Serhij Rebrow

Serhija Rebrowa spotkałem w Maladze gdzie zgrupowanie miała Legia Warszawa i.. Rubin Kazań. Właściwie nie byłem strasznie napalony na ten wywiad, namówił mnie Piotrek Kucza, fotoreporter. Zacząłem myśleć i… szybko się napaliłem. Najpierw szukaliśmy hotelu Rubinu, dotarliśmy po 21, a trenera Berdyjewa spotkaliśmy o 22.10. Spytaliśmy czy możemy wpaść rano, na co ten odpowiedział: „A dlaczego rano? Teraz możecie pogadać”. I ściągnął Rebrowa na dół. Pogadaliśmy niecałe pół godziny i piłkarz poszedł spać. Ale było warto. Rebrow poopowiadał trochę o starym Dynamie i Walerym Łobanowskim, jednym z najlepszych trenerów w historii gry. Może pogadalibyśmy dłużej ale chyba miał już dość pytań o Łobanowskiego 🙂 Tekst ukazał się w lutym 2009 w Magazynie Sportowym.

Coraz częściej słychać głosy, że Ukraina może mieć problemy z organizacją EURO 2012…
Serhij Rebrow:
Na Ukrainie ludzie bardzo czekają na ten turniej, wiem, że są obawy czy zdążymy, ale jestem przekonany, że się uda. Mam takie przeczucie. Myślę, ze to może być fantastyczny turniej, ludzie zobaczą nie tylko futbol, ale i wspaniałe historyczne miejsca, do tej pory nieznane ludziom z Zachodu, poznają nasze przyjazne nastawienie, bo Ukraińcy i Polacy potrafią być wyjątkowo gościnni i bardzo naturalni.

Skąd to przekonanie, że się uda?
Bo widzę jak rozwija się Ukraina, wciąż powstaje coś nowego. Wiem, że nie zostało dużo czasu, ale z drugiej strony jest go wystarczająco dużo. Ważne żeby powstały stadiony i lotniska, reszta jest drugoplanowa. I dlatego właśnie jestem pewien, że zdążymy. No, Lwów może mieć problemy.
Oczywiście dobrze byłoby, zwłaszcza dla kibiców, żeby turniej odbywał się we Lwowie, bo to blisko granicy z Polską a więc gwarantuje dogodne połączenia, ale jeśli nie, to mamy w zapasie Charków. Tak więc nie przejmowałby się za bardzo tymi wszystkimi doniesieniami.

Pamięta pan ten dzień, gdy w Cardiff ogłoszono, że organizujemy wspólnie EURO 2012?
Tak, to było nieprawdopodobne. Nie mogłem uwierzyć. Zresztą na Ukrainie był tylko jeden człowiek, który wierzył w to od początku do końca — Hryhorij Surkis. Na początku pomyślałem: „Hej, to chyba jakiś żart?”. A dzisiaj widzę, jak wiele się zmieniło. Ludzie mają większe poczucie własnej godności.

Popularność turnieju w znacznym stopniu zależy od tego jak idzie w nim gospodarzom. Tymczasem Polska i Ukrainia nie grają tak jak oczekiwaliby tego fani…
Mogę mówić o Ukrainie. Mamy teraz nowego selekcjonera Oleksieja Michailczenkę i myślę, że możemy mieć naprawdę mocną ekipę podczas EURO 2012. Wiadomo, że ludzie nie będą nas zaliczać do faworytów, ale przecież tak samo było podczas mistrzostw świata w Niemczech, gdzie jednak doszliśmy do ćwierćfinału i przegraliśmy dopiero z późniejszymi mistrzami świata. Tak więc proszę nie mówić, że jesteśmy słabym zespołem. A przy fantastycznym dopingu, bo u siebie go nam nie zabraknie, będziemy jeszcze mocniejsi. Zresztą wy też.

Rebrow

Nie mówię, że jesteście słabi, ale mam w pamięci jeszcze fantastyczne Dynamo Kijów z lat 90–tych, wtedy wydawało się, że możecie być znacznie mocniejsi.
Myślę, że mieliśmy pecha. Nasz zespół był mocny, ale po prostu zawsze czegoś nam brakowało. Proszę zwrócić uwagę, że od 1998 do 2002 roku zajmowaliśmy w naszych grupach kwalifikacyjnych, czy to do Mistrzostw Świata czy Europy, drugie miejsca, i później przegrywaliśmy w barażach. Zawsze mieliśmy bardzo mocnych rywali w grupach. Myślę, że to była szansa, żeby ten zespół zaistniał w Europie. Czasami po prostu umiejętności nie wystarczą.

Oczekiwania były ogromne, bo przecież w latach 90–tych tworzyliście z Andrijem Szewczenką jeden z najlepszych duetów napastników w Europie…
Zgadza się, o nas było najgłośniej, ale nie ograniczałbym sukcesu Dynama do dwóch piłkarzy. Myślę, że po tym jak doszliśmy do półfinału Ligi Mistrzów wszyscy piłkarze Dynama byli bardzo wysoko notowani na rynku, na każdego z nas przychodziły oferty z zachodu. Każdy z nas był przygotowany psychicznie, fizycznie i technicznie do gry na najwyższym poziomie. To była fantastyczna drużyna.

Walery Łobanowski mówił, że Andrij Szewczenko był najlepszym piłkarzem świata…
I Andrij potwierdził to później w Milanie. Nie wiem czy był najlepszym, na pewno był jednym z najlepszych.
Jaka była tajemnica waszego duetu?
Nigdy nie było żadnej tajemnicy. Znaliśmy się bardzo dobrze. Nigdy nie byliśmy jakimiś wielkimi przyjaciółmi, ale byliśmy na pewno dobrymi kolegami. Znaliśmy się, swoje mocne i słabe strony, wiedzieliśmy czego się po sobie spodziewać. On wiedział gdzie pobiec, a ja dokładnie wiedziałem, gdzie zagrać. To takie proste…

Dlaczego nie dał rady w Chelsea?
To nie był zespół dla niego. Milan tworzył kilka dobrych okazji na mecz, Chelsea już nie. W Milanie mógł się więc wykazać. Chelsea za Mourinho grała może ładnie, ale nie tworzyła wcale tylu dobrych sytuacji. Wygrywała po 1:0. Andrij jest piłkarzem, który ma fantastyczną technikę, ale w Anglii to sprawa dalszego planu — tu się liczą wślizgi, ostra gra. Pewnie, technika też, ale najważniejsza jest ostra bezkompromisowa gra. To nie był jego futbol.

Motorem napędowym Dynama był chyba Walery Łobanowski, być może jeden z kilku najlepszych trenerów w historii futbolu. Dlaczego był tak niezwykły?
To facet, który był bardzo mocny psychicznie, w drużynie potrafił utrzymywać żelazną dyscyplinę. Nawet gdy weszliśmy do półfinału Ligi Mistrzów, nie powiedział wtedy o Andriju że jest najlepszy na świecie. Nawet zdziwiło mnie to, że pan to gdzieś przeczytał. Myślę, że Łobanowski nie powiedziałby takiego czegoś. On nigdy nie mówił indywidualnie o piłkarzach. To była jego zasada, że nie chciał wyróżniać nikogo spośród drużyny, raczej powtarzał, że wygrywamy jako zespół i przegrywamy jako zespół.

Ludzie obserwujący Dynamo z zewnątrz pamiętają Łobanowskiego jako człowieka po prostu siedzącego na ławce, nie okazującego żadnych emocji. Strzelamy bramkę – siedzi. Tracimy bramkę – Siedzi…
W szatni emocje były i to mocne. Zmieniał się. Ale nie aż tak bardzo. Starał się wyjaśnić nam wszystko spokojnie i lekko. Nigdy nie dawał do zrozumienia, że jest wielkim trenerem. Dokładni wiedział jak wyjaśnić nam pewne rzeczy, miał na to pełno sposobów.

Jaki był jego sposób motywowania zawodników?
Przede wszystkim był najlepszym trenerem z krajów byłego Związku Radzieckiego. Kiedy wrócił do Dynama Kijów dla wszystkich to było jakieś fantastyczne wydarzenie. Kiedy coś powiedział, wszyscy traktowali to jako przykazanie, tak jakby Bóg wypowiedział jakieś słowo. Nie potrzebna była specjalna motywacja, każdy doskonale wiedział, że skoro Łobanowski coś takiego powiedział, to na pewno tak jest dobrze. Dla nas wszystkim był wielkim idolem, niektórzy się w niego wpatrywali. Wystarczyło, że
coś powiedział i wszyscy robili co chciał. On miał świadomość swojej wielkości i to wykorzystywał. Czasy były dla niego łatwiejsze, bo chociaż teraz przyjeżdża do nas wielu niezłych zagranicznych piłkarzy, a wtedy było ich zaledwie kilku, to jednak piłkarze z Ukrainy chcieli ofiarować mu wszystko. Dzisiaj pewnie byłoby to już niemożliwe.

Czyli samo przyjście Łobanowskiego do klubu tak na was zadziałało?
Tak, dokładnie. Przecież przed jego przyjściem też startowaliśmy w Lidze Mistrzów, ale nie mogliśmy niczego wygrać. Nagle przyszedł Łobanowski i staliśmy się jednym z najlepszych zespołów w Europie. Było to coś magicznego. Sami nie spodziewaliśmy się, ze tak dobrze potrafimy grać. Tłumaczył nam, że po drugiej stronie są tacy sami piłkarze jak my, że możemy z nimi wygrać, bo więcej biegamy, mocniej pracujemy. I to działało, wierzyliśmy w to i wygrywaliśmy.

Po wielkim Dynamie Kijów na wschodzie długo nie było nic, później pojawił się Zenit St. Petersburg. Można powiedzieć, że wciąż czekamy aż zespoły z Europy wschodniej nawiążą rywalizację z największymi klubami z zachodu. Czy to w ogóle jest możliwe?
Na przełomie ostatnich kilkunastu lat były jeszcze: zawsze mocny Spartak i CSKA Moskwa, która niedawno wygrała Puchar UEFA. Jeśli chodzi o piłkarzy z byłego Związku Radzieckiego, to myślę, że możemy naprawdę odgrywać czołową rolę w Europie. Mamy wszystko czego trzeba, poza tym czymś, czego nie potrafię panu w tej chwili nazwać. Nie wiem, może to brak pewności siebie, może brak wiary we własne możliwości. Ale rozumiem, że panu chodzi o system. Na Ukrainie są tylko dwa wielkie zespoły, ale liga rosyjska wkrótce będzie rywalizować z najlepszymi w Europie. Pojawiło się tu sporo pieniędzy, mocna liga produkuje mocnych piłkarzy, to zrozumiałe. Europa wschodnia powoli goni zachodnią, ale to nie jest automatyczne, nie dzieje się z dnia na dzień, potrzeba cierpliwości. Tak samo było, gdy grałem w Turcji – wszystkie stadiony były pełne, coraz więcej mówiło się o piłce w telewizji, kluby zaczynały odnosić pierwsze wielkie sukcesy w Europie. Ale to wszystko powolny
proces. Teraz akurat jest kryzys, więc pewnie powinniśmy się spodziewać jeszcze pewnego spowolnienia.

Teraz mamy nowego kandydata na „wschodnioeuropejską potęgę”. To że pański Rubin wygrał ligę rosyjską zostało odebrane jako spora niespodzianka, przynajmniej w Polsce.
Rozumiem, dla nas to też była niespodzianka. Gdyby ktoś spytał się mnie czy wygramy ligę, powiedziałby, bardzo niepewnie, że po prostu nie wiem. Myślę, że nasz wynik to w znacznej mierze kwestia naszego szkoleniowca, Gurbana Berdijewa. Facet jest w tym klubie od kilku lat, nie istnieje dla niego nic poza piłką nożną. Wyznaczył sobie cel – mistrzostwo Rosji i do tego dążył. Poza tym jesteśmy sponsorowani przez republikę Tatarstanu, bez pieniędzy państwowych, nie byłoby tematu.
Wszyscy spodziewali się, że Zenit wszystkich zdystansuje.
Domyślam się, w Rosji też tak myślano, ale Zenit nie był przygotowany na tak dużą dawkę gier – liga, puchar UEFA, superpuchar Europy, mistrzostwa Europy, gdzie grało kilku piłkarzy z Zenitu, później Liga Mistrzów… to było dla nich za wiele. Wciąż mają bardzo mocny zespół i pewnie wkrótce się o tym przekonamy.

Obserwuje pan Ligę Mistrzów, jak pan ocenia wasze szanse na osiągnięcie jakiegoś spektakularnego sukcesu?
Wiadomo, że są zespoły, które wydają się poza konkurencją, tzw. wielkie firmy, ale generalnie poziom jest wyrównany i od czasu do czasu ktoś może zajść daleko. Może właśnie będziemy to my. Pokazaliśmy w Lidze Rosyjskiej, że nie mamy jakiś kompleksów. Zresztą już Zenit grał bardzo  dobrze, ale znowu decydował czynnik szczęścia. Bez tego nie ma sukcesu. W najbliższych latach rosyjskie czy ukraińskie kluby nie nawiążą na stałe rywalizacji. Po prostu najlepsi obcokrajowcy wciąż boją się do nas przyjeżdżać. Musi chwilę potrwać zanim zdobędziemy zaufanie świata. Na razie każdy woli pójść do Realu czy Manchesteru niż do Spartaka, Szachtara czy CSKA, nawet jeśli Rosjanie czy Ukraińcy płacą więcej. W lidze ukraińskiej wciąż grają tylko dwie lub trzy drużyny, reszta się nie liczy. W lidze rosyjskiej jest lepiej, ale tu kolei odstraszają warunki atmosferyczne. To odstrasza na przykład Brazylijczyków. Jest ich coraz więcej, z powodu pieniędzy, ale to jeszcze nie to. Poza tym nasze
kluby nie mają tej legendy, tej otoczki. Ludzie przyjeżdżają na Ukrainę dla pieniędzy , nie dla legendy Dynama Kijów. Tak naprawdę mało kto wie, że Dynamo Kijów to legendarny klub, przynajmniej na zachodzie.
A jednak udało się wam zbudować wielką drużynę Dynama Kijów, i to bez pieniędzy.
Bo trafiliśmy na grupę dobrych piłkarzy z Ukrainy. To był właśnie ten fenomen, o który pan pytał – ludzie wiedzieli co to jest Dynamo, wiedzieli kto to jest Łobanowski, to były dla nich magiczne słowa.

Czy sukces Rosji w EURO 2008 bardzo zmienił postrzeganie piłki nożnej?
Coś w tym stylu. Tak samo jak było z Ukrainą w 2006 roku – zawsze wiedzieliśmy, że mamy zespół, który może być mocny, ale potrzebowaliśmy sukcesu, który by nas w tym utwierdził. To samo z Rosją. Wiadomo, że w tym zespole były zawsze wielkie możliwości.

Różnica jest taka, że Rosjanie grali podczas EURO 2008 bardzo ofensywną piłkę, zaś wy, podczas mistrzostw w Niemczech, bardzo defensywną.
Kompletnie się nie zgodzę. Oczywiście, z Włochami czy Hiszpanią się broniliśmy, oni po prostu byli od nas mocniejsi technicznie. Ale w pozostałych meczach to my dominowaliśmy, atakowaliśmy. Z Arabią
Saudyjską czy z Tunezją graliśmy fajny futbol.

O waszej drużynie było głośno nie tylko dlatego, że dobrze graliście, ale z powodu Olega Błochina, bardzo kontrowersyjnego szkoleniowca.
No tak, był kontrowersyjny. Kiedyś był wybrany najlepszym piłkarzem świata i doskonale o tym wie, a więc jest trochę, jakby to powiedzieć, jest bardzo pewny siebie.
Rozmawiał w Maladze Marek Wawrzynowski

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: