Archive for Lipiec, 2009

Teraz już żegnaj

Takich trenerów można policzyć na palcach jednej ręki. Takie historie w dzisiejszym futbolu nie zdarzają się. Nie ma dziś wielu cudotwórców. Takich jak Bobby Robson.

Świat poznał go jako szkoleniowca pod koniec lat 70-tych. Robson zmierzył się z legendą Alfa Ramseya i wyszedł z tej walki zwycięsko, chociaż Sir Alfa nie pokonał. W tej walce nie ma zwycięzców i pokonanych.

Przywołam kilka historii związanych z oboma panami, gdyż uważam, że doskonale oddają charakter Robsona.

Ramsey i Robson byli sąsiadami. Robson wielokrotnie wyciągał rękę, ale Ramsey nie odpowiadał mu dzień dobry na ulicy. Podobno doszło do próby negocjacji, ale Sir Alf się nie stawił. Sam mistrz świata nie potwierdził tej wersji.

Robson przed mistrzostwami świata w 1986 roku poprosił Ramseya o poradę ale ten mu odmówił. Wolał swoje rady dać tymczasowemu trenerowi Szkotów, Alexowi Fergusonowi. Mimo tego, że Szkotów nienawidził a Szkocji nie uznawał jako oddzielnego kraju. A jednak, gotów był sprzymierzyć się z wrogiem, ale nie uznać Robsona!

Taki był Ramsey.

Robson był jego przeciwieństwem. Kulturalny, grzeczny… gdy Ramsey zachorował, Robson mimo wcześniejszych niepowodzeń, raz jeszcze wyciągnął rękę. Zaproponował pomoc. Według jednych źródeł pomoc została przyjęta, biograf Ramseya tego nie potwierdza. Rita (zwana też Lady Victorią), żona mistrza świata powiedziała, że pomocy nie potrzebuje.

To samo przy pogrzebie. Robson zaproponował zorganizowanie pogrzebu człowieka, którego szanował, a który tego uczucia nie odwzajemniał. Warto powiedzieć, że w tym czasie Robson był milionerem, zaś Ramsey żył skromnie z wywiadów do prasy.

Wzięło się te pewnie stąd, że Ramsey nie znosił swoich następców. A Robson był jego następcą. Najpierw w przeciętnym Ipswich, który uczynił dwukrotnie wicemistrzem Anglii i z którym zdobył Puchar UEFA (w piłce istnieje punkt widzenia, z którego można powiedzieć iż niewiele się zmienia, i z tego punktu widzenia, to mniej więcej tak jakby Ipswich dzisiaj zdobyło wicemistrzostwo Anglii).

I tyle. Człowiek, który nie żywił urazy, kulturalny do granic możliwości, elegancki dżentelmen. I fantastyczny trener. Do dziś w Anglii trwają spekulacje, co by było gdyby Bryan Robson, najlepszy angielski piłkarz końca lat 80-tych, był w pełni formy podczas mistrzostw świata w 1986 i 1990 roku. Cóż, kontuzje jednego Robsona odebrały, być może, dwa tytuły mistrzowskie drugiemu.

To oczywiście czysta spekulacja, ale faktem jest, że Anglia żyje tym do dzisiaj.

„Szkoda, że nie wygraliśmy w 1990 roku, pamiętam 1966 roku i pamiętam jak cały kraj żył sukcesami drużyny Alfa. Chłopcy jak Lineker, Beardsley, Shilton, Gascoigne i Butcher zasłużyli na to, by zostać ikonami jak Bobby Moore i inni z 1966 roku”” – napisał Robson w przedmowie do książki Guardiana („The Guardian book of football”).

Robson też zasłużył, to pewne.

Nie będę rozpisywał się o kolejnych osiągnięciach Robsona, od tego dzisiaj jest wikipedia. Ale faktem jest, że trzeba wpisać go do grupy tych brytyjskich trenerów, którzy stworzyli pewną zamkniętą kastę powojennych legend, takich, do których trudno będzie dołączyć komukolwiek z zewnątrz: Busby, Shankly, Paisley, Ramsey, Ferguson, Stein, Clough i właśnie Robson.

To powinno wystarczyć za wszystko.

„Miałem przywilej grać z wielkimi piłkarzami jak Duncan Edwards, Bobby Charlton i Johny Haynes oraz szkolić takich jak Gary Lineker, Paul Gascoigne, Romario, Ronaldo, Ruda van Nistelrooy czy Alana Shearera. W końcu toczyć pojedynki z Shanklym, Paisleyem, Reviem, Cloghem, Beckenbauerem czy Sir Alexem Fergusonem” – pisał Robson.

Od dłuższego czasu zabieram się do przeczytania biografii Robsona, „Farewell but not goodbye”, którą kiedyś przywiozłem z Anglii. Dzisiaj jest dobry dzień by otworzyć na pierwszej stronie.

4 komentarze

Karać kibiców, klubu nie ruszać

Wystartowało radio toksport.pl, i nagraliśmy wczoraj w nocy naszą pierwszą audycję. Andrzej czyli nasz wielki mistrz radiowy wymyślił coś co nazywa się „digital letter”, czyli list cyfrowy. Żelaźniak ma czytać do mnie list o polskiej piłce,a ja mam mu odpowiadać. To ma brzmieć jak zwykły list, jakby Basia pisała do cioci, a babcia do Józia. Generalnie przedstawiamy argumenty za i przeciw.

Już czuję te uśmieszki i podszepty „witaj szanowny Piotrze”, „Jak się miewasz drogi Marku”. Nawet wiem, kto w pracy będzie w tym celował. Kto? Wszyscy!

Ale trudno – radio jest radio – dość pitolenia, trzeba zdobyć się na odwagę. A w ogóle słucham właśnie radia i chyba będę go cały czas słuchał. Ciekaw jestem jak się rozwinie. Jest kilku młodych chłopaków, którzy zdobywają doświadczenie i nieźle im idzie.

Przyznam, że w naszym przypadku było sporo nerwów, bo mówię niewyraźnie, więc pierwsze próby będą brzmiały trochę nienaturalnie. Ale trudno, raz kozie śmierć. Jedziemy!

Pierwszy temat dotyczył kiboli Legii. Przytoczę większość swojego „listu”. Jestem przeciwnikiem rozwiązań „siłowych” wobec klubu.

A więc jestem zdecydowanym przeciwnikiem wykluczania Legii z pucharów. Rozumiem, że w mediach będzie trwała nagonka na klub. Rozumiem też rozgoryczenie zwykłych ludzi, którzy mają dość zadym i kiboli hańbiących Polskę w Europie. Też mam tego dość.
Ale akurat Legia jest takim klubem, który od własnych kiboli trzeba wyraźnie oddzielić.

Poważnym argumentem dla mnie jest jednak to, że za zajścia na stadionie odpowiedzialni są głównie miejscowi bandyci, a za bandytów, którzy stoczyli bitwę z policją pod stadionem klub nie może odpowiadać. Klub nie ponosi odpowiedzialności za cokolwiek co dzieje się poza stadionem. To proste.
Oczywiście zgadzam się z tym, że właściciel Legii przyczynił się do konfliktu z kibolami, a jednak nie zapominaj, że właśnie ITI wydało kibolom wojnę.

Gdyby dzisiaj wykluczyć Legię z pucharów, to oznaczałoby to zwycięstwo chuliganów. Odpowiedzialność za zajścia muszą ponieść konkretne osoby, nie klub. Uważam, że każdego kibola, któremu udowodniono udział w zajściach, trzeba ukarać więzieniem, nie mówiąc o dożywotnim zakazie stadionowym. Ale to wszystko.
Klub od lat robi wiele, żeby poprawić standard bezpieczeństwa na stadionie. Mam wrażenie,
że awantury podczas meczów wyjazdowych są częścią wojny z klubem. Gdyby UEFA wykluczyła
Legię z pucharów a ITI straciło możliwość zarabiania na rozgrywkach w europejskich pucharach i wycofało się z finansowania klubu, kibole znowu byliby bezkarni. Bo nie sądzę, żeby ewentualny nowy właściciel był tak twardy w rozmowach z nimi i stosował starą amerykańską zasadę – z terrorystami nie negocjujemy.
I jeszcze nawiąże do przykładu kolegi (Piotrek powiedział, że jeśli kilkakrotnie zapraszasz kolegę na imprezę a ten przyprowadza ze sobą dresiarzy,którzy robią bardachę, to w końcu przestaniesz go zapraszać).

Wyobraź sobie, że na imprezę wchodzi banda dresiarzy, którzy podają się za twoich kolegów. Czy mam cię więcej nie zapraszać?
I tyle, do usłyszenia wkrótce.

3 komentarze

Przypadkowi przechodnie

Bardzo krótko

Kibice Legii na różnych forach internetowych i blogach próbują zrzucić na dziennikarzy winę za to, że zostali częściowo obarczeni odpowiedzialnością za wydarzenia pod KDT.

Ich zdaniem nie było ich tam, zaś to wszystko manipulacja TVN i Gazety.

Ja się w takim razie zastanawiam kto krzyczał: „Kto nie skacze ten z policji”.

Pewnie jak zwykle przypadkowi przechodnie, bo przecież nie „ci wspaniali młodzi ludzie”. Wszystko przypadkowi przechodnie. Czasem przypadkowo przechodzą przez Stare Miasto a czasem przypadkowo przez Wilno. Policja powinna więc bronić ludzi nie przed kibolami ale przed przypadkowymi przechodniami.

10 komentarzy

Radio

Toksport. A konkretnie http://www.toksport.pl/

Jestem zdecydowanie za. W Polsce będziemy mieli w końcu radio sportowe. Mało muzyki, tylko gadanie o piłce. Wywiady, wywiady, wywiady, informacje, opinie, debaty. Mistrzostwo świata. Będę słuchał. I od czasu do czasu coś tam mam też powiedzieć.

Fajnie, że do inicjatywy przystąpił Jacek Bąk. To na pewno podniesie prestiż przedsięwzięcia. Tak się złożyło, że znam dobrze właściciela i wiem, że to będzie profesjonalne. Zresztą, słyszałem zajawki i naprawdę jestem mocno… no jak to powiedzieć, żeby głupio nie wyszło… podekscytowany!

Więcej dowiecie się tutaj:

http://www.wirtualnemedia.pl/article/2769206_Jacek_Bak_wspolwlascicielem_radia_sportowego_TokSport.htm

Zapomniałbym – mówcie o tym wszystkim.

8 komentarzy

Specyficzne metody Cupiała

Pacta sunt servanda czyli umów należy dotrzymywać. To podstawowa zasada w prawie. Kto jej nie przestrzega jest człowiekiem z innej cywilizacji, hunem współczesnej Europy.

Piszę o tym, bo właśnie dowiedziałem się, że Bogusław Cupiał zamroził piłkarzom wypłatę premii za mistrzostwo Polski w poprzednim sezonie.

Nie jestem zwolennikiem tego, żeby piłkarze zarabiali kupę kasy za kopanie szmacianki, jeśli im się nie należy. Ale jeśli podpisali kontrakty, to muszę swoje dostać.

Cytat z Przeglądu Sportowego:

Cupiał miał do piłkarzy słuszne pretensje o blamaż w meczach z Levadią. Zakomunikował im też, że nie będzie konsekwencji personalnych, ale właśnie finansowe. Wstrzymał wypłatę mistrzowskich premii za ubiegły sezon, nie określając przy tym ściśle warunków. Wisła ma po prostu pracować na odbudowę zaufania kibiców i grać tak, jak oczekuje tego jej szef

Zgadzam się, że pretensje miał słuszne, jak najbardziej. Ale wydaje mi się, że premie za mistrzostwo Polski powinny zostać wypłacone w związku ze zdobyciem mistrzostwa Polski. A kary finansowe, albo brak premii ze porażkę z Levadią, to zupełnie inna sprawa.

Oczywiście piłkarze nie będą powoływać się na rzymską zasadę bo i tak mają z czego żyć. Chodzi o proste zasady. Jeśli ich nie przestrzegasz to nie jesteś człowiekiem godnym zaufania. A pan Cupiał ich nie przestrzega. Albo po prostu chwilowo miał problemy finansowe i wymyślił taką bajeczkę.

Tak czy inaczej, czekam na czasy gdy właściciele klubów będą ludźmi poważnymi. I sypną groszem na miarę Europy. Na razie, na tle reszty magnatów finansowych, tych z cywilizowanych krajów, nasi „magnaci” wyglądają jak dorobkiewicze ze stadionu.

9 komentarzy

Kwestia awansu

Ja jak zwykle nie na czasie. To dlatego, że ostatnio przed meczem Wisły chciałem napisać, że jestem dziwnie spokojny o wynik wyższy niż trzybramkowe zwycięstwo zespołu z Krakowa. Jeśli na kogoś liczyć, to na pewno nie na polskie kluby.

A więc na reprezentację. Co nam zostało?

Wracam do kwestii awansu.

Irytują mnie wieszcze, krzyczący że awans już przegraliśmy. Przyciśnięci do muru matematyką mówią: „no, praktycznie już nie mamy szans”.

Są na tym świecie niepoprawni optymiści, na przykład mój kolega gotów był zakładać się o skrzynkę piwa, że Polska ogra Brazylię. Nie o to chodzi, raczej o realia.

Wszystko zależy od nas.

Wiadomo, gdybyśmy mieli te 3 punkty więcej, te które przegraliśmy ze Słowacją, nie byłoby wątpliwości kto zagra w Mistrzostwach Świata.

Dzisiaj też nie mam wątpliwości, o ile oczywiście wygramy swoje trzy mecze: z Irlandią Pn., Słowenią (kluczowy) i Słowacją.

Jeśli chodzi o Czechów, to liczę się z porażką, chociaż akurat tamtejsza federacja robi co może, by awansowała właśnie Polska – konkretnie prezes federacji zatrudnił sam siebie na stanowisku selekcjonera. Tak jakby dzisiaj w Polsce sam siebie zatrudnił Grzegorz Lato. Albo Lato zatrudnił Piechniczka z Engelem.

Ok, może Ivan Hasek ma osiągnięcia jako trener ale umówmy się – smród pozostaje, atmosfery to nie poprawi.

A jednak wierzę, że Czesi zremisują ze Słowacją (wtedy wchodzimy z pierwszego miejsca przed Słowacją) lub wygrają (wtedy z drugiego za Czechami). Myślę, że w ten sposób kalkulował Hasek – układ jest prosty – trzy trudne mecze u siebie i „derby” na wyjeździe – wszystko do wygrania i aureola zbawiciela pojawi się obliczem pana prezesa.

A my? Teoretycznie wciąż mamy zespół silniejszy od Słowaków i Słoweńców. Wciąż jest to zespół grający lepszą piłkę, bardziej doświadczony, startujący z wyższego pułapu, w końcu mający lepszy skład.

Leo Beenhakker tłumaczy się, że dzisiaj nie ma łatwych przeciwników. Ok, nie ma takich bardzo, bardzo łatwych, ale są dużo trudniejsi i dużo łatwiejsi. My wylosowaliśmy najłatwiejszą grupę jaką mogliśmy. Jeśli nie awansujemy, będziemy… wracali do okładki Faktu.

I może właśnie to losowanie jest powodem tak słabej gry? Potrafiliśmy zostawić z tylu Serbię i Portugalię a nie potrafimy Słowacji i Irlandii Północnej? Może chodzi o naszą mentalność i tradycję zadowalania się tym co „i tak już osiągnęliśmy” i lekceważenia? Ma to też swoje zalety – w ostatniej chwili podrywamy się do boju, ruszamy do ataku i zwyciężamy albo… pięknie przegrywamy.

Ale to nie jest czas na piękne porażki. Pięknie można przegrać z Anglią, Hiszpanią i Niemcami. Ale na pewno nie ze Słowenią. Bez przesady.

Jedyne co może pokrzyżować moje kalkulacje to wygrana Słowacji w Belfaście. Ale cóż, jeśli tak się stanie, to będzie znaczyło tyle, że po prostu na awans nie zasłużyliśmy i trzeba będzie pożegnać Don Leo. Ze storczykiem za awans do EURO 2008, ale bez specjalnych honorów…

10 komentarzy

Berlin i Lipsk…

Rozmawiałem dzisiaj z kolegą z berlińskiej gazety BZ. Według niego Niemcy są pewni, że EURO 2012 odbędzie się na stadionach w Lipsku i Berlinie. Właściwie nic nowego, bo Niemcy już od dawna przygotowywali się na to, że przejmą kawałek turnieju. Skąd takie domniemanie? Dwa tygodnie temu Michel Platini powiedział, że dostrzega taką możliwość, teraz mówi o tym, że Ukraina nie jest gotowa… wnioski nasuwają się same.

Mam nadzieję, że tak się nie stanie, że to tylko takie niemieckie nadzieje i kalkulacje. Oczywiście nie ma nic złego w wypiciu piwka na Oranjenburger strasse, ale jednak… mistrzostwa to okazja do pokazania naszej kultury, polskości, gościnności.

I z tą gościnnością byłoby najwięcej problemu. Gdyby Niemcy częściowo mogli organizować EURO 2012, to jestem przekonany, że w Niemczech chciałoby stacjonować większość ekip.

Gdyby taka „niemiecka ewentualność” miała wchodzić w grę, to mam nadzieję, że jednak UEFA postawi na polskie miasta rezerwowe. I to nic, że wtedy walkę o większość zasług stoczą Zbigniew Boniek z Grzegorzem Lato. To nie ma znaczenia. W każdym razie zmierzam do tego, że jest szansa i warto przystąpić do ostatniej desperackiej próby. Najwyżej się nie uda, to się zdarza ale warto mieć świadomość, że się spróbowało. Niemcy to wiedzą i będą kombinować do końca.

6 komentarzy

Older Posts »