Piłka sss… kopana

Autor: Rafał Stec
Rok wydania: 2007

Kolejna pozycja do działu Recenzje. Dzisiaj trochę dłużej, bo porobiłem notatki.
Gdyby „Piłka sss… kopana” była jednym wielkim felietonem, można jej wystawić wysoką ocenę. Była jednak reklamowana jako reportaż śledczy i na tym polu jest już znacznie gorzej. Ta książka to sinusoida, podróż od fragmentów celnych i wręcz bardzo dobrych do słabych i niemalże irytujących, o czym będzie wkrótce.
Nie jest to więc książka jednoznaczna, tak zresztą jak jej autor. Trudno w tym konkretnym przypadku książkę odseparować całkowicie od jej autora. Jakby nie patrzeć, Rafał Stec to jeden z dwóch, może trzech prasowych dziennikarzy sportowych, którzy budzą skrajne emocje. Od ślepego uwielbienia do, nazwijmy to, ekstremalnej niechęci.
Można wczytywać się w ciekawie poskładane sformułowania, świetnie napisane frazy, co jest ogromną siłą dziennikarza Gazety Wyborczej, ale niestety, nad reporterską warstwą tego dzieła, zachwycać się nie ma powodu.
Fragment z reklamy: „Zeznania, nazwiska, fakty! Stosując metody dziennikarzy śledczych, biały wywiad i korzystając z sieci informatorów, Rafał Stec stworzył sensacyjny dokument” – informuje nas reklama na okładce.
Abstrahuję od tego, że „biały wywiad” oznacza mniej więcej tyle co ubranie w odpowiednie słowa faktów odkrytych przez innych, przez prawdziwych dziennikarzy śledczych. Nie jest to aż istotne. Jeden się zakrada, drugi operuje słowem. Stec operuje słowem.
A więc nazwiska i fakty – oto czego potrzebuję ja i przeciętny kibic. Sięgnąłem więc do kieszeni po odpowiednią sumę…
W książce znalazłem matematyczny koszmar. X + Y = Z. Ile wynosi X? Niestety, nie możecie nigdy się tego dowiedzieć.
Klasyczny przykład sytuacji korupcyjnej w książce wygląda mniej więcej tak: „Opowiada nam pewien piłkarz: – Byłem wtedy piłkarzem pewnego klubu. Pewien trener wszedł do szatni i powiedział: „w pewnym meczu w tym sezonie podejdzie do was pewien starszy pan w płaszczu nieznanego koloru. Powiecie pewne hasło, a on odpowie pewien odzew… i to panie redaktorze stało się w takich właśnie okolicznościach. Musi mi pan uwierzyć”.
Oczywiście rozumiem, że dziennikarz chciał pokazać sam mechanizm ale powoływanie się na niemal wyłącznie anonimowe źródła jest nieporozumieniem. Przez to wszystko brzmi mało wiarygodnie. Gdyby nie fakt, że mamy do czynienia z autorem wiarygodnym, to można by było podejrzewać, że historie są mocno naciągnięte, o ile nie wymyślone. Ale tak jak pisałem – mamy do czynienia z autorem wiarygodnym, więc nie ma sensu wątpić w jego prawdomówność. Tu jednak musicie się zdać na słowo jego i moje.
Anonimowość i brak właśnie nazwisk, faktów, to zmora tej książki. Dowiadujemy się na przykład, że w Krakowie na rozmowach był trener mający wpisane w swoje CV pracę w Olympique Marsylia. Trener ten jednak ponoć złapał się za głowę widząc, jakie zaplecze ma Wisła… niestety nam nie będzie dane dowiedzieć się, jak nazywa się ten trener. Autor mógłby zadzwonić w dwa, trzy miejsca, choćby do samego trenera lub dziennikarza z Francji i po prostu to potwierdzić. Bardzo brakuje mi potwierdzania pewnych historii. Gdy na przykład czytałem dobrą biograficzną książkę o Alfie Ramsey’u czy też książkę o fenomenie holenderskiej piłki, dziennikarze zadali sobie trud by spotkać się osobiście z kilkunastoma czy wręcz kilkudziesięcioma osobami i postawić im istotne pytania. To sprawia, że książka jest nie tylko ciekawsza ale i znacznie bardziej wiarygodna. I przede wszystkim oryginalna. Przynajmniej ja tak sądzę. Tu niestety tego brakuje. Autor nie wysilił się, by wyjść na ulicę, spotkać z kimś, zweryfikować swoje informacje.
Oczywiście nie są to jakieś jednoznaczne wymagania, każdy pisze tak jak lubi. Czasem mam wrażenie, że autor panicznie boi się procesu sądowego. Pisze na przykład, że pewien selekcjoner wziął na mundial pewnego 31-letniego piłkarza, który wyróżniał się jedynie w lidze… a później sprzedał go do kraju, w którym wcześniej był trenerem. Oczywiste jest więc, że chodzi o Jerzego Engela i Pawła Sibika. Takie niedopowiedzenie wręcz denerwuje i jest kolejnym, które zaniża wartość książki. Nie widzę problemu w tym by napisać, że Jerzy Engel powołał piłkarza, który na to nie zasługiwał, a później sprzedał go na Cypr. Pozostanie dla mnie tajemnicą, dlaczego autor zdecydował się na ukrycie takich oczywistości.
Takich zakamuflowanych historii, znanych tylko „wtajemniczonym”, jest zdecydowanie za dużo.
Pozytywne w książce jest świetne postawienie diagnozy – na co cierpi polska piłka. W większości przypadków zdecydowanie zgadzam się z autorem, który zebrał znane powszechnie problemy w całość i stworzył formę dokumentu, która dziennikarzowi i obytemu kibicowi sportowemu będzie znana ale kogoś mniej zorientowanego może szokować. Może w ten sposób autor udowodnił zobojętnienie środowiska? Może.
Tak samo jak słuszną diagnozę, stawia też słuszne tezy, możliwości rozwiązań marazmu. Nawet jeśli są marzeniem ściętej głowy. Nie brakuje też propozycji co najmniej dziwacznych. Czytam na przykład, że „trybuny powinni zapełniać widzowie w białych kołnierzykach”. Oczywiście to moje subiektywne odczucie ale wydaje mi się, że potęga futbolu polega na tym, iż jest to sport ogólnodostępny a więc nie jest przeznaczony ani dla bandziorów z baseballami ani dla białych kołnierzyków. To sport masowy. Ciekaw jestem czy to samo zdanie autor powtórzyłby w Białymstoku, Rzeszowie, Lublinie czy nawet Kielcach albo Gdyni? Czy znajdzie 5 tysięcy „białych kołnierzyków” gotowych zapełnić trybuny? Oczywiście rozumiem intencję autora, przynajmniej takie mam wrażenie, ale właśnie w takim typie książki, która jest swego rodzaju manifestem dziennikarskim, powinno się bardziej zwracać uwagę na dobór zdań. Tak by unikać sytuacji, gdy czytelnik może zbyt szeroko interpretować „co autor miał na myśli”. Poza tym autor nie uniknął sformułowań infantylnych. Czytam na przykład, że dzisiejszy menedżer na zachodzie to facet z komputerem poruszający się w matriksie, który tworzą „gracze, podania, strzały i wślizgi”. A więc „trzeba wiedzieć więcej by ujrzeć poza ich chaosem jakikolwiek sens”.
Wiadomo – felietonista musi być indywidualny, felietonistę musi czasem ponosić.
Ponosi go tak, że na potwierdzenie swoich tez cytuje jako autorytet w sprawach piłki nożnej Jana Domarskiego, co oczywiście traktuje jako niedopatrzenie.
Ponosi go też, gdy stwierdza, iż polską piłką powinien dowodzić stachanowiec. Zawsze byłem przekonany, ze dużą firmą z dużymi, niewykorzystanymi możliwościami powinien dowodzić raczej wizjoner. Stachanowiec nadaje się do pracy fizycznej i, umówmy się, do niczego więcej. Dziwne więc, że pisze takie rzeczy dziennikarz, który w swoim fachu uważany jest raczej za artystę pióra niż wyrobnika produkującego dziesiątki materiałów, tabelek i skrótów na zlecenie szefa.
Jeśli chodzi o błędy merytoryczne, to przydarzyły się (choćby Zidane byłym piłkarzem Marsylii) ale nie mają one wpływu na ostateczną ocenę. Wiem, że takie szczegóły budują całość, jednak sam doskonale zdaję sobie sprawę, że błędy się zdarzają i są wynikiem pośpiechu czy jakiegoś niedopatrzenia. Jako że staram się mierzyć innych swoją miarą, to jako znany „niedopatrzeniowiec” nie winie autora za niedopatrzenia.
Tak więc, podsumuję: mamy do czynienia z dobrze napisaną książką, niezłym felietonem kolosalnych rozmiarów, w którym autor stawia bardzo trafną diagnozę i ciekawe sposoby na rozwiązanie kryzysu.
Książka ta przypomina pewne fakty i znacznie zwiększa wiedzę ogólną, ale nie daje niemal żadnej nowej wiedzy.
Pełna jest niedomówień i niesprawdzonych, nie potwierdzonych w niezależnych źródłach informacji, co jest jej ogromnym minusem.
Nie można jej zestawić z najlepszymi polskimi książkami piłkarskimi, jak choćby z autobiografią Wojciecha Kowalczyka, napisaną przez Krzyśka Stanowskiego czy z historią futbolu napisaną przez Stefana Szczepłka. To dlatego, że tamte książki, o czym jestem przekonany, obroniłyby się nawet na najbardziej wymagającym rynku brytyjskim. Książka Steca na polskim rynku jest na pewno pozycją ciekawą, do której czasem będę wracał.
Moja ocena: 3,5/5 (wahałem się czy to nie za wysoko, ale umówmy się – w naszym kraju nie ma tylu dobrych pozycji, by nie docenić wysiłku autora.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: