Siedzący kot

Początkowo zatytułowałem ten tekst „Wspomnienie”. Dwuznaczne. Na początku jest króciutkie  wspomnienie Cloughiego, jak zwykle zresztą, ale tekst jest o Radku Majewskim, którego wielka kariera jest już przez speców traktowana jako przeszłość a powspominać dobre czasy zawsze miło.

Transfer Radka Majewskiego do Nottingham Forest skłonił mnie więc do krótkiego wspomnienia na temat Briana Clougha (tutaj już po raz setny ale chyba nigdy mi się nie znudzi… niedługo postaram się wrzucić recenzję książki, którą napisał przy współpracy Johna Sadlera). Zapytany czy jest najlepszym menedżerem świata Cloughie odparł: – Nie wiem czy w tej chwili jestem najlepszy, ale na pewno jestem w czołowej jedynce.

Koniec wspomnienia. Wracając do Radka, to chciałbym bardzo, żeby przebił się w Championship. Znawcy z Polski mówią, że nie ma takiej szansy, ze jest za słaby fizycznie i zostanie zmieciony z powierzchni. Ja pogadałem wczoraj chwilę z pewnym gościem z Anglii (jutro będzie w „PS”, a ja wrzucę bardzo późnym wieczorem) i on krótko to podsumował: „wasi znawcy nie znają się na piłce”.

A to tekst o Radku Majewskim, który kiedyś tam naskrobałem do Przeglądu Sportowego wiosną 2008… tytuł tego posta wziął się z tego, że jeden z trenerów Legii stwierdził i ż Radek nie da rady przy łazienkowskiej bo jest za mały, a konkretnie jest wzrostu siedzącego kota.

Koniec przynudzania, oto tekst, który opublikowałem jeszcze przed przejęciem Groclinu przez Polonię.

W jedną patrzy, w drugą strzela

-Uwielbiam Zinedine’a Zidane’a. Czasami podpatruję jego zagrania, później staram się powtarzać to na treningach i meczach. Biegnę, patrzę w jedną stronę i zagrywam w drugą. Jak Zizou. To tzw. „No-looking pass”, całkiem dobrze mi wychodzi – opowiada Radosław Majewski, najlepszy w rundzie wiosennej rozgrywający polskiej ekstraklasy i poważny kandydat do gry w reprezentacji Polski na Euro 2008.

-Te zagrania trenowałem już gdy byłem dzieckiem. Ustawiałem zabawki na podłodze, samochodziki, klocki, cokolwiek i robiłem między nimi slalom z piłką. Na koniec patrzyłem w jedną stronę i błyskawicznie strzelałem w prawą – wspomina ze śmiechem.
Znaczna część akcji ofensywnych zespołu z Grodziska, który wygrał wszystkie mecze w rundzie, zaczyna się właśnie od Majewskiego. W ostatnim meczu z ŁKS Łódź, obie bramki dla gości padły po jego zagraniach.

Radosław Majewski niedawno był gwiazdą trzecioligowego Znicza Pruszków. Dzisiaj jest jednym z czołowych rozgrywających polskiej ekstraklasy.

-To dla mnie zwariowany rok. Dopiero wszedłem z III ligi, zdobyliśmy 2 puchary, zagraliśmy w europejskich pucharach. A do tego jeszcze kadra. Pomyślałem, co to się narobiło, po prostu szaleństwo. W drugim półroczu trochę opadłem z sił, miałem przestój, chyba był zbyt duży nawał meczów. Ale teraz trochę odpocząłem i znowu jestem świeży, mam sporo sił. Wiem, że nie mogę poprzestać na tym co mam. Fajnie, że to wszystko właśnie mi się przytrafiło. Teraz trzeba iść za ciosem, póki jestem młody – uważa.
Niedzielne popołudnie, stadion Znicza Pruszków. Radek pojawia się na trybunach. Od razu obstępuje go grupka dzieciaków.

-Jest tu prawdziwym idolem. Nigdy nie odmawia autografów, jeśli trzeba pogra z chłopakami w piłkę, mają wtedy wielką radochę -mówi Marek Milankiewicz, pierwszy trener Majewskiego, lokalna legenda piłki. W połowie lat 90 – tych zorganizował nabór do trampkarzy. Przyszło pełno okolicznych dzieciaków. Wśród nich mały chłopiec z pobliskiego podwórka.

-Zawzięty chłopak, od początku bardzo ciężko pracował. Miał charakter i jeden cel: grać najlepiej i zajść wysoko -mówi Milankiewicz.
-Dokładnie pamiętam swój pierwszy trening. Miałem chyba trochę ponad 7 lat (według trenera miał 9 lat gdy zagrał po raz pierwszy -red.), była nas bardzo duża grupa. Zobaczyłem trenera. Zrobił na mnie wielkie wrażenie, bo był w dresie, a wtedy wydawało mi się, że jak ktoś ma fajny dres i buty sportowe, to na pewno jest wielkim piłkarzem. Rzucił nam piłkę i kazał grać. Graliśmy między sobą, okiwałem jednego większego chłopaka, ściął mnie i padłem na ziemię. Ale trener powiedział, że zwód był niezły i coś ze mnie będzie –
opowiada 3-krotny reprezentant Polski.
-Coś takiego rzeczywiście było. Radek szybko się rozwijał. Był mniejszy od innych, więc musiał nadrabiać techniką. Wydawało się, że w tej grupie wielu chłopaków ma większe możliwości, ale niewielu starczyło zapału. Pamiętam, że trzeba było tych chłopaków stopować, żeby w końcu poszli coś zjeść i spać. Oni nigdy nie mieli dosyć piłki. Kochali grać – mówi Milankiewicz.

Przez lata jedno się nie zmieniło. Majewski nigdy nie ma dość piłki.

– Czasami zostajemy po treningach z chłopakami i kopiemy aż się ściemnia. Coraz rzadziej, bo pan Stasio, który jest odpowiedzialny za sprzęt ma wtedy pretensje – śmieje się Majewski.

– Wtedy mieszkałem w bloku niedaleko Miejskiego Ośrodka Sportu. Chodziliśmy tam, albo graliśmy na podwórku. Pomiędzy blokami mamy boisko, właściwie plac ogrodzony siatką. Bramkami były metalowe słupki podtrzymujące tę siatkę. Wszyscy się zbierali, wybieraliśmy składy i kopaliśmy do późna. Nawet nie wybierali mnie w pierwszej kolejności, zawsze starsi szli na pierwszy ogień. Byłem bardzo zawzięty, postanawiałem sobie, że nikt nie może mnie przejść – wspomina piłkarz.
Jako jedyny zrobił karierę. Jego koledzy poszli swoją drogą. Partner z ataku zszedł na drogę przestępczą. Majewski w tym czasie był coraz lepszy. Grał w młodzieżowych rocznikach reprezentacji. Ówczesny prezes klubu, Sylwiusz Mucha Orliński zabierał go na mecze warszawskich klubów: Legii i Polonii i kazał podglądać jak grają pierwszoligowi
rozgrywający.
-Wtedy już wiedzieliśmy, że z tego chłopaka będzie dobry piłkarz, że może zrobić dużą karierę -mówi Milankiewicz.

Jednym z głównych atutów młodego piłkarza jest znakomita wytrzymałość. Tajemnica sukcesów to treningi lekkoatletyczne. Majewski chodził do szkoły podstawowej i gimnazjum lekkoatletycznego w Pruszkowie.
-Biegałem na długie dystanse, nawet całkiem dobrze mi szło, sporo wygrywałem. Mam w domu więcej pucharów i medali za biegi przełajowe niż za piłkę nożną. Lubiłem też kosza, ale cóż, z wiadomych względów kariery nie zrobiłem – uśmiecha się mierzący 170 centymetrów zawodnik.

Z biegami również szybko skończył, bo prawdziwą miłością zawsze był futbol.
-Tak było od zawsze. Już gdy byłem mama czasem się denerwowała, że nie robię nic innego tylko gram. Wracałem do domu, zjadłem, napiłem się wody i na boisko. Nawet spałem z piłką. Właściwie leżała tuż obok łóżka, ale była na wyciągnięcie ręki. Miałem pewność, że nikt mi jej nie zabierze – opowiada ze śmiechem. Za chwilę rozrysowuje na stole pokój swoich rodziców: – Oto moje dzieciństwo. Tutaj był kaloryfer, tutaj fotel, a tutaj, pomiędzy nie, musiałem strzelić. I strzelałem – zaznacza.

Chociaż pochodzi z podwarszawskiego Pruszkowa, gra z Grodzisku Wielkopolskim. Stołeczne drużyny nie były zainteresowane ściągnięciem filigranowego zawodnika.

– Tak bywa. Mieszkam 15 kilometrów od Warszawy i 400 od Grodziska Wielkopolskiego. Czytałem gdzieś, że Marek Jóźwiak z Legii był na jednym z naszych meczów i akurat słabo zagrałem. Może to i dobrze, bo dzięki transferowi do Grodziska sporo się nauczyłem. Od początku trafiłem pod dobre skrzydła. W szatni siedziałem między Piotrkiem Rockim i Piotrkiem Świerczewskim, obok był jeszcze Piotrek Piechniak. Sporo mi podpowiadali. Świerczewski mówił mi jak się ustawiać, jak unikać przeciwnika i jak, w razie potrzeby, ostro zagrać. Ta ostatnia lekcja byłą bardzo przydatna przy moich warunkach fizycznych – przyznaje Majewski. Stara się zachować zimny umysł. Chociaż zewsząd słyszy pochwały, uważa, że ma jeszcze sporo do zrobienia, nawet w kwestii przeglądu pola, który uznawany jest za jego bardzo mocną stronę.

– Trzeba sporo poprawić. Kolega ze Znicza, Paweł Staniszewski, podpowiedział mi kiedyś, że jeśli zapiszę się na kurs szybkiego pisania, to zwiększa się pole widzenia, znikają „klapki z oczu”. Jeszcze się nie zapisałem, w Grodzisku nie ma takiego kursu. Ale zastanowię się nad tym… Ciekawe czy to poważna sprawa czy jakaś bajka. Może warto spróbować. Nadrobiłbym przy okazji parę lektur. Czasem czytam książki biograficzne. Ostatnio przeczytałem biografię Zidane’a, teraz chcę przeczytać Mirosława Okońskiego. To dopiero był piłkarz… – mówi zawodnik Groclinu.

– Sporo uczę się też na kadrze od Leo Beenhakkera. Poprawiam umiejętność ustawiania się, dzięki czemu biegając mnie osiągam podobny efekt. Fajna też jest umiejętność przyjęcia piłki i natychmiastowego odwrócenia się. Ale najważniejsze, to dyscyplina – stwierdza.
Obecny sezon jest dla niego ostatnim w drużynie z Grodziska. Później klub przeniesie się do Wrocławia i piłkarz będzie miał do wyboru trzy kierunki. Pierwszy to Śląsk Wrocław, który będzie spadkobiercą Groclinu. Drugi to Wisła Kraków, w której asystentem jest Andrzej Blacha, nazywany przez Majewskiego jego mentorem. Wreszcie trzeci, to zachód Europy.

– Na razie nie zastanawiałem się, czy będę w Śląsku czy jakaś inna propozycja ciekawa będzie. Nie chcę o tym myśleć. Wiele zależy od tego jakie będzie stanowisko w sprawie Śląska. Nie było z nami żadnych rozmów. Jeśli chodzi o trenera Blachę, to wciąż jesteśmy w kontakcie. Jest dla mnie jak dobry, starszy kolega, ma zawsze mnóstwo cennych rad – mówi.

– A zachód? Była jedna rozmowa, może temat wróci w wakacje. Całkiem fajny kierunek, ale szkoda, że to nie Hiszpania. Primera Division to moja wymarzona liga. Chciałbym kiedyś zagrać w dobrym tamtejszym klubie. Nie mam warunków, nie jestem jakimś „fizolem”, tam mógłbym wykorzystać technikę. Poza tym tam grał Zidane.

Koniec!

To właśnie tak było. A jak się ułożyło (ale nie skończyło), to wiadomo. Balangi, sodówka, gwiazdorstwo. Ale mam jakąś słabość do tego piłkarza, naprawdę było mi bardzo przykro gdy został odstrzelony z EURO 2008. Myślę że ma potencjał by być najlepszym polskim rozgrywającym. Zobaczymy…

Reklamy

4 Komentarze »

  1. Omar said

    Widziałem go ostatnio w meczu z Buducnostem. Cień cienia kogoś kto stał obok piłkarza. Tragedia i klapa. Najsłabszy na boisku, w takiej formie osłabia drużynę, w której gra. Jednak: mecz meczowi nierówny. Fajnie jakby Maja wypalił, bo zawsze lepiej mieć jednego grajka więcej niż mniej. Potencjał ma, ale jego wypowiedzi często potwierdzają, że jest leniwy, a lenistwem w sporcie nic nie osiągniesz. Życzę mu powodzenia, ale też wątpie, żeby poradził sobie z drwalami w Championship.

  2. Sebek said

    a mi sie wydaje, ze mial potencjał… i raczej pozostanie juz piłkarzem pokroju damiana nawrocika albo innego jacka paszulewicza… radek pokazał juz ze jest zbyt podatny na wpłyty kolegów… nawet kiedys dzwoniac do niego zdziwiłem sie bo odebrał telefon bedac znacznie wstawionym, a była godzina… 16… jego kolega przejał tylko słuchawke i rzekł krótkie: radek jest niedysponowany, zadzwon jutro 🙂
    był czas ze majewskim sie zachwyciłem, szczegolnie przed euro, gdy swietnie wspólpracował z sikora. szkoda ze sie zagubil bo miał chłopak papiery na granie

  3. www.przemyslaw-zych.blogspot.com said

    Sam jest sobie winien, bo wziął do czytania książkę o Okońskim! Haha. To się nazywa przykład.

    No i najbardziej zadziwiające – mentorem Majewskiego był Andrzej Blacha?:)

    Pzdr.

  4. http://www.yelp.com/biz/the-yinova-center-new-york

    Siedzący kot | Wawrzyn Info

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: