Cichy zabójca z Lublany

Oto tekst,który napisaliśmy o Andrażu Kirmie w „Przeglądzie Sportowym” razem z Markiem Gilarskim. Marek rozmawiał z samym zawodnikiem a ja z resztą, zająłem się też pisaniem, zaś Marek sprawdził czy sprostałem zadaniu. Krytykowano mnie trochę za ten tekst, za to że jest za bardzo cukierkowy a Kirm nie zasługuje na takie traktowanie bo wcale nie jest taki dobry. Nie jest dobry??? Kto oglądał mecz Słowenia – Polska ręka do góry… oto tekst, trochę go uaktualniłem.

Cichy zabójca z Lublany

Andraz Kirm został okrzyknięty gwiazdą ekstraklasy zanim większość kibiców mogła w ogóle zobaczyć go na oczy. 45 minut z Levadią, które zobaczyli Polacy w telewizji to trochę za mało, by ocenić piłkarza. Dziś już wiemy, że był to pewnie jeden z najlepszych transferów ostatnich lat w polskiej piłce. Kirm po przeciętnym początku w lidze rozkręcał się bardzo szybko, a apogeum jego umiejętności, jak na razie, przypadło niestety… w meczu Polaków ze Słowenią w Mariborze, gdy po podaniach Kirma padły dwie bramki dla gospodarzy. Można więc powiedzieć, że to Kirm właśnie odebrał nam awans do mistrzostw świata w RPA.
Co 20-krotny reprezentant Słowenii w ogóle robi w Polsce?
Matijaż Kek mówi „Przeglądowi Sportowemu”: – W tej chwili polska ekstraklasa to bardzo dobre miejsce dla Andraża. W Polsce jest kilka zespołów na bardzo dobrym poziomie, jest wielu wartościowych graczy. Nie chcę mówić teraz czy Andraż mógłby grać w którejś z czołowych lig, myślę że Polska to dobre miejsce by się rozwinął. Musi tylko pracować ciężko i efekty przyjdą. Tak się składa, że ciężka praca to atut Kirma.
– Przychodził na treningi przed wszystkimi, zostawał po godzinach, ćwiczył indywidualnie, niezwykle pracował na swoją pozycję – mówi Luka Elsner, kapitan NK Domżale, poprzedniej drużyny Kirma. – Wypracował sobie taką pozycję, że gdy odchodził jedna z naszych gazet napisała, że Andraż stanowi 30 procent drużyny. I myślę, że nie było w tym przesady.

Elsner od razu zaznacza, że Kirm nie będzie piłkarzem, który dostarczy skandali.
– Bardzo fajny i pozytywny ale i bardzo cichy chłopak. Nie pcha się przed kamerę. Oczywiście trochę się zmienił gdy media się nim zainteresowały, bardziej się otworzył, ale raczej nie jest to gość, który zrobi pójdzie na miasto i zrobi awanturę w nocnym klubie – mówi Elsner.
Zamiast w nocnym klubie wolał posiedzieć w domu i posłuchać muzyki. W Słowenii zasłynął jako kolekcjoner płyt z muzyką popularną i młodzieżową.

– Rzeczywiście, ludzie którzy przychodzą do mnie nie wierzą, że można mieć tyle tego w domu – mówi Kirm.

Andraż w piłkę gra, jak większość zawodowych piłkarzy, „od zawsze”.
Konkretnie a czasach, gdy wielkie sukcesy odnosił AC Milan z fenomenalnym trio: Gullit – Rijkaard – Van Basten.

I to właśnie Gullit stał się jego wielkim idolem. – Nie chodziło tylko o to jak grał. Uwielbiałem go też za to jak wyglądał. Podziwiałem jego dredy. Ale później moi faworyci zmieniali się jakoś raz na miesiąc i tak już zostało. U każdego starałem się coś podpatrzeć i zastosować – opowiada piłkarz. Podpatrywanie Gullita opłaciło się. Małemu Andrażowi nieźle szło i koledzy namówili go na grę w klubie.

– To był mały klubik NK Szmartno. Pamiętam ten pierwszy trening. Ubrałem zielone getry, jedyne, jakie miałem. A zielony to kolor Olimpiji Lublana. Dlatego, gdy przyszedłem do klubu, wszyscy sobie żartowali: „patrzcie, przyszedł chłopaczek z Olimpiji”. Na pewno nie byłem najlepszy na tym treningu, bo ćwiczyłem ze starszymi od siebie – wspomina.
Kirm pochodzi z rozbitej rodziny. Ojciec, Stane, rozwiódł się z matką. Zmarł gdy piłkarz miał 10 lat. Matka Matea i starsza o dwa lata siostra Musza nie podzielały pasji młodego piłkarza.
Po przeniesieniu do Slovana Lubljana mały Andraż znalazł zastępczego ojca w postaci trenera Slovana Lubljana, Milovana Tarbuka.
– Dzięki niemu całkowicie skoncentrowałem się na piłce. Kiedy go poznałem, wiedziałem, że chcę zostać zawodowym piłkarzem, ale to on sprawił, że zacząłem w to mocniej wierzyć. Pokazał mi właściwą drogę, był moim mentorem. Myślę, że dziś byłby szczęśliwy, gdyby wiedział, że gram na całkiem dobrym poziomie – opowiada piłkarz Wisły, którego koledzy z podwórka zapamiętali jako chłopca w koszulce reprezentacji Francji.
– To jedyna prawdziwa koszulka piłkarska jaką miałem. Dostałem ją w prezencie i chodziłem w niej niemal na okrągło – przyznaje.

Rozmawiając z Kirmem i obserwując go można odnieść wrażenie, że to człowiek stonowany, podchodzący do innych z pewnym dystansem. Nie obnosi się z pieniędzmi. Na rozmowę przychodzi ubrany w wytarte jeansy, trampki, kolorową koszulkę. Młodzieżowo, ale nie pretensjonalnie. Na tle większości piłkarzy wyróżnia się skromnością. Na treningi dojeżdża z tym, kto akurat się nawinie. Kolegą z drużyny, masażystą, kierownikiem.
Ale planuje zakupić… Kię. Samochód zdecydowanie nie pasujący do BMW i Jeepów, które stoją na klubowym parkingu przy stadionie na Reymonta.

Slavisa Stojanović, były trener NK Domzale: – Dokładnie taki jest Andraż. Skromny chłopak, do tego za dużo nie gada. Wychodzi na boisko i biega od jednego do drugiego pola karnego. Można powiedzieć, że to taki cichy zabójca.
Stojanović wyciągnął Kirma z drugoligowej Svobody Lubljana. 21-letni wtedy pomocnik nie był typowany na wielką gwiazdę. Ale był jak… Forest  Gump.
– Obserwowałem go trzy lata, był w moim notesie. W pewnym momencie uznałem, że dorósł do I ligi. Na początku nie spodziewałem się, że może tak wyskoczyć do przodu, ale gdy zobaczyłem jak trenuje wiedziałem, że ten chłopak zagra w kadrze. Zupełnie niezwykłe jest jak traktuję swoją robotę – mówi Stojanović.
Kirm opowiada „Przeglądowi Sportowemu”: – Nigdy nie uważałem się za wyjątkowo utalentowanego zawodnika. Dostałem jednak dar od natury: bardzo dobrą kondycję. Żaden trening nie był w stanie mnie zmęczyć, a że zawsze chciałem być najlepszy, bardzo dużo ćwiczyłem. Potrafiłem grać na szkolnym boisku z kolegami mając już za sobą trening w klubie. To wszystko jest więc u mnie bardziej wynikiem pracy niż talentu. Wielki talent ma według mnie może kilku zawodników na świecie. Tacy, którzy nie muszą trenować, by być najlepszymi.

Kirm został sprowadzony do Wisły na miejsce Marka Zieńczuka, na lewą pomoc. Na tej pozycji mogliśmy obejrzeć go we Wrocławiu w meczu Polski ze Słowenią. Ale Kirm to nie tylko lewy pomocnik.

Matijaż Kek mówi: – To bardzo uniwersalny gracz. Gra dobrze obiema nogami, jest bardzo przydatny w defensywie, ale świetnie radzi sobie jako skrzydłowy.
W NK Domżale występował głównie w środku pola. Slavisa Stojanović, obecnie asystent Srecko Kataneca w reprezentacji Zjednoczonych Emiratów Arabskich, mówi: – Graliśmy na trzech pomocników i Andraż występował w środku. Jest bardzo trudny do upilnowania dla bezpośredniego rywala, bo jest właściwie non stop w ruchu. Wystarczy, że uwolni się na chwile i wtedy jest bardzo niebezpieczny, ma świetne uderzenie z dystansu. Jeśli jego zespół gra na dwóch środkowych pomocników najlepiej spisuje się jako ten bardziej defensywny, na pewno nie jako rozgrywający. Oczywiście na skrzydle czy boku pomocy też jest przydatny, ale czasem mam wrażenie, że boi się dryblingu, chociaż nie jest w tym zły. Na boku nie wykorzystuje w pełni swoich możliwości.

Dwa sezony temu strzelił dla Domzale 9 goli. W poprzednim sezonie nieco stracił skuteczność, bo trafił „tylko” 7 razy, ale w ramach rekompensaty dorzucił 17 asyst.
Stojanović mówi: – Myślę, że może was zaskoczyć swoimi strzałami z dystansu. Jest bardzo sprytny. Strzela podobnie do Alessandro Del Piero, tyle że w przeciwieństwie do Włocha, zazwyczaj w długi róg bramkarza. Golkiperzy w lidze Słowenii przyzwyczaili się do tego, dlatego od czasu do czasu zaskakiwał wyjątkowo nieprzyjemnym uderzeniem pod murem.
Kirm, zanim przyszedł do Wisły, negocjował z Chievo Werona, Hajdukiem Split i norweskim Tromsoe. Do dwóch ostatnich nie chciał iść. W miejscowych gazetach pojawiły się informacje, że Kirm zaczął uważać, że przejście do klubu spoza Wielkiej Piątki Europy, to dla niego żaden awans.
Były jeszcze spekulacje na temat jego ewentualnego transferu do angielskiego Leicester.
– Oferta z Anglii nigdy jednak nie przyszła. Zaś negocjacje z Włochami przeciągały się. Włosi uznali, że mają czas ale Andraz go nie miał. Chciał wyjechać za granicę już od dłuższego czasu. Nie podam wam konkretnych sum, ale na pewno dla nas to był duży zastrzyk gotówki. Jego wartość znacznie poszła w górę przez kilka lat – opowiada „Przeglądowi Sportowemu” Dejan Djuranović, dyrektor sportowy NK Domzale.

Dla Kirma przejście z Domzale do Wisły to spory skok. W końcu w ostatnich dwóch latach budżet Domżale wynosił po 2,5 miliona euro. Wisła ma budżet ponad 4-krotnie większy. Nawet jeśli Kirm miał obawy co do Polski, to dziś uważa, że był to dobry wybór.
– Tu się więcej płaci zagranicznym piłkarzom, są większe stadiony, większe zainteresowanie. Podoba mi się to, że jesteśmy w Krakowie popularni. Kiedy wychodzę gdzieś z kolegami z Wisły, ludzie zatrzymują nas, próbują nawiązać rozmowę, pytają co tam w klubie. Miło jest wiedzieć, że to, co robisz, wzbudza taką ciekawość – mówi.
I będzie wzbudzał jeszcze większą.
Kek mówi: – Kirm to zawodnik, który gra ciągle lepiej. Od kiedy powołałem go po raz pierwszy do kadry cały czas się rozwija, praktycznie każdy mecz ma lepszy od poprzedniego. Dlatego na razie gra w każdym spotkaniu od pierwszej do ostatniej minuty.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: