Archive for Czerwiec, 2009

Prawa rezerwowego Dudka

Dziś byłem świadkiem dziwacznej dyskusji. Jeden gość stwierdził: ok, niech już sobie ten Dudek podpisuje kontrakt z Realem, ale niech nie gada przed meczem z Barceloną: „chcemy z nimi wygrać itd”. Ta sama dyskusja miała miejsce kilka miesięcy temu przed meczem z Barceloną. Jeden oburzony krzyknął: „jakim prawem Dudek mówi my o Realu? Przecież on nie gra?”, „Co to za piłkarz Real, on nie jest piłkarzem Realu!”.

Dudek powiedział, że Valdano chwalił go za profesjonalne zachowanie w szatni. Wyśmiane.

Sam grałem trochę w piłkę (nie było najlepiej, max. poziom okręgówki czyli ówczesnej V ligi) i mam na tu prosty pogląd: takie gadanie to niezrozumienie szatni. Totalne. Dlatego każdemu kto chce wydawać sądy w sprawie Dudka polecam – pograj trochę w piłkę. Nie w Realu czy Juventusie, po prostu, w lidze szóstek, w klasie C – o punkty, o stawkę. Gdzie jest jakaś rywalizacja, o miejsce w tabeli o miejsce w drużynie itd.

Ktoś kto był w szatni, kto siedział na ławie i nie życzył śmierci lub kontuzji swojemu bezpośredniemu konkurentowi, wie o co chodzi. Zadaniem trenera jest przekonanie rezerwowego, że jest cholernie dobry i że w każdej chwili może wskoczyć do drużyny. Przekonanie go, że jest ważny, że jest częścią drużyny.

Rezerwowy bramkarz ma dopingować pierwszego bramkarza. Ma zachować się tak jak Oliver Kahn w stosunku do Jensa Lehmana przed karnymi z Argentyną w 2006. Jeśli jest to bramkarz pokroju Dudka, taki który wygrał Ligę Mistrzów, który ma nazwisko w świecie piłki, lub proporcjonalnie w lokalnym świecie piłki, to wtedy jego słowa są istotne dla pierwszego bramkarza.

Sam przez długi czas byłem rezerwowym bramkarzem, wiem że przeżywałem każdy mecz jakbym był na boisku. Byłem też pierwszym i wiem jak ważne jest dobre słowo od zmiennika, z którym rywalizujesz o miejsce.

I jeszcze jedno – jak Dudek ma mówić o Realu? „My” czy raczej „Oni”?

Nie piszę o tym czy Dudek zrobił dobrze czy źle zostając w Realu. Rodzinnie i finansowo dobrze, sportowo właściwie zakończył karierę. Jego sprawa i wybór.

Po prostu irytuje mnie, gdy ktoś odmawia rezerwowemu piłkarzami prawa do tytułowania się członkiem drużyny.

2 komentarze

Czas Grzelaka? Oby!

Jest! Transfer Rafała Grzelaka do Steauy Bukareszt to świetna wiadomośc. Jeden z moich ulubionych pomocników w końcu dostanie szansę w porządnej drużynie.

Pamiętam go z ostatniego meczu w kadrze, 2:2 ze Słowacją. Grał 45 minut, był rewelacyjny, szarpał, dośrodkowywał, strzelał i… został skreślony. Szkoda.

Michał Globisz, trener drużyny do lat 18, która w Finlandii w 2001 zdobyła mistrzostwo Europy powiedział, że skalą talentu Rafał przewyższał wszystkich.

Z tej drużyny kariery porobili jednak inni, największe Tomek Kuszczak i Paweł Brożek.

Mam nadzieję, że Rafał jeszcze powalczy o miejsce w kadrze. Steaua, która musi odbudować się po katastrofalnym sezonie (6. miejsce) to idealne miejsce do tego. Może odbudują się razem. Później wrzucę więcej informacji, teraz nie mogę, bo muszę je zatrzymać do gazety 🙂

5 komentarzy

Młodzi Nieniemcy

Wczoraj mnie nie było, więc nie miałem za dużo informacji. Miałem za to jedną – oto młodzi Niemcy pokonali Anglię w finale Mistrzostw Europy do 21 lat.

Młodzi Niemcy? Młodzi Niemcy? Polak, Nigeryjczyk, Turek, Ghanijczyk, Irańczyk, półTunezyjczyk, cały Tunezyjczyk, Serb i Hiszpan to są młodzi Niemcy?

Świat się zmienia… ale jedno pozostać powinno – reprezentacja to nie klub. Jaka jest różnica między powoływaniem prze Niemców Hiszpana a próbą „kupienia” przez Katar Brazylijczyka? Albo przyznania Brazylijczykowi obywatelstwa Polskiego?

Ciekaw jestem, kiedy kraje arabskie będą kupowały piłkarzy, dawały im obywatelstwo i walczyły o mistrzostwo świata. Na razie takie próby się nie udawały (np. Ailton) ale myślę, że za 20 lat będzie to normą. Trzeba będzie wtedy przerzucić się na hokej na trawie.

Bo na pewno nie na rugby. Oto gwiazdy polskiej reprezentacji rugby:

Donald Gargason, Cedric Vaissiere, Etienne Zyk, Ciril Monarcha.

To żenujące. Nie jestem nieświadomy zmian, sport to biznes, wiem o tym. Ale pewne wartości trzeba zachować.

  • Zawodnicy młyna:
    • Nowak Paweł (Arka Gdynia)
    • Dudkowski Kamil (Posnania)
    • Falk Grzegorz (Juvenia Kraków)
    • Królikowski Michał (Budowlani Łódź)
    • Lewandowski Yaan (Cahors)
    • Krzesiński Stanislas (Albi)
    • Wieczorek Florian (Castres)
    • Siepielski Bastien (Bordeaux)
    • Monarcha Ciril (C.A. Riberacois)
    • Kwarta Fabien ( U.S. Morlaas Rugby)
    • Zyk Etienne (Clermont)
    • Bobryk Kamil (St. Etienne)
    • Hebda Tomasz (Pouatiers)
    • Krużycki Michał (Bourgoin)
    • Wilczuk Marcin (Old Belvedere)

5 komentarzy

Historyczny awans Strażaka

To znalazłem na innym blogu. Mocne. Tak się bawią chłopaki ze Strażaka Dębowiec, którzy awansowali właśnie do klasy A. Tak się bawi, tak się bawi Dę-bo-wiec!

to był mój pierwszy raz z video…

2 komentarze

Murawski zrobił właściwie

Jestem przekonany. Trwa dyskusja czy to dobry kierunek, a może jednak nie bardzo, a może powinien być zachód, że Kazań to bandyckie miasto…

Na dzień dzisiejszy to chyba najlepszy ruch jaki mógł wykonać Murawski. Na zachodzie, powiedzmy w Anglii,  za 3,2 mln euro nie miałby gwarancji gry. W Rubinie raczej grał będzie. Zresztą z zachodnich klubów chciał go zdaje się jedynie Koeln. Tutaj towarzystwo jest doskonałe. Sergiej Siemak to od kilku lat jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy piłkarz ligi rosyjskiej. Ma na koncie 58 meczów reprezentacji. Zresztą jest jej kapitanem. W Rosji legenda.

Gokdeniz Karadeniz – pamiętacie go? Był największą gwiazdą Trabzonsporu, gdy grał w nim Mirosław Szymkowiak. 50 meczów w reprezentacji Turcji…

49 w reprezentacji Chorwacji ma Stjepan Tomas.

Po co te wszystkie liczby z wikipedii? Po to, zebyśmy zdali sobie sprawę z tego, że nie jesteśmy nie wiadomo kim, po prostu zeszli na ziemię. Ci gracze nie bali się tam pojechać, dlaczego miałby Polak? Rubin to idealny klub dla Rafała, jestem pewien, że tam się rozwinie. Pogra w lidze mistrzów, w końcu powącha prawdziwej światowej piłki. Lepszej niż z Udinese.

Przy okazji, na ostatnim zgrupowaniu w RPA był zdecydowanie najlepszym polskim piłkarzem. Chciało mu się przyjechać, to coś. Niektórym się nie chciało, na przykład Lewandowskiemu. Na dzień dzisiejszy widać, że Murawski jest w kadrze bardziej przydatny niż Lewandowski, ma to czego nie posiada piłkarz Szachtara, potrafi pchnąć zespół do przodu. A teraz zagra w Lidze Mistrzów, zdobędzie doświadczenie, jedyne czym przewyższał go Lewandowski.

A co do ligi rosyjskiej, to przypominam mojego ulubionego linka, klasyfikację lig na kontynencie:

http://www.xs4all.nl/~kassiesa/bert/uefa/data/method4/crank2009.html

W ciągu kilku lat tam weszła naprawdę spora kasa. I zaglądają skauci z całego świata. A Polskę omijają szerokim łukiem, bo nie mogą patrzeć na mecze naszej ekstraklasy.

PS. I pewne jest na 95 procent, że do Lecha przyjdzie Adam Banaś z Górnika. Ciekawy choć ryzykowny ruch. Banaś miał jeden dobry sezon w karierze. Ale w końcu ktoś wygryzie antypatycznego Bosackiego i to mnie cieszy… zapomniałem więc dopisuję: Banaś zarobić ma ponoć 60 tysięcy miesięcznie. Czyli o 13 więcej niż obecnie.  Chłopaki się bawią!

PS2. Co zaś się tyczy samego Lecha, to wiadomo, że stracił i to bardzo. Ale z drugiej strony z niewolnika nie ma pracownika. Tak, niewolnika, bo w Rubinie będzie zarabiał 500 tys. euro rocznie. Da się przeżyć…

5 komentarzy

Nie chciał zabić żony, naprawdę!

To rozmówka z Arkiem Onyszko, który pójdzie siedzieć na 30 dni za to, że groził żonie Annie śmiercią. Kolega z Danii powiedział, że w sądzie Arek stwierdził iż w Polsce normą jest że mąż bije nieposłuszną żonę. Długo musiałem tłumaczyć mu, że nie we wszystkich domach obowiązuje ta stara tradycja…
PS: W więzieniu w Danii można rozmawiać przez telefon?
Arkadiusz Onyszko: – Nie, jestem domu. To specyficzne więzienie, można powiedzieć „Przechowalnia”. Mam dwa tygodnie przychodzić na noc i dwa tygodnie siedzieć za dnia. Z tego co wiem, mogę pójść siedzieć kiedy zechcę. Mogę odwlec wyrok nawet do dwóch lat. Jeśli jakiś klub zechce żebym przyjechał na testy, to mogę odłożyć odsiadkę i jechać. A później odrobić to na przykład w przerwie zimowej. Na razie siedzę w domu, trenuję sam i czekam na to co będzie dalej.
Poza tym miesiącem w więzieniu ma pan jeszcze dwa miesiące zawieszenia.
– Zgadza się. W Danii to wygląda tak, że jak ktoś cię kopnie w tyłek, to musisz przeprosić grzecznie i wyjść z pubu.
Co teraz, co będzie robił Pan w przyszłości?
– Klub rozwiązał ze mną wczoraj umowę, ze skutkiem natychmiastowym, a więc mam wolny transfer. Były nawet już jakieś telefony z zapytaniami ale na razie nic konkretnego.

Więc chce pan jeszcze grać w piłkę?
– Tak, ja uważam, że mogę jeszcze przez trzy lata grać na wysokim poziomie. Pierwszoligowym.
W Danii?
– W Danii na pewno nie. Uciekam stąd jak najszybciej. Dla nas Polaków to jest kraj, w którym się nie da żyć!
Przez 11 lat pan tam mieszkał a teraz mówi, że nie da się żyć?
– Jak masz rodzinę, dzieci, to przecież nie będziesz co roku zmieniał miejsca zamieszkania. Myślałem, że tu zostaniemy, jakby nie patrzeć, była jakaś stabilizacja. Pewnie mówiłbym inaczej, ale jestem załamany konsekwencjami tego co się stało. Przecież ja zostałem skazany za to, że w nerwach powiedziałem do żony, że ją zabiję. A przecież wiadomo, że nie chciałem jej zabić. Gdyby w Polsce za coś takiego skazywano, to połowa Polaków by siedziała.
W Polsce raczej nie jest normalne, że ktoś komuś grozi śmiercią?
– Zgadza się, nie jest, po prostu chodzi mi o to, że w nerwach mówi się różne rzeczy.
Ale z tego co wiadomo, zarzuty były poważniejsze?
– Najważniejszy dotyczył tego, że groziłem jej śmiercią. Nie było na to żadnych świadków, na podstawie jej zeznań wydano wyrok. Ale faktem jest, że tak powiedziałem. Jednak w sądzie od razu widziałem, że chcą mnie ukarać. Oskarżała mnie kobieta, sędzią była kobieta… nie miałem szans.
Dziennik „Ekstrabladet” napisał jednak, że pan zachowywał się jak dzikie zwierzę, a pan mówi o jakimś spisku.
– Bo to nie jest prawda. To Ekstrabladet, lokalny szmatławiec. Oni piszą różne rzeczy. Napisali też, ze wszyscy się ode mnie odwrócili, że ludzie mnie nienawidzą. A ja na swoim profilu na facebooku mam dobre opinie, pozytywne wiadomości. To bzdury.
Jak doszło do tej sytuacji?
Nie chcę za bardzo do tego wracać. Ale ok. Przyszedłem do niej pod dom i doszło do kłótni. Ale nie było tak, że ją skopałem czy biłem pięściami. Naprawdę było tak, że ją złapałem za fraki i dostała z ręki. Przyznaję się do tego. Ale to wszystko. Gdybym ją pobił, to by leżała w szpitalu a ona tego samego  dnia była już w sądzie. Inna sprawa, że ona wcześniej wyciągnęła nóż i zaczęła mi grozić. Więc zareagowałem tak jak zareagowałem… Ja naprawdę rozumiem, że skazaliby mnie na więzienie, gdybym jej zrobił krzywdę. Ale mam iść do więzienia za to, że w nerwach powiedziałem jedno słowo za dużo? To dziwne.
W sądzie przyznał Pan jednak, że żałuje tego co się stało.
– Pewnie, że żałuję. To chyba nie jest normalne, ze szarpiesz się z własną żoną.
Był pan pod wpływem alkoholu?
– Nie, to miało miejsce 9 rano a ja na 11 jechałem na mecz. Po prostu puściły nerwy.
Macie kontakt?
– Żadnego. Nie chcę mieć z nią kontaktu. Z dziećmi mam kontakt, regularny. Chociaż ona w sądzie powiedziała, że nie mam.
Przed tym zajściem byliście mocno skłóceni?
– Nie, właśnie nie. W ogóle nie wiem co się stało, ona po prostu chciała, żebym poszedł do więzienia, chciała mi coś udowodnić.
Jesteście już po rozwodzie?
– Nie, teraz jestem w separacji. Kończy się za dwa miesiące i bierzemy rozwód.
Jest pan z kimś związany?
– Tak, mam dziewczynę, Samantę, chcemy stąd jak najszybciej wyjechać.
Jak ludzie w Danii zareagowali na to wydarzenie? Potępiają pana?
– Oni uważają, ze jestem psychopatą. Świrem.
Wtedy w marcu, zaraz po zdarzeniu, zabrali pana do aresztu prosto z meczu, zgadza się?
– Tak, dokładnie. Zrobili show. Nie jestem Duńczykiem, to dlatego. Duńczyka nigdy by tak nie potraktowali. Wydaje mi się, że zostałem pokarany dla przykładu, chcieli pokazać, że nie ma świętych krów. Ja zawsze miałem swoje zdanie, to wszystko przeszkadzało tutejszym. Jak oni mówią, że czarne jest białe, to ja mówiłem, że czarne jest czarne. Nie wszystkim to się podoba. Jeśli w Danii obcokrajowiec ma swoje zdanie, to oni tego nie lubią.
Gdy rozmawialiśmy 3 lata temu jeszcze pana uwielbiali. Sporo się od ego czasu zmieniło…
– No tak, ale wtedy rozmawialiśmy o sporcie. Jeśli chodzi o sprawy czysto piłkarskie, to jestem tu najlepszy. A jeśli chodzi o to co poza boiskiem, to ja zawsze mówiłem to co myślę. Nigdy nikomu, za przeproszeniem, nie lizałem dupy. I w końcu kara mnie dosięgła.
A jak zareagowali koledzy z drużyny?
– Obcokrajowcy są za mną a tutejsi trzymają stronę klubu.
Ale podają panu rękę?
W Danii jak wchodzisz do szatni, to jest tylko ?cześć, cześć?, nikt nikomu nie podaje
ręki. Więc nie podawali i dalej nie podają. Jeśli chodzi o mentalną sprawę, to my nigdy Duńczyków nie zrozumiemy. Musisz się tu urodzić. To inny świat. My Polacy jesteśmy dumni z tego że jesteśmy Polakami i jeśli ktoś ci podskoczy to od razu walczysz za Polskę. A tutaj jak jest awantura to Duńczycy od razu przepraszają i uciekają.
Myśli pan, że prezes Kim Brink chciał się pana pozbyć?
– Nie, Kim jest w porządku, chociaż akurat wiele razy mieliśmy inne zdanie na różne
tematy. Tu jest zupełnie inaczej niż w Polsce. Gdy byłem w Legii Warszawa, starsi
piłkarze jak choćby Leszek Pisz, Zbyszek Robakiewicz, stara gwardia generalnie, to zawsze mieli sporo do powiedzenia w rozmowach z zarządem. Ja myślałem, że tu będzie tak samo. A tu musisz siedzieć cicho.
Rozmawiał Marek Wawrzynowski

4 komentarze

Killer w przedszkolu

Czasami zdarza mi się poruszyć temat niepiłkarski. Tak też było w przypadku Rafała Jackiewicza.. Znamy się od dawna, bo gdy ja stawiałem pierwsze kroki w dziennikarstwie w Otwocku, Rafał w pobliskim Mińsku Mazowieckim uchodził za postrach dyskotek. Pisałem o nim trochę, bardziej jednak w kontekście sportowym – o piłkarzu i zdobywcy pucharu świata w kick boxingu. Ciekawe, że przerzucił się (bardzo późno) na boks zawodowy i nawet ma przyzwoite wyniki. Zdobył na przykład pas EBU, czyli znaczy to chyba tyle, że był mistrzem Europy. Nie znam się na boksie, więc tylko się domyślam. Oto artykuł, który ukazał się „jakiś czas temu” w „Magazynie Sportowym”

Killer w przedszkolu

Gdy facet wbił mi nóż w serce nic nie czułem, bo byłem kompletnie zalany. Lekarka trzymała moje serce w ręku, a ja żadnego światełka w tunelu nie widziałem. Może na kacu się tego nie widzi, nie wiem. Gdy wytrzeźwiałem, myślałem tylko o jednym: dorwać tego skur… – mówi Rafał „Braveheart” Jackiewicz spokojnie zjadając rybę w swoim mieszkaniu, a właściwie w zaadaptowanym na mieszkanie jednym z pomieszczeń przedszkola, które z dziewczyną Moniką prowadzi w Mińsku Mazowieckim.

– Sportowiec musi w coś inwestować, a to jest właśnie nasza inwestycja. Myślę, że dobra – zapewnia mistrz Europy – pierwszy Polak od czasów Przemysława Salety, który zdobył prestiżowy pas EBU. Pomysł dosyć oryginalny i zdaje się trafiony. Dzieci uwielbiają Rafała.
Kto by pomyślał, że ten miły, sympatyczny facet, to lokalny „killer”, pogromca dyskotek i sędziów piłkarskich.
Scena zasłyszana na festynie ludowym w Kołbieli: „Panowie, dyskoteka pod Mińskiem, jeden gość, chyba ze dwa metry, podchodzi do takiego małego i mówi – ej, frajerze, masz jakiś problem? Mały się odwraca, a wtedy ten dwumetrwoy facet jakby zbladł. I mówi: „Jacek, ja naprawdę nie wiedziałem, że to ty. Przepraszam!” .
– Trenowałem, i czekałem cały tydzień, żeby pójść na dyskotekę i lać chamów. Tak przez wiele lat. Zawsze wybierałem większego od siebie. I zawsze wygrywałem – zapewnia Jackiewicz. – Trenuję od 15 roku życia. Walka to mój sposób na życie. Ucieczka od codzienności. Skuteczna. Ojca nie pamiętam, wiem tylko, że był skur… i zachlał się na śmierć. Mamę uwielbiałem. Ale nie miała szczęścia do facetów. Gdy rzuciła ojca, trafiła na ojczyma – też wyjątkowy kawał chama. Mama umarła w 1997. Wiem, że nie mogła mi zapewnić tego co chciała.

Hak na wątrobę
Zastanawiał się też nad karierą piłkarza. Gdy przeprowadził się do Kołbieli, zaczął grać w piłkę w występującym w okręgówce Sokole. Później, już w seniorach, był najlepszym strzelcem zespołu. – Myślę, że gdyby poświęcił się piłce nożnej, mógłby grać za pieniądze. W II albo III lidze. Tyle tylko, że przez kilka lat był może 5 razy na treningu… – mówi Karol Kubajek, sekretarz Sokoła, wcześniej kolega klubowy Jackiewicza.
– Był bardzo ważny dla drużyny. Łatwo znajdował się w sytuacjach podbramkowych. Zdarzało się, że miał po kilkanaście sytuacji na mecz. To był postrach okręgówki – dodaje Kubajek.
Kariera Jackiewicza skończyła się, gdy uderzył sędziego.
– Byłem brutalnie faulowany, a on pokazywał, że symuluję. Nie wytrzymałem. Powiedziałem kilka słów, dostałem czerwoną kartkę. A sędzia haka na wątrobę – rozkłada ręce. Okręgowy Związek Piłki Nożnej w Siedlcach zdyskwalifikował go na 5 lat. To kara nie występująca w regulaminie, więc szybko zmieniono ją na 2 lata.
Po zakończeniu dyskwalifikacji grywał jeszcze w lokalnych klubach, Tęczy Piaseczno i Jutrzence Cegłów, ale głównie dla przyjemności.
– W końcu podczas meczu skręciłem nogę. W kontrakcie mam wpisany zakaz gry – dodaje.
Dzisiaj nikt nie zaczepia Jackiewicza. Sam bokser stara się zmienić, ale przeszłość go goni.
– Przez 8 lat byłem bezkarny. Później ktoś na mnie doniósł. Zaczęły się kłopoty z policją – mówi. – Mam na koncie trzy wyroki. Raz pobili mojego brata. Za nic. Pojechałem się zemścić. Później sfałszowałem dokumenty do ubezpieczenia. Ostatni wyrok, za bójkę, zszedł ze mnie we wrześniu. Teraz jestem czysty. Moi koledzy siedzą w więzieniach. A ja… jestem tutaj z wami – mówi.

Nóż w sercu
Mińsk Mazowiecki, listopad 2002 roku. Jackiewicz jak co tydzień wybrał się na dyskotekę. Prać miejscowych. Tego dnia z myśliwego stał się ofiarą.
– Świętowałem narodziny syna. Była mocna zabawa. Najpierw piliśmy w domu, później poszliśmy na dyskotekę. Gość był strasznie upierdliwy. Wywiązała się awantura. Dostał kopa w twarz. Z obrotu. Wyciągnął nóż. Pamiętam tyle, że biegłem gdzieś cały we krwi – mówi.
Gdyby dostał cios w prawą komorę, nie miał by żadnych szans na przeżycie. Dostał w lewą. Zatoczył się, zaczął uciekać. Napastnik ruszył za nim, ale coś go spłoszyło.
– Upadłem i obudziłem się następnego dnia, jak mi respirator ściągali. Byłem jeszcze pijany jak świnia – mówi.
Lekarze, którzy wypowiadali się w lokalnej prasie mówili wprost: „Ten chłopak sportu uprawiał nie będzie”. Kilka miesięcy później Jackiewicz mówił lokalnej gazecie, że wrócił do sportu zdrowszy niż przed kontuzją. Ale feralnego dnia nie było powodów do optymizmu. Od śmierci dzieliło go kilka minut.
– Lekarka która mnie operowała, trzymała moje serce w ręku, ale żadnego światełka w tunelu nie widziałem, tylko kaca miałem… lekarz mówił, że już nigdy nie będę uprawiać sportu. Po 10 dniach wyszedłem ze szpitala, miesiąc wracałem do zdrowia, po miesiącu wódki się napiłem, a pół roku później zdobyłem wicemistrzostwo Polski w full kontaktcie.
Rafał Jackiewicz pochodzi z Mińska Mazowieckiego. Zanim został bokserem uprawiał kick-boxing. Ma na koncie spore osiągnięcia, między innymi dwukrotnie zdobył puchar świata.
Na boks przekwalifikował się ze względów finansowych. Kickbokserzy zarabiają po kilkaset złotych miesięcznie, resztę na bramce w dyskotece. Jackiewicz już za pierwszą walkę mógł przetrwać miesiąc.
Okazało się, że ma talent. I charakter wyniesiony z dyskoteki – nigdy nie daje za wygraną. Ma na koncie już 41 walk, w tym 31 wygranych. Ostatnią stoczył przed miesiącem. Dzięki zwycięstwu z reprezentującym Belgię Jacksonem Osei Bonsu, awansował na 12. miejsce w światowym rankingu i powoli dobija się do czołówki.
– To była najważniejsza walka moje życia. Bonsu przyjechał tu na rozgrzewkę przed inną walką, myślał, że pokona mnie przy okazji. To była moja szansa. Wiedziałem, że albo wygram i coś osiągnę albo jest po mnie. Przed walką powiedziałem sobie: Lekceważysz mnie, więc za to zapłacisz – mówi szczęśliwy Jackiewicz, dla którego była 17. wygrana z rzędu. Dostał za nią 30 tysięcy złotych. Przyda się na wyposażenie przedszkola.
Teraz szykuje się do walki z walczącym w niemieckich barwach Słoweńcem Janem Zaveckiem z Magdeburga.
– Zastanawiałem się czy nie za wcześnie walczy z pretendentem i to w dodatku tak mocnym. Ale powiedział mi, że Niemiec już mu się śni, już wie jak go pokonać – mówi Jerzy Kulej, legendarny bokser, obecnie komentator telewizyjny.
– Rafał może sporo zdziałać. Cały czas się rozwija. Jeśli teraz wygra może niedługo walczyć o mistrzostwo świata – dodaje Kulej. – Zdecydowanie wyróżnia się na rynku bokserów. Gdy zaczynał, nic nie wskazywało na to, że będzie tak dobrym bokserem. A jednak, narzucił sobie niezwykły reżim treningowy. Ma kilka wspaniałych cech, które razem robią z niego dużego kalibru zawodnika. Podoba mi się jego szacunek dla rywala. To dzisiaj rzadkość.
Paweł Skrzecz, trener Jackiewicza: – Szkoda tylko, że tak późno zabrał się za boks, bo na początku był źle prowadzony. Ale na pewno jest to materiał na mistrza świata. Coraz lepiej chodzi na nogach w ringu, szybko się uczy i może być niedługo najlepszym polskim bokserem. Bo takiego serca do walki nie ma nikt inny.
Ryszard Opiatowski, Marek Wawrzynowski

Dodaj komentarz

Older Posts »