Pół wieku z piłką

Wróciłem z wakacji i zaczynam od recenzji. To dlatego, że w Polsce nikt poza nami w Przeglądzie Sportowym nawet nie zająknął się o 35. rocznicy 3. miejsca, które nasi piłkarze zdobyli w Niemczech w 1974 roku. W głębokim poważaniu mieli ich nawet przedstawiciele Rzepy, Wyborczej. Piszę o tym dlatego, że w Danii w sobotnim wydaniu tabloidu BT , na pierwszej stronie wspominani są bohaterowie narodowi, którzy w 1984 roku dotarli do półfinału mistrzostw Europy. Na pierwszej stronie!

Dokładnie tak. My niestety nie potrafimy szanować własnej historii, a więc nie szanujemy siebie. Inne gazety też nie napisały, do poważniejszych tabloidów jak Fakt, Superak czy szmatławców jak Polska Tajms trudno mieć pretensje, chociaż okolicznościowy wywiadzik by się przydał.

Ale Rzepa i GW… trochę obciach. Trochę? Wielki obciach.

I dlatego odkurzyłem książkę do działu recenzje. Konkretnie biografię Kazimierza Górskiego.

Pół wieku z piłką

Kazimierz Górski

współpraca: Andrzej Konieczny

Druga autobiografia największego polskiego trenera, kilka lat wcześniej wydał „Z trenerskiej ławki” o czym napiszę przy najbliższej okazji.

W „Pół wieku z piłką”, wydanej w 1985 roku Górski opowiada, bardzo ciekawie zresztą, o swojej karierze z dużym naciskiem na sprawy prywatne, osobiste przeżycia, dramaty, radości. Jest sporo dobrego choć subtelnego poczucia humoru.

Momentami jest bardzo autokrytyczny, momentami, jak to w autobiografii, jest wręcz bezkrytyczny. I dobrze, jego prawo.

Ciekawe, że Górski nie doczekał się w Polsce pomnika (jest coś tam, coś tam w Rzeszowie, ręce trzymające piłkę… pewnie i fajne). Ale cóż, tak to już z nami jest, mamy w głębokiej otchłani tradycję. Kiedyś w Fakcie napisałem, że PZPN, który ma 40 milionów budżetu, mógłby się wysilić i zafundować taki pomnik. Naskoczyli na mnie koledzy po fachu, między innymi pan Stefan Szczepłek z Rzepy, Jacek Kurowski z TVP i jeszcze kilku, których akurat nie spamiętałem. To mnie mocno rozczarowało. „A niby dlaczego PZPN?” – zapytał pan Stefan – Co to za pretekst do kolejnego ataku na PZPN?

Może ma rację, a na pewno prawo do takiej oceny, ale…

– Dlatego, że to obowiązek dziadków z PZPN. Docenić człowieka, który sam jeden zrobił więcej niż oni wszyscy.

Pod koniec jego życia z zażenowaniem patrzyłem, jak Michał Listkiewicz robi z Górskiego obwoźną kukłę. Chamstwo nie zna granic. Listkiewiczowi nie pomoże nawet to, że generalnie fajny z niego facet. To co wyrabiał z Górskim było przegięciem.

W książce Górskiego jest kilka ciekawych anegdot, na przykład o dwóch typkach z Chicago, którzy chcieli przed meczem z Włochami „załatwić” najlepszych włoskich piłkarzy, ale Górski się nie zgodził. Innym razem udał się po pomoc do króla podziemia, gdy Polak został oszukany na bazarze. Jest sporo o prasie, o niechęci do Jacka Gmocha, o filozofii życiowej, czy nawet o tym jak pan Kazimierz przemykał się po korytarzu hotelowym, by nie trafić na piłkarzy, bo wcześniej golnął sobie, i to dość sporo, z kibicami.

Górski pisze, że nie wtrąca się do polityki, ale od czasu do czasu coś tam o wysokich władzach PZPR napisze. A jednak bez żadnego uwielbienia.  Z dziełka pisanego w pierwszej połowie lat 80-tych wyraźnie daje do zrozumienia, że sympatyzuje z Piłsudskim i jest z gruntu antypartyjny ale na pewne ustępstwa w imię sprawy gotów jest pójść.

Problemem, właściwie jedyny ale jednak zaniżającym ocenę książki jest język – momentami przypomina szkolne wypracowanie, zdania są często nienaturalne, klejone jakby na siłę.

Generalnie fajny zbiór historii. Dzisiaj książkę można kupić na targach staroci albo w necie. Nie kosztuje więcej niż 10-15 złotych a na kilka dni można się naczytać.

Skarb dla tych wszystkich, którzy do tej pory myśleli, że Kazimierz Górski w 1971 roku został trenerem reprezentacji, zdobył złoty i srebrny medal olimpijski, 3. miejsce na mistrzostwach świata i na tym kończy się jego kariera i życie. Górski to wspaniałe przeżycia we Lwowie, miłość do Warszawy i Legii, ciekawy okres w Grecji ale i życie składające się z trudnych wyborów. Których zresztą każdemu życzę. Lepiej je mieć niż ich nie mieć, proste prawda?

Moja ocena: 4,5/5 czyli zdecydowanie warto przeczytać

Więcej w dziale recenzje

A już niedługo prawdziwy rarytas, który znajomy znalazł na targu staroci. Akurat wpadłem do niego z okazji jakiejś tam, zachwyciłem się tym pięknym dziełkiem a on mówi: „wiesz, właściwie to nie interesuję się piłką… więc weź sobie!”. Pomyślałem: „Co? żarty?” Przez grzeczność powiedziałem, że jednak nie, bo to przecież  rzadki okaz, ale właściwie już układałem ją w plecaku. To brytyjska encyklopedia piłki: Purnell’s Encyklopedia of football z 1973 roku, pod którą podpisało się kilku świetnych fachowców, jak choćby słynny Brian Glanville.

Reklamy

5 komentarzy »

  1. zelaznypunktwidzenia said

    Welcome back! We missed you

  2. vegetable78 said

    wiem, dlatego skróciłem urlop o 80 dni, zrezygnowałem z rejsu dookoła świata z zahaczeniem o Patagonię i Antarktydę, wejścia na Kilimandżaro, podróży koleją transsyberyjską, podróży rozklekotanym wozem z Nowego Jorku do San Francisco, zapukania do wrót Lhasy i pomknięcia koniem przez stepy Mongolii śladami Czyngis Khana, podróży przez Andy śladami Simona Bolivara, noclegu na Rapa Nui i wróciłem do prowadzenia bloga. Uznałem, że w życiu są jednak rzeczy ważne i ważniejsze. I oto jestem.

  3. zelaznypunktwidzenia said

    Glory Glory Alleluja. Weselmy się

  4. www.przemyslaw-zych.blogspot.com said

    Glanville sadzi coraz słabsze felietony w World Soccerze…

  5. vegetable78 said

    pewnie się starzeje. Cóż, Life… of Brian. A może koncentruje się na czymś innym? Ale nie wiem bo nie czytałem dawno. pzdr.

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: