Świr zawsze będzie Świrem

Któregoś pięknego dnia spotkaliśmy się z Piotrkiem Świerczewskim na Warszawiance. Co z tego wyszło, widzicie poniżej. Świr to dr. Jekyll i mr. Hyde. Jest miłym inteligentnym gościem, ale musi zawsze oddać ze zdwojoną siłą. Jego życie to bezustanne udowadnianie wszystkim dookoła, kto tu jest wielkim bossem. Co do samego wywiadu, to są różne szkoły. Niektórzy mówią, że jeśli nie ma anegdotek, to wywiad jest słaby. Ja się z tym nie zgadzam, pewne historyjki muszą być, ale czasem dobra jest też wymiana ognia. Wszystko trzeba dopasować do sytuacji… Rozmowę robiliśmy z Jarkiem Kolińskim, moim kolegą z „PS”. Świr zwodził nas przez dwa miesiące ale w końcu go dopadliśmy!

Czy mamy się obawiać jeśli zadamy jakieś trudne pytania?
– Nie po prostu będę odpowiadał na nie dyplomatycznie.

Chodziło nam o przypadek dziennikarza „Piłki Nożnej”, którego uderzył Pan po serii krytycznych tekstów.
– To w ogóle nieporozumienie. On to źle rozegrał. Ja do niego podszedłem spokojnie, nie byłem nastawiony żeby się z nim bić. A on ruszył na mnie i go klepnąłem towarzysko. Ale to wszystko.

Żałuje pan, że to się stało?
– Ale czego tu żałować, to nie ja go uderzyłem, to kto inny.

Denerwuje się Pan, gdy coś przeczyta na swój temat?
– Jeśli to merytoryczna krytyka to nie. Jeśli byłem niewidoczny i ktoś napisze, że tak było, to w porządku, respektuję to. Gorzej jeśli ktoś uweźmie się na konkretnego piłkarza i atakuje go dla zasady. A dla zasady zazwyczaj atakuje się kogoś kto ma nazwisko. Tych młodych się oszczędza, bo oni mają czas, a przecież jest jedenastu.

Ma pan nazwisko, na które pracował ileś lat, 70 występów w reprezentacji, a tymczasem w telewizji Maciej Szczęsny mówi, że „Polonia bardzo się wzmocniła, bo Piotr Świerczewski siedzi na ławce”…
– Maciej Szczęsny całe życie chciał wyjechać za granicę, nigdy nic nie osiągnął, do tego stał na bramce, jest jaki jest. To taki filozof, ja takich nie lubię. Ale może sobie gadać, że powinienem odejść. Zresztą ja nie ukrywałem, że chciałem opuścić Polonię. Zobaczymy czy na koniec sezonu powtórzy to samo, że jestem taki słaby. Nie uznaję go za żadnego znawcę. Dziwi mnie to, że facet pluje na własne środowisko. Może kiedyś się jeszcze spotkamy w jakiejś szatni i co wtedy? Trochę tak głupio, nie?

To co, ma mówić, że piłkarze dają z siebie wszystko? Jest wyrazisty i dzięki temu komentuje dla telewizji, tak chyba powinno być?
– Cóż, ja nie lubię takiego stylu komentowania. Takie ąę, może powinien zapisać się do partii Ędwarda Ąckiego. Kiedyś się spotkamy, to… to się nagrywa? (śmiech). Hej panowie, aż tak mi to nie przeszkadza, jestem wesołym człowiekiem.

Trochę przesady z tą krytyką Szczęsnego. Kiedyś podczas jednego z meczów poszedł w cywilu na żyletę, słynną trybunę Legii i powiedział, że jeśli ktoś coś chce od niego, to jest odpowiednia chwila…

– Poważnie? No to nie wiedziałem. Ale myślę, że na swoje środowisko nie powinno się aż tak nadawać. Wy nie piszecie o innych dziennikarzach, to jest solidarność zawodowa, tak powinno być.

Ale pan również był ekspertem telewizyjnym podczas EURO 2008…

– I starałem się bardziej zwracać uwagę na sprawy taktyczne, na pewno uważałem, żeby nie atakować piłkarzy. Uciekałem od ataków personalnych.  Nawet w najgorszym prezegranym meczu jest trzech piłkarzy, którzy grają dobrze. I ja zawsze starałem się mówić o nich, a nie o pozostałych ośmiu. Myślę, że Szczęsny stara się być mądrzejszy od innych. A ja myślę, że piłka nożna jest prosta.

Ciężko takich znaleźć podczas EURO?

– Dlaczego? Murawski z Chorwatami grał dobrze, Lewandowski był ok, Darek Dudka też sobie radził.

A miał pan takie poczucie, że mógł wybiec w każdej chwili i „jeszcze im pokazać”?

– O tak, zawsze mam takie uczucie. Jak ktoś kopie piłkę to i mnie się pod stołem noga rusza. Ale cóż, lata lecą. Ale abstrahując od mojego wieku, w ogóle nie lubię takiego gadania, że byłbym lepszy od kogoś, albo ktoś byłby lepszy od kogoś. Trzeba było tam być, dostać się do drużyny i nie byłoby potrzeby takich dywagacji.

Pytaliśmy, bo uchodzi pan za krytyka Leo Beenhakkera…

– Za kilka rzeczy można go pochwalić, za kilka innych znowu zganić. Pochwalić go mogę, zganić niestety nie.

Dlaczego?

– Jestem czynnym zawodnikiem i jeśli coś powiem, to dostanę karę od PZPN. Taki jest przepis. Jak skończę karierę, to powiem.

To pan powiedział, że Beenhakker wylosował sobie kadrę.

– Nie wiem czy to powiedziałem, ale jeśli ktoś tak powiedział, to się z tym mogę zgodzić. Wszyscy widzimy kto jak gra. Gram w tej samej lidze, potrafię ocenić poziom piłkarza. I widzę, że sporo piłkarzy słabszych pojechało a kilku lepszych nie. Dlaczego taki Paweł Brożek nie pojechał na EURO czy Arek Głowacki, mistrz Polski, który miał do tego bardzo dobry sezon. Nie powiem czy Beenhakker zrobił dobrze czy źle, ale wiemy jakie były wyniki.

Skoro zatem ma powoływać tych, którzy są w najlepszej formie, to może powinien co tydzień zmieniać kadrę, w zależności od tego jaka jest „Jedenastka kolejki” według Przeglądu Sportowego?

– Krótko: chodzi o to, żeby w kadrze grali najlepsi.

Jest pan kolejnym, który upominał się o Pawła Brożka. Tymczasem po wielkiego króla strzelców wspaniałej polskiej ekstraklasy nie upominał się żaden przyzwoity klub z Europy zachodniej. Może po prostu nie potrafimy realnie ocenić siły naszej piłki?

– To nie prawda. Sam byłe świadkiem jak ostatnio przyjechał Waldemar Kita, właściciel Nantes. Poza tym wiem, że jest bardzo wielu menedżerów. Brożek jest wart gry w kadrze i był wart by go powołać. A co z Wichniarkiem?

No właśnie, zarzut jest taki, że podobno psuje atmosferę w kadrze, przyjechał na zgrupowanie i rysował nosem po suficie. Taki piłkarz jest potrzebny w drużynie?

– Nie wiem, ja jestem normalny i mi to nigdy nie przeszkadzało. Każdy jest inny. Jeden ma nos w górę, inny nos w dół i można powiedzieć, że jest za smutny. Ważne, żeby była współpraca w drużynie. Wichniarek ma strzelać bramki, tylko to się liczy. A że coś za dużo powie… kogo to interesuje?

Właśnie, pan zawsze był tym, który dużo mówił.

– Gdy grałem za granicą, nie interesował mnie żaden wydział dyscypliny, nic z tych rzeczy. Jedyne co mogli mi zrobić, to za karę nie powołać do kadry. My mieliśmy mocną grupę, trzymaliśmy się razem, mieliśmy w sobie oparcie. Przecież ja nie byłem jeszcze taki najgorszy gdy Janas ze mnie zrezygnował. Byłem mocnym punktem tej reprezentacji i dostałem za swoje. Zawsze mówiłem głośno to co myślałem, zawsze atakowałem związek za nieprawidłowości.

A teraz jest pan zakneblowany?

– Jak sami słyszycie, o pewnych rzeczach wolę nie mówić. Jak powiem, że sędzia krzywo sędziuje, to dostanę karę. A ten sędzia później jedzie do Wrocławia.

Chodzi o Marka Mikołajewskiego?

– No nie, on nie uznał mi bramki z Wisłą, ale obiektywnie mógł tego nie widzieć, skoro i ja nie widziałem.

Powiedział pan jednak, że sędzia jest do dupy.

– Tak, i że go potraktuję z bodiczka. To był żart i śmiałem się mówiąc to. A z tym „do dupy”, to sprawdziłem to i uważam, że to nic obraźliwego. To oznacza tyle, że ktoś jest słaby. Sprawdziłem to w słowniku.

Ostatnio sporo pisano o panu w portalach plotkarskich. Przyjął by pan ofertę z Big Brothera?

– Nie wiem. Ale prawda jest taka, że pojawiłem się w tych serwisach przez sprawę z Radkiem Majdanem. To on jest popularny.

Podczepił się pan pod niego?

– Nie, bez przesady. Ja nawet nie wiedziałem o tych serwisach, od was się dowiedziałem. Nie szukam taniej popularności.

Ale wystąpił pan w programie u Figurskiego, czyli jednak trochę…

– To był program poświęcony wydarzeniom w Mielnie. Chciałem pokazać ludziom jak naprawdę wyglądała sytuacja z policją, że to nie ja zaatakowałem ich ale oni mnie. Jest nagranie video, na szczęście…

Czy to jest normalne, że ktoś podchodzi do policjanta będącego na służbie i mówi: „Jak tam piękny kawalerze?”. Czy to nie jest ewidentna próba ośmieszenia go?

– Może trochę przesadziłem, ale jeśli ktoś ma poczucie humoru, a ja mam, to na pewno by się nie obraził.

W takiej napiętej sytuacji to może spowodować agresję…

– Ale sytuacja nie była napięta. Było bardzo spokojnie. Miałem tylko wrażenie, że policjant był bardzo naładowany, wyglądał jakby był na jakimś haju. Ale nie mogę chyba tak mówić, nie ma żadnych dowodów. Ale weźmy taką sytuację: jest wypadek samochodowy, jedna osoba jest winna, druga nie. Przyjeżdża policja i bada obu. Tu zbadano tylko jednego – mnie. Policjant, który był drugą stroną konfliktu, nie został przebadany. Ciekawe, że jeden z tych gości jeszcze w nocy odwoził mnie do szpitala na badanie krwi i był zdrowy, nie miał wybitego palca. Dopiero na drugi dzień okazało się, że go sobie wybił. Zgłosiłem przestępstwo policji i jestem pewien, że sprawę wygram. Co mogli wyczyścić to wyczyścili, na przykład okazało się, że nie ma nagrani video, bo dziwnym trafem akurat to zginęło, ale wierzę, że policja nie jest wszechmogąca i sprawa zakończy się sprawiedliwym wyrokiem. Zeznania świadków są jednoznaczne.

To chyba nie przypadek, że sprawa przytrafiła się akurat panu?

– To zupełny przypadek. Takich sytuacji jest pełno, że kogoś wywiozą do lasu albo inaczej przekroczą swoje uprawnienia. Akurat my mamy nazwiska, środki i na tyle determinacji by to nagłośnić. Jakiś czas temu policjanci w Chorzowie zaatakowali spokojnie siedzących kibiców i tłumaczyli, że zrobili to na wszelki wypadek, żeby kibice nie zaatakowali ich. Takie uderzenie wyprzedzające.

Teraz ludzie poklepują Pana po plecach i dobrze się pan z tym czuje?

– Czasami ktoś poklepie, ale wcale nie o to chodzi. Nie zależy mi na tym. Czułbym się dobrze, gdybym mógł mieć  zaufanie do policji. Ale nie jestem aż tak zawzięty. Przecież wielu z nich to normalni ludzie. Nawet mam w rodzinie policjanta.

Wasze stosunki się popsuły po tym zdarzeniu w Mielnie?

– Wszystko jest w porządku. Nic się nie zmieniło.

Było policjantach, to wróćmy do prasy. Wiele razy podkreśla pan, że rozmawia z dziennikarzami normalnie. Tymczasem jeden z dziennikarzy zapamiętał, jak mówi pan do niego: „idziemy razem po tych schodach, ale jeden z nas może nie dojść”.

– Nie pamiętam, ale pewnie chodziło o to, że może się wrócić. Teraz mi tu wyciągacie jakieś stare cytaty, które być może powiedziałem, ale nie ma na to żadnych dowodów. Wy z kolei groziliście mi, że mnie napadniecie. Nie pamiętacie? Naprawdę? Nie oszukujmy się, kilku dziennikarzy próbuje się wypromować na robieniu dętych afer, atakowaniu sportowców.

Niektórzy dziennikarz się pana boją, rywale na boisku też…

– Bo jestem profesjonalistą i jestem dobry. To się boją. A poważnie, czasem trzeba tak wpłynąć na zawodnika, żeby się bał. Czasami trzeba wejść ostro w grę.

Postraszyć rywala?

– Od straszenia są duchy.

Może przypomnieć pan swój incydent z Zinedine’m Zidane’m?

– To była fajna sprawa, bo myślę, że on mnie zapamiętał. Wtedy jeszcze nie był znanym piłkarzem, ale można powiedzieć, że byłem pierwszym który dostał od niego z głowy. Zizou jest nerwowym człowiekiem, wielokrotnie to było widać. Wtedy uderzył mnie a ja mu oddałem. Dostaliśmy kary i tyle. Ja szanuję twardych piłkarzy. Z Djokoviciem z Legii wiele razy ostro pogrywaliśmy przeciw sobie, a później zawsze podawaliśmy sobie rękę. Bardzo dobry był też Vuković. W ogóle przeciw Legii zawsze lubiłem grać, bo było ostro. Tak samo z Wisłą, z Sobolewskim, z Cantoro. Są i tacy, którzy skaczą i krzyczą. Sporo takich wśród młodzieży. Jak ktoś więcej krzyczy niż gra i to na początku kariery, to nie wróżę powodzenia.

Uważa pan, że zawsze wychodzi zwycięsko z tych starć?

– Gdyby tak było, osiągnąłbym jeszcze więcej.

Czyli lubi pan taką męską rywalizację…

– Nawet kobiety, gdy grają w piłkę, starają się grać jak faceci.

Nie lubi pan symulantów takich jak Marco Materazzi?

– Tego nie powiedziałem. Materazzi jest w swoim kraju uznawany za idola. Myślę, że na jego miejscu zrobiłby dokładnie to samo.

W polskiej piłce brakuje twardzieli?

– U nas nie brakuje twardych piłkarzy, po prostu poziom sędziowania jest słaby i zawodnicy muszą kalkulować. Wróćmy do sędziego Mikołajewskiego – biegnę obok Darka Dudki i ten się poślizgnął. Ja zabrałem piłkę a sędzia gwiżdże faul. Trzeba by jednak wprowadzić takie półzawodostwo.  Jeśli sędzia jest słaby, to przez miesiąc nie zarobi i tyle.  Niech dobrze zarabiają ale i niech ponoszą konsekwencje. Jak wypaczy wynik meczu to właściwie nie ma jakiejś konkretnej odpowiedzialności. Jeśli ja coś powiem o jego pracy, to dostaję od razu karę. Chciałbym, żeby było sprawiedliwie.

Ile w sumie zapłacił pan za swój „długi język”?

– Nie dużo, jakieś 10 tysięcy. Ale zastanawiam się, dlaczego we Francji nie zapłaciłem żadnej kary za gadanie? Znam francuski, przeklinać też umiem. To może po prostu sędziowie są lepsi? W Polsce sędzia krzyczy – nie odzywaj się, zamknij się. Hej, o co chodzi?

Teoretycznie najlepszą ligą dla pana powinna być angielska, a jednak tam kompletnie panu nie wyszło.

– Cóż, też myślę, że to idealne miejsce dla mnie. Trafiłem niestety na jakiś układ menedżerski. Zagrałem bardzo dobrze w pierwszym meczu z Chelsea a później nie brali mnie pod uwagę. Nie wiem o co chodziło. Zresztą, wteyd w drugiej drużynie Birmingham było więcej kadrowiczów niż w pierwszej. Nie tylko ja miałem problem. Później już nie chciałem zostać w Anglii. Zresztą to był już czas, żeby wrócić do Polski. Córka szła do szkoły, do pierwszej klasy, syn do trzeciej. Ja już chciałem częściej ich widywać. Uważam, że trafiłęm dobrze. Gdzie nie poszedłem, tam udało się zbudować silne ekipy. W Grodzisku graliśmy dwa razy w pucharach, w Lechu też dwa razy, teraz Polonia, gdzie ostatnio byłem  też ma szansę.

Jest pan ofiarą dwóch fuzji, najpierw w wyniku połączenia Amiki z Lechem musiał pan odejść, później to samo w  wyniku połączenia Polonii z Dyskobolią.

– Może jestem za stary. Tak już od czterech lat jestem za stary. Przyzwyczaiłem się już. A jednak gdzie nie przychodzę to jest sukces. Jak przychodziłem do Lecha, był na miejscu spadkowym, a zdobyliśmy puchar Polski. Nie mówię, że to tylko moja zasługa, ale to zasługa całej drużyny, fajnej atmosfery, która jest bardzo ważna. Tak było w Lechu, tak było w Grodziku. Gdy wróciłem do Dyskobolii, to była na piątym miejscu. Mogło być różnie, a kończyliśmy na trzecim. A w Polonii, cóż, komuś coś nie pasowało.

Powód był taki, że rozpijał pan zawodników.

– ?

Widziano pana, jak „rozprowadzał” kolegów po lokalach nocnych. Taki jest powód pana zwolnienia z Polonii.

– Niech prezes myśli co chce. Byłem w Grodzisku, w Poznaniu i tam było normalnie a nagle w Polonii rozprowadzam piłkarzy? Bez przesady. To są jakieś bzdury, ale niech prezes mówi co chce.

Ale w sierpniu po awanturze w Mielnie Józef Wojciechowski podał panu i Radkowi Majdanowi rękę…

– Z tego co słyszałem, to niechętnie to zrobił. Ale trudno, poradzę sobie. Jeszcze trochę mogę pograć i udowodnię to. Jeśli będę czuł, że jestem za słaby to przestanę grać. Ale czuję, że jestem w stanie jeszcze coś osiągnąć. Polonii życzę jak najlepiej, ale na tym klubie świat z całą pewnością się nie kończy. Nie mam problemu, naprawdę.

W Polsce nie szanuje się starszych piłkarzy, jak pana czy Tomasza Hajty?

-Coś w tym jest. Mówiłem wcześniej, że w drużynie jest 11 piłkarzy plus rezerwowi, a obwinia się starszych, tych z nazwiskami. Dlaczego Hajto został obwiniony o niepowodzenia Górnika? Czyżby tylko jeden zawodnik był winny? Przecież tam gra kilku reprezentantów Polski, więc może to nie jest problem Hajty, że nie idzie…

Znowu cytat z prasy, kiedyś powiedział pan, że…

– Znowu to samo, teraz będziecie mi wmawiali, że coś powiedziałem a ja o tym nie pamiętam. A Pan dwa lata temu obiecał mi, że… tego nie powiem, bo to nieprzyzwoite co pan obiecał. No i co teraz?

Ok., ale jednak kiedyś powiedział pan, że nie boi się kontuzji. Dzisiaj kontuzja mogłaby zakończyć pana karierę.

– Wiem, zdaję sobie z tego sprawę, ale jednak ktoś kto odstawia nogę w końcu zawsze w nią zostanie.

Te całe rozmowy o dobrej atmosferze… chce pan być trenerem?

– Tak, ale na razie drugim. Inni trenerzy jeżdżą na staże na dwa tygodnie za granice i oglądają zza płotu jak wielcy piłkarze grają w dziadka. Ja tam byłem i sporo wiem. Nie mam żadnych notatek robionych z boku. Po prostu sporo nauczyłem się w praktyce. Wiem wiele od strony piłkarzy. Myślę, że nadawałbym się do tej roboty. Jak przychodzę do jakiejś drużyny to może nie jestem polskim Zidanem, jakimś super wzmocnieniem. Ale wprowadzam fajną atmosferę, luz oczywiście też sporo umiejętności.

Polscy trenerzy są niedouczeni?

– Tego nie powiedziałem. Są bardzo dobrze nauczeni, ale głównie teoretycznie. Praktycznie jest niewielu trenerów, którzy dotknęli wielkiej zagranicznej piłki. Ja byłem w Marsylii i nie ma tak, że siedzi kilku trenerów i oglądają wszystkie treningi. Treningi są zamknięte, a na otwartych są wrzutki, gra w dziadka. A myślę, że w Manchesterze United gra w dziadka jest podobna do tej w przeciętnym polskim klubie. Nie twierdzę, że od razu będę najlepszym trenerem, ale myślę, że te 10 lat za granicą sporo by mi pomogło. Ale tak jak mówię, na razie nie nadaję się na pierwszego trenera.

Rozmawiali Jarosław Koliński, Marek Wawrzynowski

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: