Killer w przedszkolu

Czasami zdarza mi się poruszyć temat niepiłkarski. Tak też było w przypadku Rafała Jackiewicza.. Znamy się od dawna, bo gdy ja stawiałem pierwsze kroki w dziennikarstwie w Otwocku, Rafał w pobliskim Mińsku Mazowieckim uchodził za postrach dyskotek. Pisałem o nim trochę, bardziej jednak w kontekście sportowym – o piłkarzu i zdobywcy pucharu świata w kick boxingu. Ciekawe, że przerzucił się (bardzo późno) na boks zawodowy i nawet ma przyzwoite wyniki. Zdobył na przykład pas EBU, czyli znaczy to chyba tyle, że był mistrzem Europy. Nie znam się na boksie, więc tylko się domyślam. Oto artykuł, który ukazał się „jakiś czas temu” w „Magazynie Sportowym”

Killer w przedszkolu

Gdy facet wbił mi nóż w serce nic nie czułem, bo byłem kompletnie zalany. Lekarka trzymała moje serce w ręku, a ja żadnego światełka w tunelu nie widziałem. Może na kacu się tego nie widzi, nie wiem. Gdy wytrzeźwiałem, myślałem tylko o jednym: dorwać tego skur… – mówi Rafał „Braveheart” Jackiewicz spokojnie zjadając rybę w swoim mieszkaniu, a właściwie w zaadaptowanym na mieszkanie jednym z pomieszczeń przedszkola, które z dziewczyną Moniką prowadzi w Mińsku Mazowieckim.

– Sportowiec musi w coś inwestować, a to jest właśnie nasza inwestycja. Myślę, że dobra – zapewnia mistrz Europy – pierwszy Polak od czasów Przemysława Salety, który zdobył prestiżowy pas EBU. Pomysł dosyć oryginalny i zdaje się trafiony. Dzieci uwielbiają Rafała.
Kto by pomyślał, że ten miły, sympatyczny facet, to lokalny „killer”, pogromca dyskotek i sędziów piłkarskich.
Scena zasłyszana na festynie ludowym w Kołbieli: „Panowie, dyskoteka pod Mińskiem, jeden gość, chyba ze dwa metry, podchodzi do takiego małego i mówi – ej, frajerze, masz jakiś problem? Mały się odwraca, a wtedy ten dwumetrwoy facet jakby zbladł. I mówi: „Jacek, ja naprawdę nie wiedziałem, że to ty. Przepraszam!” .
– Trenowałem, i czekałem cały tydzień, żeby pójść na dyskotekę i lać chamów. Tak przez wiele lat. Zawsze wybierałem większego od siebie. I zawsze wygrywałem – zapewnia Jackiewicz. – Trenuję od 15 roku życia. Walka to mój sposób na życie. Ucieczka od codzienności. Skuteczna. Ojca nie pamiętam, wiem tylko, że był skur… i zachlał się na śmierć. Mamę uwielbiałem. Ale nie miała szczęścia do facetów. Gdy rzuciła ojca, trafiła na ojczyma – też wyjątkowy kawał chama. Mama umarła w 1997. Wiem, że nie mogła mi zapewnić tego co chciała.

Hak na wątrobę
Zastanawiał się też nad karierą piłkarza. Gdy przeprowadził się do Kołbieli, zaczął grać w piłkę w występującym w okręgówce Sokole. Później, już w seniorach, był najlepszym strzelcem zespołu. – Myślę, że gdyby poświęcił się piłce nożnej, mógłby grać za pieniądze. W II albo III lidze. Tyle tylko, że przez kilka lat był może 5 razy na treningu… – mówi Karol Kubajek, sekretarz Sokoła, wcześniej kolega klubowy Jackiewicza.
– Był bardzo ważny dla drużyny. Łatwo znajdował się w sytuacjach podbramkowych. Zdarzało się, że miał po kilkanaście sytuacji na mecz. To był postrach okręgówki – dodaje Kubajek.
Kariera Jackiewicza skończyła się, gdy uderzył sędziego.
– Byłem brutalnie faulowany, a on pokazywał, że symuluję. Nie wytrzymałem. Powiedziałem kilka słów, dostałem czerwoną kartkę. A sędzia haka na wątrobę – rozkłada ręce. Okręgowy Związek Piłki Nożnej w Siedlcach zdyskwalifikował go na 5 lat. To kara nie występująca w regulaminie, więc szybko zmieniono ją na 2 lata.
Po zakończeniu dyskwalifikacji grywał jeszcze w lokalnych klubach, Tęczy Piaseczno i Jutrzence Cegłów, ale głównie dla przyjemności.
– W końcu podczas meczu skręciłem nogę. W kontrakcie mam wpisany zakaz gry – dodaje.
Dzisiaj nikt nie zaczepia Jackiewicza. Sam bokser stara się zmienić, ale przeszłość go goni.
– Przez 8 lat byłem bezkarny. Później ktoś na mnie doniósł. Zaczęły się kłopoty z policją – mówi. – Mam na koncie trzy wyroki. Raz pobili mojego brata. Za nic. Pojechałem się zemścić. Później sfałszowałem dokumenty do ubezpieczenia. Ostatni wyrok, za bójkę, zszedł ze mnie we wrześniu. Teraz jestem czysty. Moi koledzy siedzą w więzieniach. A ja… jestem tutaj z wami – mówi.

Nóż w sercu
Mińsk Mazowiecki, listopad 2002 roku. Jackiewicz jak co tydzień wybrał się na dyskotekę. Prać miejscowych. Tego dnia z myśliwego stał się ofiarą.
– Świętowałem narodziny syna. Była mocna zabawa. Najpierw piliśmy w domu, później poszliśmy na dyskotekę. Gość był strasznie upierdliwy. Wywiązała się awantura. Dostał kopa w twarz. Z obrotu. Wyciągnął nóż. Pamiętam tyle, że biegłem gdzieś cały we krwi – mówi.
Gdyby dostał cios w prawą komorę, nie miał by żadnych szans na przeżycie. Dostał w lewą. Zatoczył się, zaczął uciekać. Napastnik ruszył za nim, ale coś go spłoszyło.
– Upadłem i obudziłem się następnego dnia, jak mi respirator ściągali. Byłem jeszcze pijany jak świnia – mówi.
Lekarze, którzy wypowiadali się w lokalnej prasie mówili wprost: „Ten chłopak sportu uprawiał nie będzie”. Kilka miesięcy później Jackiewicz mówił lokalnej gazecie, że wrócił do sportu zdrowszy niż przed kontuzją. Ale feralnego dnia nie było powodów do optymizmu. Od śmierci dzieliło go kilka minut.
– Lekarka która mnie operowała, trzymała moje serce w ręku, ale żadnego światełka w tunelu nie widziałem, tylko kaca miałem… lekarz mówił, że już nigdy nie będę uprawiać sportu. Po 10 dniach wyszedłem ze szpitala, miesiąc wracałem do zdrowia, po miesiącu wódki się napiłem, a pół roku później zdobyłem wicemistrzostwo Polski w full kontaktcie.
Rafał Jackiewicz pochodzi z Mińska Mazowieckiego. Zanim został bokserem uprawiał kick-boxing. Ma na koncie spore osiągnięcia, między innymi dwukrotnie zdobył puchar świata.
Na boks przekwalifikował się ze względów finansowych. Kickbokserzy zarabiają po kilkaset złotych miesięcznie, resztę na bramce w dyskotece. Jackiewicz już za pierwszą walkę mógł przetrwać miesiąc.
Okazało się, że ma talent. I charakter wyniesiony z dyskoteki – nigdy nie daje za wygraną. Ma na koncie już 41 walk, w tym 31 wygranych. Ostatnią stoczył przed miesiącem. Dzięki zwycięstwu z reprezentującym Belgię Jacksonem Osei Bonsu, awansował na 12. miejsce w światowym rankingu i powoli dobija się do czołówki.
– To była najważniejsza walka moje życia. Bonsu przyjechał tu na rozgrzewkę przed inną walką, myślał, że pokona mnie przy okazji. To była moja szansa. Wiedziałem, że albo wygram i coś osiągnę albo jest po mnie. Przed walką powiedziałem sobie: Lekceważysz mnie, więc za to zapłacisz – mówi szczęśliwy Jackiewicz, dla którego była 17. wygrana z rzędu. Dostał za nią 30 tysięcy złotych. Przyda się na wyposażenie przedszkola.
Teraz szykuje się do walki z walczącym w niemieckich barwach Słoweńcem Janem Zaveckiem z Magdeburga.
– Zastanawiałem się czy nie za wcześnie walczy z pretendentem i to w dodatku tak mocnym. Ale powiedział mi, że Niemiec już mu się śni, już wie jak go pokonać – mówi Jerzy Kulej, legendarny bokser, obecnie komentator telewizyjny.
– Rafał może sporo zdziałać. Cały czas się rozwija. Jeśli teraz wygra może niedługo walczyć o mistrzostwo świata – dodaje Kulej. – Zdecydowanie wyróżnia się na rynku bokserów. Gdy zaczynał, nic nie wskazywało na to, że będzie tak dobrym bokserem. A jednak, narzucił sobie niezwykły reżim treningowy. Ma kilka wspaniałych cech, które razem robią z niego dużego kalibru zawodnika. Podoba mi się jego szacunek dla rywala. To dzisiaj rzadkość.
Paweł Skrzecz, trener Jackiewicza: – Szkoda tylko, że tak późno zabrał się za boks, bo na początku był źle prowadzony. Ale na pewno jest to materiał na mistrza świata. Coraz lepiej chodzi na nogach w ringu, szybko się uczy i może być niedługo najlepszym polskim bokserem. Bo takiego serca do walki nie ma nikt inny.
Ryszard Opiatowski, Marek Wawrzynowski

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: