Widzewski charakter

Widzew Łódź organizuje imprezę na 100-lecie klubu. Zaprosił wielu wspaniałych piłkarzy. Brawo! Jakby powiedział jeden z nich, ten najbardziej znany.
Weteranom spoza miasta zaproponowano przyjazd ale odmówiono opłacenia noclegu i transportu. – Niech każdy martwi się sam, ważne, żeby przypozował pan do zdjęcia – usłyszeli ludzie, którzy ogrywali Juventus i Manchester United.
Koszt tego „przedsięwzięcia” to 10 tysięcy złotych, jak mnie poinformowano. Piłkarzom powiedziano, że to przerasta możliwości Widzewa.

Widzewski charakter, było coś takiego kiedyś, pamiętacie? Gdy dziś Sylwester Cacek mówi o próbie przywrócenia Wielkiego Widzewa śmieję się, chociaż chciałbym to zobaczyć. Czy ma zamiar ogrywać Man City, Man United Liverpool i Juve? Powodzenia. Bo to był Wielki Widzew, na który przychodziło i po 20 tysięcy kibiców, a w europejskich pucharach i po 40. Tak było!

Niestety nie wszyscy, którzy budowali potęgę Widzewa przyjadą. Okazuje się, że te 10 tysięcy przerasta możliwości klubu. Piłkarze zostali już o tym powiadomieni. A przecież 10 tysięcy to wynagrodzenie dla jednego kopacza. I-ligowego kopacza, a mówimy o zaproszeniu prawdziwych piłkarzy.
Tych, którzy budowali potęgę Widzewa, zanim został ona roztrwoniona i zniszczona przez niekompetentnych nieudaczników.
Szefowie klubu, chcą pochwalić się (ale nie za wszelką cenę), że pamiętają, chociaż na co dzień nie pamiętają. Nikt nie zaprasza Johny’ego Możejko na stadion na mecze, nie mówiąc o Jacku Machcińskim, trenerze, który zdobył pierwsze mistrzostwo dla klubu.
Gdy byliśmy z chłopakami (Żelaznym i Śmiarowskim) na meczu w Leeds przyjechał Allan Clarke. Pogadaliśmy trochę do materiału o naszym wielkim meczu na Wembley z 73 roku, a później Clarke poszedł zabawiać lokalnych biznesmenów w loży honorowej, opowiadać o wielkich czasach gdy Leeds był wielkim klubem, najlepszym w Anglii. Słuchają jak zaklęci, po raz setny tej samej historii.
Klub mu zaproponował, bo facet sobie nie radził najlepiej. Jak wielu wspaniałych piłkarzy.
U nas nikt nie zaproponuje, bo liczy się to co tu i teraz. Błąd.
Pan Cacek powiesi sobie na ścianie pamiątkowe zdjęcia. Z tymi którzy byli na zjeździe. Braku pozostałych może nikt nie zauważy, jak dobrze pójdzie…
Szefowie Widzewa wymyślili sobie, że pojawienie się na imprezce jest zaszczytem dla piłkarza, nie dla klubu. To wieś.
Bez poszanowania tradycji nie będzie wielkiej przyszłości. Cacka nie stać na to, by kupić piłkarzy za kilkadziesiąt milionów euro. Dlatego powinien stworzyć solidne podstawy. Historia i tradycja tworzą podstawy.
Tak budowane jest to na zachodzie, w Anglii choćby, która przecież jest przykładem najlepszym z możliwych. Ojciec opowiada synowi o wspaniałych piłkarzach, legendach, o magikach futbolu. Zaraża go miłością do tego futbolu. Syn poznaje swoje legendy, które przekaże kolejnym pokoleniom. Tradycja to przywiązanie do barw klubowych na dobre i złe. To życie futbolem. To w końcu kupowanie pamiątek, szalików, koszulek, rozmowy z pubie, w tramwaju, oglądanie starych meczów, życiem życiem klubu. Gdy klub ma kryzys odchodzą przygodni kibice, zostają ci, którzy kochają klub bo są wychowani na historii i tradycji.
Tego się nie buduje w 5 minut, na pewno nie tanim kosztem.
Na początek wystarczy cholerne 10 tysięcy złotych.
Sylwester Cacek wyrzuca dziś historię na śmietnik przy pomocy swoich pracowników. Dlatego nie wierzę w odrestaurowanie Wielkiego Widzewa. Na zawsze pozostanie wspomnieniem.

Advertisements

3 komentarzy »

  1. Piotrek Tomasik said

    O tym, że w Widzewie nie szanują dawnych postaci, które się zasłużyły dla klubu, przekonaliśmy się niejednokrotnie. Sposób w jaki pozbyto się chociażby T. Gapińskiego czy M. Kaczorowskiego, jak potraktowano W. Smlolarka gdy ten myślał o trenerce w Widzewie, jak wypowiadano się na temat J. Młynarczyka to tylko proste przykłady z brzegu.
    Cackowi po przyjściu do Widzewa niby chodziło o to, aby pozbyć się ludzi Bońka i Sz. – ludzi tych, którzy mieli/mogli mieć styczność z korupcją. I w ten sposób wyrzucono dosłownie wszystkich tych, którzy w klubie te parę lata temu jeszcze byli, gdy Widzew ustawiał mecze na zapleczu. No i wszystkich wyrzucił, a zatrudnił niejakiego Janusz ‚Wójta’.
    Dzisiaj w klubie nie pracują ludzie, którzy kiedyś byli piłkarzami Widzewa (są jedynie trenerzy Janas, Chałaśkiewicz i chyba tyle). Są za to ludzie po ekonomii, po prawie, po bankowości. Więcej biznesu, marketingowe spojrzenia niż typowo sportowego myślenia prosto z boiska…

  2. stan said

    Allan Clarke o ile się nie mylę, „nie przyjeżdża akurat na mecze Leeds”, tylko jest zatrudniony w klubie jako osoba odpowiedzialna za zabawianie sponsorów, oprowadzanie ich po stadionie, opowiadanie anegdotek właśnie. Przynajmniej tak mówił, kiedy pracowałem w firmie będącej głównym sponsorem Leeds i kiedy pokazywał mi stadion czy szatnie. Jest to fajna funkcja, niestety w Polsce nieistniejąca (ale też nie ma za bardzo kogo oprowadzać i po czym, więc trochę to rozumiem).

    • vegetable78 said

      chodzi mi o to, że przyjeżdża z domu. Umówiliśmy się na wywiad i akurat przyjechał. Samochodem 🙂 Więc piszę, że przyjeżdża. Pzdr.

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: