Dziś Deyna byłby gwiazdą Premier League

Rozmowa z Tony’m Bookiem, trenerem Manchesteru City w latach 70-tych. Spotkaliśmy się z nim (ja i Piotrek) w kafejce w miejskiej hali sportowej przy stadionie Man City.

Oto zapis rozmowy

Pamięta pan kulisy transferu Kazimierza Deyny do Manchesteru City?
Tony Book: Jak mógłbym zapomnieć? To było szczególne wydarzenie pod każdym względem. Rozmowy z Legią trwały kilka miesięcy. Gdy w końcu udało się pokonać całą tę biurokracje  i polecieliśmy już na finalne rozmowy do Polski, musieliśmy zabrać ze sobą całą masę  sprzętu medycznego, kserokopiarek i różnych innych urządzeń. Legia w ogóle nie chciała pieniędzy. Całe rozliczenie miało być w sprzęcie. Pamiętam, ze wszyscy byliśmy w szoku, nigdy wcześniej się z niczym podobnym nie spotkaliśmy.

Jak to się stało, że w ogóle zainteresowaliście się sprowadzeniem Deyny?
Na mistrzostwach świata w 1978 roku był mój asystent, przy okazji jeden z trenerów w sztabie reprezentacji Anglii Bill Taylor. I to on razem z Bernardem Halfordem stwierdzili, że przyda nam się taki piłkarz. Dobrze wyszkolony technicznie, rozgrywający  z wizją, ale i wykończeniem. Po mistrzostwach okazało się, że Deyna jest na sprzedaż,można go będzie z Legii wykupić. Ja oczywiście doskonale wiedziałem na co stać Kazi’ego. Widziałem jego mecze w telewizji, wiedziałem, co to za piłkarz. Na mistrzostwach w Argentynie był też nasz prezes Peter Swales. Jemu Deyna też się bardzo podobał, więc wszyscy byli zgodni, że skoro nadarza się okazja, trzeba z niej skorzystać.

Co zadecydowało, że nie poradził sobie w Anglii?
Z perspektywy czasu myślę, że poległ głównie od strony fizycznej. Nie chciał w ogóle brać udziału w treningach wytrzymałościowych.

Pańska rola nie polegała właśnie na tym, by go zmusić do treningu?
Oczywiście, że tak. Wszystko się zgadza. Powinienem był go pzycisnąć, wymóc to na nim. Mieliśmy jednak poważny problem z komunikacją. Jedynym sposobem, by porozmawiać z Kazim było skontaktowanie się z Georgem Bergierem. Ale przecież on nie był zawsze pod ręką. Oczywiście zdarzały się sytuację, szczególnie na początku, kiedy George był z nami nawet w szatni. To jednak nie była norma. A Kazi chciał, żeby każdy trening był z piłką. On ją tak kochał… W Anglii, szczególnie wtedy, nie było jednak gry bez odpowiedniego przygotowania fizycznego.

To jak pan wydawał mu polecenia na zajęciach, gdy nie było George’a?
Bez przesady panowie, Kazi wtedy po prostu robił to, co reszta piłkarzy. Nie róbmy z niego idioty.

W klubie opiekował się nim Bernard Halford. Chyba miał do niego wielką słabość?
O tak. Nie zapomnę jak biegaliśmy z Bernardem po wielkim sklepie Camdens w poszukiwaniu zasłonek, deski do prasowania itd. Bernard uwielbiał Kazi?ego. A przecież to był wtedy bardzo poważny człowiek, zajmujący się sprawami klubu. Żadna z tych zachcianek Kazi’ego to nie było teoretycznie zadanie dla Halforda. A on spełniał je wszystkie.

Myśli pan, że Deynę przerosło trochę życie w Anglii? W końcu przyjechał do wolnego kraju prosto zza Żelaznej Kurtyny?
Nie wiem, czy ?przerosło? to nie jest jednak za wielkie słowo. Na pewno zmiana Polski na Anglię była dla niego trudna, ale nie przesadzałbym.

Nie przeszkadzało panu to, że każdą wolną chwilę spędzał na piciu z rodakami w polskich klubach?
Wiem doskonale o tym, że chodził tam cały czas. Mieszkałem w okolicach Cheetam Hill, w pobliżu był jeden z takich polskich klubów. Kiedyś Kazi wracając z niego, zgubił się. Nie miał pojęcia, gdzie się znajduje. To było jakoś zaraz na początku jego pobytu w Manchesterze. Siedziałem sobie wieczorem w domu, nagle dzwoni telefon. Okazało się, że to policja, która nie mogła się porozumieć z Kazim i wytłumaczyć mu, jak trafićć do domu. Musiałem pojechać i podholować go trochę aż znajdzie się w miejscu, z którego będzie znał drogę do domu. Ale Kazi nigdy nie przyszedł na trening czy na mecz pijany lub na kacu. Przynajmniej nie było tego po nim widać. Oczywiście, wiedziałem, że pije za dużo. Ale powiedzmy sobie szczerze, że Manchester City, w którym ja występowałem jako piłkarz, to
była pijacka drużyna wszech czasów. Codziennie rano jednak przychodziliśmy na trening, wypacaliśmy wszystkie toksyny, cały alkohol i graliśmy świetnie w piłkę. Byliśmy najlepsi i wygrywaliśmy wszystko, co się dało. W Anglii kiedyś alkohol był nieodłącznym elementem futbolu. Kaz nie pił na pewno więcej niż inni piłkarze drużyny, którą prowadziłem. Nikogo zresztą to nie interesowało, dopóki w meczu był dobry. Nikt nie chodził za moimi zawodnikami z aparatami fotograficznymi, dziennikarze pili z nimi, po meczach bawiliśmy się razem. Nie było problemu.

Niektórzy mówią, że Deyna był już za stary na grę w Anglii.
To totalna bzdura. Ile on miał lat, jak do nas przyszedł? 30? Ja sam trafiłem do Manchesteru City w wieku 28 lat i grałem jeszcze wiele sezonów. Panowie, prawda jest taka, że mając 30 lat powinien być w najlepszym wieku do grania w piłkę. Już miał doświadczenie, a jeszcze wciąż był młody. To był świetny facet, niezwykle sympatyczny. Gdyby nie te braki fizyczne, zrobiłby w Anglii wielką karierę.

Podobno źle znosił walkę wręcz, tak typową dla ówczesnej piłki angielskiej?
Fatalnie. W dodatku na niego polowali. Sam byłem w czasie kariery piłkarskiej stoperem i zawsze miałem taką mentalność: „Załatw gościa teraz, bo jeśli jeszcze wróci, będziesz miał problem. Atak masz spokój, gościa nie ma, dziękuję bardzo”. Kazi nie potrafił oddać, unikał walki. Od razu się wycofywał, odskakiwał, nie lubił kontaktu z rywalem.

No, ale to nie był piłkarz na taką grę. Źle go wykorzystywaliście. To był wirtuoz piłki.
Zgadza się. Gdyby pod koniec lat 70.do City trafił Johan Cruyff, mógłby mieć dokładnie takie same problemy jak Kazi. Pytanie tylko, czy chciałby nad sobą popracować, czy jak Polak by odpuścił… Też uważam, że lepiej dla samego Deyny by było, gdyby trafił do Hiszpanii, czy Holandii. Ten transfer z perspektywy czasu to był jego błąd, i błąd City.

Kiedy pan go skreślił? Uznał, że to wielkie rozczarowanie?
Ja go nigdy nie skreśliłem. Na początku zawsze daje się zawodnikowi czas na aklimatyzację. Pół roku przynajmniej, czasem nawet cały sezon. Po tym czasie ja w City już nie byłem trenerem, tylko Malcolm Allison. Tak się mówi, że Deyna w Manchesterze to był zawód. Nie przesadzajmy. Były takie mecze, że był wręcz fantastyczny, najlepszy na boisku. Wchodził na poziom nieosiągalny dla innych. Miał przebłyski prawdziwego geniuszu. Jeśli chodzi o technikę, to był niesamowity.

Nas jednak dręczy nadal pytanie, dlaczego nie potrafił tak błyszczeć przez dłuższy czas?
Wtedy w City nie mieliśmy miejsca na „wolny elektron”, nie mogliśmy sobie pozwolić na stratę piłkarza. W takim sensie, że nie mogliśmy komukolwiek odpuścić zadań defensywnych. Ja się bardzo dużo po Deynie spodziewałem. Myślałem, że to będzie jedna z największych gwiazd ligi. Chciałem, by zastąpił Collina Bella. Był podobnym typem zawodnika, ale Bell był zdecydowanie bardziej waleczny.

Allison, który przejął po panu zespół,nie miał zupełnie pomysłu na Deynę.
Malcolm to był facet, który lubił budować swoją drużynę, chciał być rozpoznawalny jako ten, który odkrywa. To było jego drugie podejście do City. W pierwszym był moim szkoleniowcem i wygrywaliśmy wszystko. Wtedy jednak Malcolm był tylko trenerem, później także menedżerem, a w tym okazał się słaby. Szkoleniowcem był naprawdę świetnym, fantastycznym wręcz. On faktycznie nie widział, jak wykorzystać Kaziego. A ja wtedy nie miałem już za wiele do powiedzenia. Niby zostałem w klubie, ale Malcolm pociągał za wszystkie sznurki. Nie mam do niego pretensji, bardzo wiele mu zawdzięczam.

To jak to w końcu z tym Deyną było? Wielkie rozczarowanie, czy raczej po prostu nieporozumienie?
Na pewno nie nazwę jego gry w Manchesterze City wielkim rozczarowaniem. Wiem, że miał swoje problemy, wiem, że mógł zrobić większą karierę. Znalazł się jednak w City w złym czasie. Myślę, że dziś Deyna mógłby być swobodnie wielką gwiazdą Premiership. Idealnie wręcz pasowałby do takiego Arsenalu Arsene Wengera. No, ale od tamtych czasów dużo się u nas zmieniło. Angielska piłka już nie jest taka, jak kiedyś.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: