Cierpliwość

3 listopada. Bayern Monachium przegrywa z Bordeaux w 4. kolejce w Lidze Mistrzów. Oznacza to tyle, że ma 4 punkty i na dwie kolejki przed końcem traci do Juventusu drugie tyle. Bayern właściwie odpadł z Ligi Mistrzów.

7 listopada. Bayern remisuje u siebie z Schalke 04 Gelsenkirchen, spada na 8. miejsce w tabeli Bundesligi. Tak słabo jeszcze w Monachium nie grano. Trzeba zmienić trenera.

Minął miesiąc. Trener został.

Bayern dzisiaj jest w kolejnej fazie Ligi Mistrzów. Nierealne stało się więc faktem.

W weekend pewnie wygra w Bochum i awansuje co najmniej na 3. miejsce bo w weekend grają ze sobą dwie drużyny wyprzedzające bezpośrednio drużynę Van Gaala – Werder podejmuje Schalke.

Oczywiście nie będzie to pełny sukces. Bayern powinien bowiem w przekonaniu większości, mieć już teraz gigantyczną przewagę nad rywalami. Patrzę na nazwiska i wcale się nie dziwię. Ale spokojnie, nie od razu Rzym zbudowano.

Bayern to nie Alkmaar, gdzie nazwisk nie było poza jednym: „Van Gaal”. Bayern to też nie jest Ajax z początku lat 90-tych gdzie młodzi juniorzy zapatrzeni są w pana nauczyciela od Wychowania Fizycznego. Bayernowi bliżej jest raczej do FC Barcelony, z której Van Gaal z hukiem wyleciał. Jest to bowiem zespół gwiazd, indywidualności. Ale trzeba przyznać, ze indywidualności jak na skalę niemiecką. Są to więc indywidualni wyrobnicy, nie zaś rozkapryszeni artyści.

Szczerze mówiąc wolę artystów futbolu ale trzeba przyznać, że na te mechaniczną grę Monachijczyków (albo jej skróty) patrzy się z przyjemnością. Przecież Bayern w 5 meczach Ligi Mistrzów miał przygniatającą wręcz przewagę. Tylko raz oddał całkowicie pole – na wyjeździe z Bordeaux gdzie zagrał kompromitująco. Przecież nawet gdy przegrywał u siebie 1:2 z Francuzami miał 60 procent posiadania piłki, oddał 8 celnych strzałów i w 15 w ogóle przy zaledwie 2 celnych strzałach i 7 w ogóle rywali.

Mecz z Juventusem w Turynie był jakby ukoronowaniem tej drogi, albo właściwie przełomem w postrzeganiu futbolu mechanicznego. Ukoronowanie  przyjdzie później. Albo i nie.

Ktoś powie: liczy się wynik. Tu i teraz. Pamiętam długie debaty na temat wyniku meczu Polska – Niemcy. Konkretnie chodziło o porównanie 0:1 kadry Janasa do 0:2 kadry Beenhakkera.

W jednym przypadku broniliśmy się całą drużyną chociaż musieliśmy wygrać. W drugim podjęliśmy otwartą walkę z gigantem, nawet mieliśmy swoje szanse.

Są więc sytuacje gdy wynik nie nie pierwszoplanowego znaczenia. Liczy się dłuższa perspektywa. Do dzisiaj nie dojdę do porozumienia ze zwolennikami porażki Janasa. Swoją drogą ciekawe w Polsce mamy problemy, prawda? Która porażka była mniej obciachowa. Ale co zrobić gdy dryfujemy w stronę 5 koszyka.

Cierpliwość to słowo klucz. Bitwy można czasem przegrywać, aby wygrać wojnę.

Nie mówię oczywiście o EURO 2008 jako o wygranej wojnie. Wyjaśniam to, żeby nie zostać źle zrozumianym. Tu nawet był odwrotny efekt. Przegraliśmy bitwę w przyzwoitym stylu ale wojnę w kompromitującym. Dochodzimy do wniosku, że nie należy powoływać się na jeden mecz i jeden konkretny wynik.

Kolejny przykład to Rafał Ulatowski. Po 6 kolejkach ekstraklasy był kandydatem do zwolnienia. Dzisiaj jest trenerskim guru. Sam popełniłem ten błąd w przypadku Oresta Lenczyka. Machnąłem na niego ręką – e tam, miał być jakiś cud w Krakowie a tradycyjnie okazało się, że miejscowy proboszcz polał oczy Madonny wodą święconą.

Cierpliwość, cierpliwość, cierpliwość i zobaczcie gdzie jest dzisiaj Cracovia Oresta. A gdzie ja jestem z moimi przemyśleniami? Właśnie, właśnie.

Jak mówi Johan Cruyff, przede wszystkim piękna gra.

Wyniki przyjdą później.

Najpierw więc naucz się grać a później wygrywaj. Chodzi tylko o zasadę. Zbuduj podstawy, by móc iść dalej, nie idź na skróty. Nie mówimy przecież o pięknej grze w przypadku Cracovii.

Przykładem najdobitniejszym jest polska piłka młodzieżowa. Wspomogę się tu statystyką z książki dziennikarza „GW” Rafała Steca („Piłka sss… kopana”, której recenzję niedługo zamieszczę w odpowiednim dziale): Holendrzy przez 28 kolejnych turniejów młodzieżowych rangi mistrzowskiej nie wygrali żadnego choć seryjnie produkują niezwykłe talenty. Polacy wygrywają medale ale nie ma z tego pożytku piłka seniorska. Daleko zaszliśmy od Bayernu, prawda? Ale czy nie ma tu analogii? Jest.

Cały czas chodzi o cierpliwość. Postaw na dobrego szefa, daj mu pracować, budować swoją wizję. Efekty przyjdą, jak w przypadku Fergusona czy Wengera.

Szybko zorientujesz się czy ta wizja ma sens, czy w ogóle istnieje czy też cierpliwość nie jest tylko wymówką dla byle jakiej miernoty na stanowisku, co jest zjawiskiem dość częstym nie tylko w futbolu, każdy spotkał się z tym nieraz w swoim życiu. Oby do jutra, oby przetrwać, oby postawić jakiegoś kolosika na glinianych nogach… nie tędy droga.

W wolnej chwili zapraszam do krótkiej lektury tekstu o Van Gaalu, który opublikowałem w „Magazynie Sportowym”

Reklamy

14 Komentarzy »

  1. O matko, już się bałem, że napiszesz o Urbanie;))
    pzdr

  2. vegetable78 said

    w tramwaju, w drodze do pracy, pomyślałem sobie: Kurcze, zapomniałem dopisać o Urbanie 🙂

  3. colo_colo_santiago_de_chile said

    Nie niapisałeś tym razem że dużo czytasz i że interesujesz się nie tylko piłką nożną. potencjalni pracodawcy mogą być zaniepokojeni 🙂

  4. vegetable78 said

    Co to za ironiczny ton z pozostawioną otwartą furtką? Czy chciałbyś coś obwieścić światu i nie wiesz jak się do tego zabrać? pzdr.

  5. colo_colo_santiago_de_chile said

    Niczego nie chcę obwieszczać. Zwłaszcza światu. Zdenerwowałeś się?

  6. vegetable78 said

    nieeee, stałem się tylko trochę agresywny, ale zdenerwowany to byłoby za dużo powiedziane.

  7. colo_colo_santiago_de_chile said

    Colo Colo zostało mistrzem Chile. Zbieram gratulacje na mejla.

  8. vegetable78 said

    tylko Universidad! Colo Colo perros perros muerte muerte.

  9. Wilkowicz said

    Orest rules

  10. vegetable78 said

    Co ty go tak lubisz… jest to trochę podejrzane 🙂

    • Wilkowicz said

      No fakt. Sam nie wiem, co ja go tak lubię. „Mistrzostwo Polski może zdobyć przypadkowy człowiek. I niejeden zdobył. Ja nie jestem przypadkowy”. Chyba za takie rzeczy. Tzn nie za to że to powiedział, tylko że nie jest przypadkowy. Jak patrzysz na jego karierę, to właściwie nie udawało mu się podnieść drużyny na wyższy poziom tylko wtedy, gdy to piłkarze chcieli rządzić i go wystawiali do wiatru. Vide Wisła K.

  11. vegetable78 said

    Tak, statystyka go broni. Piłkarze Widzewa oskarżają go że zniszczył zespół w sezonie 1987/88, choć faktem jest, że Widzew był jedno miejsce wyżej niż rok wcześniej. Jeden z piłkarzy stwierdził wprost, że Lenczyk zniszczył Wielkiego Widzewa. Inni (jeden lub dwóch z którymi rozmawiałem) to potwierdzają. Nie wiem jednak na ile jest to wiarygodne…
    Na pewno nie dogaduje się z piłkarzami, to jest jego plus. Życzę mu dobrze, chociaż nie zgadzam się z tym by nazywać go cudotwórcą.

    • Wilkowicz said

      A kto go nazywa cudotwórcą? Cudotwórców to do Wrocławia wożą

  12. vegetable78 said

    🙂 jasne. Na pewno jest dobry, nikt mu tego nie odbierze.

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: