meczów, jeden nawet wybronił. Odznaczał się doskonałymi warunkami, ale na pewno nie był wyróżniającą się postacią ligi. Raczej jednym z wielu bramkarzy – mówi Malarz.
Turina trafił na ławkę rezerwowych i zaczął starać się o rozwiązanie kontraktu. – W Skodzie była dziwna sytuacja, pamiętam jak przegraliśmy 2:3 z Panioniosem Ateny i zmienił się trener, został nim Grek. Wymienił połowę składu, w tym większość obcokrajowców. Latem miałem już tego dość, chciałem odejść do klubu, gdzie będę miał szansę się ustabilizować. I jestem bardzo szczęśliwy z żoną, że jesteśmy w Poznaniu, że mogę grać w lidze, pucharach, że mogę spokojnie trenować. Gdy dzwonią do mnie dziennikarze z Chorwacji, mówię im, że ta decyzja o przejściu do Lecha, to był świetny wybór – wspomina Chorwat.
Na powrót do kadry, w której zagrał 45 minut u Zlatko Krajncara w meczu z Hong-Kongiem, podczas towarzyskiego turnieju o Puchar Carlsberga, nie ma raczej szans. – Nie oszukujmy się, chociaż Turina jest bardzo dobrym bramkarzem, ma co liczyć na grę w kadrze. Konkurencja jest zbyt silna. W
tym momencie Stipe Pletikosa nie ma konkurencji, poza tym jest jeszcze kilku młodych piłkarzy, którzy kandydują na to miejsce – mówi Ivanković.

Rywalizuje fair

Może więc spokojnie skoncentrować się na grze w Poznaniu. Tym bardziej, że na plecach czuje oddech Krzysztofa Kotorowskiego. Poznaniak mówi, że czuje się na siłach rywalizować z Turiną. Arkadiusz Malarz, bramkarz OFI Kreta i kolega Kotorowskiego przyznaje, że decyzja o odstawieniu go od składu była bardzo dziwna.
Kotorowski też nie ukrywał, że jest zdziwiony, po tym jak zagrał 6 meczów w pucharach, ale przed fazą grupową usiadł na ławce.

– Bardzo mocno żyłem perspektywą gry w grupie. Nie czuję się gorszy od Ivana i będę rywalizował z nim dalej o miejsce w zespole – powiedział Kotorowski. Ale do końca sezonu w lidze i pucharach już nie zagrał.
– Do Krzyśka nikt nie miał żadnych pretensji o jakiś konkretny mecz. Czasem po prostu jest tak, że trener zastanawia się czasem, co by jeszcze zmienić, poprawić w zespole. Żeby np. w defensywie tracić mniej bramek. Podjęliśmy decyzję, że zagra Ivan. I w lidze straciliśmy w końcówce rundy bardzo mało goli – wyjaśnia trener bramkarzy Lecha Józef Młynarczyk.
Turina teoretycznie wygrał rywalizację zaraz przed meczem Pucharu UEFA z Nancy. Chociaż można przypuszczać, że w momencie gdy przyszedł do Lecha sprawa była już przesądzona.
– Pracowałem na to by zacząć bronić w Lechu od początku mojego pobytu w Poznania. Rywalizujemy cały czas z Krzyśkiem Kotorowskim, ale fair. To trener wybiera. Wcześniej bronił Krzysiek, teraz ja – powiedział w niedawnym wywiadzie w „Przeglądzie Sportowym”.
– Wychodzę z założenia, że nie ma sztywnego podziału na pierwszego i drugiego bramkarza. Jesteś po prostu tak dobry, jak twój ostatni mecz –dodaje.
Turina musiał cały czas udowadniać swoją wartość.
Było kilka niepewnych interwencji, czasem braku zdecydowania, ale i kilka ciekawych występów. Najlepiej zagrał z Feyenoordem Rotterdam, a więc wtedy kiedy było to najbardziej potrzebne. Chorwat, który jeszcze dwa lata temu był bliski załamania, dzisiaj jest wniebowzięty. Chorwackiemu dziennikarzowi niemal wykrzyczał: – To jest fantastyczne, to jest cud. Nie mogę uwierzyć, że przed sezonem sprzedaje się tu aż 20 tysięcy biletów. To jest mój nowy początek!

Piotr Matyla, Marek Wawrzynowski

Reklamy

3 komentarze »

  1. Tomasz said

    spoczywaj w spokoju Ivan,pamiętam naszą niezapomnianą przygodę 2008/09 w pucharze UEFA. Trochę z naszymi kibolami z Wlkp pojezdzilismy po Europie. Ivan, byles u nas krókto, ale pamietamy!
    BTW panie Marku, co sie dzieje z dziennikarzem który z panem to pisał? Jestem z Poznania i mam wrażenie, że zniknął gdzieś z pola widzenia.

  2. Marek said

    Tomek, dobre pytanie. Nie mam z Piotrkiem gdzieś od roku kontaktu, więc nawet nie wiem czy coś się u niego zmieniło. Myślałem, że pracuje w Fakcie.

    • Tomasz said

      ok, pytam z ciekawosci, bo pamietam ze jezdzili zawsze z henszelem na mecze pucharowe i widzialem go czesto w poznanskiej kablowce.

      BTW fajna ta historia z Turina, szczegolnie akcja z kibolami Dinama, nie znalem jej wczesniej.
      pamietam Chorwata, spotkalem go kiedys nad Malta, wielkie chlopisko, ale bardzo serdeczny facet.
      teraz dwójka dzieci, żona w ciąży… żal człowieka straszny

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: