Deyna w USA, cz. 1

Wrzucam tu kilka naszych tekstów o Kazimierzu Deynie, które robiliśmy z Piotrkiem Żelaznym. Ukazały się w Magazynie Sportowym w 20. rocznicę śmierci Deyny.

Kazzie nie umiał żyć bez piłki

– Dzień dobry. Pan Willrich?
– Zgadza się, kto mówi?
– Jesteśmy z telewizji, z kanału 10, chcieliśmy z panem porozmawiać.
– Co się dzieje, dlaczego dzwonicie?
– Był wypadek, ofiara nosiła sygnet mistrzowski Sockers.
– ?
– To Kaz Deyna. Chcielibyśmy prosić o komentarz.
Jean Willrich: – Nie mogłem wydusić z siebie słowa, powiedziałem tylko coś w rodzaju: „Chyba sobie żartujecie? To musi być pomyłka”.
Nie była. Najbardziej prawdopodobna wersja jest taka, że Deyna w drodze powrotnej z treningu wpadł jak co wieczór do Kaiserhofu, znanej z bardzo dobrego jedzenia niemieckiej restauracji położonej kilka kilometrów od wybrzeża Pacyfiku. Zazwyczaj po treningach z dziećmi spędzał tu czas z Gertem Wieczorkowskim, obrońcą Sockers. Lubili się też z Horstem,
właścicielem lokalu. Jego przyjaciele uważają, że tak było prawdopodobnie i tym razem.
Deyna i Wieczorkowski wypili jak zwykle za dużo i rozjechali się do domów. Deyna wracał swoim Dodgem Coltem (rocznik 1974) międzystanową drogą numer 15, prowadzącą z San Diego aż do Kanady. Po wyjeździe z centrum minął z lewej strony elitarną bazę lotniczą, tę samą, która zainspirowała twórców nakręconego trzy lata wcześniej filmu „Top Gun” i kilka minut później prawdopodobnie usnął. Zginął, uderzając w prawidłowo zaparkowaną na poboczu i oświetloną ciężarówkę, przy zjeździe na Mira Mesa Boulevard. Miał zaledwie 3 minuty drogi do domu znajdującego się przy 9949 Linda Maya w bogatej dzielnicy Mira Mesa. Na drodze nie było śladów poślizgu, co właśnie miało potwierdzać tezę, że Deyna zasnął. Z doniesień prasowych wiadomo, że stężenie alkoholu w jego krwi przekraczało dwukrotnie dozwoloną dawkę.
Erich Geyer, kolega Polaka: „To zdecydowanie nie był przyjemny widok. Deyna został zmasakrowany”.
Tak skończyło się życie Kazimierza Deyny. Piękne i zarazem tragiczne, życie człowieka zagubionego, fenomenalnego piłkarza, który nie potrafił oprzeć się jego pokusom, by w końcu wpaść w ciężki alkoholizm. Człowieka, który nie wytrzymał presji otoczenia oraz swojej własnej rodziny. I nie potrafił znaleźć sobie miejsca w świecie po zakończeniu kariery. Koledzy z drużyny wspominają, że właściwie każde niepowodzenie rozwiązywał upijaniem się do nieprzytomności.
Jean Willrich był wśród szóstki, która niosła trumnę Deyny. Oprócz niego Juli Veee, Volkmar Gross, Martin Donelly, Gert Wieczorkowski i syn Norbert. Na pogrzeb, który odbył się 9 września, przyszła cała drużyna.
Brian Quinn 48-krotny reprezentant USA mówi „Magazynowi Sportowemu”: – Na pogrzeb przyszło sporo ludzi, ale to nie była wielka manifestacja. W Stanach ludzie tak naprawdę nie znali Kaza. Nie był gwiazdą, bo nie pchał się przed kamery. Oczywiście my, jego koledzy z drużyny, słyszeliśmy o jego popularności w Polsce, wiedzieliśmy kim był, że żegnamy kogoś wielkiego piłkarza.
Czy mógł żyć? Czy zrobił to świadomie, czy tak naprawdę popełnił samobójstwo? Czy zadecydowała o tym strata pół miliona dolarów, które Deyna powierzył Tedowi Miodonskiemu, jak sugerował jego wieloletni przyjaciel Franz Smuda? Sam Deyna nie dzielił się chętnie tym co myślał, więc nigdy nie dowiemy się prawdy.
Juli Vee, kolega Deyny z Socker uważa, że to nie pieniądze były przyczyną.
– Mimo wszystko nie sądzę, żeby chodziło o problemy finansowe. Przecież forsę stracił jeszcze jako czynny piłkarz. Wtedy zarabiał kilkadziesiąt tysięcy dolarów rocznie i choć to, co stracił było dla niego oczywiście fortuną i na pewno przeżywał wielki dramat, to jednak miał z czego żyć. I chciał żyć. Kazzie uwielbiał życie – uważa Juli, a właściwie Gyula Visnyei, Węgier z Budapesztu, przyjaciel Deyny.
Jean Willrich jest odmiennego zdania.
– Jeśli chodzi o Miodonskiego jestem przekonany, że ta katastrofa finansowa przyczyniła się do jego śmierci. Może nie bezpośrednio, ale proszę zwrócić uwagę, że jego życie znacznie się zmieniło. Biedny Kazzie, był taki naiwny. Próbowałem mu wytłumaczyć, że ten interes nie ma szansy powodzenia. Ted czarował, że będziemy zarabiać ponad 20 procent naszych zainwestowanych pieniędzy. Dla mnie taki wysoki zysk był podejrzany. Ale Kaz mu ufał – mówi Willrich. i uważa, że to właśnie brak stabilizacji finansowej wykończył Deynę.
– Po zakończeniu kariery został właściwie bez pieniędzy. Żył w Ameryce w drogim apartamencie w Mira Mesie. Z tego co mówił, kosztowało on coś między 2 a 3 tysiące dolarów miesięcznie. Kiedy grał, było go na to stać, w momencie gdy skończył, już nie, musiał się wiec przeprowadzić (z Helen James Avenue na Maya Linda Road, to odległość około kilometra, ale dzielnica już gorsza). Myślę, że wtedy zaczął więcej pić. Na pewno
na to wszystko miały wpływ problemy osobiste. Wiadomo, że w życiu osobistym kompletne mu się nie układało. Pod koniec lat 80. małżeństwo Kaza i Marioli właściwie rozpadło się. To było dla niego za duże ciśnienie. Mariola miała duże wymagania finansowe, on nie był w stanie temu sprostać, dało się to wyczuć. Ja na przykład mam szczęście, żyję sobie przy plaży, jestem dyrektorem klubu, jest ok. Daję sobie robię. Ale kiedy zawodnik skończy z soccerem, nie wie, co robić czasem. Robisz coś całe życie i teraz jest po wszystkim. On właśnie coś takiego przeżywał, nie wiedział gdzie się podziać – opowiada Willrich.
Julii Veee: – Pytałem go: „Dlaczego nie wrócisz do Europy, z takim statusem znajdziesz sobie robotę jako dyrektor techniczny za grubą forsę”. Ale on nie chciał tego robić, był tu szczęśliwy. Problemem było to, że miał taką komunistyczną postawę. Nie chciał się uczyć angielskiego, nie chciał robić biznesu, nie rozumiał praw giełdy, nie miał o tym pojęcia i nie chciał mieć. Nawet wracając do tego Miodońskiego… Facet przyszedł i mówi: „Dam ci ponad 20 procent z pieniędzy, które zainwestujesz”. Ja mu na to: spieprzaj
gościu, myślisz że jestem głupi? Nikt nie da mi tyle, nikt! Odpieprz się od moich pieniędzy. to był bardzo zły człowiek. Ale Kaziu mu ufał.
Koledzy Deyny podkreślają, że chociaż w Ameryce czuł się dobrze, to z drugiej strony był tu tylko przeciętnym mieszkańcem Stanów Zjednoczonych, co mu nie pasował.
– Pamiętam, jak pojechał na jakiś mecz oldboyów do Europy. Polska grała chyba z Niemcami (chodzi o mistrzostwa Europy oldbojów, w których grał na dwa miesiące przed śmiercią – przyp. red.) i czuł się tam jak wielki Kaz Deyna, był znowu na swoim miejscu. Powrót tutaj trochę go zdołował – opowiada Veee. – Myślę, że wtedy zaczął pić już tak na maksa. Tak słyszałem. Dzień w dzień siedział w Kaiserhof. Tu w Ameryce nikt go nie poznawał i to go bolało. Był tylko trenerem dzieciaków.
Potwierdza to Niemiec Volkmar Gross.
– Deyna czuł się dobrze w USA, ale jako piłkarz wiedział, że sporo traci, że to jest jego koniec na boisku, że teraz został tylko wakacyjnym grajkiem ? mówi były bramkarz Sockers.
– Kaz nie miał żadnej alternatywy w życiu, rozumiecie? Ludzie są zazwyczaj mobilni, chociaż trochę. Po zakończeniu kariery mogą tak jak ja sprzedawać samochody, pracować za barem, albo organizować jakiś większy biznes. Kazzie nie mógł, bo całe jego życie to była piłka nożna, nie miał nic innego.
Wielu przyjaciół Deyny uważa, że mógł grać jeszcze jakiś czas, ale trener Ron Newman nie chciał przedłużenia kontraktu z piłkarzem. Niewiele wskórała delegacja starszych piłkarzy występująca w obronie Polaka. Angielski szkoleniowiec uważa, że postąpił dobrze i co ważne, zgodnie z własnym sumieniem.
– Miał 39 gdy kończył, naprawdę miał już swoje lata. Uznałem, że nie miał już szybkości, by grać na odpowiednim poziomie. Miał wielkie doświadczenie i cudowną technikę, ale młodzi go wyprzedzali i to stawało się coraz większym problemem. Poza tym chciałem, by odszedł w chwale, powiedziałem mu: „Kazzie czy nie lepiej byś odszedł gdy jesteś gwiazdą, gdy coś znaczysz?”. Zgodził się z tym. Dzisiaj żałuję tylko, że nie udało się zorganizować dla niego pożegnalnej gry, ale on sam tego nie chciał – mówi Newman.
Juli Veee: – Koniec kariery to była dla niego tragedia. Przestał grać, zarabiać wielkie pieniądze, należeć do grupy, można więc powiedzieć, że stracił wszystko to, co kochał. To było jego życie i teraz nie wiedział, co ze sobą zrobić. Myślę, że mógł mieć kłopoty z lepszą pracą, bo nie znał zbyt dobrze języka. Jedyne co mógł robić, to trenować dzieci.
Wieczorkowski, ja i Donelly zaczęliśmy organizować piłkę w okolicy, robiliśmy letnie obozy dla dzieci, Kazzie trochę się przy tej okazji odkuł finansowo, ale to było wciąż za mało.
– Był zdołowany. Załamany. Mówiłem, że da radę jako dyrektor sportowy, tu jest jakieś 40 klubów dookoła. Słaby angielski? Ok, nie był najlepszy, ale myślę, że spokojnie dałby sobie radę na jakimś administracyjnym stanowisku. Był wystarczająco inteligentny, by to robić, poza tym wiedział wszystko o piłce, to była wiedza nie do wycenienia. Nawet bez  perfekcyjnie opanowanego języka miałby robotę, gdyby tylko się postarał… – ocenia Jean
Willrich.
Deyna poza trenowaniem dzieci grywał też w drużynie „The Legends” założonej przez Gerta Wieczorkowskiego, chociaż to ostatnie dawało raczej nikły dochód.
– To nie były pieniądze. Ja na przykład teraz mam 60 tysięcy dolarów rocznie, ale wtedy też nie miałem kasy, maksimum to był 10 tysięcy dolarów rocznie. Jeden przetrwa drugi nie. Kaz mógł zarabiać maksymalnie 20 tysięcy, jego żona musiała pracować, a on wtedy pił już bardzo dużo – opowiada Veee.
Może jego śmierć była więc tylko kwestia czasu? Może dążył do niej podświadomie… Czy na zjeździe z drogi międzystanowej numer 15 spał czy też był do końca świadomy tego, co robi, na ile oczywiście mógł być świadomy po sporej dawce alkoholu.
Ron Newman. – Pamiętam, że byłem akurat w Anglii, szukałem zawodników do San Diego. Po powrocie do domu zrzuciłem ubrania, odstawiłem bagaże i włączyłem sekretarkę w telefonie i pękło mi serce. Męski głos mówił: „Dzień dobry panie Newman, mamy prośbę, by przyjechał pan do siedziby koronera. Kazzie Deyna zginął w wypadku samochodowym, Chcielibyśmy, żeby zidentyfikował pan jego zwłoki”. Wiadomość była sprzed kilku dni. To dobrze, nie zniósłbym tego. Zdążyłem tylko na pogrzeb…

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: