Messi wszechczasów?

Dyskusja zatacza szersze kręgi. Angielskojęzyczne wielkie światowe serwisy są gotowe się zakładać. Nawet poważny jak diabli dziennik Telegraph rozpoczął debatę.
Więc i w Polsce zaczęto.
Popularny serwis bulwarowy forsuje taką tezę.
Byłbym skłonny przyznać rację, bo nawet mi, średnio staremu chłopu gęba naturalnie się cieszy na każdą wzmiankę o bramce Messiego, a jego pojedyncze akcje mogę oglądać i oglądać.
Doszło nawet do tego, że oglądam Barcelonę i jej kibicuję, chociaż kiedyś jej nie kibicowałem (mam nadzieję na wielki pojedynek Barcelona – Bayern w finale Ligi Mistrzów. Jest tu niezwykłe podobieństwo. Barcelona wprowadziła to co chciał wprowadzić tam Louis Van Gaal, tyle że z kilkuletnim wyprzedzeniem. A więc nie przestawiała gwiazd na mechaniczną grę, co forsował Van Gaal… bo to mija się z celem w przypadku Barcelony z czasów Holendra, ale po prostu wytworzyła mechanicznie grające gwiazdy)
Tu jednak następuje przebudzenie. Stój chłopcze, nie spiesz się tak, kubeł zimnej wody. Messi jest genialny, ale nie zapominaj że historia jest bezwzględna i z czasem obala wszystkie zachwyty, działa mechanicznie, nie przejmuje się protestami, nie interesuje się podszeptami, nie zwraca uwagi na chwilowe mody, ma w poważaniu rejtanowskie gesty młodzieży zakochanej w idolu.
Bo czy można być najlepszym piłkarzem na świecie nie mając na koncie wielkiego sukcesu w mistrzostwach świata?
Zasadne pytanie. Bo czy Barcelona byłaby wielką drużyną, gdyby Iniesta nie trafił szczęśliwie w meczu z Chelsea?
Nie. Za 20 lat nikt by o niej nie pamiętał. Wielkie drużyny są wielkie bo wygrywają. Są tu oczywiście wyjątki jak Węgrzy z 54 roku czy Holendrzy którzy grali 20 lat później.
Tak samo z piłkarzami.
Czy jednak w dyskusjach na temat najlepszego piłkarza świata ktoś wymienia George’a Besta (poza Irlandczykami z północy i Anglikami?) albo Alfredo Di Stefano, który zdobył 5 tytułów mistrza Europy?
Dlaczego o miano najlepszego polskiego piłkarza rywalizują Boniek z Deyną a Lubański już nie (Hubert Kostka zapewnia, że grał z dwoma, a Bońka obserwował jako trener rywali i najlepszy z nich był… Ernest Pol, który umiał wszystko. Ale o nim też nie mówi się jako o polskim piłkarzu wszechczasów).
I tu są wyjątki, choćby Johan Cruyff, który nie zdobył ani mistrzostwa świata ani nawet Europy, ale umówmy się, że jednak wkład Cruyffa w futbol był znacznie większy niż Messiego. To NIE były TYLKO porywające dryblingi i niekonwencjonalne strzały. To była zmiana myślenia w futbolu. Zwieńczeniem rewolucji Cruyffa wydaje się być dzisiejsza Barcelona, grająca futbol przyszłości.
Ale Cruyff oprócz nieszczęsnego wicemistrzostwa świata ma na koncie też trzy! tytuły klubowego mistrza Europy. Nie jeden.
Kolejny, który chciałby być najlepszym to Franz Beckenbauer: mistrzostwo, wicemistrzostwo i brązowy medal mistrzostw świata, mistrzostwo i wicemistrzostwo Europy, trzy tytuły klubowego mistrza Europy… a i jemu nikt nie daje szans w starciu z Pele czy Maradoną. Słusznie, bo byłoby to zwycięstwo urzędnika nad artystą, a przecież kochamy artystów, zaś urzędników jedynie potrzebujemy.
A więc i bycie mistrzem świata niczego nie gwarantuje, bo czy widzicie wśród kandydatów Bobby’ego Charltona który był i mistrzem świata i klubowym mistrzem Europy? A umówmy się, że legenda o tytule Manchesteru z 1968 roku jest znacznie piękniejsza i znacznie bardziej działa na wyobraźnię niż historia Barcelony 2009.
Warunków trzeba spełnić kilka.
Messi spełnia na pewno dwa. Po pierwszej jest genialny, po drugie jest, moim zdaniem, zwiastunem nowej ery w futbolu (którą zaraz powstrzymają Włosi jakimś brutalnym faulem, padnięciem na pole karne i grymasem na twarzy lub ograniczeniem się do rozbijania ataków rywala). Nasze szczęście polega na tym, że jesteśmy mu współcześni, że możemy powiedzieć: „Wy mieliście Pelego, Besta, Di Stefano, Cruyffa, Beckenbauera” (nie piszę Maradonę, bo my też mieliśmy Maradonę), a my mamy Messiego (nie zapominając o Zidanie i Ronaldo, grubym Ronaldo). Ale to na dzisiaj.
Bo raz jeszcze: spokojnie, z dystansem – chciałbym żeby Messi był najlepszy, bo oglądanie go to jedna ze wspaniałych przyjemności początku wieku, ale jest tu tak jak w muzyce – nie wystarczy nagrać trzech wspaniałych przebojów by wliczono cię w poczet legend rocka i zrównano z Rolling Stones (nie przepadam za nimi), trzeba jednak trochę pograć.

Reklamy

5 Komentarzy »

  1. wawan said

    Taki fajny tekst i spaskudzony wymieniem Zidane’a wśród najlepszych piłkarzy. Szkoda.

  2. vegetable78 said

    Kwestia gustu, myślę jednak że historia zapamięta go jako fenomen. Liga Mistrzów, mistrzostwo świata, mistrzostwo Europy, najlepszy piłkarz France Football x 1 plus najlepszy piłkarz wg. FIFA x 3.
    Nie bagatelizujmy tego, tylko dlatego, że gość był z Realu 🙂

  3. misza said

    Wawrzyn, ani Barcelona nie gra futbolu przyszłości, ani Messi nie jest piłkarzem nowej ery. Barca gra swój futbol, w stylu, którego nie da się skopiować i do którego poza AFC nikt z czołówki nie dąży.Nikt nie ustawia zespołów juniorskich, by za 20 lat grać na modłę barcelońską.
    Coraz więcej klubów stawia za to na siłę. To nie jest czas małych ludzi, ale drogbopodobnych kingkongów.
    Messi nie jest oczywiście gatunkiem wymierającym, bo na szybkich i zwinnych mikrusów zawsze znajdzie się zapotrzebowanie. Zwłaszcza jeśli będą prezentowali taką klasę.
    A czy Messi to piłkarz wszechczasów? Uważam, że jest lepszy od Ronaldinho i grubego Ronaldo. Ale pamiętam, że w ich złotych czasach wielu widziało w nich następców Pele.

  4. vegetable78 said

    No widzisz, ja myślę, że Barcelona właśnie gra futbol przyszłości. Teraz na całym świecie zespoły będą uczyły się gry na jeden kontakt, wymieniały tysiące podań, będą działały trójkąty, kwadraty i pentagramy, nastąpi kult małych ludzi (zobacz na ostatni mecz Polski). Konkurencja oczywiście opracuje system niszczycielski albo rozwinie ten – hej, zaraz, przecież to samo mogą grać duzi ludzie, tyle że lepiej, bo są silniejsi. Albo – jakby tu powstrzymać kult małych ludzi… HA! Ustawić 6 obrońców, z których czterech będzie brało udział w rozgrywaniu a dwóch ograniczy się do destrukcji! (powiedzmy)
    I tak w kółko.
    Ważne jest to, że króluje ofensywa, Manchester – Bayern… piękne to było 🙂

  5. asd said

    ach ci paskudni Włosi, znowu oni…

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: