Prosto z Juventusu

Autor: Zbigniew Boniek
opracował: Andrzej Person

„Ktoś bardzo dobry nie powinien, moim zdaniem, pracować na scenie teatru w Koziej Wólce”
Zbigniew Boniek

Podczas gdy pierwsza część „przygód” Zbigniewa Bońka (niedługo wrzucę) była napisana przyzwoicie choć jednak dość topornie, druga jest już bardzo dobra. Dziś od napisania jej minęły 23 lata, pewne rzeczy się nie zmieniły. Boniek opisuje organizację wielkiego klubu piłkarskiego niczym przybysz z zupełnie innej planety i opisy te czyta się z niezwykłym zaciekawieniem
Zibi opowiada więc, iż pewne standardy chciałby przenieść do Polski ale spotyka się z murem obojętności, gdyż „dla wielu działaczy piłkarze są jedynie dodatkiem do ich działalności”. Jest to więc wiecznie żywe i uniwersalne. Na marginesie „mainstreamu” toczy się życie działaczowskiego king sajzu, w którym zresztą na chwilę Boniek stał się jakiś czas później „nadszyszkownikiem”.
Ale nie to jest istotą książki Bońka. Zibi opisuje swoje wrażenia z Włoch, zachwyca się kuchnią, stylem życia, miłością do futbolu. Czytając go znowu zadaję sobie pytanie: „Czy my w Polsce kochamy piłkę?”. Nie. Lubimy zazwyczaj, kochamy czasem, nienawidzimy rzadziej, mamy gdzieś najczęściej.
Jest też to co najważniejsze, czyli piłka nożna. Nie ma wielu tajemnic szatni, co pewnie byłoby na czasie w latach 80-tych, gdy Zibi był jeszcze czynnym piłkarzem. Są za to bardziej uniwersalne wartości, choć momentami za bardzo ogólne.
Przyznaję, że jestem zaskoczony lekkością z jaką pisze Boniek. Sam twierdzi, że zastanawiał się czy nie zostać dziennikarzem sportowym. Przypomina nawet, że zrobił kiedyś wywiad dla polskiej prasy z Zico.
Trochę czasem denerwuje nadmiar statystyki, ale cóż, łatwo napisać tak z punktu widzenia człowieka epoki internetu. Kiedyś powszechna dostępność do wyników ze świata nie musiała być taką oczywistością.
Boniek solidnie się przygotował do książki, zasięgnął języka w sprawie historii futbolu we Włoszech, pozbierał materiały, ma własne zdanie, nie boi się go wypowiedzieć. Jest trochę zarozumiały, jak to Boniek (byłem najpopularniejszym piłkarzem we Włoszech) ale bywa też skromny (przyznaję, że Michael Platini był lepszym piłkarzem).
Książkę zdecydowanie warto przeczytać, choćby po to by z polskiego punktu widzenia przyjrzeć się kulisom sukcesów i porażek jednego z największych światowych klubów w historii i zdecydowanie na początku lat 80-tych. Oczywiście w Polsce mieliśmy kilku porównywalnych piłkarzy, może lepszych, może gorszych, w historii (Deyna, Lubański, Tomaszewski, Gadocha, Wilimowski, Lato) ale żaden nigdy nie zaistniał na tak długo, na tak wysokim poziomie w czołowym europejskim klubie. I wygląda na to, że jeszcze długo nie będziemy importerem piłkarzy do czołowych europejskich klubów. Mówią, że my Polacy lubimy żyć historią. Żyć to jedno, ale wiedzieć więcej… zachęcam.

Moja ocena: 5/5

Advertisements

2 komentarze »

  1. Itso said

    Książka ciekawa, mam nawet w domu z autografem, ale czytałem naprawdę dawno. Słyszałeś o tym, że Herrera był u Bońka w Łodzi i namawiał go do przyjścia do Barcelony? Tak powiedział w „Czempioni w plusie”.
    Nie wiem, czy to się nie pojawiło nigdy w jego książkach, czy mnie to zupełnie wyleciało z pamięci.

  2. vegetable78 said

    niestety nie wiem nic na ten temat. Kto wie, w tym czasie Boniek był pożądanym towarem, na pewno chciał go Man City, który ostatecznie kupił Deynę… ale z tego co widzę Boniek był nie do wyjęcia, bo był nastawiony od dłuższego czasu na Juventus. W tamtym czasie znacznie mocniejszy zespół niż Barcelona.

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: