Mała stolica futbolu

Na czym polega fenomen Karczewa? Małe miasteczko pod Otwockiem (Otwock znajduje się po Warszawą a to znaczy, że Karczew jest naprawdę mały, bo znajduje się pod miastem, które znajduje się pod innym miastem), ok więc to małe miasteczko „wyprodukowało” ponad 30 piłkarzy z I i II ligi. W tekście pomógł mi trochę pan Roman Skwara, świetny dziennikarz z Karczewa, dzisiaj już niestety nie żyjący (zmarł na zawał, akurat tego dnia wyskoczył na rower i zapomniał nitrogliceryny). Szkoda. To był porządny facet, który znał się na piłce i historii. Lokalny fanatyk. Dzięki takim ludziom trwa świadomość w małych miasteczkach.

Ten tekst po latach może być swego rodzaju hołdem dla pana Romana, ale i hołdem dla wielkiego żyjącego trenera – Mariana Olszewskiego. Ok, jest Jose Mourinho, jest Sir Alex Ferguson. Ale ja będę się upierał, że na ich miejscu mogłoby pracować dziesiątki innych osób. A Marian jest jedyny – dla mnie jest większym trenerem niż ci wszyscy wielcy coachowie, których widzimy w TV.

Zresztą, poczytajcie sami, tekst został opublikowany w lipcu 2001 roku.

Mała stolica futbolu

– W Karczewie ludzie dzielą się na trzy kategorie – mówi wieloletni prezes Mazura Karczew Jerzy Żelazko. – Tych, którzy grali w piłkę, tych, którzy grają, i tych, którzy grać będą

W ostatnim sezonie zespół Mazura Karczew ledwie uchronił się przed spadkiem do ligi okręgowej. Gdyby się nie udało, dla mieszkańców byłaby to prawdziwa katastrofa. Bo w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat niespełna dziesięciotysięczne miasto dostarczyło krajowi wielu pierwszoligowych piłkarzy. To zjawisko na futbolowej mapie Polski.

– Przez lata z naszej drużyny systematycznie, co jakiś czas wychodzili piłkarze dość dużego formatu. Dlaczego? Bo jest tu specyficzny klimat – tłumaczy Jerzy Żelazko, aktualnie wiceprezes Mazura. – Od samego początku istnienia klubu całe miasto żyło piłką. Ogromny wpływ na to miało szkolenie młodzieży. Bardzo ważną rolę odgrywa tu osoba Mariana Olszewskiego. Od niepamiętnych czasów jest z nami związany. Najpierw był naszym zawodnikiem, później szkolił juniorów i trampkarzy, a obecnie prowadzi najmłodsze roczniki.

Karczewska legenda

Właśnie Marian Olszewski według wielu starszych kibiców, mimo iż nigdy nie reprezentował barw żadnego z klubów pierwszoligowych, był najlepszym piłkarzem w całej historii Mazura. Z jego zawodniczą karierą związana jest ciekawa historia. Kiedyś w Legii chciał go widzieć sam Kazimierz Górski, zawodnik zdecydował się jednak na przejście do Polonii. Kilku kibiców było tak tym rozczarowanych, że próbowali podpalić dom zawodnika. Po roku Olszewski wrócił do Mazura. Ludzie przychodzili na mecze tylko po to, by oglądać go w akcji. – To było coś. Najwyższa klasa. Przychodziliśmy tu podziwiać jego fantastyczną technikę i niezapomniane strzały – wspomina jeden ze starszych kibiców odwiedzających regularnie trybuny karczewskiego stadionu.

Po próbie obrony jednego z tych strzałów w meczu z Legią ówczesny bramkarz wojskowych Stanisław Fołtyn, jak sam później przyznawał, przez kilka dni nie mógł dojść do siebie. Marian Olszewski zdążył jeszcze poprowadzić do boju młodszych kolegów, kiedy klub odnosił największy sukces w swojej historii…

Nie tylko kiełbasa…

W 1963 roku drużyna znad Jagodzianki wyeliminowała kolejno pięciu rywali, by w 1/16 finału Pucharu Polski trafić na pierwszoligowy Ruch Chorzów. Nafaszerowany gwiazdami wielokrotny mistrz kraju w obecności pięciu tysięcy widzów uległ A-klasowemu Mazurowi 0:1. Jedyną bramkę meczu zdobył Zbigniew Wojciechowski, a gazety prześcigały się w wymyślnych tytułach. „Przegląd Sportowy” pisał „Największy szlagier Pucharu Polski na niedawnej łączce karczewskiej”. „Express Wieczorny” głosił, że „Karczew słynie z doskonałej kiełbasy, a od niedzieli i ze zwycięstwa nad Ruchem”. Przygoda skończyła się w następnej rundzie, czyli 1/8 finału. Mazur uległ Legii Warszawa.

Kolejna wielka przygoda Mazura w Pucharze Polski skończyła się w atmosferze skandalu. Piłkarze z Karczewa ponownie dotarli do szczebla centralnego, gdzie najpierw pokonali Cracovię, a w kolejnej rundzie trafili na pierwszoligową Stal Rzeszów. Kibice z Karczewa twierdzą, że działacze Stali przestraszyli się wtedy ich fanatycznego dopingu i poprosili o przełożenie meczu na wczesną godzinę w ciągu tygodnia. Rzeczywiście, gdy wyszli na boisko, z zadowoleniem stwierdzili, że trybuny świecą pustkami. Niestety, nie było też drużyny przeciwnej. PZPN przyznał rzeszowianom walkower. Sprawą zajęły się na łamach prasy takie znakomitości jak Bogdan Tomaszewski czy Krzysztof Teodor Toeplitz. Decyzję zmieniono i i mecz rozegrano. Mazur uległ Stali dopiero po serii rzutów karnych. Najciekawsze fragmenty tego spotkania mogli obejrzeć telewidzowie w całym kraju. Ile małych klubów może pochwalić się tak piękną historią i wspomnieniami?

Śladami „Milionerów”

Ale wszystko w Karczewie zaczęło się od brydża. Na początku lat 40. była to jedyna dyscyplina sportu uprawiana w tym mieście. Grano głównie w domu legendarnych tu braci Jana i Ludwika Trzaskowskich. Właśnie oni wraz ze Stanisławem Rozenblickim i Mieczysławem Trzaskowskim w 1942 r. założyli wbrew zaleceniom okupanta amatorski klub AKS-42. Dopiero w 1955 r. nazwę zmieniono na LZS Mazur Karczew. Pierwszym kapitanem i trenerem zespołu był Ludwik Trzaskowski. Sprzęt ograniczał się do kilku koszulek i w razie potrzeby butów wojskowych do gry. Dodając do tego znakomite szkolenie młodzieży, mamy historię niczym w słynnym River Plate… Pomijając tylko fakt, że Mazur niestety nigdy nie zrobił tak wielkiej kariery jak „Milionerzy” z Buenos Aires.

Wielu ludzi z zewnątrz zadaje pytanie, dlaczego zespół z Karczewa nigdy nie wywalczył awansu do chociażby drugiej ligi. Były prezes i wieloletni działacz klubu Roman Skwara wyjaśnia: – W Karczewie nigdy tak naprawdę nie było warunków do tego, by stworzyć silną pierwszoligową drużynę. Po pierwsze, zawsze brakowało finansów. Po drugie, ci wszyscy zdolni piłkarze z Karczewa zbyt wcześnie odchodzili do renomowanych klubów.

Liczą na juniorów

Dzisiaj kibice w Karczewie liczą na rozwój talentu Łukasza Siciaka, który znajduje się w kadrze pierwszej drużyny Legii oraz powrót do wysokiej formy Jacka Dąbrowskiego (znowu w Polonii). Działacze mają nadzieję, że klub odrodzi się, gdy zaczną grać w nim młodzi utalentowani piłkarze z rocznika 1983. Już dzisiaj ci zawodnicy świetnie prezentują się w rozgrywkach klasy A. Kilku z nich powoli przebija się do pierwszego zespołu.

Wiceprezes Żelazko mówi: – W obecnych czasach, gdy młodzież ma inne rozrywki, coraz mniej chłopców zgłasza się do klubu. Ale kryzys nam nie grozi. Młodzież, która tu gra, jest bardzo uzdolniona. Poza tym od kilku lat prowadzimy nowy sposób naboru piłkarzy. Przy poparciu władz miasta i gminy utworzyliśmy w obydwu szkołach podstawowych specjalne klasy piłkarskie. I zaczyna to procentować. Co też jest ważne, zajęcia odbywają się pod okiem naszych trenerów w ramach zajęć szkolnych, więc rodzice nie muszą się martwić, że dzieci całe dni spędzają na stadionie. Zresztą to właśnie rodzice w dużym stopniu przyczyniają się do tego, że dzieci trafiają do klubu. Znaczny procent naszej młodzieży to potomkowie byłych piłkarzy Mazura. Niedawno w naszym mieście otwarta została nowa hala, co pewnie wprowadzi też dla piłki konkurencję innych dyscyplin. Mam jednak nadzieję, że piłka nożna zawsze pozostanie tu numerem jeden. Chociażby ze względu na historię i tradycję.

Szare eminencje

Karczew to jednak nie tylko znani piłkarze. Można nawet mówić, że sławą przyćmili ich działacze i trenerzy z tego miasta. Wśród nich na pewno znany przed laty sędzia piłkarski Wit Żelazko. Stąd pochodzi także wiceprezes PZPN Eugeniusz Kolator. Wychowankiem Mazura jest również Rudolf Kapera, były trener Ruchu Chorzów, Stali Mielec czy Legii Warszawa, znany z propagowania futbolu wśród młodzieży w telewizyjnym programie „Piłkarska kadra czeka”. I oczywiście Mieczysław Broniszewski, przez lata prowadzący młodzieżowe reprezentacje naszego kraju, a także liczne drużyny pierwszoligowe.

Czasami ludzie tutaj żartują, że Karczew to mała stolica polskiej piłki. Trzeba przyznać, że po części to prawda.
Pierwszoligowcy, wychowankowie Mazura Karczew
Władysław Grotyński – cztery występy w reprezentacji Polski, Antoni Trzaskowski – dwa występy w reprezentacji Polski, Feliks Niedziółka, Mirosław Wyszomirski, Zdzisław II Baliński, Wiesław Olszewski (wszyscy Legia Warszawa), Ireneusz Leśniewski (Motor Lublin), Robert Grzanka (Motor, Śląsk Wrocław, Jagiellonia Białystok, Górnik Zabrze), Krzysztof Wyszomirski, Zbigniew Wojciechowski, Krzysztof Marczak oraz Bogdan Tereszczyński (Gwardia Warszawa), Radosław Bogdalski (Polonia Warszawa), Jacek Dąbrowski (Polonia, Orlen Płock).

Marek Wawrzynowski

Reklamy

3 Komentarze »

  1. LHT said

    Panie kochany. Jak tak można, w dobie autopoprawiaczy itp. walnąć takiego byka: PoŻądny?

  2. jawor said

    coś mnie napadło żeby szukać info o moim pociotku Stanisławie Fołtynie – bramkarzu legii. To niezwykłe ale mama opowiadała mi o wyprawie Legii do Mazura – to chyba był ten mecz pucharowy , na którą Stanisław ją zabrał i o tym że Mazur chciał wręczyć całe naręcza kiełbas i szynek za oddanie meczu ale Legia się nie zgodziła. Chyba ze względu na te rarytasy mama tak dobrze ten wyjazd zapamiętała. Rzuca to też inne światło na nieprawdopodne sukcesy Karczewa w pucharach 🙂

  3. vegetable78 said

    Cóż, o mięso było ciężko, puchar był w sezonie 63/64 a proces w aferze mięsnej w listopadzie 64. Z tego co wiem nikogo z Karczewa jednak nie skazano 🙂

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: