Piotr Trochowski

Jestem Niemcem, ale z rodzicami rozmawiam tylko po polsku
Z Piotrkiem Trochowskim spotkałem się w 2007 roku, w Kolonii, gdzie Niemcy mieli zgrupowanie przed meczem z Anglią. Wywiad został opublikowany w Dzienniku. To było jeszcze zanim wiedzieliśmy, że Polska zagra z Niemcami w grupie. I dobrze bo dzięki temu nie ma tych samych pytań o EURO 2008.Piotr Trochowski urodził się 23 lata temu w Tczewie. Zagrał już 7 spotkań dla reprezentacji Niemczech. Jest jedną z największych gwiazd HSV Hamburg. Gra na pozycji rozgrywającego lub lewoskrzydłowego.
Jak powinienem do Pana mówić: Piotr czy Peter?
PIOTR TROCHOWSKI:
– Oczywiście, że Piotr. Przecież urodziłem się w Polsce, tak mam wpisane w paszporcie. Na początku, gdy wyjechaliśmy z Polski, Niemcy chcieli zmienić mi imię na Peter, żeby brzmiało bardziej po niemiecku, ale rodzice się nie zgodzili. I tak już zostało…
Reprezentacja Polski ma problem z dobrym rozgrywającym, a tymczasem pan gra dla Niemców.
– Cóż, kiedyś była taka możliwość bym grał dla reprezentacji Polski, ale to było dawno, dawno temu. Moja matka szukała jakiegoś kontaktu, nawet pamiętam, że napisała list do jednej z gazet, by ktoś się mną zainteresował. Ale żadnego odzewu nie było. Tymczasem Niemcy widzieli mnie w swoich kolejnych reprezentacjach. Grałem w młodzieżówce do lat 13, 14. Wtedy jeszcze były możliwości bym zagrał dla Polski. Ale żadne pismo nigdy nie nadeszło.
Ale w końcu PZPN się panem zainteresował?
– Zgadza się, tyle tylko że miałem już ukończone 17 lat, pewne sukcesy i wszystkie odniesione z Niemcami. Rok wcześniej dostałem od nich paszport i powołanie na mistrzostwa Europy do lat 16. Do tego czasu byłem otwarty
na obie reprezentacje, ale uznałem że muszę skorzystać z takiej możliwości. Latami przygotowywałem się do tego, by zagrać w turnieju na takim poziomie. Poza tym żyłem w Niemczech, tu miałem przyjaciół. Czułem się tu dobrze, dlatego nie miałem żadnych wyrzutów. Dokonałem wyboru jakiego chciałem dokonać.
W reprezentacji trzymacie się z Łukaszem Podolskim i Mirosławem Klose?
– Bo tak ja ja pochodzą z Polski? Raczej nie ma to znaczenia. Ze wszystkimi mam doskonały kontakt. Oczywiście z Łukaszem i Mirkiem też.

Rozmawiacie czasami o tym, że mogliście grać dla Polski?
– Nie. Śledzimy losy polskiej reprezentacji, wiemy, że zajmuje pierwsze miejsce. Ale chłopaki, tak jak ja, dokonali świadomego wyboru. Łukasz podobnie jak ja, chciał grać o najwyższą stawkę, mecze z takimi zespołami jak Hiszpania, Francja, Włochy. Tak jak ja spędził czas młodości w otoczeniu Niemców. Dlatego żaden z nas nie żałuje wyboru. Tym
bardziej, że w przyszłym roku mamy zamiar wspólnie sięgnać po mistrzostwo Europy.
W domu w Hamburgu rozmawiacie po polsku czy po niemiecku?
– Oczywiście rodzice świetnie mówią po niemiecku, ale w domu rozmawiamy tylko po polsku. Poza tym mam jeszcze trzech braci. Z dwoma starszymi, Arkiem i Sławkiem, rozmawiamy po polsku, z najmłodszym Krzysiem już po niemiecku, bo on niewiele rozumie. Poza tym większość moich znajomych to Niemcy. Pamiętam jednak, że gdy dwa lata temu graliśmy w Gdyni mecz do lat 21 z Polską, czułem pewną radość słysząc do okoła język polski.
Niedaleko Gdyni ma pan rodzinę…
Zgadza się. Mam dziadków w Chełmnie i Tczewie. Niestety od lat nie miałem okazji ich odwiedzić. Ostatni raz przyjeżdżałem gdy byłem jeszcze małym chłopcem. Zazwyczaj to rodzina przyjeżdża do nas do Hamburga. Ja
też zazwyczaj spędzałem wakacje i święta w Hamburgu. Zwłaszcza, że przez kilka lat grałem w Monachium. Ale jeśli będę miał chwilę, to wybiorę się do Polski na wakacje.
Właśnie, gra w Bayernie to chyba marzenie każdego piłkarza w Niemczech…
– No cóż, ja już tam grałem a więc spełniłem marzenie (śmiech).
No ale teraz jest pan w Hamburgu, nie lepiej było przeczekać trudny czas?
– Nie sądzę. Grałem w Bayernie w juniorach i rezerwach i szło mi bardzo dobrze. Zaczęli zabierać mnie na treningi do pierwszej drużyny, wydawało się, że mam przed sobą przyszłość w Bayernie. Zacząłem przebijać się do pierwszego zespołu, zagrałem kilka meczów i wtedy przyszedł trener Hitzfeld i odesłał mnie na ławkę. W ciągu 2 lata zagrałem w Bayernie zaledwie 15 meczów. Dlatego wróciłem do Hamburga.
Nie za szybko się pan zniechęcił?
– Raczej nie. Dokonałem słusznego wyboru. W Hamburgu mieszkam od piątego roku życia. Znam tu każdy kąt, czuję się tu znakomicie. Znowu zacząłem grać, grałem w podstawowym składzie HSV, dostałem powołanie do reprezentacji. I wtedy Bayern zgłosił się ponownie.

Mógł pan zostać gwiazdą w zespole, który ma jeden z z najmocniejszych składów w Europie i walczy rok w rok o tytuł. Pan wolał przedłużyć kontrakt do 2011 z HSV który jest w porównaniu do Bayernu jednak przeciętnym klubem.
– Nie mogę się z panem zgodzić. Od kiedy wróciłem do HSV zaczęły się moje sukcesy. W klubie sporo się dzieje, od dwóch lat regularnie walczymy o puchary. Graliśmy w Lidze Mistrzów, teraz jesteśmy w Pucharze UEFA. A w tym roku? Nie wiem, to jest nieprzewidywalne. Przecież rok temu mówono, że powalczymy o tytuł, a po kilkunastu kolejkach byliśmy na ostatnim miejscu. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze.
Niemcy często porównują pana do Thomasa Haesslera. Odpowiada to panu?
– Na pewno miło, gdy porównują cię do tak znakomitych zawodników. Ale nie mogę powiedzieć, że Haessler to mój idol. Jest pewne podobieństwo. Obaj jesteśmy tego samego wzrostu. To tyle. Zresztą ja w ogóle nie miałem jakiś wielkich idoli. Podobało mi się jak gra Ronaldinho czy inni zawodnicy. Ale nigdy nie byłem zapatrzony tylko w jedynego piłkarzu. Chciałem podpatrywać u wielu i od każdego coś dobrego wyciągnąć.
W Niemczech uważają pana za znakomitego technika. To nie pasuje do niemieckiego wizerunku piłki.
– Może kilka lat temu by nie pasowało. Ale dzisiaj jest inaczej. Niemieccy piłkarze to nie są maszyny, czołgi. Dzisiaj niemiecka piłka jest wciąż konsekwentna ale i doskonała technicznie.
Podczas ostatnich mistrzostw świata w Niemczech Polska straciła bramkę w meczu z gospodarzami w przedostatniej minucie. Było panu chociaż trochę przykro?
– Nie. Polska broniła się dzielnie, ale ja kibicowałem Niemcom. Bo ja mówię po polsku ale jestem Niemcem i Niemcy też traktują mnie jak swojego.

dzięki Piotrek, szkoda że nie podajesz do Irka Jelenia. Z drugiej strony zastanawiam się nad losem tych wszystkich Polaków, którzy wyjeżdżają do Niemiec. Trudna sprawa z tą identyfikacją narodową. Niby chciałbyś być patriotą, ale uwarunkowania materialne itd. I w końcu pewnie zaczynasz sobie wmawiać, że Polska nie dała ci tego i tamtego. Tak jest z Miro Klose, ale to może przy okazji.

Reklamy

2 Komentarze »

  1. kwasny said

    Z tym patriotyznem to lekkka przesada nic ci człowieku to nie dało do myslenia zagrałes w niemczech kilka dobrych meczy i na tym koniec twoich mozliwosci dla mnie osobiscie jestes przecietnym zawodnikiem jesli uwarzasz sie za Niemca to zmien człowieku nazwisko my u nas w poslce brzydzimy sie takimi ludzmi jak ty Klose Podolski czy tez rudy Polanski nie macie nic wspolnego z Polska bic brawo tylko waszym rodzicom ze tak was wychowali i tak w Sewilli sobie gosciu nie pograsz!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  2. Andrzej said

    Zazdrosc przebija z takich jak ty! Co mu w koncu Polska dala.Przyjechal
    tu jako maly chlopak,tutaj mial mozliwosci zrobienia kariery.
    A ty zes powinien sie wstydzic takie glupoty wypisywac!

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: