Archive for Wrzesień, 2009

Opluwanie

Jest kolejny głos w sprawie „nie godzę się na opluwanie Stefana Majewskiego”. Ostatnio tych głosów widziałem nawet sporo. Był Czesław Michniewicz, teraz jest Robert Zieliński z brukowca „Polska de tajms”, oprócz tego są jeszcze zastępy pracowników PZPN i kilku publicystów.

Generalnie zgadzam się z tym – nikogo nie wolno bezkarnie opluwać. W ogóle nikogo nie wolno opluwać.

Teraz definicja – co jest opluwaniem… ciekawe, że o opluwaniu pisze jeden z najbardziej chamsko plujących w najnowszej historii polskiego dziennikarstwa.

Otóż, posada selekcjonera ma to do siebie, że dostajesz się pod ostrzał prasy. Jeden będzie atakował, drugi uważał, że należy bronić.

Miał to Beenhakker, miał to Janas, miał to Engel. To banał, oczywistość.

W przypadku Stefana Majewskiego jest nieco inaczej. To przypadek podobny do Kazimierza Marcinkiewicz, który został szefem banku mając uprawnienia do bycia nauczycielem.

Mamy podobny przypadek – facet ciągnięty za uszy przez PZPN przez lata nie potrafił udowodnić, że jest wart czołowej pozycji w rankingu naszych trenerów.

Osobiście jestem, byłem i będę przeciwko opluwaniu. Pisanie o tym, że przeciętny czy słaby trener bez wyników nie jest godny tego by zostać selekcjonerem reprezentacji Polski nie jest opluwaniem, jest stwierdzeniem faktów.

W przypadku Beenhakkera była dyskusja, bardzo ostra, czasem za bardzo, gdzie obie strony były rozemocjonowane. Ja często byłem za bardzo „za” ktoś inny był za bardzo „przeciw”. Nie było ludzi obojętnych, chociaż niektórzy  dziennikarze próbują nam wciąsnąć kit o swojej bezstronności, nie wierzcie w to. Z mojego punktu widzenia była życzliwość i niechęć przechodząca w nienawiść. Niewiele innych uczuć.

Faktem jest jednak, że toczyliśmy poważny spór ideologiczny – czy selekcjonerem powinien być trener mający na koncie pracę w Realu Madryt, selekcjoner który osiągnięciami przebija wszystkich aktywnych polskich trenerów, czy jednak nie powinien nim być bo istnieją podejrzenia wobec czystości jego intencji.

Czy stosuje ustawienie dobre czy złe, czy fakt, że nie powołał Jelenia to skandal czy tylko błąd.

Obrona Beenhakkera często byłą podyktowana obroną podstawowego interesu – Polskę powinien prowadzić obcokrajowiec. Wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że koniec Beenhakkera to koniec obcokrajowca na stanowisku selekcjonera.

To była bardzo ostra dyskusja, w której wielu puszczały nerwy, w której padały oskarżenia wyjątkowo prymitywne i wśród których ginęły oskarżenia celne. Dyskusja po której wielu dziennikarzy przestało się wzajemnie szanować albo zaczęli podchodzić do siebie z większym dystansem. Ktoś komuś może nawet nie poda ręki.

Ale cały czas podkreślam – to była dyskusja o Leo Beenhakkera, postać na nasze warunki wybitną, szanowaną na świecie, trenera, który osiągnął dobre wyniki w wielkim Realu Madryt.

Dzisiaj dyskutujemy o Stefanie Majewskim, trenerze który nawet nie jest wystarczająco ceniony w polskiej ekstraklasie, nawet nie zalicza się do jakiejś czołówki polskich trenerów, mówimy o selekcjonerze, którego nominacja jest po prostu absurdalna. I teraz dziennikarz, który wylał z siebie najwięcej jadu, apeluje by nie opluwać. Widocznie musi uzupełnić zapas śliny.

Czy jeśli ktoś pisze, że Stefan Majewski jest za słaby na to by być trenerem reprezentacji to jest już opluwanie?

No właśnie, trzeba to wyraźnie odróżnić. Z mojego punktu widzenia, obowiązkiem dziennikarzy sportowych jest atakowanie kandydatury Stefana Majewskiego jako potencjalnego stałego selekcjonera.

9 komentarzy

szósta liga

Kiedyś już o tym pisałem… Pod koniec lat czterdziestych trener Tottenhamu Arthur Rowe, pokazał swoim piłkarzom, że jeśli po przyjęciu piłki natychmiast ją oddadzą do przodu, to akcja nabierze znacznego przyspieszenia. Spurs zdobyli tytuł i wkrótce tak zaczęła grać cała Anglia. Przyjęcie, podanie, przyjęcie, podanie. Jakie to proste…

Oglądając żenujący mecz na szczycie polskiej ekstraklasy między żenującą Legią i żenującym Lechem, dochodzę do wniosku, że Jan Urban i Jacek Zieliński są szkoleniowcami z lat 40-tych poprzedniego wieku, którzy nie wiedzą takich oczywistości. Urban, choć go lubię, nie potrafi wpoić swoim kopaczom oczywistych prawd, których w światowych szkołach piłki nożnej naucza się na pierwszym wykładzie.

Legia i Lech stworzyły widowisko na poziomie klasy C. Do mojej drużyny grającej w lidze szóstek nie wziąłbym żadnego z kopaczy się w czoło, którzy wczoraj potykali się o własne nogi. Choćby dlatego, że u nas w lidze szóstek nie ma miejsca na kręcenia bezsensownych kółeczek, na bezcelowe przetrzymywanie piłki. Trzeba przyjąć i podać. Zazwyczaj należy przemieszczać się w kierunku bramki przeciwnika.

W pubie w Otwocku, gdzie obejrzałem mecz (cieszę się że nie na żywo, bo musiałbym zadać na konferencji prasowej kilka nieprzyjemnych pytań) toczyła się zażarta dyskusja czy Maciej Iwański zasłużył na powołanie do kadry narodowej. Nie wziąłbym go do siebie do drużyny, bo rozgrywający powinien kreować grę a Iwańskiego (poza jednym przyzwoitym podaniem) nie było w tym meczu widać. Ok, podał przy bramce. Podczas naszego ostatniego meczu w szóstkach mój kolega trzy razy podał przy bramkach. W czasie jednego meczu!!! Do kadry go!

Rozgrywający musi być motorem napędowym, tworzyć styl. Jeśli Iwański tworzył jakiś styl, to ja nie chcę by reprezentacja Polski grała w takim stylu.

Dziś czytam relację na przykład w Gazecie Wyborczej, o jakiś systemach, którymi grały drużyny, jakiś rozwiązaniach taktycznych o jakiejś przewadze w drugiej linii. Ludzie, przecież w starciu z europejskim gigantem pokroju Levadii, obie drużyny byłyby skazane na pożarcie. Dlaczego nie czytam o tym w gazetach? O czym wy piszecie, co to za bzdety??? Dlaczego nie ma gazety, w której przeczytałbym prawdę o tym bździochu, który wczoraj obejrzałem?

15 komentarzy

Koniunktura

Wróciłem z urlopu, wpadłem na serwisy internetowe, przejrzałem gazety i dowiedziałem się, że ten Stefan Majewski to w sumie fajny gość i nie taki zły trener. Moja pierwsza myśl – nie ma nic bardziej obrzydliwego niż koniunkturaliści w prasie. Dziennikarz musi być niezależny, ostry i dość bezwzględny a nagle spod pióra gościa, która zawsze niesie sztandary z hasłami o czystości i prawości, wychodzą farmazony o przyzwoitości (tak w sumie) Stefana Majewskiego.

Otóż Stefan Majewski był, jest i będzie słabym trenerem, świadczą o tym jego wyniki, a właściwie ich brak.

A co do dziennikarzy to cóż, pełno w naszym zawodzie kolegów lekkich obyczajów, którzy sprzedadzą się za małego newsika.

Wracając do Majewskiego i jego powołań to mam kilka zastrzeżeń.

1. Boruc – czy wyobrażacie sobie, że Portugalia rezygnuje z Cristiano Ronaldo, że Niemcy zagrają bez Michaela Ballacka czy Brazylia bez Kaki? Zachowując odpowiednie proporcje Polska właśnie dokonała takiego wyboru. Zrezygnowaliśmy z naszego najlepszego zawodnika.Zamiast tego jest Dudek… trudno krytykować wybór piłkarza Realu Madryt, więc krytykuję brak wyboru najlepszego polskiego piłkarza i tyle.

2. Michał Żewłakow – facet gra od kilku lat regularnie w lidze mistrzów w barwach najlepszej greckiej drużyny. Mówią, że jest za stary. Zamiast 33-letniego piłkarza z wybitymi jak na Polskę wynikami powołuje się trzy lata młodszego, który tych wyników nie ma i na dodatek gra w 2. (1.) lidze. Układ? Nie wiem. Albo układ albo głupota.

3. Dariusz Dudka – też jest za stary?

A więc zamiast duetu obrońców z Olympiakosu i Auxerre będziemy mieli duet z Wisły i Widzewa.

Czuć układami? Trochę…

Ale kilku pracujących w redakcjach i telewizjach pochwali i poklepie po plecach pana Stefana, bo przecież jak mówi stare powiedzenie, newsik nie śmierdzi.

16 komentarzy

Urlop

Chyba wystarczy… Do zobaczenia za kilka dni! Zapraszam do archiwum.

Comments (1)

Dobry kandydat

Gdy zadzwoniłem do Avrama Granta przed EURO 2008 i poprosiłem go o typy na turniej, bezbłędnie rozszyfrował, że będzie należał do Hiszpanów zaś kluczowym zawodnikiem będzie Fernando Torres. Niewielu zaryzykowałoby tak odważną tezę. Zapytany o typu na ostatnią Ligę Mistrzów też odgadł niemal bezbłędnie, tyle że w finale widział Manchester United z Chelsea. Pomylił się o niecałą minutę.

Grant, według Erikssona specjalista z najwyższej półki, jeden z najlepszych teoretyków współczesnego futbolu. Według Anglików „Pan Nieznany”, który dzięki personalnym koneksjom znalazł się na szczycie piłkarskiego świata.

A to, że zaledwie jedno „poślizgnięcie” dzieliło go od zwycięstwa w Lidze Mistrzów… cóż, Anglicy piszą, że nie ma wystarczająco charyzmy i ognia, który miał Jose Mourinho. „Unknown One” zastąpił „The Special One”, Anglicy nigdy mu tego nie wybaczą. Uważają, że jest nudny i że bardziej interesująca jest szalona Tzofit, jego żona, która na wizji… wypiła szklankę uryny. W myśl „nic co ludzkie nie jest mi obce”. Cóż, każdy robi co chce!

Pini Zahavi, jego agent, próbował załatwić mu ostatnio nawet posadę w Portsmouth, w którym ma znakomite koneksje, ewentualnie doradcy w Hearts of Midlothian Edynburg… ale ostatecznie załatwił tylko posadę speca w Sky Sports. Więcej się nie da, bo Grant raz jeszcze musi udowodnić, że jest godzien „grać” na Wyspach. Gdy ostatnio z nim rozmawiałem, opowiadał że jeździ po świecie i daje wykłady na temat piłki, trochę po Azji, trochę po Ameryce Południowej. A czy przyjąłby ofertę z Polski albo z polskiego klubu? Tak czysto teoretycznie… jak najbardziej, wszystko rozważy, wszystko co jest poważne. I chyba już wtedy brał to pod uwagę, bo akces do PZPN złożył sam.

Jest mocno związany z naszym krajem. Od lat przyjeżdża regularnie do Oświęcimia, żeby wziąć udział, wraz z młodymi Żydami i Polakami w marszu żywych, poświęconym pamięci ofiar holokaustu.

Ojciec Granta, Meir Granat, pochodzi z Mławy a cała jego rodzina została wymordowana prze nazistów. Dwa lata temu moi koledzy pismacy (Artur Szczepanik i Piotrek Żelazny) odwiedzili starego Meira. Oto efekt tej wizyty:

http://www.dziennik.pl/sport/article119857.ece?service=print

Konkurencję dla Polski stanowi w jego przypadku Izrael, bo Grant jest kandydatem numer 1 na następcę Drora Kasztana, selekcjonera w swojej ojczyźnie.

Avram Grant zaczynał swoją karierę jako 18-latek. Tak! Mam na myśli karierę trenerską. Piłkarskiej nigdy nie zrobił. Zaczynał w Hapoelu Petah Tikva. Miał spore sukcesy w budowaniu drużyn młodzieżowych i w wieku 32 lat został trenerem seniorów. Jego praca to było pasmo sukcesów – trzy wicemistrzostwa w ciągu czterech lat, do tego dwa puchary ligi. Nieźle jak na nowicjusza z przeciętną w dodatku drużyną. Dostał więc posadę w Maccabi Hajfa i tę okazję też świetnie wykorzystał. Dwa tytuły mistrzowskie, puchar kraju i puchar ligi. To w cztery lata.

Później bywało różnie, był nawet selekcjonerem Izraela, ale bez jakiś rewelacji. Największy sukces odniósł w Hapoelu Tel Awiw. I nie był to sukces sportowy. Gdy Lew Leview, miliarder z Uzbekistanu, miał przejąć zespół, i zaczął rozmowy o współpracy z Chelsea, niedoszłym menedżerem klubu był właśnie Grant. Nawiązał świetne kontakty z Romanem Abramowiczem. Jeden jest rosyjskim Żydem, drugi Żydem ze świetną znajomością rosyjskiego. Wspólnym znajomym jest Aleksander Gajdamak, właściciel Portsmouth. Dlatego Granta wkrótce zainstalowano na posadzie dyrektora sportowego nadmorskiego klubu, a stamtąd już było niedaleko do futbolowego księżyca.

Gdy został menedżerem Chelsea, jeden z izraelskich trenerów, Ran Ben-Shimon, porównał jego nominację właśnie z lądowaniem Neila Armstronga na księżycu. Oczywiście z zachowaniem odpowiednich proporcji. Grant być może nie potrafił zastąpić Mourinho na konferencjach prasowych ale okazał się wystarczająco skuteczny na ławce trenerskiej.

To przecież właśnie on odkurzył odstawionego w kąt Michaela Ballacka i „Micha” znowu zaczął należeć do europejskiej czołówki. To pierwszy przykład z brzegu. Jego Chelsea grała na pewno nie mniej efektownie niż Chelsea Mourinho, chociaż angielscy dziennikarze mówią, że akurat piłkarze chcieli „zagrać dla Mourinho”, stąd taki efekt. Być może…

Ale jednak to Grant zaszedł do finału, w którym Mourinho nigdy nie wystąpił… gdyby John Terry się nie poślizgnął, dzisiaj pewnie noszono by Granta na plecach jako pana „Niedocenionego”.

Jeśli jednak jest to tylko kwestia szczęścia, to nie widzę nic złego w tym by był dobrym selekcjonerem reprezentacji. To w tej chwili zdecydowanie najlepszy z kandydatów i nie sądzę by zgłosił się ktoś mocniejszy… Ale czy to jest wyznacznikiem…

PS. A co ze Steve’m McLarenem? Znakomicie radzi sobie w Twente Enschede… może warto zapytać zanim wróci do Premier League?

2 komentarze

Głupota w futbolu „największa od 100 lat”

Wiem, ze teraz toczy się wielka debata o selekcjonerze. Cieszę się, że PZPN dopuszcza kandydata zza granicy. Swoich kandydatów już wymieniałem wcześniej.

Ale teraz na chwilę o „największej od 100 lat rewolucji w futbolu” jak mawia Michael Platini. A więc na meczach piłkarskich będzie nie trzech sędziów jak dotychczas a pięciu.

Kiedy ostatnio gadałem z Leo Beenhakkerem spytany o kamery w piłce rozłożył ręce… – Jakie kamery, oni chcą teraz kolejnych dwóch sędziów wprowadzać… nic z tego nie rozumiem.

Ja też nie.

Po co dwóch kolejnych sędziów? To zwiększenie kosztów. Wystarczyłoby gdyby sędzia techniczny, który i tak się nudzi podczas meczu, miał dostęp do powtórki.

Platini jednak mówi: – System sędziowania nie zmienił się od ponad 100 lat. Jestem przeciwny technologii wideo, bo to odbierze grze ludzką twarz. Nasz system pomoże podejmować sędziom dobre decyzje.

A co na to dziennikarze sportowi? Zapomnieli zadać pytań.

A więc wracając do problemu Platiniego. Pan prezydent powiedział: – To może być największa zmiana w futbolu od 100 lat.

Zmiana? A dlaczego nie największa głupota? Marnotrawienie pieniędzy?

A ja pytam: co to jest ludzka twarz? To rozpacz milionów Włochów i Hiszpanów po „pomyłkach” El Gandoura czy Moreno? To przekręty Howarda Webba? To regularne oszustwa w Lidze Mistrzów? Czy ludzka twarz mają przegrane wielkie pieniądze przez błąd jakiegoś patałacha, który nie nadąża za grą? Albo wygrane przez kogo innego i tu jest istotna rzeczy…

Na całym świecie technologia poszła do przodu i z nowinek, kamer itd. po prostu się korzysta. W piłce nie. Dlaczego? Dlatego, że ludzka twarz to nic innego jak kontrola nad futbolem. Nie widzę innego wytłumaczenia. Dlaczego szefowie futbolu bronią się przed kamerami jeśli nie dlatego właśnie, że kamery nie pozwoliłyby im wpływać na wyniki meczów?

2 komentarze

Mieszane uczucia

Kiedyś Andrew Jennings, znany brytyjski dziennikarz śledczy, zapytał mnie jak to jest z tym ministrem Lipcem i PZPN, kto jest dobry a kto zły. Zatrzymałem się na chwilę i odpowiedziałem: „Widzisz, i tu dochodzimy do największego problemu. Nikt nie jest dobry”.

W radiu TOK FM Elżbieta Jakubiak mówi, ze PiS szykuje ustawę, dzięki której państwo będzie mogło ingerować w sprawy związku.

Dobrze to czy źle?

Z jednej strony dobrze, bo Lato i Piechniczek obracają niekontrolowanymi pieniędzmi, latają na wycieczki, dają sobie podwyżki.

Z drugiej strony nie zapominajmy, że obaj byli senatorami a więc działali w polityce. Wyobraźcie sobie, że taki Lato i Piechniczek jest kontrolowany przez Latę bis i Piechniczka bis. To oznacza, że Lato i Piechniczek jadą na Seszele na koszt PZPN a Lato bis i Piechniczek bis jadą z nimi, żeby ich kontrolować. To dwukrotnie zwiększa koszty każdej wycieczki zagranicznej. A nie zapominajmy, ze ciało kontrolujące ma zwykle wyższe wymagania.

Pani Jakubiak mówi w TOK FM: „- Będzie tam jasno napisane, kiedy minister sportu musi zareagować; jak organizuje się ligę, jak kluby zdobywają licencję. Teraz sprawa licencji jest owiana wielką tajemnicą – nie wiadomo dlaczego jedne kluby je dostają a inne nie” a później „Bo teraz oni mogą mówić: kurator nie może wejść, minister nie ma prawa do kontroli. Bo my jesteśmy niezależnym stowarzyszeniem, które podlega centrali w Szwajcarii i nie możecie wejść”.

I tu mamy problem. Wyobraźcie sobie, że wchodzi Tomasz Lipiec. Kasuję forsę przeznaczoną na Seszele i organizuje za nią swoje urodziny na Hawajach.

Co gorsze?

Ok, niech powstanie ustawa. W sporcie jest podobnie jak w polityce, uczciwi ludzie stanowią margines. Ale politycy są pod niewiele większą, ale jednak większą kontrolą, dlatego z dwojga złego lepiej postawić na nich.

PS. Kiedyś spytałem posła PiS: dlaczego oddaliście komisję sportu Januszowi Wójcikowi? Przecież to kompromitacja.

On odpowiedział: Samoobrona musiała coś od nas dostać. Wolałbyś żebyśmy oddali ministerstwo finansów?

No nie, nawet ja bym ni wolał.

I tak też będzie z PZPN. Kontrolę dostanie jakieś SLD albo jakaś Samoobrona. Ale zawsze warto żyć nadzieją.

3 komentarze

Older Posts »