Ebi Smolarek

Do Ebiego Smolarka pojechaliśmy z Piotrkiem Wołosikiem kilka tygodni po jego transferze do RAcingu Santander. Na umówione spotkanie Ebi nie przyszedł. Mija 15 minut, nerwy, 30. Odpisuje na sms-a, że o 16. Ufff, już mieliśmy prosić o azyl w Hiszpanii. Wyprawa na 2,5 dnia, tylko na wywiad, kupa kasy, a tu…, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Na początek jest trochę pytań o aktualności, a później sporo uniwersalnych, wyszło nieźle, Ebi ma sporo luzu. Wywiad ukazał się w „Przeglądzie Sportowym”.

Jednym z głównych tematów hiszpańskiej prasy jest wyrzucenie z Realu kilku piłkarzy, w tym Jerzego Dudka. Co byłoby dla Pana ważniejsze – być w Realu czy grać w Santander?
– Dla mnie jednak najważniejsza jest gra. Na początku też miałem trochę problemów, ale jestem przekonany, że to minie. Zresztą trener mówił mi, że mam czas, żebym się nie przejmował. Ostatnio nie stawiał na mnie, bo nie było mnie cały tydzień w klubie, a Tchite był i trenował. OK, nie ma sprawy, jeszcze pokaże ile jestem wart. Na razie pokazałem w kadrze i w Borussii. Myślę, że sporym problemem jest brak komunikacji.

Uczysz się?
Właśnie zacząłem w tygodniu.
Ale Beenhakker mówi, że język piłki jest międzynarodowy…
Zgadza się, ma rację, ale to na boisku. A w szatni musisz się jakoś dogadać z kolegami. A ja po prostu nie mówię po hiszpańsku, a niewielu chłopaków zna inne języki.
Skoro już jesteś w Hiszpanii to pewnie po cichu myślisz, że fajnie byłoby zagrać w Realu…
– Nie mówmy o siedzeniu na ławce. Oczywiście, jeśli dobrze będzie mi szło, to dlaczego nie myśleć o Realu?
Czy twoje wyobrażenia o lidze hiszpańskiej pokrywają się z rzeczywistością?
– Jasne, ładna pogoda, ciepło, pełen luz. Zupełnie inaczej niż w Niemczech i Hiszpanii. Właśnie o to mi chodziło. Tak jak miało być tak jest. Ludzie tutaj żyją na luzie, nie są zestresowani, życie jest spokojne. Mi to pasuje.
Nie ma niemieckiego „Ordnung muss sein”?
Nie, a raczej takiego „Grundlichkeit”, czyli, że wszystko musi być zrobione na czas, zaplanowane od A do Z. To nie dla mnie. Wolę pełny relaks. Zdecydowanie mi tego nie brakuje.
A miejsce do życia… Dortmund czy Santander?
To co innego, sami widzicie, tu jest po prostu pięknie. Jak już podpisałem kontrakt, sporo o tym czytałem. Zresztą byłem z Borussią na zgrupowaniach w Hiszpanii, wiedziałem czego się spodziewać. Sporo patrzyłem w internecie.
Wcześniej byłeś związany z Łodzią, Rotterdamem, Zagłębiem Ruhry czyli miastami pracy…
Czy to ukształtowało mój charakter? Nie wiem, może to przypadek. Jasne, w Holandii ludzie z Rotterdamu są postrzegani jako bardzo pracowici, sporo ludzi haruje w porcie. Podobnie jest z górnikami w Dortmundzie. Co ludzie mają taki twardy charakter.
A ty?
Ja zawsze musiałem się pokazać, ciężko pracować. Nic nie przyszło łatwo. Gdy grałem w Feyenoordzie, musiałem odejść, miałem kontuzję. Ludzie myślą, że jestem synem Smolarka, więc wszystko łatwo idzie. Nie, tak nie było. Momentami było naprawdę bardzo ciężko.
Myślałeś wtedy, żeby rzucić to wszystko w diabły?
Tak, miałem taki okres w życiu gdy myślałem o zakończeniu kariery. Miałem 21 lat i byłem po ciężkiej kontuzji. Minęły trzy miesiące i wtedy zacząłem myśleć, że to już koniec…
Co byś wtedy robił?
Nie wiem…
Może znalazłaby się praca w porcie w Rotterdamie?
Możliwe, ale to nie takie proste. Tak mnie bolało kolano, że nie wiem czy dałbym radę. Ale poważnie, bardzo dużo nauczyłem się w tym okresie. Zobaczyłem wtedy jak ważna jest dla mnie piłka. Zobaczyłem, że życie jest ciężkie. Tylko wskoczyłem do góry, awansowałem do pierwszej drużyny, a tu nagle taki cios. Zawsze może być tak, że w pewnym momencie poczujesz ból i już nigdy na boisko nie wyjdziesz. Po tych moich doświadczeniach naprawdę czuję się szczęśliwy, że jestem piłkarzem.
Naprawdę doceniam futbol jak nigdy. Piłka jest całym moim życiem.
Mówisz jednak, że może przyjść kontuzja i koniec kariery. Zabezpieczasz się jakąś na przyszłość?
Tak, inwestuję w ośrodek szkolenia młodzieży pod Łodzią. Na początku robił to ze mną Tomek Kuszczak, ale teraz już się wycofał. To będzie naprawdę fajny ośrodek na wysokim poziomie, z hotelem, boiskami. Bardzo fajne. Myślę oczywiście o zabezpieczaniu się na przyszłość, ale nie
traktuję tego pierwszoplanowo. Mam jeszcze trochę lat gry przed sobą i na tym chcę się głównie skoncentrować.
Jak wracasz po meczu kadry do Santander, to rzucają ci się w ramiona (wywiad był robiony po jednym z meczów kadry, gdy Ebi strzelał bramkę za bramką)?
– Nie, spokojnie, żadnej wylewności nie było. Pogratulowali mi i trener powiedział, że dla Polski strzelam gole, a dla Racingu nie.
Dlaczego tak jest?
Bo inaczej się gra. Sami mówiliście, że Racing ma najlepszą obronę w Europie. mamy 23 punkty mimo, że strzeliliśmy 11 bramek a straciliśmy 9 w 13 meczach. Niesamowite co? To znaczy, że my gramy bardzo do tyłu. Czekamy na tę jedną kontrę i mamy trzy punkty. Trener ma sukcesy, więc
dlaczego nie?
Co to za trener?
Dobry fachowiec. Mi jednak nie jest tak łatwo jak w Dortmundzie czy w kadrze. On się trzyma bardzo, żeby bramki nie stracić. Kto nie traci, nie przegrywa.
Z Realem pewnie zagracie bez napastnika…
– No myślę, że tak.
Jest jakaś różnica między Ebim w kadrze i Ebim w Santander?
Nie, po prostu drużyna jest inna. W kadrze gramy zawsze do przodu, jest spora pomoc. Tutaj wszystko jest dla mnie nowe. Nie rozumiem wielu rzeczy. I tu znowu pojawia się problem języka. Ale szczerze, to nawet nie miałem kiedy pójść do szkoły, wyjeżdżałem sporo na reprezentację, tak jakoś wyszło. Postaram się to nadrobić.
Kadra gra z większą fantazją, a to raczej Hiszpanie powinni mieć rozmach.
Jasne. Powiedziałem do trenera: hej proszę popatrzeć jak gramy w Polsce i wygrywamy. Też tak powinniśmy, do przodu, do przodu. A trener śmieje się i mówi: to zobacz na tabelę.
A jak wygracie z Realem to będziecie mieli tylko trzy punkty straty.
A dlaczego mielibyśmy nie wygrać? Fajnie by było…

Zwracasz uwagę obecnemu trenerowi, mówiłeś głośno o tym, że masz pretensje do Beenhakkera. Taka niesubordynacja w Polsce jest nie do pomyślenia.
– Miałem pretensje po meczu z Finlandią, a z Serbią w ogóle nie zagrałem. Mówię wprost, bo tak jest łatwiej. Tak jest uczciwie. Nie uznaję mówienia za plecami. Powiedziałem to prasie, powiedziałem to
Beenhakkerowi. Piłkarz nie jest zadowolony gdy nie gra i to chyba normalne. Gdybym jako zawodnik pogodził się z rolą rezerwowego, był zadowolony z siedzenia na ławce, to co byłby ze mnie za piłkarz? Uważam, że powinienem grać w pierwszym składzie, to mówię. To nie jest krytyka. W Polsce oczywiście jest to problem. Rok temu w Dortmundzie skrytykowałem prezesa, bo wygraliśmy 1:0 z Wolfsburgiem a trener siedział naburmuszony i smutny. Tydzień później wyrzucił Van Marwijka.
To go skrytykowałem. Za to miałem problemy.
To nie pierwszy raz, kiedyś podpadłeś Ruudowi Gullitowi… Do Los Angeles Galaxy cię nie zabierze…
Tak, to poważny problem (śmiech). Nie potrzebuję tego. A było tak: Siedzieliśmy na odprawie w szatni i nagle Gullit mówi: „Od tej pory nie życzę sobie, aby w czasie odprawy ktokolwiek miał włączony telefon komórkowy. Jak ktoś będzie miał włączony telefon, to go wyrzucę z klubu”. Minęło 10 sekund i zadzwonił mu telefon. ja się zacząłem śmiać. „No ładnie trenerze” – mówię i cały czas się śmieję. Przyznacie, że płakać w tej sytuacji nie wypadało. Chociaż akurat nikomu innemu sytuacja nie wydała się śmieszna, wszyscy siedzieli cicho. A ja już nie mogłem przestać się śmiać. Od tej pory miałem pod górkę w klubie.
Czyli Gullit nie ma poczucia humoru?
W tej sytuacji mu go zabrakło. Pewnie jego żona dzwoniła i to mu humor popsuło.
A Beenhakker ma podobno poczucie humoru…
Ma i to naprawdę niezłe. Nie potrafię powiedzieć o co chodzi. Tylko tyle, że facet wyczuwa sytuację i od razu ze wszystkiego potrafi żartować.

A ty jako, że znasz mentalność Holendrów, to pewnie rozumiesz te żarty lepiej niż inni?
– Nie, to nie ma nic wspólnego. Przecież w każdym kraju, gdzie pracuje potrafi dopasować dowcip. To po prostu jest taki jego charakter. Wcale nie jest typowym Holendrem.

A może się nie śmiejesz, bo pamiętasz sytuację z Gullitem?
Na odprawie na pewno się nie śmieję. Ale i Beenhakker nie robi takich rzeczy jak Gullit. Mam dla Leo naprawdę duży respekt, gdy słyszę co mówi, jak mówi, jak robi robotę. Wszystko dobrze widzi, ma świetny przegląd sytuacji. Tak zrobił z Belgami. Widział jak wygląda sytuacja, dlatego zamienił pozycjami mnie, Maćka Żurawskiego i Jacka Krzynówka. Od razu był efekt. W tym nie było przypadku. Facet ma tyle sukcesów, nie potrafię powiedzieć jak on to robi.
Myślisz, że u polskiego trenera grałbyś tak samo dobrze?
– Myślę, że tak, to akurat zależy tylko ode mnie jak gram. U Polaka grałbym tak samo. Każdy trener potrafi coś innego. Akurat Beenhakker umie rozmawiać, tak byśmy wiedzieli o co chodzi w piłce. Każdy mecz jest finałem. Tak trzeba myśleć.
A jak trafił do ciebie?
– Chyba nie trafił, bo sadzał mnie na ławce.
Może właśnie chciał byś się wkurzył?
Kto wie. Ale raczej to była kwestia szczęścia. Albo nieszczęścia Jacka Krzynówka, który doznał kontuzji przed meczem z Kazachstanem. Ja zagrałem na lewym skrzydle, strzeliłem bramkę, więc później wyszedłem w pierwszym składzie na Portugalię. A tam wiadomo…
Ten mecz z Portugalią to najważniejszy mecz tych eliminacji, dla ciebie pewnie najważniejszy mecz w karierze?
A może jednak Kazachstan? Oczywiście wy to widzicie inaczej niż ja. Mecz z Portugalią jest dla was wielki, bo i rywal był wielki. Ale dla mnie przełomem był Kazachstan. Gdyby wtedy nie zagrał dobrze i nie strzelił bramki, nie zagrałbym być może z Portugalią. Takie życie.
Ojciec pewnie był bardziej dumny za mecz z Portugalią. W końcu nazwał cię na cześć Eusebio.
Tego akurat do tej pory nie wyjaśniłem. Niech ojciec się wypowie jak to było z tym Eusebio. Szczerze to ja nawet nie widziałem jak Eusebio gra, ale mam z nim zdjęcie. Spotkałem go, gdy był w Rotterdamie z Benficą. Oczywiście ojciec też strzelił gola Portugalczykom, ale ja na takie rzeczy nie patrzę. Po prostu gram. Myślę, że gdy będę miał 35 lat i już zakończę karierę, to siądę w fotelu i sobie o tym pomyślę. Będzie miło.
Mówisz, że do ojca ci brakuje, ale jeśli chodzi o udziały w wielkich imprezach, to wygląda na to, że go przebijesz. Mistrzostwa w 2006, mistrzostwa w 2008, pewnie jeszcze dojdzie 2010, bo mamy dobre losowanie i 2012 bo będziemy gospodarzem. A że karierę chcesz kończyć w wieku 35 lat, to do EURO 2016 pograsz…
Jasne, jasne, myślicie że tak długo wytrzymam? Postaram się. Może w Holandii w Feyenoordzie pogram. Tam chciałbym skończyć, tam gdzie zacząłem. Ale ojciec grał w innych czasach. Mógł wyjechać z kraju gdy miał 28 lat. Trzecie miejsce, co zrobił dla Polski, nie można zapomnieć.
Gdy przyjechałem do Santander, dziennikarze mówili mi: o tobie nie słyszeliśmy, ale za to znamy twojego ojca, Smolarek 82. Dlatego co zrobił w Polsce, jak przyjeżdża, to zupełnie inaczej niż w Holandii. W Polsce jest gwiazdą, uważali go za wielkiego piłkarza. Dlatego jeszcze mi do niego brakuje.
Rozmawiacie sporo o piłce?
Nie, o prywatnych rzeczach. Chyba że jest po meczu, wtedy pyta: „Jak się grało”. To wszystko. Gdy byłem młody, to rozmawialiśmy o piłce naprawdę dużo.
Miałeś zawsze takie ciśnienie, żeby spełnić oczekiwania ojca?
Nie. Nie było łatwo. Pewnie ludzie myśleli, że gram w Feyenoordzie, bo tata jest tam. Tak samo w kadrze. Sam musiałem pokazać, że tata mnie za rękę na boisku nie trzyma. Wszystko muszę zrobić sam. Ja zawsze wiedziałem, że będę piłkarzem, że muszę być piłkarzem. Jak w szkole pytali: „Kim chcesz zostać jak będziesz starszy?” Mówię: „Piłkarzem”. Nauczyciel do mnie: „Ale nie możesz tego przewidzieć”. A ja na to: „A ja będę i koniec”.
Słyszałeś, że mówią za plecami: to syn Smolarka, on ma łatwiej…
Tak, nieraz miałem takie uczucie. Sporo było takich sytuacji. Gdy miałem 15, 16 lat, to często tak mówili. Słyszałem takie teksty: Włodek Smolarek to on nie jest, ojciec był lepszy i tak dalej. Ja nie miałem jakiejś motywacji, by dogonić ojca. Mówiłem: „On jest W. Smolarek” a ja jestem „E. Smolarek”.
Wróćmy do ligi hiszpańskiej. Życie jest fajne, ale czy gra ci odpowiada, czy jest taka jak myślałeś?
Cały czas wraca problem języka. To nie jest kwestia miesiąca, ale za jakiś czas będę spokojnie się
dogadywał i będzie ok. Będę już znał 5 języków. Niemiecki, holenderski, angielski, polski słabo i do tego hiszpański.

Nie jest źle. Jak skończysz karierę, możesz założyć szkołę językową.
Albo zostanę menedżerem piłkarskim, kto wie. Ale jeszcze nie myślałem, co będę robił po zakończeniu kariery.
Gdy zmieniałeś klub, do ostatniej chwili była to tajemnica. Zarówno w Dortmundzie jak i w Santander. Nie tak jak w przypadku innych piłkarzy, że wymienia się 20 klubów…
No tak, bo z menedżerami różnie bywa. A ja nie mam menedżera i stąd dyskrecja. Załatwiam wszystko z ojcem.
To znaczy, że sam złapałeś za telefon, zadzwoniłeś do Santander i spytałeś czy nie potrzebują zawodnika na twoją pozycję?
A dlaczego sądzicie, że to ja dzwoniłem? A może to ktoś do mnie zadzwonił. Z menedżerami to jest tak, że oni często zarabiają lepiej niż piłkarze. Trzeba im odpalać działkę. A po co mi to? Ja wolę pieniądze oddać rodzinie. Nie mam nic przeciwko nim, ale dzwonią, zawracają głowę, mówią o tym, że ten jest zainteresowany albo tamten. Takie tam „blablabla”. Jak ktoś coś załatwi, to ok. Pogadamy, biznes jest biznes.
Jak mówi Orest Lenczyk: Jak piłkarz ma trochę oleju w głowie, to menedżer nie jest mu do niczego potrzebny.
Tak dokładnie. Jak jesteś dobry i klub cię chcę, to sami zadzwonią.
Ale Dortmund załatwiał ci przecież Jan de Zeeuw, obecny menedżer kadry?
Gdzie tam, to bajki. Szkoda, że w ogóle on tak powiedział w prasie. Od początku do końca transfer załatwiałem sam z ojcem. De Zeeuw był moim menedżerem gdy byłem w Feyenoordzie, ale skończyłem z nim, bo nie umiał mi klubu załatwić. Do mnie dzwonił bezpośrednio Bert Van Maarwijk,
którego znałem z Feyenoordu i z którym miałem dobry kontakt. Pojechaliśmy do Dortmundu, podpisaliśmy kontrakt. Jan De Zeeuw nie miał z tym nic wspólnego i tak już zostało.

Cieszysz się, że już nie grasz w Borussii?
Tak, bardzo. Ale żałuję jednego. Że odjechałem jakby bez słowa. Chciałem pożegnać się z kibicami, strzelić na zakończenie jakąś bramkę, podejść i podziękować za doping. Niestety nie udało się. Grałem tam dla kibiców. W ostatnim sezonie też, nie grałem tylko dla prezydenta klubu. On mi
robił problemy, a fani nigdy. Odszedłem po cichutku.
Szaleństwo piłkarskie w Niemczech a w Hiszpanii?
– Tu jest to religia. W lokalnym radiu jest czterogodzinna audycja o Racingu. Nie potrafię tego porównać.
To twoja liga marzeń?
Tak, dokładnie. Liga marzeń. Sami widzicie jak tutaj jest. Pada deszcz, a i tak jest super. W Santander jest bardzo czysto, kulturalnie. Jak jest zima to ludzie wyjeżdżają na wschód, a jak jest lato, to
przyjeżdżają tutaj. Jest tu 25 stopni, fajnie.

Czujesz się samotny?
Takie życie piłkarza. Odchodzisz z klubu, tracisz kontakt, nawiązujesz nowy. Do kina jeszcze nie chodzę, ale chodzę do Ikei i do pobliskiego sklepu.
Po zakończeniu kariery chcesz osiąść w Holandii?
Nie wiem jeszcze, może będę takim obywatelem świata. Raz tutaj, raz tutaj. Fajna rzecz.
Tata nie miał takich możliwości?
Mógł wrócić do Polski. Ale został dla nas, żeby nam się lepiej wiodło. Teraz i w Polsce jest dobrze.
Jak widzisz nasze EURO 2012?
A wy co myślicie, zorganizujemy?
Gadania dużo, stadiony ładne, ale na kartkach, a łopaty jeszcze nie wbili…
– No właśnie. Ciężko będzie. Gadać można dużo. W Polsce polityką się nie interesuję. To będą bardzo ważne mistrzostwa. Będziemy mieli awans bez eliminacji, a więc najważniejsze już jest (śmiech). Myślę, że to bardzo wpłynie na rozwój kraju. Zaczną do nas przyjeżdżać turyści. Miejmy nadzieję, że nie będzie żadnego poślizgu.
Czy zmieniłeś się w trakcie tych eliminacji?
– Ja nie, raczej ludzie dookoła. Na pewno dojrzałem, zagrałem sporo dobrych meczów, więcej widziałem.
Bramki dały pewność siebie?
– Nie. Wiem, że ludzie tak myślą. Ale to nie ma znaczenia. Wiedziałem co potrafię.
Myślałeś, że nie awansujemy po dwóch meczach?
– A kto nie myślał? Na szczęście później przyszła nadzieja i mecz z Portugalią, który dał nam pewność, że możemy.

To jest drużyna historyczna, będą pisać o was w książkach?
– O tak, to fajna bajka. Weszliśmy do historii z tą drużyną, holenderskim trenerem i napastnikiem wychowanym w Holandii. Kiedyś nie do pomyślenia. Polska staje się bardziej światowa. Boją się nas w losowaniach. Ale bez przesady. Zobaczcie na mecz z Kazachstanem. Miało być łatwo a widzicie jak się
męczą. Nawet Real nie wygrywa ze wszystkimi w lidze.
Jak przychodziłeś do ligi hiszpańskiej, to miało znaczenie, że zagrasz z Realem, z Barceloną?
– Jasne, bardzo ważne, ale nie stresuje się tym.
A w ogóle często się stresujesz?
– Nie. Z Belgami też się nie stresowałem, w ogóle nie mam takiego problemu.
Nie zahipnotyzowali cię w tej piramidzie?
– Nie, bez przesady. Facet z Piramidy powiedział: „dobrze, że ostatnio cię dotknąłem, to strzeliłeś dwie bramki”. Ja na to: „ok, przywitajmy się, ale dalej mnie nie dotykaj”. Po co ma później chodzić i gadać, że jego cudowny dotyk znowu dał kadrze dwie bramki Ebiego. Ja nie wierzę w takie bzdury. Nie dotknął mnie a i tak dwie bramki strzeliłem.
Praca czy talent?
Zdecydowanie praca. I gra dla drużyny nie dla siebie. Sukces można osiągnąć tylko razem.
Uchodzisz za osobę skrytą…
Może dla prasy.
Nie lubisz mediów?
Tego nie powiedziałem. Wy potrzebujecie mnie, ja was. Kontakty czysto profesjonalne. Musi być respekt, bariera, której nie można przekroczyć. Tak jestem wychowany. Ludzie pytają, czemu nie udzielam wywiadu przed meczem, a co ja mam powiedzieć? Czy zagram? Z tym pytaniem do trenera.
Jak się przygotowuję? Wódkę wypijam. Jak zagram? Nie wiem. Nie rozmawiam przed meczem, ale to nie znaczy że jestem arogantem. Taką mam zasadę. W Holandii i w Niemczech dziennikarze o tym wiedzieli. Teraz w Polsce już też. Za to po meczu zawsze rozmawiam. Zawsze. Na początku też nie
gadałem za dużo, bo słabo mówiłem po polsku. Nie ma co wstydziłem się. Przecież miałem 6 lat gdy wyjechałem. Chodziliśmy do szkoły, uczyłem się po niemiecku, później po holendersku, uczyłem się angielskiego, w domu rozmawialiśmy po polsku. Wyobrażacie sobie 10-latka, który zna 4 języki?
To zdecydowanie za dużo.
Nikt nie robił ci przykrości w szatni?
Nie, są normalne żarty, nie ma problemu. Może kiedyś się denerwowałem, ale teraz nie.
Uczysz się polskiego?
Nie, bez przesady. W szatni z chłopakami rozmawiam, naturalnie wszystko przychodzi. Może teraz naturalnie przyjdzie hiszpański?
Z tym językiem polskim jest jak z jazdą na rowerze?
Dokładnie, tego się nie zapomina.
Porównanie nieprzypadkowe, bo jako człowiek wychowany w Holandii, jazdę na rowerze masz pewnie we krwi?
Dokładnie tak. Ale tutaj w Hiszpanii roweru nie mam. Tylko samochód. Tu w ogóle ludzie nie jeżdżą na rowerach, tylko na skuterach.
To może i ty sobie taki skuter kupisz?
Nie, ja wolę Harleya Davidsona, mam takiego w Holandii. Fantastyczna rzecz, jedziesz sobie, spokojnie, relaks… American chopper.
Dlaczego właśnie Harley?
Nie wiem, ten głos… żaden motor tego nie ma. Musisz to usłyszeć, żeby zrozumieć.
Poza tym, że grasz w reprezentacji Polski, jest w tobie trochę z Holendra?
Nie, jestem na 100 procent Polakiem. Zawsze to powtarzałem. Jak miałem sześć lat i byłem w Niemczech, byłem Polakiem. Gdy miałem 8 lat i pojechałem do Holandii to też jako Polak. Jak jeździliśmy do rodziny do Polski, to zawsze czułem się jak u siebie w domu.
Holendrzy są plastikowi?
Nie, na pewno nie. Może czasem zimni. W Polsce i w Hiszpanii jest dużo bardziej rodzinni.
Wino lubisz?
– Si.
Wino, jedzenie, to zaważyło na wyborze Hiszpanii?
– Jasne, że tak. Fajne życie, to lubię.
Dortmund to była fabryka?
– Tak, dokładnie, fabryka. Tam każdy mecz musiałeś wygrać. Tu chcemy, ale nie musimy. Zdajemy sobie sprawę ze swoich możliwości. Jest ok, po tym co miałem w Dortmundzie. Klub napuszczał media i może też kibiców. Z prasą miałem dobry kontakt. Ale gdy odszedłem uderzył we
mnie.
A pamiętasz Hash-Bombera?
– Jasne, napisali, że nadchodzi Hash-Bomber. Po meczu zapytałem kto to napisał. Zgłosił się Jorg z gazety Bild. Pogadaliśmy, pokazałem mu, że jestem normalnym gościem, a nie jakimś hash-bomberem.

Hash-bomber zabolał cię?
– Nie. W życiu różnie bywa. Jedna gazeta zrobiła mi zdjęcie jak siedzę z rodziną na kolacji po meczu z Belgią. Zrobili to z krzaków. Przecież mógł podejść i zapytać. Ja nie jestem Michael Jackson, jakiś super star. Albo powiem tak, albo nie. 80 procent, że powiem tak. Wtedy jeszcze gazetę kupię.
Ta reprezentacja jest w stanie więcej zdziałać niż ta na mistrzostwach świata? w ostatnich mundialach graliśmy: pierwszy mecz o punkty, drugi o wszystko, a trzeci o honor.
– No to teraz trzeba zacząć od tego o honor. Na pewno chcemy pokazać, że to nie był fart.
Duża jest różnica między reprezentacją Janasa a reprezentacją Beenhakkera?
Na pewno u Janas abyliśmy bardziej spięci. Trening, trening, trening i siedzenie w fajnym hotelu patrzenie w sufit. Nie byliśmy razem z chłopakami. Brakowało luzu. Wszyscy mieli trochę relaksu, nawet Niemcy mieli, tylko my nie.
Beenhakkeer jest człowiekiem wyluzowanym i dlatego drużyna jest wyluzowana?
Pewnie tak, ale ja nie chcę mówić źle o Janasie. Zabrał mnie na mundial, dziękuję mu. Każdy trener ma swój styl. Z janasem awansowaliśmy.
Jacek Bąk mówi, że trzeba przedłużyć kontrakt z Beenhakkerem od razu na 10 lat…
Ciężko mi mówić o tym. To od niego zależy. Na pewno już pomógł, zdziałał wiele.
Który jest w twojej hierarchii trenerów?
Nie mogę powiedzieć, każdy ma coś innego, mogę powiedzieć, że nie jest to Ruud Gullit.
W dobrym momencie strzeliłeś gole. Niedługo plebiscyt Przeglądu Sportowego.
Zawsze tak robię, strzelam późną jesienią. Już trzeci sezon z rzędu. Może specjalnie…
Miejsce w pierwszej trójce by cię zadowoliło czy tylko wygrana?
Na pewno byłoby super. Nawet miejsce w pierwszej dziesiątce to byłby sukces. Nagrody są fajne, jeśli przyznają je kibice. Jak będę stary to będę się z nich cieszył.
Co z Radkiem Sobolewskim?
Nie mam kontaktu, nie wiem o co chodzi.
A z kim masz najlepszy kontakt w kadrze?
– Krzynówek, Lewandowski, Radomski.
A w pokoju śpisz z…
Śpię sam. Zawsze śpię sam, w domu też.

Rozmawiali Marek Wawrzynowski, Piotr Wołosik

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: