Leo Beenhakker – historia, cz. 1

Przed EURO 2008 w Przeglądzie Sportowym opublikowaliśmy historię Leo Beenhakkera w odcinkach. W związku z tym, że nie ukazała się żadna sensowna biografia Beenhakkera, postanowiłem że warto żeby w necie znalazł się przynajmniej ten tekst. Leo jest zawsze ciekawy, a teraz jak najbardziej, gdyż ważą się jego losy w Polsce.

Artykuł pisałem na podstawie różnych naszych, tzn. moich i Piotrka Żelaznego, wypraw w poszukiwaniu śladów Leo, kilkudziesięciu wywiadów z nim, rozmów z jego zawodnikami. Będą tu też fragmenty robione przez Rafała Lebiedzińskiego, który rozmawiał z piłkarzami Realu. Ale to w dalszych częściach. Zaczynamy od części 1.

Lew czy raczej Lis… Leo Beenhakker to postać nietuzinkowa. Jego życie to walka z przeciwnościami losu i dążenie do perfekcji. Zawsze wzbudzał wiele emocji. Przekonał się, że najtrudniej być prorokiem we własnym kraju, tym bardziej, że jego przepowiednie się tam nie sprawdzały. Poza Holandią był niemal zawsze królem.

Varkenoord to ośrodek treningowy Feyenoordu Rotterdam. Tutaj wychowywali się tacy piłkarze jak: Ebi Smolarek, Robin Van Persie czy Giovanni Van Bronchorst. Dzisiaj tu swoje boisko ma Tediro Rotterdam, klub w którym swoją karierę zaczynał Leo Beenhakker.

– Wtedy nasze boisko mieściło się 300 metrów dalej. Później klub musiał połączyć się z Maastad i ASB. Nie pamiętam Leo, jestem za młody – uśmiecha się Tom van Rooij, członek zarządu klubu. Zresztą, mało kto go pamięta. Pozostali kibice starają się przypomnieć sobie, na jakiej grał pozycji. W końcu dochodzą do wniosku, że był wysokim środkowym napastnikiem.

– Grał z numerem 9. Miał sporo farta – śmieje się „Opa” legenda wśród kibiców Tediro i Feyenoordu.

– W rzeczywistości był prawym pomocnikiem. OK, może nie był najlepszy, ale za to zawsze był szefem w drużynie – mówi „Przeglądowi Sportowemu” Hans Venneker, w młodości najlepszy przyjaciel Beenhakkera, który grał z nim w późniejszym okresie.

Buty i spodnie od opieki społecznej

Leo urodził się niedaleko stadionu Tediro, na ulicy Urkersingel, w dzielnicy Charlois w południowym Rotterdamie. Między stadionem De Kuijp i Maashaven, jednym z największych portów w mieście. Jego ojciec był wielkim fanem tego klubu. Przyprowadzał syna na mecze. Poza tym, jak każdy związany z Tediro, był fanem Feyenoordu.

W młodości w rodzinie się nie przelewało. Do tego doszedł dramat osobisty. W wieku 14 lat na białaczkę zmarł ojciec Beenhakkera. „Don Leo” wielokrotnie sugerował później, że choroba jego ojca miała związek z II wojną światową i niemieckimi prześladowaniami. To stąd miała wziąć się jego niechęć do Niemców. Do domu żyjącego samotnie z matką Beenhakkera zapukała bieda. Z pomocą przyszła opieka społeczna, która zapewniała młodemu Beenhakkerowi parę butów i spodni. Ale tylko raz na dwa lata. Władze Tediro zgodziły się, by biedny młody piłkarz nie musiał płacić składki na funkcjonowanie klubu. Beenhakker musiał porzucić marzenie o byciu żeglarzem.

– Codziennie widziałem statki wypływające i wpływające do portu. Ale to było dawno temu. Musiałem porzucić to marzenie – mówił później w wywiadach.

– Teraz musiał myśleć o utrzymaniu rodziny. Gdy przeszedł do naszego klubu, do Xerxsesa, codziennie biegł po treningu do jakiejś roboty. Starał się złapać co popadnie. To były ciężkie, fizyczne zajęcia – opowiada Fred Meeuwissen, ówczesny piłkarz klubu, dzisiaj jego honorowy prezes. Spotykamy go w mieszkaniu na przedmieściach Rotterdamu. Jak każdy tradycyjny Holender, częstuje nas kawą i… jednym ciastkiem.

Do Xerxsesa Beenhakker przeszedł w wieku 16 lat. To była już poważniejsza piłka.

– Xerxes to klub, który jest znany w Holandii jako wylęgarnia talentów. Stąd wyszło kilku niezłych piłkarzy i wielu znakomitych trenerów. Oprócz Beenhakkera jeszcze Wim Van Hanegem (52-krotny reprezentant Holandii, obecnie trener Utrechtu), Faas Wilkes (35 bramek w 38 meczach dla reprezentacji Holandii), Wim Lagendal (15 razy w reprezentacji),  Hans Dorje (trener m.in. Feyenoordu), Joop Brand (znany w Holandii trener młodzieży) czy Eddy Treytel (5-krotny reprezentant Holandii) – dodaje Meeuwissen

– Leo nie miał pieniędzy, ale miał dobrą reputację. Były pewne testy, by zostać przydzielonym do drużyny. Dla nas ważne zawsze było zachowanie. Nie mieliśmy cenzusu majątkowego, a raczej właśnie behawioralny. Ludzie o podejrzanej reputacji, wywodzący się ze słych rodzin nie mogli i nie mogą być członkami naszego klubu. Ludzie z klubu zawsze pytali o rodziców, rozmawiali z sąsiadami. Chłopcy grali zawsze w soboty, żeby później pójść na tańce. To było na boisku, gdzie dzisiaj jest autostrada. Wszystko się pozmieniało. Leo nie jest jednak największą gwiazdą zespołu. Był u nas za krótko – twierdzi prezes honorowy Xerxesa.

Kochały go dziewczyny

Przygoda z klubem z przedmieść Rotterdamu rzeczywiście nie trwała długo.

– Leo szybko szedł do przodu, już w młodych latach chciał wszystko wiedzieć, analizował grę, był niesamowicie ciekawy. W końcu trafił do Zwart Wit 28. To był klub z najwyższej ligi amatorskiej – mówi nam dzisiaj Joop Brand. Wychowanek Xerxsesa, dzisiaj skaut działający dla PSV, Ajaxu i Alkmaar.

Zwart Wit grał w tzw. lidze sobotniej. To była już furtka do sporej kariery.

– Przypuszczam, że Leo bardziej myślał o karierze trenerskiej – uważa Brand. 78-letni skaut pojawi się jeszcze w życiu Beenhakkera. Branda spotkaliśmy na stadionie PSV.

– Leo jednocześnie grał w reprezentacji CIOS, znajdującej się w Overveen akademii wychowania fizycznego. To była szkoła, która na zawsze odmieniła jego życie.

– Musiał pracować po godzinach, żeby dostać się do tej szkoły. Uchodziła za najlepszą w Holandii i była dosyć droga, a u Leo nigdy się nie przelewało. Ale był niesamowicie zawzięty  – opowiada Venneker. Przyjaciel Don Leo z roku, umówił się z nami w hotelu Hilton w Rotterdamie. Venneker, to kiedyś załatwiał Beenhakkerowi bilety na Feyenoord. Jest jedynym piłkarzem w historii klubu, który w meczu z Ajaxem Amsterdam strzelił 5 bramek. Po latach „Don Leo” będzie mógł odwdzięczyć się Vennekerowi biletami na mecze Realu.

– Leo był bardzo pilny, cholernie się przykładał do nauki – mówi Vanneker, który wtedy z nim studiował.

– Chciał wszystko wiedzieć. Wszystkim się interesował. Zawsze był idealnie przygotowany, wszyscy od niego ściągali – mówi Brand, również kolega ze studiów.

– Ale nie jest tak, że był kujonem. On był bardzo ambitny. Doskonale wiedział, kiedy trzeba siedzieć, a kiedy można się bawić. To mu do dzisiaj zostało. Jest człowiekiem o dwóch twarzach. Tu mówi szalenie poważnie, a zaraz się odwraca i śmieje. A trzeba przyznać, że już wtedy wiedział jak się bawić (śmiech). Był w tym doskonały. I jeszcze jedno… my wszyscy uganialiśmy się za dziewczynami, a Leo nie. On nie musiał. To one uganiały się za nim – wspomina Brand. Po chwili dodaje już z zupełną powagą w głosie: – Leo zawsze chciał udowodnić, że choć nie był wielkim piłkarzem, może być wybitnym trenerem.

To zresztą okaże się później jego przekleństwem.

Chris Tempelman z magazynu Voetbal International: – W naszym kraju ludzie uważają, że tylko były piłkarz, idol tłumów, może być wielkim trenerem. Inni są deprecjonowani. Często tak dzieje się właśnie z Beenhakkerem.

Jednym z wykładowców Beenhakkera był Hans Kraay, znakomity holenderski obrońca, legenda Feyenoordu Rotterdam. Końcowy egzamin obecny selekcjoner reprezentacji zdawał u Jana Raba. Był to tzw. dyplom B, który pozwolił mu na pracę z amatorami. W wieku 23 lat podjął się swojej pracy. Był już bliski podpisania kontraktu ze Spartą Rotterdam, gdzie miałby się zajać szkoleniem młodzieży. Negocjacje zakończyły się jednak niepowodzeniem. Zarząd Sparty nie zgodził się na opłaceniem Beenhakkerowi biletów miesięcznych na dojazd do stadionu. Pierwszy cios został przyjęty. Leo dostał jednak posadę na północy kraju.

Na początek klęska

– To byli amatorzy SV Epe. Leo pracował w klubie, ale jego głównym zajęciem była nauka wychowania fizycznego w miejscowej szkole – mówi Brand.

– Był już wtedy żonaty, miał dziecko. Z trenerki nie utrzymałby zespołu – dodaje Venneker.

Beenhakkera zarekomendował sam Jaap Van der Leeck, który od 1949 do 1955 roku prowadził reprezentację Holandii. Z opłakanym skutkiem, aczkolwiek zawsze to coś.

Początki bywają jednak trudne. Beenhakker na „dzień dobry” spuścił beniaminka 2 klasy do niższej ligi. Na boisku zespołu Be Quick Zutphen jego Epe przegrał baraże 0:2 baraże o utrzymanie z zespolem DOS’19 Denekamp. W kolejnym sezonie ledwo utrzymał się w niższej klasie. Zajął trzecie miejsce od końca. Wtedy z pomocą przyszedł Joop Brand. Ściągnął młodszego kolegę do Go Ahead Eagles Deventer.

– Byłem wtedy asystentem czeskiego trenera dr. Frantiszka Fadrhonca. Leo został trenerem młodzieży i masażystą – przypomina sobie Brand.

Jednym z piłkarzy Beenhakkera był 12-letni wówczas Bert Van Marwijk, który po Euro 2008 obejmie posadę selekcjonera reprezentacji Holandii.

W 1995 roku Frans van den Nieuwenhof pisał w Voetbal International: „Piłkarze bardzo go lubili, ale Leo miał ogromne ambicje, chciał się przebić do pierwszego składu.

„Brak doświadczenia nadrabiał ogromnym zapałem do pracy” – wspominał Joop Brand. Nie zapomniał o tym, że Beenhakker uchodził wciąż za przystojniaka.

„Nie oszukujmy się, nawet dzisiaj, w swoim wieku, ma więcej sex-apealu niż wtedy ja i Fadrhonc razem wzięci” – wspominał Brand.

Nie zabrakło też krytyków. Ówczesny bramkarz Nico van Zoghel wspominał po latach, że „Beenhakker podczas treningów bramkarskich, nie potrafił wcelować piłką między słupki”. Brand jednak tradycyjnie broni Beenhakkera zapewniając, że ten miał świetne uderzenie.

Ambicją młodego szkoleniowca było jednak prowadzenie profesjonalnego zespołu, dlatego w 1968 roku przeniósł się do Veendam. W książce wydanej z okazji 100-lecia klubu autor pisze: „Nowy trener Beenhakker został przyjęty sceptycznie, było to wynikiem braku doświadczenia w profesjonalnej piłce.

Beenhakker zarabiał wtedy mesięcznie 12 tysięcy guldenów brutto i w wieku 26 lat stał się najmłodszym profesjonalnym trenerem w lidze. Szansę dał mu ówczesny menedżer klubu, Otto Bonsema, wcześniej 6-krotny reprezentant kraju. Z Veendam „Don Leo” święcił swoje pierwsze triumfy. Wygrał awans do 2. dywizji. Jak pisze Van den Nieuvenhoof: „Był bardzo napalony na rozwój. Przejechał wzdłuż i wszerz całą Holandię i pół Europy, by podpatrywać innych i się uczyć”.

– Uznałem, że to była moja ostatnia szansa, by wybić się ponad przeciętność – stwierdził Beenhakker w wywiadzie dla holenderskiej prasy.

Hans Nienhuis, ówczesny piłkarz Veendam, tak wspominał po latach Beenhakkera: „Byłem wtedy kapitanem Veendam i byłem o rok starszy od Beenhakkera. Podchodziliśmy do niego dosyć ostrożnie. Ale po miesiącu sceptyzm zamienił się w szacunek. Leo cieszył się sympatią całej drużyny. Dobrze pasował do grupy. Był charyzmatyczny, ale nie uparty. Widać było, że to materiał na niezłego trenera”.

Liczy się wygląd

Po 4 latach zarząd zapytał piłkarzy czy chcą by Leo pozostał w klubie. Zawodnicy stwierdzili, że tak. Bez głosu sprzeciwu. Ale Beenhakker miał już nowy pomysł. Młody trener, który już wyrobił sobie nazwisko na rynku przyjął ofertę z Cambuur Leeuwarden.

To nie był dla niego dobry okres. Chociaż miał grupę utalentowanych graczy i dobrze zaczął pierwszy sezon, później było słabo. W końcu w marcu 1975 roku zarząd postanawia, że Leo ma słabe wyniki (13. miejsce) i postanawia go zwolnić. Dochodzi do konfliktu Beenhakkera z Atte Boumą, jego asystentem, który zajmuje miejsce Leo.

– O czym mówimy, to zupełnie inny człowiek. Ja chętnie chodzę w dobrze skrojonej kurtce, mam dobrze ułożone włosy czasem jakiś złoty łańcuszek. A on? Zawsze w wytartej kurtce, włosy do ramion. Ludzie mówią, że nie chodzi o wygląd, ale przecież o to właśnie chodzi. Trener to odzwierciedlenie zespołu – irytował się Beenhakker, który już wtedy uchodził za najlepiej ubranego trenera w Holandii.

Po latach Bouma odgryzał się na łamach Voetbal International: „Cambuur miał najlepszą drużynę w historii, ale niestety, u Leo teoria i praktyka nigdy się nie schodziły. Wymyślał jakieś teorie za biurkiem, które miały niewiele wspólnego z tym, co dało się wykonać na boisku. A to co powiedział o mnie i moim wyglądzie chyba wystawia mu nie najlepsze świadectwo. Pamiętam też, że zawsze powtarzał piłkarzom: Musisz blefować, udawać, że jesteś lepszy niż jesteś w rzeczywistości. Musisz zbijać rywala z tropu”.

Beenhakker nie czekał długo na oferty. Zgłosił się Volendam. Leo już pakował walizki by jechać do tego klubu, ale w ostatniej chwili odrzucił warunki kontraktu. Okazało się, że ofertę Volendam przebił Go Ahead Eagles.

Jak Leo został palantem

Okresu w Deventer Beenhakker nie będzie wspominał najlepiej. W wywiadach mówił o gierkach, które dzieją się wokół niego. Mówił, że zawodnicy mają zepsutą mentalność. Po sprzedaży największej gwiazdy, Petera Arntza i informacji o prawdopodobnym odejściu kolejnego gwiazdora, Jana van Deinsena, dochodzi do kłótni Beenhakkera z ówczesnym menedżerem, Peterem Stephanem. – To mi przypominało Peyton Place – stwierdził później Beenhakker, nawiązując do amerykańskiego serialu o prowincjonalnym miasteczku.

Atmosfera stała się ciężka.

– To musiało się źle skończyć. 9 na 10 piłkarzy nie potrafiło się z nim porozumieć – opowiadał w wywiadach Jan van Deinsem.

Beenhakker poniósł największą dotychczasową porażkę. Po raz pierwszy został wyrzucony z klubu. Po latach wspominał w wywiadzie dla VI: – Kilka lat później zdałem sobie sprawę z tego, że czasem byłem bardzo niepewny siebie. Używałem swojej arogancji, by ukryć swą niepewność. Ale wtedy mój świat się zawalił. Całkowicie się pogubiłem. Nie miałem odwagi by wyjść na zewnątrz, bo po prostu bardzo się wstydziłem. Później człowiek się otrząsa i zdaje sobie sprawę, że popełnił kluczowe błędy. Wtedy po raz pierwszy zacząłem dokonywać analiz swojego zachowania i doszedłem do wniosku, że jestem wielkim palantem.

Marek Wawrzynowski, Piotr Żelazny, Rafał Lebiedziński

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: