Legendarny chłopak z Opola

Oto artykuł, który napisałem dawno temu. W końcu udało mi się opublikować go w Magazynie „Przeglądu Sportowego”. Opowiada historię pana Czesława z Opola, który wyjechał do USA i zrobił karierę w futbolu w zespole Green Bay Packers. Pogadaliśmy sobie przez telefon… o alkoholu, o narkotykach, o próbach samobójczych. Generalnie facet miał dość burzliwe życie.

Legendarny chłopak z Opola

Czesław Marcol siada wygodnie w fotelu. Właśnie zaczęły się rozgrywki NFL więc przed meczami często pokazują jego akcję, którą 29 lat temu zaszokował Stany Zjednoczone. Kopacz Green Bay Packers patrzy i nie ukrywa satysfakcji – Podbiega, uderza z podbicia, rywale z Chicago Bears blokują, wtedy Chester, bo tak nazywają go Amerykanie, przechwytuje piłkę, biegnie i mija kolejnych rywali. Jest przyłożenie!

Marcol mimo 9 lat spędzonych w NFL, lidze futbolu amerykańskiego, nie może powiedzieć że jest bogaty. Legendarny kicker Green Bay Packers właśnie podjechał pod dom przy Dollar Bay w stanie Michigan swoim używanym Dodge’m. Wraca ze szpitala w Ashton w stanie Wisconsin, gdzie od dwóch lat pracuje z ludźmi uzależnionymi od alkoholu i narkotyków.
Kilka razy w miesiącu jeździ w tę i z powrotem, w sumie ponad 1100 kilometrów. Ale lubi to. Ta robota to jego radość i przeznaczenie. Ma spore doświadczenie. Nałogi zniszczyły jego karierę i prawie odebrały mu życie. Gdyby kwas z akumulatora, który wypił w swoim garażu, okazał się żrący tak jak przypuszczał, dołączyłby do swojego ojca, Bolesława, ważnego działacza PZPR, który popełnił samobójstwo w rodzinnym domu w Opolu.

W 1987 roku Chester Marcol trafił do galerii sław Packers, 12-krotnego mistrza NFL, najbardziej utytułowanego zespołu w historii ligi, jako jeden z zaledwie trzech kopaczy.
W 1972 roku przeszedł do historii, gdy zaliczył najlepszy debiut w historii klubu i został okrzyknięty fenomenem. W 1980 roku zrobił akcję, która do dzisiaj jest pokazywana w telewizyjnych przerywnikach jako jedno z najlepszych wykończeń w historii futbolu amerykańskiego. – Kopnąłem piłkę, którą zablokowali zawodnicy Bears, złapałem ją, minąłem kilku zawodników i zaliczyłem przyłożenie, trudno zapomnieć, regularnie oglądam to w telewizji – mówi Marcol. To zdarzyło się 16 lat po tym jak wyjechał z Polski i zmienił imię z Czesław na Chester.
Nie chce rozmawiać po polsku.
– Dzisiaj nazywam się Chester, nie mówię za dużo po polsku. Od czasu wyjazdu z kraju nie miałem zbytnio kontaktu z językiem. Tylko mama mówiła po polsku. W 1973 roku wróciłem jeszcze na miesiąc do kraju. To był ostatni raz. Później już tylko tęskniłem za Opolem – opowiada Czesław Marcol.
Co zapamiętał z miasta, w którym właśnie spędził całe dzieciństwo? Częste przeprowadzki. Jego ojciec Bolesław był w Opolu wysoko postawionym działaczem partyjnym. Któregoś dnia przyszedł do domu, zamknął się w pokoju, wyciągnął pistolet i strzelił sobie w skroń.
– Od pewnego momentu wracał do domu zdenerwowany, zaczął palić papierosy i trochę pić. Nigdy wcześniej nie palił. Był zdołowany. Naprawdę zdołowany. Któregoś dnia nie wytrzymał – mówi Czesław. – Zapamiętałem go jako człowieka, który bardzo nas kochał, dbał o rodzinę, chciał nam zapewnić wszystko. Dużo z nami rozmawiał, zabierał na mecze piłkarzy Odry, na boks, na ryby. Spędzaliśmy razem sporo czasu. Nie wiem co było powodem samobójstwa. Nigdy w życiu nie poruszyłem w rozmowie z mamą tego tematu.

Żona Bolesława, Anna Marcol, spakowała rzeczy i kilka tygodni później wyjechała z czwórką dzieci do rodziny do USA.
Nastoletni Czesław szybko zorientował się, że w nowym miejscu nie bardzo jest gdzie grać w piłkę, w którą kopał w Polsce…
– Dzisiaj dzieciaki grają tylko w piłkę, nie interesuje ich nic innego. Wystarczy, że masz piłkę, kawałek trawy. Nie musisz być wysoki i silny. Każdy może grać. Ale wtedy, gdy przyjechaliśmy do Imlay, prawie nikt nie grał – opowiada. Zmieszkał u dziadków, którzy wyjechali z Polski po wojnie, w 1949 roku.
Imlay to małe miasteczko w stanie Michigan. Raczej nie jest to miejsce dla ludzi, którzy chcą zrobić wielką karierę. Najbliższa okazja ku temu jest w oddalonym o 65 kilometrów na południe Detroit.
– Gdybym nie wyjechał z Polski, mógłbym zrobić karierę jako dobry bramkarz. Grałem w Odrze Opole, w drużynach młodzieżowych, bardzo dobrze mi szło, myślę że miałem do tego talent. Jestem pewien, że gdyby nie nasza tragedia, zostałbym w Polsce i sporo bym zdziałał – uważa Marcol. Trenowanie wykopu przydało mu się. W Stanach Zjednoczonych, w szkole zaimponował Amerykanom, z których większość nie miała pojęcia o istnieniu piłki nożnej czy też soccera. Jak to możliwe, że chłopak, który nie zna zasad amerykańskiego futbolu kopie tak mocno i tak celnie?

Gary D’Amato z dziennika Milwaukee Journal Sentinel tak opisuje odkrycie talentu Chestera: „Pewnego deszczowego dnia grupa od Wychowania Fizycznego grała w soccera. W końcu Marcol mógł się uśmiechnąć. To był sport, który znał! Był bramkarzem w reprezentacji Polski juniorów, zwinny, dobrze zbudowany, szybki jak kot. Marcol został wybrany do wykonywania karnego. Nauczyciel, John Rowan, stanął na bramce. Marcol ustawił piłkę 11 metrów od Rowana i w tym kopnięciu uwolnił swoje wszystkie, zbierane miesiącami frustracje. Piłka świsnęła koło ucha nauczyciela, tak że nawet nie zdążył podnieść rąk do góry. Zdążył tylko odwrócić głowę i wtedy piłka odbita od muru trafiła go w twarz. Rowan zalał się krwią. Następnego dnia Rowan wziął Marcola na boisko za szkołę i wyciągnął torbę dziwnych jajowatych piłek. Marcol był pewien, że to piłki do rugby. Postawił jedną na ziemi i wskazał między słupki. Marcol zrozumiał o co chodzi. Uderzył z 30 jardów (ok. 33 metry), w stylu piłkarskim. Rowan przesunął piłkę na 40, potem na 50, w końcu na 55 jardów. Marcol za każdym razem kopał tam gdzie trzeba. Rowan i kilku innych mężczyzn było wyraźnie podekscytowanych”.
Marcol opowiada: – Od tej pory wszystko się zmieniło. Przeżyłem 7 absolutnie niezwykłych lat. W szkole wyższej powiedziano mi: – Jeśli będziesz ciężko pracował osiągniesz więcej niż sobie wyobrażasz, dokonasz wspaniałych rzeczy. Z nieśmiałego, nie rozumiejącego języka chłopaka z Polski stałem się profesjonalnym zawodnikiem futbolu amerykańskiego.
W 1972 roku zagrał swój pierwszy mecz. Przeciwko Cleveland. Jego zespół wygrał 26:10, a Marcol zdobył 12 punktów za 4 celne kopnięcia. Wynik, który zrobił wrażenie na dziennikarzach. Przed Marcolem Green Bay wymienili w ciągu kilku lat ok. 10 kickerów. W końcu trafili w dziesiątkę.
– Kolejne mecze też szły wspaniale. To był niezwykły sezon, pobiłem kilka rekordów, zostałem wybrany najlepszym pierwszoroczniakiem w lidze. Nagle gazety zaczęły o mnie pisać, to było szaleństwo. Siedem lat wcześniej przyjeżdżałem tutaj i wszystko było dla mnie zdumiewające jakbym znalazł się w raju. Dzisiaj miałem świadomość, że jestem częścią tego świata. Byłem jednym z pierwszych kickerów, którzy kopali w stylu piłki nożnej.
Dotychczas Amerykanie kopali prostym podbiciem – opowiada Marcol. W prasie napisano, że to był najlepszy debiut w historii Green Bay Packers. Jego rekord z 1972 roku, 33 celne kopnięcia na 48 prób, został pobity dopiero w 2000 roku!
– Za debiutancki sezon dostałem 18 tysięcy dolarów. To nie była wielka kasa. Przeciętne wynagrodzenie w kraju wynosiło 27 tysięcy. Za pierwsze pieniądze kupiłem sobie samochód Mercury Montego GT. I meble do domu mojej mamy. Gdybym kopał dzisiaj, byłbym milionerem. Ale nie ma co żałować – mówi.
Miał wspaniałą karierę, przeszedł do historii Green Bay Packers jako jeden z najlepszych kopaczy. Wchodził na kilka sekund na boisko i robił swoje. Ryszard Szaro, który kopał dla „New Orleans Saints” stwierdził, że kicker to najłatwiejszy zawód świata.
– To nie jest trudna robota, bo nie musisz non stop harować, ale stres jest niezwykły. Przyjaźnię się z Janem Stenerudem, który tak jak ja jest w hali sław Packersów i czasami zastanawialiśmy się nad tym. Czasami masz dwie sekundy i od tego zależy wszystko, stres jest niesamowity. Od czasu do czasu jesteś bohaterem i noszą cię na rękach. Znacznie częściej jesteś przegranym – mówi.
Dokładnie taka jest ta robota. Jak napisał Michael Lewis, dziennikarz New York Times: „Jeśli kicker wygra mecz, to bohaterem jest trener, który zaryzykował i go wystawił. Jeśli kicker schrzani, tylko on jest największym nieudacznikiem”.
Marcol wykorzystał swoje 5 minut. Do dzisiaj opowiada w szkołach i na bankietach o swojej karierze. Karierze, która zresztą została przerwana przez narkotyki i alkohol. W 1980 roku trener Green Bay pozbył się go z drużyny. Oficjalnym powodem była obniżka formy. Ale sam Marcol przyznał, że chodziło o uzależnienia od kokainy i alkoholu. Pierwsze problemy zauważył już w sierpniu 1980 roku. To było kilka tygodni przed słynnym meczem z Chicago, podczas którego zaliczył przyłożenie.
– Zaczęło się od kontuzji. Bolało jak cholera. Brałem narkotyki żeby uśmierzyć ból. Później brałem ich coraz więcej, w końcu nie mogłem już tego zatrzymać – mówi Marcol. – Nie ma znaczenia jak zaczynasz. Czasem to jest zupełnie niewinne. Masz operację, bierzesz środki na ból i tak się zaczyna. Dzisiaj cała Ameryka jest od tego uzależniona. Niektórzy idą dalej.

Narkotyki zniszczyły jego życie. Jego małżeństwo rozpadło się. Marcol był nerwowy i zaczął wpadać w gniew z byle powodu. Kilka lat później uznał, że ma wszystkiego dosyć.
– Miałem za dużo problemów. Byłem zmęczony życiem. To był 1986, dokładnie walentynki, 14. lutego. Wypiłem kwas od akumulatora – opowiada. Uszkodził przełyk. Kilka miesięcy spędził w szpitalu, dochodził do zdrowia psychicznego i fizycznego. Przez wiele lat brał lekarstwa.
– Dzisiaj wszystko jest w porządku , muszę tylko na siebie uważać – mówi. – Pewnie, że żałuję wielu wyborów w moim życiu. Wielu ludziom zrobiłem przykrość. Ale siebie nie żałuję. Z perspektywy czasu myślę, że życie mi się udało. Zmieniło mnie. Przeżyłem fantastyczny czas, jestem wdzięczny losowi. Ludzie wciąż mówią o mnie, zaczepiają na ulicy, często spotykam się z fanami, opowiadam o sobie, o swojej karierze.
Później opowiada o swoich przeżyciach narkomanom i alkoholikom w szpitalu w Ashton.
Marcol: – Na początku było mi bardzo trudno opowiadać o swoich słabościach, przez które niemal nie straciłem życia. Przezwyciężyłem to. Uwielbiam tę robotę, bardzo cieszę się z każdego człowieka, którego „nawrócę” tak jak kiedyś przywrócono do życia mnie.
Chester Marcol mieszka w przepięknie położonej zatoczce jeziora Górnego, z żoną i tróją dzieci. Nie pije, choćby kufla piwa. Chodzi na spotkania anonimowych alkoholików. Przyznaje, że czasem zastanawia się, co by było gdyby został w Polsce. Jest ciekaw co stało się z jego przyjaciółmi w Opolu, jak ułożyli sobie życie?

Advertisements

4 komentarze »

  1. sith said

    swietny artykul 😉

    • vegetable78 said

      Z futbolu amerykańskiego jest jeszcze artykuł o Ryszardzie Szaro. Pzdr.

    • Józef Zając said

      Z Cześkiem chodziłem do szkoły podstawowej, mieszkałem w tej samej Dzielnicy „Kwiatów” w Opolu. Wiedziałem że wyjechał do USA po rodzinnym dramacie. Wiele razy go wspominałem jako dobrego kolegę.Dopiero dzisiaj dotarłem do informacji o jego życiu i miejscu zamieszkania. Choć po tylu latach pewnie mnie nie pamięta to chciałbym mu przekazać najserdeczniejsze pozdrowienia z tego samego Opola w którym się urodził i chodził do szkoły. Józef Zając

  2. anskib said

    Z Czesławem graliśmy w piłkę w Opolu – Plac Oleandrów był wtedy jeszcze niezabudowany.Pamiętam tę tragedię. Pozdrawiam z Holandii.

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: