Archive for Listopad, 2009

Producent

Wrzucam kawałek o gościu, który nazywa się Krzysztof Dowhań, jest trenerem bramkarzy w warszawskiej Legii i którego zna każdy szanujący się kibic piłki. Kawałek ten, skromny i spokojny jak jego bohater, napisałem jakiś czas temu i jest on w 100 procentach pozytywny. Wiadomo dlaczego. Myślę, że jest na czasie, bo Dowhań ma kolejnego wychowanka, który może wyjechać z Polski i zrobić karierę – Janka Muchę. Przyznaję, że na początku nie wierzyłem w Muchę. Nazywałem go nawet bramkarzem podwórkowym. Tak jak zaznaczyłem, to było na początku, gdy przyszedł do Legii i kilka razy zmienił znakomitego Łukasza Fabiańskiego. Nie sądzę bym wtedy się mylił ale z perspektywy czasu przegrałem i poddaję się. Myślę, że to sprawa Dowhania, naszego narodowego skarbu. Oto krótki tekst, który ukazał się jakiś czas temu w „Magazynie Sportowym”.

Producent

Gdyby był bardziej przebojowy, dzisiaj pracowałby w Arsenalu Londyn. Krzysztof Dowhań – producent towaru na eksport. Trener bramkarzy Legii Warszawa wychował kilku bramkarzy europejskiej klasy, w tym Artura Boruca i Łukasza Fabiańskiego. Pracuje nad kolejnymi. Jego najnowszym „produktem” jest Jan Mucha, zdecydowany numer polskiej ekstraklasy.
– Nie znam tego faceta, ale jego bramkarze przemawiają za nim. Co ciekawe, wszyscy, których szkolił, mają swój styl. Nie widać, że wyszli spod ręki tego samego faceta. Jeśli mają jakąś wspólną cechę, to osobowość i mentalność zwycięzcy – mówi Frans Hoek, były trener bramkarzy w reprezentacji Polski, wychowawca takich asów jak Edwin Van der Sar, Pepe Reina czy Victor Valdes.
Bramkarz, którzy skorzystali na pracy z Dowhaniem są na razie nieco mniej znani, ale to zdecydowana czołówka: Boruc, Fabiański, Kowalewski, Malarz, Liberda, Wojdyga, w końcu Mucha. Dlatego na dzień dzisiejszy Dowhań jest absolutnym numerem 1 w Polsce.
Na czym polega tajemnica jego sukcesu?
– To bezkonfliktowy facet i to jest chyba podstawa. Nigdy nie byłem łatwym człowiekiem we współpracy, ale z Dowhaniem dogadywałem się bez problemu – mówi Kowalewski.
– Podobnie było ze mną. Nigdy nie mieliśmy nawet jednej sprzeczki, co jest jego sporym osiągnięciem – śmieje się Maciej Szczęsny.
– Rzeczywiście, potrafię dogadać się z ludźmi. Na studiach zawsze byłem dobry z psychologii – przyznaje trener Legii.
Podejście do człowieka to jedno, piłkarze podkreślają, że najważniejsze są fascynujące zajęcia.
– Przede wszystkim cały czas wymyśla coś nowego. Nie sądziłem, że czymś mnie zaskoczy. Podobało mi się to, że nigdy nie uważał, że zjadł wszystkie rozumy. Uczyliśmy się od siebie nawzajem. To była symbioza. Bardzo mi to pomagało – przyznaje Maciej Szczęsny, który spotkał Dowhania w Polonii, gdy miał 33 lata.
– Największy komplement jaki na temat mojej pracy w życiu usłyszałem, padł właśnie z ust Maćka. Facet w tym wieku powiedział mi, że nie przypuszczał, że tak wiele może się jeszcze nauczyć – mówi Dowhań.
– Bramkarz to specyficzny człowiek, cały czas musi mieć coś nowego. Nie mogę ich zanudzić – dodaje.

Po kilku dniach obserwacji treningów Dowhania można dojść do wniosku, że jego bramkarze w ogóle się nie męczą.
– Może bez przesady, nie jest aż tak lekko. Ale jestem przeciwnikiem katowania bramkarza. Kiedyś była taka teoria, że jeśli bramkarz zejdzie z zajęć o własnych siłach, to znaczy że zajęcia były słabe. Ja nigdy nie wyznawałem tej zasady – mówi Dowhań.
– Staram się być elastyczny. Pamiętam, że na swoje pierwsze zajęcia przychodziłem z konspektem i jeśli coś się nie zgadzało, było jakieś opóźnienie, bardzo się denerwowałem. Z czasem nauczyłem się, by zajęcia traktować na większym luzie. Mówią, że rutyna jest zgubna. Może i tak, ale mi pomaga – wyjaśnia.

Jaki więc powinien być dobry bramkarz według Dowhania? – Przede wszystkim skuteczny. Nie musi robić żadnych zbędnych parad. Najlepiej, gdyby był taki jak Sepp Maier (legendarny niemiecki bramkarz – red.). Skuteczny aż do bólu – twierdzi.
Najlepszym przykładem tej filozofii jest chyba Słowak Jan Mucha. Bramkarz Legii, za którego kilka lat temu nikt nie dałby złamanego grosza. Przeciętny bramkarz, jeden z wielu, który dzięki treningom u Dowhania osiągnął status ligowej supergwiazdy.
Sam Dowhań nigdy nie był wybitnym bramkarzem. Miał ambicje i technikę, to wszystko.
– Był bardzo poprawny technicznie, ale nie miał szans na karierę. Był za niski – uważa Rudolf Kapera, przez Dowhania nazywany mentorem.
Był na tyle dobry, że zdołał przejść z warszawskiego Sarmaty do Gwardii, a później do Polonii, która grywała w niższych ligach. I to był szczyt możliwości.
– Może i osiągnąłbym więcej, gdybym urósł wyższy, kto wie. A tak, możemy mówić co najwyżej o przygodzie, na pewno nie o karierze. Zresztą, moi rodzice byli niscy, więc od początku byłem skreślony – mówi. Ćwiczenia wymyślał sobie sam.
– Nie mieliśmy trenera bramkarzy, zajęcia prowadził asystent. Coś tam od każdego podpatrzyłem, a tak zawsze starałem się coś własnego zorganizować – mówi.
Po zakończeniu „przygody” postanowił wycofać się z futbolu.
– Zawsze sobie powtarzałem, że trenerem nigdy nie będę. Kompletnie mnie to nie interesowało. Gdy skończyłem grać chciałem założyć własny biznes, ale nie wyszło. Trzy miesiące wytrzymałem. Po prostu nie jestem do tego stworzony – mówi. Zaczął pracę w Polonii u Rudolfa Kapery. Na jego szczęście trener bramkarzy nie musi być wysoki. Początki były obiecujące, ale…
– Nie oszukujmy się, nie urodził się wybitny. Szczerze mówiąc w ogóle nie przypuszczałem, że zrobi aż tak dużą karierę – przyznaje Kapera.
Wyróżniało go to, że chce się uczyć.
– Cały czas szukał czegoś nowego, miał wielkie parcie na rozwój. Po treningach sporo czasu analizował, przepytywał mnie. Cały czas chciał być lepszy. Cholernie ambitny facet – przyznaje Kapera. Dzisiaj to młodzi pytają jego, podczas kursów prowadzonych przez PZPN i na różnych AWF-ach. Sam Kapera też przyznaje, że od czasu do czasu dzwoni do Dowhania.
Gdyby miał porównać swoje metody do najlepszych specjalistów z kontynentu, miałby poważny problem, bo… – zawsze obiecuję sobie, że w końcu pojadę na staż do jakiegoś klubu, ale nigdy mi się nie udało.
Teraz na pewno się uda – zapewnia.

Gdyby był bardziej zdecydowany na stałe mieszkałby w stolicy Anglii, jako pracownik Arsenalu.
– Zgadza się, miałem ofertę. Zaproponowano mi stanowisko w akademii młodzieżowej. To było wtedy gdy Łukasz Fabiański trafił do Londynu. Kto wie, gdzie byłbym dzisiaj? Ale nie ma o czym mówić. W Legii było mi
dobrze, miałem ważny kontrakt i nie byłem w stanie podjąć decyzji od ręki – mówi Dowhań, jeden z niewielu polskich specjalistów, którymi moglibyśmy chwalić się na zachodzie.

– Zawodowiec. Myślę, że nie miałby problemów by pracować w najlepszych klubach Europy. Sam czasem zastanawiam się, jak bym dzisiaj bronił, gdybym pracował z nim dłużej… – przyznaje Kowalewski.

17 komentarzy

Zniszczyć bramkarza

Grzegorz Sandomierski, 20-letni chłopak grał jak natchniony. Aż do czasu porażki Jagiellonii z Ruchem (2:5). Do tego czasu jednak nie puścił bramki przez 549 minut, ustanowił rekord swojego klubu. Kilka razy, trzeba przyznać, był bliski puszczenia bramki. Przetrwał to. Kilka razy pokazał parady z najwyższej półki. Kilka razy robiłem wielkie oczy, nie dowierzałem. Skąd on się wziął? To ten sam chłopak, który jako 18 latek puścił 16 bramek w 5 meczach ekstraklasy? Jakiż niesamowity postęp. Warunki, szybkość, dobrze wyjścia, świetny na linii. A jednak! Podczas meczu z Lechią nie usiadł nawet na ławce rezerwowych. To był drugi mecz z rzędu, w którym nie zagrał.
Za plecami czekał bowiem Grzegorz Szamotulski, ileś lat temu jeden z najlepszych polskich bramkarzy, co do tego nie ma wątpliwości, facet,który ma porządny kontrakt i który wciąż jest dobrym bramkarzem. Nie mam tu do niego pretensji i nie będę dociekał czy popełnił błąd w meczu z Polonią Bytom, bo nie to jest istotą tego wpisu.
Chodzi mi bardziej o samą decyzję Michała Probierza, który jakby czekał na potknięcie młodego bramkarza, jakby mu tego życzył, jakby w końcu chciał zdjąć z siebie ten stres przy każdej jego interwencji. A przecież gdyby w każdym meczu, w którym młody Sandomierski bronił tyłka Probierza, jego koledzy z ataku strzeliliby choć jedną bramkę więcej, dzisiaj Jagiellonia byłaby na 9. miejscu w ekstraklasie. Gdyby do tego dodać te odebrane punkty wtedy uświadomimy sobie jak ważnym piłkarzem dla Jagiellonii był Sandomierski. Mimo tej jednej wtopy ze świetnie dysponowanym Ruchem.
Polska piłka potrzebuje talentów, objawień takich jak Sandomierski. Potrzebuje też Grzegorza Szamotulskiego, ale nie w tym konkretnym przypadku. Tu trzeba był promować młodego chłopaka, który sobie na to najzwyczajniej zasłużył.
Nie możemy wykluczyć, że Michał Probierz spalił dzisiaj młodego chłopaka odsyłając go do Młodej Ekstraklasy, degradując go i gnojąc, niszcząc. Po jednym nieudanym meczu!
To jest chyba właśnie jeden z problemów polskiej piłki. Trenerzy boją się postawić na młodych zawodników, wprowadzać ich bo ci nie gwarantują szybkiego sukcesu. Nie są w stanie dorównać w miesiąc do poziomu przeciętnego kopacza (by później go prześcignąć), potrzebują na to może pół roku, może rok. A czy pan trener ma tyle czasu?
Muszę przyznać, że trochę mi się Probierz znudził.

9 komentarzy

Zgadzam się z „GW” ale…

Zawsze jest jedno ale.
Zgadzam się, że podczas meczu GKS Bełchatów doszło do skandalu. Gazeta Wyborcza informuje o tym, że wisiały transparenty (teraz nastąpi dosłowny cytat z GW): „Nie płakałem po Wejchercie” i „Jebać ITI”. Wywiesili, choć w ogóle nie powinni zostać wpuszczeni na stadion. Kibole PGE GKS śpiewali: „Kto nie skacze, ten z Żydzewa”.

Link do artykułu w „GW”

Zgadzam się, że „jebać ITI” oraz antysemickie okrzyki przygłupów to skandal. Ale czy Gazeta Wyborcza ma prawo wpisywać w ten obraz skandalu banner „Nie płakałem po Wejhercie”. Przecież to nic innego jak nawiązanie do słynnego hasła promowanego przez Gazetę Wyborczą, czyli „Nie płakałem po papieżu”.

Oto link…

a tam takie zdanie autora, który nadesłał hasło na konkurs „Tiszert dla wolności”:
„Nad Wisłą jest jednak garstka spokojnych, żyjących na swój sposób godnie i przyzwoicie ludzi, którym papież był i jest obojętny, zarówno jako wzór moralny człowieka, jak i wzór Polaka”
Nie odbieram prawa do tego, bo sam znam takich ludzi. Czy jednak chłopaki z „GW” nie są w stanie uznać, że „Nad Wisłą jest garstka spokojnych, żyjących na swój sposób godnie i przyzwoicie ludzi, którym Wejhert był i jest obojętny, zarówno jako wzór moralny człowieka, jak i wzór Polaka”
Osobiście jestem za tym, żeby kibole dali spokój Wejhertowi i nie naruszali jego pamięci, ale w gorącym okresie po 2 kwietnia 2005 roku byłem za tym, żeby GW dała spokój Janowi Pawłowi II i nie szargała jego pamięci. W jednym i drugim przypadku chodzi o tolerancję dla poglądów innych ludzi.

Dlaczego ktoś miałby mieć monopol na ustalanie granicy tej tolerancji?

PS. Ja akurat jestem ekstremalnie nietolerancyjny i nie toleruję chamstwa na stadionach. Więc jeśli wpisze się tu jakiś kibol ze swoimi antysemickimi albo faszystowskimi hasłami, ze swoją nienawiścią, ze swoimi kompleksami wyciągniętymi z kieszeni w swoich dresach albo będzie pieprzył jakieś niesprawdzone farmazony na temat autorów tekstu (których w 95 procentów przypadków popieram), jego wpis zostanie automatycznie usunięty. Merytorycznie albo w ogóle proszę.

5 komentarzy

PaneLisa

Canal Plus organizuje okrągły stół polskiej piłki. Myślę, że niczego to nie zmieni i jest to jedynie reklama stacji telewizyjnej ale kto wie. Może się przyda. Może ktoś wpadnie na jakieś ciekawe pomysły, może ktoś kto ma taki pomysł przepchnie go w dyskusji. Nie wierzę w to ale zobaczymy.
Zaintrygowały mnie panele dyskusyjne. To dlatego, że jeden poprowadzi Tomasz Lis. Zastanawiam się jaki był powód zaproszenia Tomasza Lisa do moderowania panelu. Czy chodzi o podniesienie prestiżu debaty? O medialne nazwisko?
Tomasz Lis poprowadzi panel pod tytułem: „Bezpieczeństwo. Z rodziną na stadion”.

Nie ma znaczenia co poprowadzi. Liczy się to, że poprowadzi Lis. Człowiek, który do świata futbolu powinien mieć zakaz wstępu. Człowiek, który wpuścił na antenę TVP Dariusza Wdowczyka i postanowił go wybielić, przeprowadzając z nim skandaliczny wywiad. W TVP, za nasze pieniądze. Jednego z najbardziej zepsutych ludzi polskiej piłki. W imię czego? Starej znajomości? Wspólnych balang? Nie wiem.

Oglądałem go i nie wierzyłem, że te pytania zadaje słynny dziennikarz, niedoszły prezydent RP…
„Wygląda na to, że w 3. lidze nie awansowało się tylko dzięki grze?”, „Czy chce pan przeprosić?”, „Pan grał w kadrze, w Celticu, nie przyszło panu do głowy: ja się w tym g… babrał nie będę?”.

Wszystko było jakby ustalone, pół trudnego pytania, gdzie tam pół choćby ćwierć. Do Wdowczyka… Rozumiecie?
Dla mnie Lis stracił wiarygodność. Nie tylko w piłce ale jako dziennikarz w ogóle.

Każdy robi co chce, ale moim zdaniem Lis sam powinien mieć trochę przyzwoitości i odpuścić. A szefowie Canal Plus powinni mieć trochę przyzwoitości i go nie zapraszać. Ktoś kiedyś powiedział jednak pewną mądrą rzecz: „Nie szukaj przyzwoitości w świecie telewizji”.
A ja naiwny zawsze szukam.
W każdym razie jak dla mnie obecność Lisa dyskredytuje te obrady, zatrudnienie do panelu kogoś niewiarygodnego, podważa uczciwość zamiarów obradujących.
Oczywiście obejrzę te obrady, bo nie może być tak by z powodu jednej osoby całość trafił szlag. Jak pisałem na wstępie, nie wierzę że jest to coś więcej niż reklama stacji telewizyjnej, ale może ktoś coś zaproponuje. Może do głowy Grzegorza Laty przebije się jakaś myśl. Może powie: „O, o, to dobre”. Może nawet zapamięta i kiedyś wykorzysta. Może.

PS. A to mój wcześniejszy wpis na te,mat programu Lisa, robiony prawie na gorąco.

Dodaj komentarz

Rewolucja Ulatowskiego

Szkoda mi Bełchatowa, szkoda że przegrał z Legią. Przegrał bowiem zespół lepszy, ciekawszy, bardziej przyszłościowy. W starciu Rafała Ulatowskiego z Janem Urbanem zdecydowanie lepiej, mimo wyniku, wypadł ten pierwszy. Przegrał bitwę, zobaczymy jak pójdzie wojna. Zobaczymy jak to wszystko wyjdzie z perspektywy czasu.
Gra Bełchatowa przypomina grę zachodnich drużyn, nie byle jakich, takich na które lubimy patrzeć. Asystent Beenhakkera wie co to jest nowoczesny futbol, chociaż bez przesady, nie jest to jeszcze futbol, który rzuca na kolana. Ale jak na polskie realia… Piłka do przodu, krótko przetrzymywana, jest w nieustannym ruchu, są to pewne proste schematy. Przyjmujesz, podajesz, wystawiasz się. Banalne a jednak trzeba chcieć, żeby do tego doprowadzić. Podobało mi się. Arsenal w zwolnionym tempie. Powiedzmy.
Wyżej pewnego poziomu jednak wejść nie można. Bełchatów zawsze będzie tylko Bełchatowem, zawodnicy którzy tam grają zawsze będą tylko tymi zawodnikami. Można doprowadzić ich do pewnego poziomu ale granica tego poziomu jest widoczna.
Dalej można doprowadzić do jakiegoś poziomu styl zespołu, ale granica tego poziomu ograniczona jest przez umiejętności zawodników.
Mamy więc do czynienia z kwestią zawodników. Poziom polskiego zawodnika zawsze będzie ograniczony, bo jak mówi Ulatowski: „W Polsce piłkarze nie mają warunków do rozwoju”.
Wrzucę kawałek rozmowy, którą w czwartek przeprowadziłem (razem z Łukaszem Olkowiczem) z trenerem Bełchatowa. Ulatowski uważa, że piłkarze w Polsce powinni grać więcej meczów o stawkę, proponuje więc powołać dodatkowy puchar, sugeruje. Używa rozsądnych argumentów.

Ulatowski mówi: : W Polsce przygotowujemy się prawie tak samo długo jak gramy i to jest nieporozumienie. Piłkarze Widzewa Łódź, którzy są liderem w pierwszej lidze skończyli ligę 15 listopada a rozpoczynają 15 marca. To są 4 miesiące. Ekstraklasa kończy 12 grudnia a zaczyna w połowie marca. Później dojdą jeszcze dwa miesiące w czasie wakacji. Nie ma żadnych pucharów, nic… Gdzie tak jest na świecie? Zawodowy piłkarz od połowy grudnia do 8. sierpnia, przez 8 miesięcy zagra 13 meczów o stawkę. I co ja mam zrobić w połowie maja jak się skończy sezon? Rozładować akumulatory czy je ładować? System w Polsce nie pozwala piłkarzom się rozwijać. Złap kartkę, złap kontuzję… wypadasz w ogóle z gry.
Widzi pan jakieś wyjście z tej sytuacji na „już”?
– Powołać jakiś poważny puchar po zakończeniu ligi. Nie jedziemy na mistrzostwa świata, mamy czas…
Był Puchar Ekstraklasy, który obecny selekcjoner, Franciszek Smuda, nazwał Pucharem Pasztetowej…
– Zgadza się ale obecny selekcjoner grał wówczas z Lechem w europejskich pucharach i miał co robić. Jako jedyny. A reszta? Co mam zrobić z piłkarzem, który jest u mnie numerem 12 albo 15 i ma powiedzmy 25 lat. Gdzie on ma grać? Wrzucę go do młodej ekstraklasy to zaraz podniesie się larum że zabieram miejsce młodym zdolnym i ja się z tym zgodzę… dlatego wyjściem jest powołanie nowych rozgrywek, pucharu po lidze. Żebyśmy nie musieli kończyć w połowie maja gry tylko, powiedzmy, pod koniec czerwca. Zrobić miesięczne rozgrywki.
Nie było tak, że tylko Franciszek Smuda wyśmiewał Puchar Ekstraklasy. Podobnie mówiło wielu trenerów…
– Ale mnie kompletnie nie interesuje co mówią inni, mówię wam na przykładzie własnego podwórka. Gdybym był właścicielem klubu i chciałbym pana zatrudnić jako piłkarza w moim zespole, to proszę popatrzeć. Płacę panu w styczniu za to, że pan tylko trenuje, w lutym za to, że pan tylko trenuje, przez połowę maja za to, że pan tylko trenuje, czerwiec za to, że pan tylko trenuje, lipiec… no to za co ja płacę? Za to że pan trenuje? Przecież powinienem płacić za to, że reprezentuje pan klub w rozgrywkach. Uważam, że trzeba dać
szansę częstszego grania. A Puchar Ekstraklasy to było kapitalne doświadczenie. Odpadasz z Pucharu Polski i co dalej? Ktoś powie: „nie musisz odpadać, wygrywaj, będziesz miał cztery mecze więcej”. Ale to się tyczy tylko dwóch zespołów. Inni po kolei odpadają.
Musimy grać więcej o stawkę, żeby się rozwijać. Mecze towarzyskie ze Slavią Sofia czy Banikiem Ostrawa… dajcie spokój.

I tyle
Ciekawe, że Puchar Ekstraklasy, wielka szansa dla rezerwowych zawodników, był tak wyśmiewany. Rozumiem, że przez Smudę, któremu w danym momencie było to na rękę (to znaczy jego argumenty były głupie ale miał osobisty powód by dyskredytować ten Puchar). Nie rozumiem, że dyskredytowali go również dziennikarze sportowi.

Dodaj komentarz

Teraz to już rozstrzelać

Po dwumeczu z Levadią zastanawiałem się, co zrobić z Maciejem Skorżą. Dzisiaj, po porażce z Cracovią, ponawiam pytanie. To w związku z tym, że Skorża znalazł się na medialnym celowniku. Celownik zawsze ustawia się po spektakularnej klęsce, nihil novi, ale też nic złego. Życie po prostu.

A więc co?

„Zwolnić? Eksmitować? Wyrzucić z kraju? Wsadzić do więzienia? Rozstrzelać?” (pytanie z 23.07)

Zacytuję pewnego znanego rumuńskiego trenera, którego nazwisko padnie w dalszej części tekstu.

„Idealny układ jest taki, że menedżer powinien mieć pełną władzę i czas – wiele lat na zbudowanie drużyny. Tak jak jest w Anglii, na przykład z Fergusonem – przez 5 lat nic nie wygrywał, a później się zaczęło… Wtedy piłkarz nie kalkuluje i nie czeka na odejście trenera, bo ma świadomość, że jeśli nie będzie zapieprzał, to sam musi sobie szukać klubu.”

Nie podniecajmy się zbytnio przegraną Wisły. Cały czas prowadzi i nie widzę wielkich szans na to, by ktoś mógł wyrwać Wiśle tytuł. To nie tylko kwestia nazwisk ale i konkretnego stylu. Wtopy się zdarzają. Ostatnio Wiśle trochę często. W 5 meczach przegrała 3 razy, w tym z Lechem i z Legią. Liczy się jednak całokształt. Kto będzie pamiętał o tych porażkach na imprezie z okazji zdobycia trzeciego tytułu z rzędu?

Przykład Fergusona mnie przekonuje. Jeśli szef jest dobry, to trzeba dać mu czas. Niech realizuje swoją wizję. Jeśli jest mierny, trzeba go zmienić i znaleźć dobrego.

Sami to wiecie, każdy z was miał szefów dobrych i miernych. Takich, których chciałby zachować, i dziwnych ludzi, których najchętniej kopnęlibyście w dupę.

Skorża moim zdaniem jest tym dobrym. Swoją opinię buduję tylko na podstawie obserwacji. Sam nie mam żadnego kontaktu ze Skorżą, rozmawiałem z nim kilka razy w życiu (podobno trochę się usztywnił i teraz nie gada z prasą poza konferencjami).

Jeśli jednak pomachać białą chusteczką, to poproszę o nazwisko godne tego stanowiska. Jest w Polsce ktoś taki? Nie ma. W Polsce nie ma dzisiaj nikogo lepszego od Skorży. W tej chwili porównywalny „robi się” Rafał Ulatowski. Ale dopiero „robi się”. A więc zza granicy? Znam nawet jednego, który z przyjemnością przyjdzie pracować do Wisły Kraków i wielokrotnie to powtarzał.

To Dan Petrescu.

Jesteście na to gotowi? Ja tak.

A piłkarze? Nie sądzę.

A czy inny trener z zachodu będzie odpowiadał mentalności piłkarzy z Krakowa? Żeby się nie narobić a zarobić? Tej mentalności, która przy odpowiednim talencie wciąż wystarczy na wygranie naszej ligi…

PS. „GW” na pierwszej stronie w necie: Już siódmy trener zwolniony z ekstraklasy, w jego miejsce…

teraz trzeba kliknąć. Myślę cicho, coraz głośniej: Marcin Sasal, Marcin Sasal, Marcin Sasal.

Klikam.

Marcin Sasal nowym trenerem Korony. Spadochroniarz (ćwiczy szybkość i wytrzymałość ze spadochronami)

To jest właśnie siła sugestii, czary mary, nie do wiary!

Cieszę się z tej zmiany, bo nie jest tak, że bronię wszystkich trenerów, bronię tylko tych, których styl mi się podoba, którzy grają ofensywnie, nowocześnie albo moim zdaniem mogą tak grać w przyszłości (stąd obrona Urbana, chociaż wiem że ryzykowna). Wskoczyć na karuzelę trenerską i się na niej utrzymać, to jest sztuka. Marek Motyka długo się utrzymywał. Bez znajomości chłopaków z dużej stacji telewizyjnej byłoby to niemożliwe. Marek Motyka to fajny facet, jego charyzma i umiejętności idealnie starczą na stanowisko asystenta znanego trenera. Ale to się nigdy nie zdarzy. Następny przystanek… niech pomyślę, nie wiem, palec krąży po mapie, zamykam oczy, bach – stawiam na Zagłębie Lubin.

22 komentarze

Jestem przeciw a nawet za

Trwa wielka walka w obronie firm bukmacherskich (przed tak zwaną ustawą hazardową) na stronach sportowych i w gazetach związanych z tymi firmami. Nie ma w tym nic poza biznesem. Czystym biznesem. Ktoś daje forsę na funkcjonowanie strony internetowej, jest naturalnym reklamodawcą, więc trzeba go bronić. To samo z gazetami. Choćby miał na sumienie wyrżnięcie całej wsi. Ważne, że daje forsę.

Andrzej Grygierczyk w katowickim Sporcie napisał bardziej dyplomatycznie: „Może ten lament był trochę na pokaz, ale faktem jest, że zaangażowanie firm bukmacherskich w polski sport oblicza się na ogółem 50 milionów złotych. No, naprawdę nie ma czym gardzić, nawet jeśli przyjęlibyśmy mocno teoretyczne założenie, że ten internetowy biznes brzydko pachnie.”

A tam od razu brzydko pachnie 🙂

Co zmienia z punktu widzenia sportu ustawa hazardowa? Tyle, że firmy organizujące zakłady wzajemne (czyli takie zwykłe – ja zakładam się z kimś, w tym przypadku z „panem bukiem”) muszą płacić cholernie wysoki podatek, 50 procent, generalnie niespotykany w cywilizowanych krajach. Grożą więc, że się z Polski wycofają.

Argument  podstawowy dziennikarzy sportowych – firmy bukmacherskie sponsorują wielkie kluby, kadrę i tak dalej. No i co z tego? Kogo to obchodzi? Producenci papierosów sponsorowali Formułę 1 ale już nie mogą. I co? Formuła 1 się rozleciała? Nie, nawet się rozwinęła, chociaż nie ma żadnej zależności między wycofaniem się ze sponsoringu producentów rakotworów i wzrostem popularności F1. Piłkę nożną firmy sponsorowały będą bo jest to świetny biznes. Szczególnie w czasach telewizyjnych.

Osobiście jestem przeciwnikiem hazardu, bo uważam że niszczy życie zbyt wielu głupich ludzi. Poza tym wiadomo, bez zakładów bukmacherskich nie byłoby korupcji na tak szeroko zakrojoną skalę. Kolesie sprzedają mecze nie tylko dlatego, że mogą na tym bezpośrednio zarobić ale dlatego, że ich znajomy spod czeskiej granicy jedzie przed meczem i obstawia jak trzeba. Bez zakładów bukmacherskich nie byłoby tego procederu.

Dlatego argumenty sprzedajnych obrońców firm bukmacherskich i ich przedstawicieli mnie nie przekonują. Nie przekonuje mnie też infantylny argument (chcę wierzyć, że autor użył go humorystycznie), że szkodliwy dla społeczeństwa jest też hamburger i napoje gazowane. Z powodu hamburgerów ludzie nie skaczą z okien.

Hamburgery nie niszczą całych rodzin.

Jestem jednak przeciwnikiem hazardu tylko we własnym zakresie. Sprzeciwiam się temu, bym poszedł do bukmachera albo obstawił przez Internet. Stosuję ten zakaz do siebie samego, gdyż nie chcę być jednym z głupich ludzi, którzy rujnują sobie życie. A nie wiem czy byłbym na tyle silny, żeby rzucić nałóg.

Argumentem jaki do mnie przemawia, ale przemawia zdecydowanie i skutecznie, jest  więc wolność wyboru. Nie chcę, żeby kolejny inżynier społeczny narzucał mi swoją wolę. Chcę sam zdecydować  czy obstawić u bukmachera czy nie. Ok, ja tego nie robię. Ale wiem, że ludzie robią, że mają z tego jakąś rozrywkę, podnoszą sobie ciśnienie.

Wolność wyboru, zdecydowanie. Jeśli są jasno określone reguły, jeśli państwo ma z tego dodatkowo korzyści, to czemu nie? Jeśli ma nas jednak rąbać jakiś pacjent zarejestrowany na Malcie albo na Cyprze, to zdecydowanie jest to nieopłacalne. Niech płacą u nas albo spieprzają. Generalnie powinni być na tych samych zasadach co inne firmy mające przedstawicielstwa w Polsce. Nie więcej, nie mniej.

Jestem za tym, tak samo jak za legalizacją narkotyków, prostytucji i czego tam jeszcze sobie chcecie. Jestem za tym, żeby przedstawiciel firmy bukmacherskiej był postrzegany tak samo jak dealer narkotyków czy alfons bo jest to dokładnie ta sama branża – konkretnie branża rozrywkowa. I żeby nie było w tym nic złego.

– Witam panie Jurku, co tam ciekawego?

– Witam, szanowny księże biskupie, nie jest dobrze, wczoraj miałem tylko piętnastu klientów, dziewczyny całą noc oglądały telewizję. I tak dobrze, że przyszedł jakiś zboczeniec i wziął trzy naraz, bo inaczej byłbym na pograniczu nieopłacalności.

– No tak, posucha w mieście. Pan Krzysiek sprzedał wczoraj tylko 15 gramów koki i 20 skrętów. Wie pan, dzisiejsza młodzież ma teraz inne rozrywki, telewizja, gry komputerowe… Szkoda pana Krzyśka, zacny obywatel. Ale za to pan Leszek mówi, że dobrze biznes się kręci, bo ludzie obstawiają przez Internet i on akurat został przedstawicielem firmy bukmacherskiej. Wstrzelił się w rynek, taki to pożyje. No, lecę, moje uszanowanie. Cieszę się, że pana spotkałem, nie ma to jak spotkać szanowanego alfonsa.

– Też się cieszę, do zobaczenia.

Tak właśnie, legalizować wszystko. Niech producent koki sponsoruje klub piłkarski, a co. Jesteś pełnoletni, decydujesz sam. Umiesz się kontrolować, ok., nie umiesz, masz problem. Ziemia kręci się bez względu na to ile osób ją zamieszkuje. Oby tylko drugi człowiek nie doznał przez jakiegoś debila uszczerbku na zdrowiu. To jedyne na co, w miarę moich skromnych możliwości, nie wyrażam zgody.

29 komentarzy

Older Posts »