Żegnaj Korzeń. I nie wracaj

Robert Korzeniowski poszuka nowych wyzwań. Ludzie tacy jak on, żeby się rozwijać muszą działać etapami. Tak mówi. Nie widzę sprzeciwu. Więc ja się sprzeciwiam. Na tyle na ile pozwalają mi skromne możliwości mojego bloga.

Całe więc szczęście. Niech rozwija się pan Korzeniowski, niech idzie mu jak najlepiej. Gdziekolwiek z dala od życia publicznego, z dala od sportu, od telewizji.

Szczerze mówiąc, gdybym był prywatnym przedsiębiorcą, chciałbym żeby pan Robert Korzeniowski zaangażował się w tej branży, w której bym działał. Wiadomo, że jeśli wejdzie jeden konkurent, nie wejdzie jakiś inny. A pan Korzeniowski jest rywalem idealnym.

Proszę zauważyć, że czas Korzeniowskiego to czas największych triumfów… Polsatu Sport i mniejszych triumfów innych stacji.

W swoim felietonie dla „GW” szef sportu w Polsacie, pan Marian Kmita (czytałem kilka jego felietonów i zapewniam, że zdecydowanie nie jest to mój faworyt) wysuwa ciężkie oskarżenie. Mianowicie takie, że Korzeniowski blokował wszystkie możliwe informacje na temat siatkówki. Jednej ze sztandarowych dyscyplin Polsatu.

Bo tak właśnie konkurencję wyobraża sobie Robert Korzeniowski, tak wyobraża sobie walkę z konkurentem.

A konkurenci wyobrażają sobie tę walkę inaczej. To konkurenci, tacy jak Canal Plus, Polsat czy nSport, ewentualnie Eurosport  mają najważniejsze seryjne rozgrywki piłkarskie: ligę polską, ligę mistrzów, najlepsze ligi zagraniczne. A oprócz piłki mają na przykład siatkówkę (najpopularniejszy poza piłką sport), Formułę 1 (z Kubicą), NBA (z Gortatem), najważniejsze na świecie turnieje tenisowe (z Agnieszką Radwańską).

Telewizja, którą stworzył pan Korzeniowski nie „obstawia” dzisiaj na stałe żadnego liczącego się sportowca „celebryty”, którego ludzie wyglądają na ekranie.

Przez pięć lat Korzeniowski przegrywał wszystko co się dało, chociaż TVP wyłożyła kasę na kilka wielkich imprez i to się chwali.

Przyznaję, że nie jestem fanem Polsatu, w ogóle nie lubię tzw. mediów w stylu „pop”. Nie lubię telewizji dla gospodyń domowych z Krzysztofem Ibiszem w roli gospodarza gali bokserskiej (chociaż boks to nie jest sport, albo inaczej – quasisport dla ludzi o niskich wymaganiach, to jednak było to jedno z najbardziej medialnie rozbuchanych widowisk, za co chwała Polsatowi)

Jest jednak takie słowo jak skuteczność. Liczba kluczowych imprez i oglądalność, gdzie Polsat miażdży konkurencję.

Poza tym, że czasem irytuję się słuchając niektórych komentatorów, to trzeba przyznać, że to Polsat potrafił wykształcić najlepszych polskich komentatorów, jak np. Mateusz Borek, Bożydar Iwanow, Przemek Pełka czy Czarek Kowalski (słyszałem, że dziewczyny kochają go za jego głos w stylu Barry’ego White’a, ale niestety nie udało mi się nigdzie potwierdzić  tej informacji, więc funkcjonuje jako pewien mit, jakaś legenda).

To Polsat Sport wprowadza jakieś nowe standardy, nawet jeśli czasem są to standardy dla gospodyń wiejskich i nawet jeśli mam spore (nawet bardzo) zastrzeżenia do bezstronności niektórych pracujących tam osób. To jednak oni mają jakieś pomysły. Pomysły, których nie ma w skostniałej, bezpłciowej, nieprzystającej do dzisiejszych realiów  TVP. Być może taki musi być dzisiaj sport, taki jakim pokazuje go Polsat. TVP Sport mogłoby stanowić ciekawą alternatywę, coś dla widzów bardziej wymagających. Coś czego na pewno potrzeba a czego nie zapewni Polsat. Z dobrymi programami publicystycznymi, ciekawymi dyskusjami, profesjonalnie zrealizowanymi programami historycznymi, bo przecież nikt nie ma tak doskonałych archiwów, z tego samego powodu ze znakomitymi dokumentami sportowymi…

Tego nie ma, bo TVP na szefa sportu zatrudniła faceta, który zdobywał medale olimpijskie w najbardziej absurdalnym z istniejących sportów. Sportowca, rozumiecie? Zamiast dziennikarza zatrudnili sportowca. Chwilę po jego nominacji przytomny komentator „Rzeczpospolitej” zaproponował, żeby szefem TVP do spraw skoków narciarskich uczynić Adama Małysza.

Canal Plus, Polsat, Sport wypromowały nowe twarze, nowych ekspertów, te stacje wyszły z założenia, że Telewizyjny spec musi widza zainteresować. Oczywiście zdarzają się „megawtopy” jak właściwie wszyscy eks-piłkarze z Canal Plus, Wieszczycki, Węgrzyn, Mielcarski (zastanawiam się jakim kluczem posługują się chłopaki z CPlus), ale to są tylko wtopy.

TVP ma za to swojego największego speca w osobie Jerzego Engela.

Podobnie jest z komentatorami. Czy TVP wypromowała jednego komentatora w ciągu ostatnich 5 lat?

TVP nie mogła stanowić poważnej konkurencji. Zaczęło się od tego, że Korzeniowski podpromował swój program „Na rynek marsz” (gdzie głównym sponsorem była firma, która płaciła mu wielkie gaże za reklamę a w zamian jej logo pojawiało się w godzinach dobrej oglądalności… macie jakieś wątpliwości?).

Tak jakby kogoś w Polsce, na świecie czy w ogóle gdziekolwiek interesował chód sportowy. Widzieliście kiedyś chodziarza na ulicach waszego miasta? Pewnie, że nie. A przecież widzicie codziennie chłopaków grających w piłkę czy w kosza, są regularnie organizowane turnieje szachowe dla dzieci, sale masowo wynajmuje się na siatkówkę, regularnie ulicą przemyka ktoś ścigający się na rowerze. Prawda jest taka, że chód sportowy jest sportem na poziomie rzutu cegłą na czas. Czy gdyby rzut cegłą na czas był w programie Igrzysk i pan Mietek z gazowni zdobyłby cztery medale olimpijskie, to uczynilibyście go szefem sportu w TVP? Kilka lat temu ktoś uczynił.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: