Producent

Wrzucam kawałek o gościu, który nazywa się Krzysztof Dowhań, jest trenerem bramkarzy w warszawskiej Legii i którego zna każdy szanujący się kibic piłki. Kawałek ten, skromny i spokojny jak jego bohater, napisałem jakiś czas temu i jest on w 100 procentach pozytywny. Wiadomo dlaczego. Myślę, że jest na czasie, bo Dowhań ma kolejnego wychowanka, który może wyjechać z Polski i zrobić karierę – Janka Muchę. Przyznaję, że na początku nie wierzyłem w Muchę. Nazywałem go nawet bramkarzem podwórkowym. Tak jak zaznaczyłem, to było na początku, gdy przyszedł do Legii i kilka razy zmienił znakomitego Łukasza Fabiańskiego. Nie sądzę bym wtedy się mylił ale z perspektywy czasu przegrałem i poddaję się. Myślę, że to sprawa Dowhania, naszego narodowego skarbu. Oto krótki tekst, który ukazał się jakiś czas temu w „Magazynie Sportowym”.

Producent

Gdyby był bardziej przebojowy, dzisiaj pracowałby w Arsenalu Londyn. Krzysztof Dowhań – producent towaru na eksport. Trener bramkarzy Legii Warszawa wychował kilku bramkarzy europejskiej klasy, w tym Artura Boruca i Łukasza Fabiańskiego. Pracuje nad kolejnymi. Jego najnowszym „produktem” jest Jan Mucha, zdecydowany numer polskiej ekstraklasy.
– Nie znam tego faceta, ale jego bramkarze przemawiają za nim. Co ciekawe, wszyscy, których szkolił, mają swój styl. Nie widać, że wyszli spod ręki tego samego faceta. Jeśli mają jakąś wspólną cechę, to osobowość i mentalność zwycięzcy – mówi Frans Hoek, były trener bramkarzy w reprezentacji Polski, wychowawca takich asów jak Edwin Van der Sar, Pepe Reina czy Victor Valdes.
Bramkarz, którzy skorzystali na pracy z Dowhaniem są na razie nieco mniej znani, ale to zdecydowana czołówka: Boruc, Fabiański, Kowalewski, Malarz, Liberda, Wojdyga, w końcu Mucha. Dlatego na dzień dzisiejszy Dowhań jest absolutnym numerem 1 w Polsce.
Na czym polega tajemnica jego sukcesu?
– To bezkonfliktowy facet i to jest chyba podstawa. Nigdy nie byłem łatwym człowiekiem we współpracy, ale z Dowhaniem dogadywałem się bez problemu – mówi Kowalewski.
– Podobnie było ze mną. Nigdy nie mieliśmy nawet jednej sprzeczki, co jest jego sporym osiągnięciem – śmieje się Maciej Szczęsny.
– Rzeczywiście, potrafię dogadać się z ludźmi. Na studiach zawsze byłem dobry z psychologii – przyznaje trener Legii.
Podejście do człowieka to jedno, piłkarze podkreślają, że najważniejsze są fascynujące zajęcia.
– Przede wszystkim cały czas wymyśla coś nowego. Nie sądziłem, że czymś mnie zaskoczy. Podobało mi się to, że nigdy nie uważał, że zjadł wszystkie rozumy. Uczyliśmy się od siebie nawzajem. To była symbioza. Bardzo mi to pomagało – przyznaje Maciej Szczęsny, który spotkał Dowhania w Polonii, gdy miał 33 lata.
– Największy komplement jaki na temat mojej pracy w życiu usłyszałem, padł właśnie z ust Maćka. Facet w tym wieku powiedział mi, że nie przypuszczał, że tak wiele może się jeszcze nauczyć – mówi Dowhań.
– Bramkarz to specyficzny człowiek, cały czas musi mieć coś nowego. Nie mogę ich zanudzić – dodaje.

Po kilku dniach obserwacji treningów Dowhania można dojść do wniosku, że jego bramkarze w ogóle się nie męczą.
– Może bez przesady, nie jest aż tak lekko. Ale jestem przeciwnikiem katowania bramkarza. Kiedyś była taka teoria, że jeśli bramkarz zejdzie z zajęć o własnych siłach, to znaczy że zajęcia były słabe. Ja nigdy nie wyznawałem tej zasady – mówi Dowhań.
– Staram się być elastyczny. Pamiętam, że na swoje pierwsze zajęcia przychodziłem z konspektem i jeśli coś się nie zgadzało, było jakieś opóźnienie, bardzo się denerwowałem. Z czasem nauczyłem się, by zajęcia traktować na większym luzie. Mówią, że rutyna jest zgubna. Może i tak, ale mi pomaga – wyjaśnia.

Jaki więc powinien być dobry bramkarz według Dowhania? – Przede wszystkim skuteczny. Nie musi robić żadnych zbędnych parad. Najlepiej, gdyby był taki jak Sepp Maier (legendarny niemiecki bramkarz – red.). Skuteczny aż do bólu – twierdzi.
Najlepszym przykładem tej filozofii jest chyba Słowak Jan Mucha. Bramkarz Legii, za którego kilka lat temu nikt nie dałby złamanego grosza. Przeciętny bramkarz, jeden z wielu, który dzięki treningom u Dowhania osiągnął status ligowej supergwiazdy.
Sam Dowhań nigdy nie był wybitnym bramkarzem. Miał ambicje i technikę, to wszystko.
– Był bardzo poprawny technicznie, ale nie miał szans na karierę. Był za niski – uważa Rudolf Kapera, przez Dowhania nazywany mentorem.
Był na tyle dobry, że zdołał przejść z warszawskiego Sarmaty do Gwardii, a później do Polonii, która grywała w niższych ligach. I to był szczyt możliwości.
– Może i osiągnąłbym więcej, gdybym urósł wyższy, kto wie. A tak, możemy mówić co najwyżej o przygodzie, na pewno nie o karierze. Zresztą, moi rodzice byli niscy, więc od początku byłem skreślony – mówi. Ćwiczenia wymyślał sobie sam.
– Nie mieliśmy trenera bramkarzy, zajęcia prowadził asystent. Coś tam od każdego podpatrzyłem, a tak zawsze starałem się coś własnego zorganizować – mówi.
Po zakończeniu „przygody” postanowił wycofać się z futbolu.
– Zawsze sobie powtarzałem, że trenerem nigdy nie będę. Kompletnie mnie to nie interesowało. Gdy skończyłem grać chciałem założyć własny biznes, ale nie wyszło. Trzy miesiące wytrzymałem. Po prostu nie jestem do tego stworzony – mówi. Zaczął pracę w Polonii u Rudolfa Kapery. Na jego szczęście trener bramkarzy nie musi być wysoki. Początki były obiecujące, ale…
– Nie oszukujmy się, nie urodził się wybitny. Szczerze mówiąc w ogóle nie przypuszczałem, że zrobi aż tak dużą karierę – przyznaje Kapera.
Wyróżniało go to, że chce się uczyć.
– Cały czas szukał czegoś nowego, miał wielkie parcie na rozwój. Po treningach sporo czasu analizował, przepytywał mnie. Cały czas chciał być lepszy. Cholernie ambitny facet – przyznaje Kapera. Dzisiaj to młodzi pytają jego, podczas kursów prowadzonych przez PZPN i na różnych AWF-ach. Sam Kapera też przyznaje, że od czasu do czasu dzwoni do Dowhania.
Gdyby miał porównać swoje metody do najlepszych specjalistów z kontynentu, miałby poważny problem, bo… – zawsze obiecuję sobie, że w końcu pojadę na staż do jakiegoś klubu, ale nigdy mi się nie udało.
Teraz na pewno się uda – zapewnia.

Gdyby był bardziej zdecydowany na stałe mieszkałby w stolicy Anglii, jako pracownik Arsenalu.
– Zgadza się, miałem ofertę. Zaproponowano mi stanowisko w akademii młodzieżowej. To było wtedy gdy Łukasz Fabiański trafił do Londynu. Kto wie, gdzie byłbym dzisiaj? Ale nie ma o czym mówić. W Legii było mi
dobrze, miałem ważny kontrakt i nie byłem w stanie podjąć decyzji od ręki – mówi Dowhań, jeden z niewielu polskich specjalistów, którymi moglibyśmy chwalić się na zachodzie.

– Zawodowiec. Myślę, że nie miałby problemów by pracować w najlepszych klubach Europy. Sam czasem zastanawiam się, jak bym dzisiaj bronił, gdybym pracował z nim dłużej… – przyznaje Kowalewski.

Reklamy

17 Komentarzy »

  1. Łuko said

    Marku, kiedy zamieścisz Wielki Ranking Polskich Trenerów? Z przecieków wiem, że nastąpiło w nim wiele przetasowań, będzie wiele niespodzianek, rozczarowań. Z niecierpliwością czekam, zresztą sądzę, że nie tylko ja, na WRPT!
    Mam nadzieję, że ostatnio zdobyta wiedza, który z ligowych trenerów zagląda na tego bloga, nie wpłynie na wyniki

  2. Wilkowicz said

    To jak już Łuko nie na temat, to ja też. Czy ktoś mógłby mi wyjaśnić, co robi Kaka w finałowej dziesiątce plebiscytu France Football? WTF? To jak Oscar dla Wajdy, czy coś? Wyróżnienie za transfer? Czy sponsorzy przysyłają wskazówki jak głosować? Jak tyle wystarczyło w 2009, żeby być w 10, to na którym miejscu powinni być np. Dżeko i Arszawin? Bo FF wyszło że na 13 i, 21., a przed Arszawinem jest np. Thierry Henry. Super. Głosowali niewidomi?

  3. vegetable78 said

    Kaka jest genialny, widziałem w niedzielę. W ciemno powinien być zawsze w pierwszej dziesiątce.

    • Wilkowicz said

      Arszawin jest genialny, widziałem w kilka sobót

  4. vegetable78 said

    no wiem, jestem jego wielkim fanem i nie śmiałbym tego negować. Nawet ma tu specjalną zakładkę 🙂 Kaka ma większy wpływ na zespół, tak myślę. Sprawa jest dyskusyjna. Ważne są też okoliczności, wielki transfer, który wyznacza wartość zawodnika, największy transfer, który nie doszedł do skutku… itd. Jego Milan nic wielkiego nie zdobył (poza awansem do Ligi Mistrzów) ale jednak sam zawodnik za zespół do końca nie odpowiada. Zobacz na jego statystykę ofensywnego pomocnika, jest niezwykła. Myślę, że nie można liczyć wartości zawodnika samymi trofeami. Nie każdy w tym sezonie mógł grać w Barcelonie.

  5. lolon said

    kurwa Valdes, a nie Valdez :/

    • vegetable78 said

      no jasne, że tak. Za każdym razem jak mam napisać jego nazwisko, to robię to po czym myślę: „kurwa, Valdez nie Valdes”. No i piszę źle 🙂

  6. wilkowicz said

    Arszawin jest ofiarą jednego z durniejszych przepisów futbolu: kto zagrał w jakiejś drużynie w pucharze, ten w tym samym sezonie nie może zagrać w innej. Bo jakby mógł wiosną pomóc tym dzieciakom w meczach z Manchesterem w LM, to może ho ho, albo i ho ho ho. A Kaka… no cóż. Świetny piłkarz, ale czy akurat w sezonie 2008-2009? Takim samym przypadkiem jest Ibrahimović… Geniusz, ale wielu lepszych od niego w ostatnim roku jest za nim. Zresztą, nikt już chyba tych plebiscytów poważnie nie traktuje.

  7. vegetable78 said

    Zlatan został mistrzem Włoch, królem strzelców Serie A, przeszedł do Barcelony, znakomicie się wpasowuje (chociaż ma jeszcze spory problem z grą „przyjął – podał – się wystawił”, za długo trzyma piłkę) jest jej najlepszym strzelcem w lidze. Czego chcieć więcej? Nie zawsze twój zespół wygrywa. CZasem jesteś najlepszy ale brakuje ci… odpowiednich kolegów. Kaka to podobny przypadek. Statystycznie wyszedł znakomicie, zrobił wielki transfer, idealnie się zgrał. W starym zespole nie był w stanie więcej osiągnąć, bo koledzy byli za słabi. On sam i tak odpowiada głową za kolegów, bo grając powiedzmy w Chelsea albo Man Utd byłby pewnie w pierwszej trójce.
    PS. I nie lekceważyłbym tego plebiscytu jednak.

  8. Sebek said

    ” Pamiętasz jak powiedziałem, że jeszcze to wyplujesz, co mówiłeś o Janku 😀 ?
    “Bramkarz podwórkowy, numer trzy, może dwa w naszej ekstraklasie” …

    Szkoda tylko, że Cieciak i Miklas nie potrafią zaproponować prawdziwej gwieździe prawdziwie gwiazdorskiej gazy… 😦 „

    • vegetable78 said

      nie pamiętam 🙂

      • wilkowicz said

        Ja Ciebie Marek miałem za rewolucjonistę, a tu widzę po wpisach o Kace i Zlatanie, że Ty bastionem reakcji jesteś;) Jak ktoś ma talent i głośne nazwisko, to dawaj go, do dziesiątki. Ja się dziwię, czemu Zidane’a nie ma.

      • Sebek said

        ha, ha dobrze, że ja pamiętam! 😀
        W Mijas to było, po sparingu chyba z Brann Bergen (choć już nie pamiętam dokładnie) 😛

      • vegetable78 said

        Sebastian, pamiętam, dlatego na początku napisałem, że nazywałem go bramkarzem podwórkowym. Uważam, że miałem do tego podstawy. Widziałem kilku światowych bramkarzy w akcji, widziałem na przykład Kahna i Lehmana na wspólnym treningu (masakra) podczas zgrupowania Niemców w Genewie i to były zupełnie inne ruchy, inna szybkość, inna reakcja. W skrócie: Inna Planeta. Planeta Małp. Myślę, że właśnie Dowhań wydobył w Musze wszystko co najlepsze, bo gdy był zmiennikiem (Mucha) Fabiańskiego, nie wyglądało to przyszłościowo, trochę jak w lidze szóstek. Miałem cholerne przeczucie, że będę musiał przyznać wam rację, nawet wtedy w Mijas trochę się uginałem. Dzisiaj chylę czoła przed Jankiem bramkarzem. Chociaż wciąż jest lata świetlne od tego co widziałem pewnego pięknego słonecznego dnia w Szwajcarii.

      • Sebek said

        No ja nie widziałem ani Kahna ani Lehmana, wiec wydaje mi się, że nie mam prawa ich porównywać. Ale Twoim zdaniem Muchę i tych Niemców dzielą wciąż „lata świetlne”?

        Ciekawi mnie natomiast inna sprawa. Z tego co pamiętam Fabiańskiego w lidze, i z tego co widzę co prezentuje Mucha obecnie wydaje mi się, że lepszy (mówie o czasie gry w Legii) jest Muszkin. Nie wiem jakie zdanie ma na ten temat Dowhań, ale sądzę, że w Arsenalu też dałby sobie Jano radę 😀 .

        Przyznam jednak, że faktycznie to chyba zasługa w większym stopniu Dowhania i pracowitości Muchy, niż talentu, że z takiej muchy, stał się Jano taaaaaką Mucha 🙂 🙂

  9. vegetable78 said

    Paweł
    Zidane nie został królem strzelców Serie A w sezonie 2008/09, pewnie dlatego 🙂
    nie chodzi tylko o talent i dobrą grę na przełomie lat. Kaka grał bardzo dobrze w tym sezonie. W lidze strzelił 16 bramek w 31 meczach, musisz przyznać że dość dobrze jak na ofensywnego pomocnika. A o Zlatanie pisałem.
    Obaj przeszli do dwóch najlepszych obecnie klubów świata, obaj grają w nich bardzo dobrze. Zauważ, że żaden z nich nie został wybrany najlepszym piłkarzem świata, żaden nie był nawet w piątce. Ale w dziesiątce to już nie problem. Gdyby Kaka albo Ibrahimović byli wyżej od Xaviego to na pewno podzieliłbym twoje zdanie. Rewolucja to jedno ale rozsądek zawsze musi brać górę. Czyli rewolucja musi być przeprowadzona z zachowaniem rozsądku 🙂 o ile to możliwe.

    • Omar said

      „Obaj przeszli do dwóch najlepszych obecnie klubów świata, obaj grają w nich bardzo dobrze.” Tu bym z Realem nie przesadzał. Nie zobaczyłem w ich wydaniu nic, co pozwoliłoby mi stwierdzić, że są w tym momencie lepsi niż Chelsea i ManU.

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: