Futbol na tak

Autorzy: Maciej Polkowski, Jerzy Engel

Autobiografia Jerzego Engela została wydana przed mistrzostwami świata w Korei Pd. i Japonii, kiedy ówczesny selekcjoner był na ustach Polski. A mimo to, nie osiągnęła zakładanej sprzedaży. Później książka miała wiele przygód. Tak, książka. Pamiętam jak znany w środowisku piłkarskim członek mafii pruszkowskiej (swoją drogą dość sympatyczny facet grający w piłkę w W-wie) namawiał dość zdecydowanie kibiców do kupowania książki i chodzenia do pana Engela po autografy. Kupować! Prosił głosem nieznoszącym sprzeciwu. Nie sprzeciwiał się więc i sam pan Jerzy obserwujący wszystko z boku.

Jerzy Engel rozpoczynając pracę w Wiśle w namówił na przykład Bogusława Cupiała, by kupił od niego kontener książek, które później zalegały magazyny Telefoniki. Były rozdawane kibicom na stadionie, a później ci kibice zwracali ksiązki Engela, bo nie przypadły im do gustu. A moze mieli jakieś inne powody?

Gdybyście więc usłyszeli o gigantycznej sprzedaży książki „Futbol na tak”, gdyby ktoś opowiadał o rekordowej sprzedaży, którą autor przebił i Manna i Joyce’e, najzwyczajniej w świecie nie wierzcie w to.

Jerzy Engel gotów jest to uczynić, gdyż bajki opowiada z niebywałą sprawnością. Mam czasem wrażenie, że w jednym z poprzednich wcieleń był Duńczykiem i spędził dzieciństwo w miasteczku Odense.

W rzeczywistości spędził je we Włocławku i tego dowiecie się już z książki.

Już na wstępie autor Maciej Polkowski pisze: „Zapewne zawiedziony lekturą będzie ten, kto chciał się w niej doszukać modnych sensacyjnych epizodów, takich raczej aferalnych i tandetnych wątków. Nic z tego”

Oho, zalatuje nudą, czujecie to? Unosi się w powietrzu.

Nie jest aż tak tragicznie. Jest w miarę ciekawie. Poczułem się jednak trochę jak nauczyciel od Języka Polskiego w szkole podstawowej. Nie bardzo chciało mi się wierzyć ale tak właśnie jest. Polkowski, facet który przepracował 18 lat w „Przeglądzie Sportowym” jako dziennikarz i 4 jako redaktor naczelny pisze artykuły w formie wypracowań szkolnych. Cóż, jak widać, bycie szefem jeszcze o niczym nie świadczy (choć wielu znajomych wspomina go z nostalgią).

Język, którym posługuje się Polkowski jest więc niezwykle infantylny, opowiastki często banalne, błahe i płytkie.

Prosty przykład: „Drugi zespół seniorów Polonii. Pracowało się fajnie, jak w każdej drużynie ligowych rezerw. Tam rozpocząłem pracę trenerską. Podobnie jak teraz mój syn Jurek. Z tym że ja startowałem w klasie okręgowej, a mój syn w III lidze, a więc wyżej ode mnie”

Generalnie czytając Engela mam wrażenie, że książka napisana jest albo do 15-latków albo do ludzi ograniczonych umysłowo.

Świat Jerzego Engela jest piękny, wspaniały, ludzie wciąż się uśmiechają, wszyscy cenią pana Jerzego, pan Jerzy ceni wszystkich. Czasem jedynie tę hagiograficzną idyllę zakłócają bliżej niezidentyfikowani źli dziennikarze. „Niektórzy dziennikarze” źle bowiem życzyli panu Jerzemu i reprezentacji ale pan Jerzy im pokazał, że się mylą. A tych złośliwców, których nie przekonał, po prostu olewa.

Ta książka to taki „PR dla ubogich”, tak jak Chamakch został określony przez Tony’ego Cascarino mianem „Cristiano Ronaldo dla ubogich”.

Wtedy gdy wyszła zaczynałem swoje pisanie. Później miałem kilka razy do czynienia z panem Engelem. Pamiętam pierwszy dłuższy wywiad. Pan Jerzy powiedział kilka kontrowersyjnych rzeczy ale w procesie autoryzacji wyciął 90 procent. Cóż, widocznie uznał, że niepotrzebnie się uniósł. Panu Jerzemu nie wypada. To by zakłóciło jego idealny świat.

Taki właśnie jest. Wszystko musi się błyszczeć a ten kto ma inne zdanie, jest na pewno zły. Ci, którzy znają pana Jerzego, wiedzą że rzeczywistość jest odmienna, że tak naprawdę to nie on jest tym dobrym, że jest jedynie królem autopromocji i przekonywania do siebie mało wymagających intelektualnie ludzi. Po cichu rozgrywa swoją partię niczym Cesare Borgia. Ma się rozumieć „Cesare Borgia dla ubogich”. Tu rozda karty, tego poklepie po plecach, z tym się zaprzyjaźni.

Taki jest. Ale nie zapominajmy też, że jest jednym z najlepszych współczesnych trenerów jacy urodzili się nad Wisłą. Engel wprowadził drużynę do mistrzostw świata po 16 latach przerwy, jego zespół grał fajną, efektowną piłkę i tego nie można mu odebrać. Oczywiście tylko w eliminacjach ale waśnie o eliminacjach jest ta książka.

Jeśli więc wyciągniemy wszystkie wątki hagiograficzne i bałwochwalcze, które rozdyma do nieprzyzwoitości pan Polkowski (dlaczego w Polsce dziennikarz zawsze musi być sługą trenera albo piłkarza a nie bytem niezależnym?) pozostanie nam przyzwoity choć infantylnie napisany dokument, o wcześniejszym życiu selekcjonera i o pamiętnych eliminacjach do MŚ w 2002 roku.

Mamy też ciekawe zakamuflowane kawałki…

„Zamierzaliśmy awansować do II ligi wiosną 1980 roku, ale – jak twierdzą niektórzy – pokrzyżował nam szyki sędzia, a nazywał się… Michał Listkiewicz. Miał ponoć słabszy dzień, prowadząc mecz Polonii z Gryfem Słupsk zakończony bezbramkowym remisem”

Tłumaczenie na polski: Jerzy Engel mógł wywalczyć awans do II ligi, ale Michał Listkiewicz wziął forsę od konkurencji”

Książkę można kupić w antykwariatach, gdzie jej cena osiągnie 5-15 złotych albo na allegro, ponoć za niecałą złotówkę.

Moja ocena: 3/5

PS. Książka Engela miała pecha. Zastanawiałem się czy nie jestem zbyt surowy, ale jednocześnie podczytywałem dziełko: „Osobista historia Olimpiad” Tadeusza Olszańskiego, która właśnie zalega półki w empikach, mimo iż od wydana jej minęło pięć lat. Po przeczytaniu początku widzę iz jest to świetna lektura, językowo miażdżąca Polkowskiego i Engela. Olszański utwierdził mnie więc w przekonaniu, że moja ocena dla „Futbolu na tak” jest co najwyżej zawyżona.

Advertisements

4 komentarze »

  1. Omar said

    „i o pamiętnych eliminacjach do MŚ w 2012 roku” Nie pamiętam tych eliminacji 🙂

  2. vegetable78 said

    pewnie znowu zasiedziałem się na menedżerze 🙂

  3. […] Oto grzejące się i chłodzące głowy. A przecież nie o to powinno chodzić. Co jest ważne – to system. Trzeba zastanowić się, czy myśl trenera jest przyszłościowa i czy w dalszej perspektywie gwarantuje rozwój klubu. Bazowanie na poszczególnych wynikach to klucz do zguby. My jesteśmy przyzwyczajeni do zwalniania i zatrudniania trenerów – chodzi o stare nawyki. Jak trenerowi nie szło, bo kręcili nasz klub działacze innego klubu, to załatwiało się trenera, który ma najwięcej numerów telefonów i wejść. Dziś takich trenerów się już nie zatrudnia, teoretycznie, niektórzy dzwonią sami, ale zazwyczaj nie mogą się dodzwonić. Przyzwyczajenie jednak zostało. Nie mam nic przeciw zwalnianiu słabych trenerów – proszę mnie o to nie podejrzewać. Nie jestem zwolennikiem polskiej myśli szkoleniowej Jerzego Engela. […]

  4. […] Oto grzejące się i chłodzące głowy. A przecież nie o to powinno chodzić. Co jest ważne – to system. Trzeba zastanowić się, czy myśl trenera jest przyszłościowa i czy w dalszej perspektywie gwarantuje rozwój klubu. Bazowanie na poszczególnych wynikach to klucz do zguby. My jesteśmy przyzwyczajeni do zwalniania i zatrudniania trenerów – chodzi o stare nawyki. Jak trenerowi nie szło, bo kręcili nasz klub działacze innego klubu, to załatwiało się trenera, który ma najwięcej numerów telefonów i wejść. Dziś takich trenerów się już nie zatrudnia, teoretycznie, niektórzy dzwonią sami, ale zazwyczaj nie mogą się dodzwonić. Przyzwyczajenie jednak zostało. Nie mam nic przeciw zwalnianiu słabych trenerów – proszę mnie o to nie podejrzewać. Nie jestem zwolennikiem polskiej myśli szkoleniowej Jerzego Engela. […]

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: