Grzegorz Rasiak

Z Grzegorzem Rasiakiem rozmawiałem, gdy grał w Southampton. Gadajcie co chcecie, ale jak na polskie warunki facet jest niezły, również technicznie. Jako jeden z niewielu naszych daje radę na zachodzie. Poza tym to co mnie zawsze uderza to fakt, że Rasiak super się zna na piłce. Zna statystyki, swoje i swoich rywali, wie kto, co, gdzie i kiedy. Od dłuższego czasu nie udziela wywiadów. Szkoda, bo ma do powiedzenia coś tam coś tam.

Oto tekst, który powstał na kilka miesięcy przed Euro 2008, gdy Grzesiek był jeszcze poważnym kandydatem do wyjazdu.

Polski napastnik Grzegorz Rasiak poważnie zastanawia się nad zmianą klubu. Od dwóch miesięcy nie ma miejsca w ataku Southampton, tymczasem zainteresowanie Polakiem wykazują nawet zespoły z Premier League. Rasiaka odwiedziliśmy w Lymington, małej miejscowości pod Southampton, gdzie mieszka. – Wybrałem tę okolicę, bo lubię ciszę i spokój – mówi Rasiak.

Zbliża się EURO 2008 i walka o miejsce w składzie reprezentacji. Żeby być pewnym powołania trzeba grać w klubie.
Grzegorz Rasiak: Zdaję sobie z tego sprawę i nie będe ukrywał, że jestem rozczarowany całą sytuacją. Tym bardziej, że na zakończenie okienka transferowego miałem dobre oferty, a jednak nie zostałem puszczony z klubu. Z moim menedżerem skontaktowali się przedstawiciele Fulham Londyn, mocnego klubu Premiership. Oferta została odrzucona. Nasz menedżer George Burley powiedział, że jest za niska (2 miliony funtów – red.). Fulham złożyło drugą ofertę. Burley rozważał ją, ale i tym razem nie zdecydywał się mnie sprzedać. Powiedział, że jestem mu potrzebny. Odrzucono także trzy oferty z Serie A… Tym bardziej jestem zawiedziony.
Myśli pan, że włoski styl by panu pasował?
– Na pewno tak. Myślę, że właśnie dla mnie idealne są style angielski i włoski. Tutejsze kluby potrzebują wysokiego napastnika, dobrze grającego głową i tyłem do bramki. Kompletnie nie pasowałby mi na przykład styl francuski, ale włoski i angielski jak najbardziej.
Mół pan o kilku ofertach. Spore zainteresowanie, jak na rezerwowewgo klubu z Championship?
– Może, ale przecież na początku sezonu grałem regularnie i strzelałem bramki. Podobnie było w poprzednim sezonie. Strzelałem bramki i straciłem miejsce. Pytałem wtedy menedżera dlaczego tak się dzieje. Powiedział, że wszyscy muszą grać.
Dziwne, bo wydawało się, że jest pan ulubieńcem Burleya. Coś się stało?
– Właśnie chodzi o to, że nie wiem. Ale nie jestem jedyny. W podobnej sytuacji jest Rudi Skacel, mój przyjaciel, z którym zawsze dzielę pokój na zgrupowaniach Southampton. Gdy grał w Hearts of Midlothian u Burleya, był podstawowym
zawodnikiem, błyszczał, strzelał bramki. Burley bardzo chciał go ściągnąć. A teraz Skacel siedzi na ławce. Ale na razie jestem cierpliwy, wierzę w to, że jestem w stanie odzyskać miejsce w składzie.
Jak ocenia pan swoje szanse na powrót do podstawowego składu?
– W tej chwili wygląda to nienajlepiej. Ale myślę, że moja sytuacja wkrótce się poprawi.

Myślę, że w styczniu. Bo wtedy na wyspach otwiera się okienko transferowe, a Southamptom ma problemy finansowe?
– Tak, dokładnie. Oczywiście zaznaczam, że jestem gotów wypełnić swój kontrakt do końca. Chcę żeby było jasne, że generalnie dobrze czuję się w Southampton, mam spory sentyment do tego klubu. Zresztą mam sentyment do wszystkich klubów w któcyh grałem, ale największy do klubu w którym nigdy nie grałem, a któremu zawsze kibicuję, czyli do Lecha Poznań.
Kupił pan jednak dom w Anglii, wygląda na to, że traktował pan kontrakt z Southampton bardzo poważnie.
– Tak było. Kupiłem dom, byłem przekonany, że szybko awansujemy do Premiership, a ja pogram tu dłużej. Może jeszcze nic straconego.
Raz pan miał szansę na grę w Premiership, to było w Tottenhamie. A jednak nie wyszło. Dlaczego?
Cóż, to był wtedy jeden z najlepszych klubów świata, a na pewno angielska czołówka. Rywalizacja okazała się po prostu zbyt ostra. Ale kilka nieżłych momentów było… Na pewno nie straciłem tam czasu. Ale wróciłem do Southampton, bo pomyslałem, że trzeba czasem zrobić krok do tyłu. Myslę, że dobrze na tym wyjdę.
Nie tylko pan ma problem. Generalnie jest tak, że podstawowi napastnicy reprezentacji Polski zamiast grać siedzą na ławkach rezerwowych. W podobnej sytuacji jest przecież Maciej Żurawski w Celticu czy Radosław Matusiak w Heerenveen.
Zgadza się, to na pewno nie jest komfortowa sytuacja. Ale zapewniam, że selekcjoner zna nas dobrze. Nawet jeśli nie gramy w klubach, wie na co nas stać, wie co potrafimy. A do sprawdzenia naszej formy czasem wystarczy mu kilka dni zgrupowania.
Może i tak, ale napastnik, który nie strzela bramek traci pewność siebie.
– Tak, trudno z tym polemizować. Myślę jednak, że tak po prostu nie zapomina sie
strzelania bramek. Przecież my dokładnie wiemy jak to się robi, po prostu mamy
przejściowe problemy.
Jak pan nie gra ma pan spokój z kibicami, może pan spokojnie zajrzeć do internetu i nie przejmować się, że przeczyta pan obraźliwe komentarze na swój temat…
Cóż, to akurat  nigdy nie był dla mnie problem. Wiadomo, kto pisze te komentarze w internecie. Nie ma potrzeby zwracania na to uwagi. Niektórzy moi znajomi się denerwowali i nawet odpisywali. Ale niepotrzebnie. Mam do tego duży dystans. Moja rodzina również.
Od kiedy?
– Od zawsze. Nie pamiętam, żeby było mi kiedyś przykro. Ci którzy mnie znają o tym
wiedzą. Czasami nawet ktoś znajomy zadzwonił i powiedział mi jakiś dowcip na mój temat, który wyczytał w internecie. Kilka był nawet śmiesznych. Zapewniam, że to nie jest dla mnie problem. Zresztą, proszę zobaczyc na ilość komentarzy.
Jakiś zespół nagrał jeszcze piosenkę na pana temat, ale niezbyt wysokich lotów. Słyszał pan?
– Samej piosenki nie, ale za to słyszałem, że jest. Dowiedziałem się nawet, że ściągnięto ją z  internetu kilkaset tysięcy razy. To jest całkiem niezły wynik. Z której strony by na to nie spojrzeć, to jednak jestem popularny (śmiech).
Umie pan się z siebie śmiać?
– Tak, zapewniam, że nie mam z tym problemów.
Zna pan przypadek Francesco Tottiego?
Jasne, chodzi wam pewnie o to, że napisał książkę z żartami o sobie. Szczerze mówiąc, nie pomyślałem o tym. Kto wie czy to dobry pomysł. Chyba jednak nie. Nie sądzę, bym był aż tak popularny w Polsce jak Totti we Włoszech.
Za 6 miesięcy mistrzostwa Europy. Kibice w Polsce uważają, że mamy spore szanse awans. Tymczasem gramy z Niemcami, trzecim zespołem na świecie i z Chorwacją, która pokonała Anglię na Wembley.
– Może i tak, ale sądzę że czasem nas nie doceniacie. Mieliśmy bardzo trudną grupę a
jednak awansowaliśmy. Słyszę czasami ekspertów, którzy mówią, że ta grupa była łatwa. OK, może dla Portugalczyków była. Ktoś powie, że awansowały dwa zespoły, a wcześniej tylko jeden. Ale to my zajęliśmy pierwsze miejsce. Naprawdę potrafimy grać. Przecież gdy graliśmy z Serbią, rozważania były podobne. Przecież taki Nikola Zigić był ponoć więcej wart niż cały nasz zespół. Tak było. No, może ostatnio Ebi Smolarek trochę zawyżył naszą wartość. Tak sobie myślę, że nawet i na papierze nie jest tak źle. Sporo jest wart jeszcze Artur Boruc.
No i pan może być trochę wart w styczniu?
– Tak może być… Na pewno na styczeń czekam z dużym optymizmem.
Sporo porównuje się tę kadrę z drużyną Pawła Janasa. Czy ta jest dużo lepsza?
– Może, ale zobaczymy na mistrzostwach. Kadra Pawła Janasa w eliminacjach też radziła sobie znakomicie. Niewiele brakowało, a bylibyśmy w barażach o mistrzostwa Europy. Przecież nie weszliśmy tylko dlatego, że Szwecja przegrała z Łotwą. Janas naprawdę zrobił dużo dobrego. Później w eliminacjach mistrzostw świata ta drużyna wygrywała mecz za meczem, zobaczcie na statystyki. A gdy doszło do turnieju, po prostu nie daliśmy rady.
I spadła na was fala krytyki. Bolało?
– Czy ja wiem, może trochę… Krytyka była jak najbardziej zasłużona. Powinniśmy
awansować do II rundy, a zawaliliśmy sprawę. Może niektóre komentarze były nieco
przesadzone, ale generalnie krytyka się należała. Wracając do pytania o obie drużyny, to nie zapominajmy, że teraz mamy znacznie trudniejsze zadanie niż w Niemczech, na ostatnich mistrzostwach świata. Niemcy są ci sami co wtedy, tylko bardziej doświadczeni, z kolei Chorwaci są na pewno mocniejsi niż Ekwador czy Kostaryka. A z grupy mogą wyjść tylko dwa zespoły. Będzie ostra walka, ale na pewno mamy szansę.
Ebi Smolarek powiedział, że obecna reprezentacja jest bardziej na luzie niż za Janasa.
Ciężko mi powiedzieć, to jego subiektywne odczucia. Teraz na pewno jest tak, że
przyjeżdżasz na zgrupowanie i od razu masz poczucie, że ktoś to wszystko to wszystko trzyma, że wszystko jest idealnie zorganizowane.
Pana pozycja w kadrze nie jest obecnie zbyt mocna, nie zagrał pan w najważniejszym meczu sezonu z Belgią.
– Grałem w innych. Tak się składa, że raz gram, raz siedzę. Taka w tej chwili jest moja pozycja. Staram się o lepszą, ale podobnie jak w klubie, muszę być cierpliwy. A wracając do pańskiego pytania o komentarze kibiców, to proszę zauważyć, że Leo Beenhakker regularnie powołuje mnie do kadry, to samo robił wcześniej Paweł Janas. Może to się komuś nie podoba, ale to chyba świadczy o ty, że po prostu zasługuję na grę w reprezentacji Polski.

Rozmawiał Marek Wawrzynowski w Southampton

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: