Ojciec futbolu

Tytuł: Father of football. The story of Sir Matt Busby
Autor: David Miller
Rok wydania: 1970

Kiedyś pisałem tu o skautingu, o tym, że według Jana Urbana nie ma sensu wydawać pieniędzy na skauting. Otóż Matt Busby, jeden z największych menedżerów wszystkich czasów korzystał ze swojej sieci informatorów, wsiadał w samochód z Jimmym Murphym i jechał. Zanim zbudował wielką drużynę osobiście oglądał dziesiątki, setki talentów, zjeździł Anglię, Szkocję, Walię, Irlandię Pn., w końcu Irlandię… Dlatego też jego pierwsza wielka drużyna zawierała zaledwie 3 zawodników, za transfer których trzeba było zapłacić.
Zdaję sobie sprawę z tego, że nie ma sensu szukać tu idealnego odwzorowania, gdyż czasy były inne, ale coś w tym jest bo przecież ten sam model zastosował trochę ponad 30 lat później później następca Busby’ego Sir Alex Ferguson, mający do dyspozycji albo kilku wspaniałych wychowanków albo kilku innych zawodników ściągniętych do drużyny zanim jeszcze pod ich nosem pojawił się zarost. Do tego kilka transferów i mamy zespół…
W pierwszej drużynie byli więc tacy piłkarze wyciągnięci z podwórek, szkolnych boisk i konkurencyjnych drużyn oraz wychowani od dziecka w „Duchu United”: Duncan Edwards, Bill Whelan, Geoff Bent, Bobby Charlton, David Pegg, Eddie , Roger Byrne, Bill Foulkes, Colman, Dennis Viollet, Jackie (właściwie John) Blanchflower, Kenny Morgans, Albert Scanlon, może Ray Wood (przyszedł już jako 18-latek, a więc wąs trochę urósł).
W tej z 1999 roku byli za to: Nicky Butt, David Beckham, Ryan Giggs, Gary Neville, Phil Neville, Paul Scholes.

Matt Busby był więc człowiekiem który myślał wiele lat do przodu, wprowadzał futurystyczne modele budowy drużyny. Jeśli ktoś taki kieruje firmą sukces jest gwarantowany. Niestety tacy, to rzadkość.
Davida Miller napisał biografię w 1970 roku, ja nabyłem ją kilka tygodni temu w jednym z dobrych antykwariatów, które są rozsiane na terenie naszego pięknego kraju.
Historia Matta Busby’ego to historia wejścia Manchesteru United na szczyt światowego futbolu. To właśnie od tego szkockiego menedżera zaczęła się wielka sława Czerwonych Diabłów. Zaczyna się więc od budowania wielkiej drużyny, która miała podbić świat, jej tragedii, katastrofy lotniczej w Monachium i odbudowy zakończonej wspaniałym triumfem w meczu z Benfiką Lizbona na Wembley.
Miller, który jest apologetą Busby’ego przekonuje o jego wyjątkowych metodach i wyjątkowym charakterze. Jest to biografia napisana w starym stylu, gdzie autor koncentruje się na wychwalaniu swojego podmiotu pod niebiosa, ale trzeba przyznać, że ta hagiografia jest napisana zgrabnie, a nawet pasjonująco. Miller w końcu był nie byle jakim dziennikarzem. Mój kolega napisał mi: „Jeśli to on napisał, to możesz założyć z góry, że będzie to bardzo dobra rzecz”.
Nie dziwię się autorowi, w końcu Busby to człowiek uwielbiany, jeden z kilku największych menedżerów w historii. Gdybyście mieli wybrać tego jednego jedynego w historii Wielkiej Brytanii, kto to by był? Bill Shankly, Bob Paisley, Alf Ramsey, Brian Clough, Alex Ferguson, Jock Stein, Bobby Robson a może właśnie Busby?
Trudny wybór.
Czytając tę książkę zadaję sobie pytanie, czy Busby miał szansę zbudować najlepszą drużynę w historii futbolu? Czy gdyby nie katastrofa w Monachium, zdominowałby europejski futbol w latach 60-tych?
Mając do dyspozycji Duncana Edwardsa (w wieku 21 lat miał na koncie 18 meczów w reprezentacji Anglii i 5 goli i, gdyby dożył starości, zapewnione miejsce najlepszego piłkarza w historii Anglii…), Tommy’ego Taylora (19 meczów i 16 bramek dla Anglii, dla Man Utd 112 goli w 166 meczach, imponujące, co?) i jeszcze kilku znakomitych zawodników mogliby to zrobić. Czy w końcu Anglia sięgnęłaby po więcej trofeów? A może wygrałaby jeszcze w 1958 roku? Cóż, Anglicy… pewnie oni tak sądzą i nie przekonasz ich, że jest inaczej. Pytania bez odpowiedzi.

Kluby zareagowały różnie. Liverpool zaproponował wypożyczenie swoich zawodników Manchesterowi United, tak by klub mógł przetrwać. Większość klubów powiedziało jednak „Nie”. Apogeum niesmaku nastąpiło, gdy Jimmy Murphy, asystent Busby’ego, dostał ofertę od jednego z klubów, którego nazwy z tej książki się nie dowiemy. Murphy oferty nie przyjął, bo był człowiekiem Manchesteru United. Później odrzucał oferty Juventusu, Arsenalu i reprezentacji Brazylii. Wolał być asystentem Busby’ego.

Ale to tylko wycinki z książki. Całość polecam, gdybyście mieli możliwość ściągnięcia tego z netu. Uprzedzam jednak, że jest ona napisana dość ciężkim językiem.

Moja ocena: 5/5

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: