Pechowe Słonie

Cholerne losowanie. Od kilku lat coraz głośniej zadaje się pytanie: „Czy afrykański zespół stać na mistrzostwo świata w piłce nożnej?” Moim zdaniem bardziej zasadne byłoby pytanie – czy stać go na miejsce w półfinale. Tak, na pewno. Tylko jedną drużynę – Wybrzeże Kości Słoniowej. „Słonie” (co za przydomek) drugi raz z rzędu trafiają jednak na grupę śmierci. W 2002 roku trener Argentyńczyków Marcelo Bielsa, pytany o to jak ocenia szanse swojej drużyny na tytuł odpowiedział: „Zdobędziemy mistrzostwo świata… o ile wyjdziemy z grupy”. To była grupa F, z Anglią, Szwecją i Nigerią. Nie wyszli. Od tego czasu przekleństwo Bielsy prześladuje dzielne Słonie (co za przydomek) z WKS. A przecież tym razem naprawdę było to łatwe losowanie… gdziekolwiek indziej byliby pewniakami do wyjścia z grupy.
W Afryce są wybitni piłkarze, ale jak do tej pory nie udało się stworzyć zespołu narodowego, który mógłby odnosić sukcesy w konfrontacji z najlepszymi reprezentacjami świata. I tu pojawiają się dzielne Słonie (co za przydomek). Jeszcze nigdy na „Czarnym Lądzie” nie było bowiem zespołu, w którym zebrałoby się aż tak wielu graczy światowego formatu.

Piłkarze Wybrzeża Kości Słoniowej zawsze podkreślają, że w piłkę grają z wyższych pobudek. Ich marzeniem jest zachowanie pokoju w kraju, który niedawno otrząsnął się z wojny domowej.
Podczas ostatniego Pucharu Narodów Afryki Salomon Kalou powiedział nawet tak: – Jeśli przywieziemy do kraju puchar, zwiększymy szansę na utrzymanie pokoju. Wybrzeże Kości Słoniowej to piękny i wspaniały kraj, który nie zasługuje na podziały.
Co więc zadecydowało o tym, że WKS nie zdobył Pucharu Narodów Afryki? Pewnie to samo co zwykle. Pewnie to co niszczył polską piłkę w latach 90–tych. Chlanie i zabawa. Ale wróćmy do dzielnych Słoni (co za przydomek), najlepszej drużyny w historii Afryki, bez względu na to czy PNA zdobyła czy nie.
Można oczywiśie sprzeczać się, czy Wybrzeże Kości Słoniowej jest mocniejsze niż Nigeria lat 90–tych, w której zachwycali Jay–Jay Okocha, Daniel Amokachi, Emmanuel Amunike czy Nwankwo Kanu. Ale to w kadrze „Słoni” grają dzisiaj dwaj piłkarze Chelsea Londyn, trzech z Sevilli, po jednym z Arenalu, Manchesteru City, Barcelony. Są przedstawiciele wszystkich najsilniejszych lig świata. nie jakieś „ogórki”, nie jacyś rezerwowi. To zespół, który niemal nie posiada słabych punktów.
Prześledźmy podstawową jedenastkę razem z wyceną wg. transfermarkt.de (trzeba przyznać, że stają się coraz bardziej wiarygodni)
Boubacar Barry (Lokeren, 2,5 mln) – Emmanuel Eboue (Arsenal, 7 mln), Kolo Toure (Manchester City, 21 mln), Abndoulaye Meite (West Bromwich Albion, 3,2 mln), Siaka Tiene (Valenciennes, 2,5 mln) – Salomon Kalou (Chelsea, 15 mln), Didier Zokora (Sevilla, 12 mln), Yaya Toure (Barcelona, 25 mln), Romaric (Sevilla, 11 mln), Bakary Kone (Marsylia, 8,5 mln) – Didier Drogba (Chelsea, 35 mln)
Wartość wyjściowej jedenastki to 142,7 mln euro. Oczywiście nie jest to porównywalne z Portugalią i Brazylią (to jest problem, bo z grupy wychodzą tylko dwa zespoły) ale trzeba przyznać, że jest to sukces jak na ten nowy na mapie piłkarskiej kraj.
WKS stać więc na półfinał mistrzostw świata, ale raczej nie stać na awans do II rundy.
Wątpliwe by inne zespoły z Afryki mogly dotrzeć do finałowej czwórki. Nie wierzę, by FIFA była w stanie aż tak bardzo wyholować za uszy jakikolwiek inny zespół, tak jak było to choćby w przypadku Korei Południowej w 2002 roku… RPA szans na wyjście z grupy nie ma, chyba że jakiś sędzia bardzo się nagimnastykuje. Oczywiście Nigeria, Kamerun czy Ghana mają szansę „coś zdziałać” ale żadna z tych drużyn nie jest w tej chwili porównywalna ze Słoniami (co za przydomek)
WKS już trzy lata temu roku mieli prawo myśleć, że jadą po medal ostatnich Mistrzostw Świata w Niemczech. Nie udało się, ale zawodnikom z Afryki trzeba przyznać, że trafili do najcięższej grupy turnieju – z Argentyną, Holandią i Serbią. Trzy punkty, które zdobyli w meczu z Serbią, mimo iż przegrywali 0:2, były zapowiedzią przyszłej potęgi (jeszcze będzie to potęga, nie mam wątpliwości).
– Zabrakło doświadczenia. My byliśmy niewiele znaczącą drużyną. Z Argentyną nie graliśmy gorzej, po prostu futbol ma to do siebie, że wielkie potęgi wykorzystują nawet najmniejsze błędy małych zespołów, takich jak nasz – zanalizował wtedy problem Didier Drogba.
Dzieło Henri Michela kontynuował Uli Stielke, po nim w końcu Vahid Halilhodźić. Efekt ich pracy jest taki, że WKS gra piłkę szalenie ofensywną, pełną fantazji ale i dość rozsądną.
Skąd w ogóle wziął się fenomen WKS?
Henryk Kasperczak, selekcjoner tego zespołu na przełomie 1993 i 1994, opisywał w „Przeglądzie Sportowym”:
– Miałem wtedy dwóch zawodowców, jednego w II lidze francuskiej, jednego w III lidze. Reszta to miejscowi. Można powiedzieć, że jakieś tam podstawy tworzyliśmy. Taki Didier Drogba miał wtedy może 15 lat. Wtedy były absolutne początki wielkiego futbolu. W tym czasie Jean Marc Gillou tworzył akademię piłkarską w ASEC Mimosas Abidżan, z której dzisiaj pochodzi większość gwiazd. Wiem, że to było zaledwie 16 lat temu, ale zapewniam że jest to szmat czasu. Ci wszyscy wielcy gracze biegali w samych spodenkach i na bosaka. Stworzono ośrodek, gdzie się uczyli piłki, francuskiego i mieli co jeść. I widzi pan efekty – opowiadał Kasperczak.
Tu znajdziecie pełny tekst
Gillou zainwestował więc w kawałek ziemii na tyle żyznej, by zasadzić na niej trawę, wynajął trenerów, nauczycieli… i stworzył bramę do marzeń. Wiedzał jak zrobić biznes. Między innymi przekonał do swojego wielkiego planu szefów belgijskiego Beveren. A więc ASEC prowadził do 2000 roku, później przez chwilę kadrę WKS… później potrzebował wypromować swoich piłkarzy w Europie. Został więc szkoleniowcem belgijskiego klubu. Cały czas będąc właścicielem ASEC Mimosas. Przez belgijską furtkę na Stary Kontynent trafili więc: Zokora, Romaric, Yaya Toure, Eboue, Boubacar Barry, znany też jako Copa.
Później były „masowe transporty”.
Jakiś czas temu Gillou zawarł pakt z Charlton Athletic więc warto obserwować ten klub.
Przedstawiłem to w wielkim skrócie mając świadomość upływającego czasu.
Nie mówimy jednak o współczesnym handlu niewolnikami, bo cóż to za specyficzny system, w którym „niewolnicy” stają się panami większymi niż ich „ciemiężcy”. Mówimy o masowej produkcji piłkarzy. Przyglądamy się temu fenomenowi z zapartym tchem, jednocześnie nie zauważając, że zagapiliśmy się i teraz sami jesteśmy 100 lat za murzynami. Na razie tymi z Wybrzeża Kości Słoniowej. Niedługo za kolejnymi.

Polecam też tekst „Wojna Słoni” ze specjalnego wydania magazynu Der Spiegel. Ukazał się przed ostatnim mundialem w Niemczech. Jest po angielsku

PS. Przy tym tekście wykorzystałem kawałki mojego dość starego tekstu z „PS”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: