Dobry kandydat

Gdy zadzwoniłem do Avrama Granta przed EURO 2008 i poprosiłem go o typy na turniej, bezbłędnie rozszyfrował, że będzie należał do Hiszpanów zaś kluczowym zawodnikiem będzie Fernando Torres. Niewielu zaryzykowałoby tak odważną tezę. Zapytany o typu na ostatnią Ligę Mistrzów też odgadł niemal bezbłędnie, tyle że w finale widział Manchester United z Chelsea. Pomylił się o niecałą minutę.

Grant, według Erikssona specjalista z najwyższej półki, jeden z najlepszych teoretyków współczesnego futbolu. Według Anglików „Pan Nieznany”, który dzięki personalnym koneksjom znalazł się na szczycie piłkarskiego świata.

A to, że zaledwie jedno „poślizgnięcie” dzieliło go od zwycięstwa w Lidze Mistrzów… cóż, Anglicy piszą, że nie ma wystarczająco charyzmy i ognia, który miał Jose Mourinho. „Unknown One” zastąpił „The Special One”, Anglicy nigdy mu tego nie wybaczą. Uważają, że jest nudny i że bardziej interesująca jest szalona Tzofit, jego żona, która na wizji… wypiła szklankę uryny. W myśl „nic co ludzkie nie jest mi obce”. Cóż, każdy robi co chce!

Pini Zahavi, jego agent, próbował załatwić mu ostatnio nawet posadę w Portsmouth, w którym ma znakomite koneksje, ewentualnie doradcy w Hearts of Midlothian Edynburg… ale ostatecznie załatwił tylko posadę speca w Sky Sports. Więcej się nie da, bo Grant raz jeszcze musi udowodnić, że jest godzien „grać” na Wyspach. Gdy ostatnio z nim rozmawiałem, opowiadał że jeździ po świecie i daje wykłady na temat piłki, trochę po Azji, trochę po Ameryce Południowej. A czy przyjąłby ofertę z Polski albo z polskiego klubu? Tak czysto teoretycznie… jak najbardziej, wszystko rozważy, wszystko co jest poważne. I chyba już wtedy brał to pod uwagę, bo akces do PZPN złożył sam.

Jest mocno związany z naszym krajem. Od lat przyjeżdża regularnie do Oświęcimia, żeby wziąć udział, wraz z młodymi Żydami i Polakami w marszu żywych, poświęconym pamięci ofiar holokaustu.

Ojciec Granta, Meir Granat, pochodzi z Mławy a cała jego rodzina została wymordowana prze nazistów. Dwa lata temu moi koledzy pismacy (Artur Szczepanik i Piotrek Żelazny) odwiedzili starego Meira. Oto efekt tej wizyty:

http://www.dziennik.pl/sport/article119857.ece?service=print

Konkurencję dla Polski stanowi w jego przypadku Izrael, bo Grant jest kandydatem numer 1 na następcę Drora Kasztana, selekcjonera w swojej ojczyźnie.

Avram Grant zaczynał swoją karierę jako 18-latek. Tak! Mam na myśli karierę trenerską. Piłkarskiej nigdy nie zrobił. Zaczynał w Hapoelu Petah Tikva. Miał spore sukcesy w budowaniu drużyn młodzieżowych i w wieku 32 lat został trenerem seniorów. Jego praca to było pasmo sukcesów – trzy wicemistrzostwa w ciągu czterech lat, do tego dwa puchary ligi. Nieźle jak na nowicjusza z przeciętną w dodatku drużyną. Dostał więc posadę w Maccabi Hajfa i tę okazję też świetnie wykorzystał. Dwa tytuły mistrzowskie, puchar kraju i puchar ligi. To w cztery lata.

Później bywało różnie, był nawet selekcjonerem Izraela, ale bez jakiś rewelacji. Największy sukces odniósł w Hapoelu Tel Awiw. I nie był to sukces sportowy. Gdy Lew Leview, miliarder z Uzbekistanu, miał przejąć zespół, i zaczął rozmowy o współpracy z Chelsea, niedoszłym menedżerem klubu był właśnie Grant. Nawiązał świetne kontakty z Romanem Abramowiczem. Jeden jest rosyjskim Żydem, drugi Żydem ze świetną znajomością rosyjskiego. Wspólnym znajomym jest Aleksander Gajdamak, właściciel Portsmouth. Dlatego Granta wkrótce zainstalowano na posadzie dyrektora sportowego nadmorskiego klubu, a stamtąd już było niedaleko do futbolowego księżyca.

Gdy został menedżerem Chelsea, jeden z izraelskich trenerów, Ran Ben-Shimon, porównał jego nominację właśnie z lądowaniem Neila Armstronga na księżycu. Oczywiście z zachowaniem odpowiednich proporcji. Grant być może nie potrafił zastąpić Mourinho na konferencjach prasowych ale okazał się wystarczająco skuteczny na ławce trenerskiej.

To przecież właśnie on odkurzył odstawionego w kąt Michaela Ballacka i „Micha” znowu zaczął należeć do europejskiej czołówki. To pierwszy przykład z brzegu. Jego Chelsea grała na pewno nie mniej efektownie niż Chelsea Mourinho, chociaż angielscy dziennikarze mówią, że akurat piłkarze chcieli „zagrać dla Mourinho”, stąd taki efekt. Być może…

Ale jednak to Grant zaszedł do finału, w którym Mourinho nigdy nie wystąpił… gdyby John Terry się nie poślizgnął, dzisiaj pewnie noszono by Granta na plecach jako pana „Niedocenionego”.

Jeśli jednak jest to tylko kwestia szczęścia, to nie widzę nic złego w tym by był dobrym selekcjonerem reprezentacji. To w tej chwili zdecydowanie najlepszy z kandydatów i nie sądzę by zgłosił się ktoś mocniejszy… Ale czy to jest wyznacznikiem…

PS. A co ze Steve’m McLarenem? Znakomicie radzi sobie w Twente Enschede… może warto zapytać zanim wróci do Premier League?

Advertisements

2 komentarze »

  1. Omar said

    Śmieszy mnie już to pieprzenie o Mourinho. Ile jeszcze będzie jechał na swojej bucie i sukcesach z Porto? Piłkarze grali dla niego? Dlaczego, więc weszli do finału i byli bliscy wygrania LM dopiero gdy odszedł? Avram Grant nie jest zły. Ja bym wolał dać mu szansę niż brać kogoś od nas. Zachwycamy się Smudą, który w LM grał w czasach kamienia łupanego, a mamy pod nosem człowieka, który był centymetry od wygrania tych rozgrywek całkiem niedawno. Spaletti, Grant, Mancini. Kto w Polsce może się z nimi równać? Tylko, że nikt z nich nie umiałby zrobić nawet zero-siódemki z prezesem, więc odpada. Najlepszy byłby Wąs albo Wdowiec!

  2. albertinho said

    Selekcjonerem będzie i tak Paweł Janas. Są przecieki.

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: