W RPA musisz wiedzieć gdzie chodzić

Od czasu do czasu słyszę i czytam wątpliwości na temat gotowości RPA do organizacji mistrzostw świata. Czy zdążą ze stadionami? Czy zapewnią bezpieczeństwo? Pytań jest sporo, ryzyko zaginięcia bez wieści na pewno większe niż w Polsce, ale ja sam nie ma wątpliwości – będą to mistrzostwa wyjątkowe.

Niedawno spędziłem w RPA 10 dni. „Przegląd Sportowy” wysłał mnie za reprezentacją więc przy okazji trochę obejrzałem. Przez trzy pierwsze nie bardzo wychodziliśmy  hotelu. Po pierwsze praca, po drugie ostrzeżenia, bezustanne ostrzeżenia i straszenie.

W końcu amerykański dziennikarz Eric, który kręcił się przy naszej reprezentacji powiedział, że jeśli idziesz przez slumsy i szpanujesz nowym mp3 to możesz mieć problemy. Jeśli uważasz i nie prowokujesz, wszystko będzie ok.

Wyszliśmy. W Johannesburgu. Pojechaliśmy na wieczór do dzielnicy Melville, na siódmą ulicę. Bary, restauracje, kapitalne jedzenie, klimat zabawy. Mistrzostwo świata po raz pierwszy.

Muzeum apartheidu. Niezwykłe przeżycie. To czego Hitler nie zrealizował w Europie, zrealizowali Boerowie – Niemcy,  Francuzi i przede wszystkim Holendrzy. A do tego ludność pochodzenia brytyjskiego.Samo muzeum to mistrzostwo świata po raz drugi.

Ok, jakieś zagrożenie można odczuć. Gdy wracaliśmy  muzeum poprosiliśmy kierowcę, by obwiózł nas po tzw. city. Wygląda imponująco. Konkretnie tak:

http://www.southafrica.to/provinces/Gauteng/towns/Johannesburg/Johannesburg-city.jpg

Kierowca poprosił, żebyśmy nie wysiadali. Większość tych wieżowców, które widzicie na obrazku jest opuszczonych. Życie toczy się na parterze. To widmo. Bogaci biali zbudowali stolicę biznesu, z której musieli się wynieść. Dzisiaj nie ma tu białego człowieka.

W tym sensie apartheid funkcjonuje nadal. Nie ma już podziału na czarnych i białych. Jest podział na biednych i bogatych. W większości czarni są biedni a biali bogaci. Jeśli czarni są bogaci, mieszkają w dzielnicach z bogatymi białymi. Jak Rosebank lub Sandton. Wysokie trzymetrowe mury, z obowiązkowym drutem pod napięciem, podwójną szybą kuloodporną i ochroną.

W niedalekim parku życie jak z bajki. Sielanka.

Jest i druga strona. Soweto (South Western Township), gdzie Polacy grali mecz z RPA. W drodze powrotnej zabłądziliśmy i wjechaliśmy w sam środek najbardziej niebezpiecznej dzielnicy Afryki. Bieda i tyle. Ogniska na ulicach, domki poskładane z blaszanych ścianek. Na przejeżdżającym pociągu ludzie na dachach i pomiędzy wagonami. Trzymają się czegokolwiek.

http://www.pbase.com/jtg1/image/40063296

Turyści tu nie zajrzą. Soweto nie zyska wiele na mundialu. Tylko trochę pracy. W miejscu gdzie na życie masz 1,3 dolara dziennie to jest jak złoto. Miejscowi tłumaczyli, że dlatego właśnie prace idą tak opornie. Jeśli mieszkańcy RPA skończą budowy i remonty na czas, pracy nie będzie. Dlatego chcą to przeciągać do oporu.

Całe miasto jest pełne autostrad. Tu jesteśmy 100 lat za… afrykanerami i murzynami.

Powrót do Kapsztadu i mamy widok na wspaniały powstający dopiero stadion. Nad samym brzegiem oceanu u podnóża góry stołowej. Turystyczne niebo. Zresztą, RPA jest turystycznym rajem. Polecam wycieczkę na przylądek dobrej nadziei. Tak by za jednym zamachem zobaczyć pingwiny, pawiany, antylopy i wieloryby. I jeszcze najpiękniejsze widoki świata, choć to już kwestia subiektywna. Mistrzostwo świata po raz trzeci.

„Bezpieczni” turyści chodzą w Kapsztadzie na tzw. Waterfront, gdzie jedynym „zagrożeniem” są wszędobylscy żebracy. Na Longstreet w centrum miasta, gdzie kwitnie nocne życie jest za to pełno rozrywki, świetne jedzenie i… naganiacz za naganiaczem. W angielskim pubie podszedł do mnie gość: hej, jestem z Togo, przedstawiam ci moją siostrę”. „Ok, cześć, muszę już lecieć”. Nie czujesz zagrożenia. Ale nie jest powiedziane, ze go nie ma.

Pewien Duńczyk opowiedział mi historię swojego szefa, który złapał taksówkę. Taksiarz zamiast do hotelu zawiózł go idziesz do slumsów po czym zatrzymał się. Inżyniera wywlokło z samochodu dwóch gości – jeden z maczetą, drugi z pistoletem. Oddał kasę, telefony a później wysłuchiwał jak dwóch gości debatuje, czy go zabić czy jednak puścić.

Puścili. Szedł 10 kilometrów piechotą. Przez slumsy.

Musisz mieć zaufanego taksówkarza.

Michał Dąbrowski, Polak i Afrykaner, który mieszka w RPA od 20lat, powiedział tak: „Nigdy w życiu nie czuliśmy tu zagrożenia. Nigdy nikt nas nie okradł. Moi rodzice pojechali do Europy i zostali okradzieni pierwszego dnia”.

Podczas mundialu będą wzmożone środki ostrożności ale i większe środki „zainwestują” przestępcy. Warto jechać, bo to może być wyprawa życia. Wcześniej trzeba jednak naprawdę sporo poczytać…

PS. Jeszcze jedno, niech zabiorą miejscowym kibicom te cholerne piszczałki!!! Myślałem, że uszy mi odpadną.

Reklamy

2 Komentarze »

  1. Marek Tal said

    W RPA jeszcze nie byłem, ale na przyszłoroczny Mundial jak najbardziej będę chciał polecieć, ale po przeczytaniu twojej opinii i nie tylko twojej muszę przyznać, że nastraszyłeś mnie niezmiernie. Mimo wszystko na Mundial się wybieram.

  2. vegetable78 said

    cholera, chciałem ludzi zachęcić a nie straszyć. Po prostu dokładnie przeczytaj profesjonalny przewodnik i trzymaj się pewnych zasad. Nie jedź sam, trzymaj się bezpiecznych miejsc. Moja opinia jest taka, że jeśli „czarne dziury” będziesz oglądał jedynie zza szyby samochodu i generalnie trzymał się „europejskich” miejsc w miastach, możesz mieć najwspanialszą przygodę życia. Dla mnie wyjazd do RPA był absolutnie fantastyczny. Ale jestem też realistą, więc napisałem o zagrożeniach. To są jednak tylko moje subiektywne odczucia po kilku dniach, przed podróżą lepiej przeczytać jakieś fachowe opracowania. Pzdr.

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: