Łazarek ostrzegał, trzeba było słuchać

Wojciech Łazarek, jaki by nie był i czego by mu nie zarzucano, wiedział co mówił, gdy budowanie drużyny porównał do stosunku słoni. Dużo huku a efekt po dwóch latach.
A więc… oglądałem wczoraj Legię z Bełchatowem i mając w pamięci poprzednie mecze w tym sezonie nie przecierałem aż tak bardzo oczu ze zdumienia (jak to się mówi czasem), ale na pewno również byłem zaskoczony. Taki obrót sprawy ma jednak swoje logiczne uzasadnienie.
Legia wymieniła najważniejszych piłkarzy i trenera. Człowiek nadający tempo, Ivica Vrdoljak, to dziś być może jeden z najlepszych pomocników ligi, o ile nie najlepszy, ale przecież facet dopiero przyszedł do drużyny, dopiero stał się liderem, dopiero narzuca styl.
Swoją drugą w dzisiejszych ocenach Legii w „GW” czym, że „gdyby w Legi było 11 Vrdoljaków, drużyna grała by topornie, ale może by nie przegrywała”
Trochę się zdziwiłem, abstrahując od argumentu (bo przecież w Lechu mogłoby wtedy występować 11 Peszków, ale 1 Peszko i 10 Lewandowskich, gdyż 1 odszedł od Borussii, zaś w Wiśle aż 22 braci Brożków) Vrdoljak grał zdecydowanie nietopornie. Świetny technicznie, obracający się z lekkością, posyłający gdzieś niestandardową piłkę między obrońców. Nie pamiętam takiego defensywnego w naszej lidze. Nie ma nic wspólnego z topornością Arkadiusza Skrzypiciela.
Wróćmy do drużyny.
Ok, Włodzimierz Lubański stwierdził że tacy zawodnicy nie powinni potrzebować tyle czasu na zgranie się, bo przecież mieli okres przygotowawczy. A jednak – nowy trener, zupełnie nowy styl, zupełnie ina gra. Skorża znacznie większą uwagę niż Urban przywiązuje do taktyki. I to potrwa.
Nie ma tu więc przypadku Macieja Bartoszka, który jest jedynie kontynuatorem myśli Rafała Ulatowskiego. Oczywiście wczoraj było więcej agresji, pressing był ostrzejszy, ale styl został bez zmian.
Bartoszek został zmuszony do wymiany kilku graczy i szczerze mówiąc zastanawiałem się czy ten facet nie jest samobójcą jeśli bierze zespół. Mało znany trener pozbawiony podstawowych graczy… musi spaść.
W tygodniu odwiedziliśmy Bartoszka. Sympatyczny facet który mówi o piłce. Właściwie jeśli chodzi o techniczne sprawy mówił to wszystko co wiedzieliśmy, bo przecież oglądamy telewizję. Dziś każdy „grzeje się” tym nowym futbolem totalnym. Mówił nam więc o nowym kierunku w piłce, tak jakby odkrywał jakąś Amerykę, tak jakby tłumaczył nam jakieś niezwykłe tajemnice świata, mówił jakby wymyślił system stosowany przez Niemców, Holendrów czy Hiszpanów.
I to było piękne, bo naprawdę wierzył w tę swoją odkrywczość i co ważne, potrafił zarazić tym zespół.
Myślę, że ten gość wierzy w to iż jest Bolivarem prowadzącym swe oddziały przez Andy. CO ciekawe, oni, jak udało się ustalić, są w nim niemal zakochani.
Ciekaw jestem jaki będzie ciąg dalszy. Na razie facet obmyślił plan taktyczny. Postawił wczoraj na Wróbla „kosztem” Małkowskiego. Czyli „Grajcie mi tym Wróblem”, jakby powiedział Leon Piskorski, mój trener z klasy C. Prosty zabieg, który udowodnił że w piłce wciąż można wygrać prostą taktyczną roszadą. Albo tylko ja odniosłem takie wrażenie.
Wczoraj zachwycił mnie Kamil Poźniak. Ale spokój, ale technika. Kolejny przyszły reprezentant. A Smuda mówi, że nikogo nie ma…
Wraca też sprawa Rafała Ulatowskiego, który „umacnia Cracovię na ostatnim miejscu”.
Liczę bardzo na cierpliwość prezesa Filipiaka, który cierpliwy nie jest. Najbliższy czas to dla niego poważny test.
Rafał Ulatowski w rozmowie przed sezonem uprzedzał nas, że pierwsze kilka kolejek może być ciężkich. Ja sam pisałem niedawno tu, że boję się o to iż po pierwszych 5-7 kolejkach Cracovia będzie ostatnia i ciężko będzie się jej wygrzebać.
Pamiętajmy jednak, że w podobnym okresie w poprzednim sezonie w tym samym miejscu znajdował się Bełchatów. Nagle „złapał rytm” jak to mówią komentatorzy i zaczął seryjnie wygrywać.
Chodzi o to, żeby drużyna załapała myśl trenera. Posiadanie, pierwsza piłka, szukanie dziury, pressing, agresja, takie tam – to wszystko jest trudno zrozumiałe dla polskiego piłkarza. Weźmy przykład Bayernu i zobaczmy – to wszystko było trudno zrozumiałe również dla niemieckiego piłkarza, ale gdy już pojęli to trzeba przyznać, że zeszłoroczny Bayern grał piłkę niezwykłą. Dziś drużyny które z nim wygrywają, robią tu skuteczną destrukcją (tak jak Kaiserslautern, 27,8 procent czasu w posiadaniu piłki).
Dziś na podstawach starego Bełchatowa (przede wszystkim Małkowski i Wróbel – obaj są niesamowici) został zbudowany nowy. Tak samo może być w przypadku Cracovii. Kadrowo jest kilka słabszych drużyn, choćby te z trójmiasta, choćby Polonia Bytom.
Ulatowski i Skorża to podobny przypadek – trzeba dać czas aż drużyna im „załapie”. Granie dominującej piłki to nie jest taka prosta sprawa. Oczywiście po raz kolejny zastrzegam – nie chcę żeby przypadek Van Gaala był usprawiedliwieniem dla jakiś patałachów.
Najłatwiej utrzymać zespół na zasadzie „grajcie to co do tej pory”. Ale dziś w Polsce mamy grupę szkoleniowców, którzy chcą tworzyć. A na wielkie dzieła lub spore dziełka potrzeba czasu. Choć tych dwóch lat Łazarka…
Warto więc obejrzeć mecze i zastanowić się – czy cel może zostać zrealizowany. Na dziś w obu przypadkach powiedziałbym: może.

PS. Losowanie Ligi Europejskiej…
podzielam optymizm – lepiej być nie mogło. Dobrze napisał ktoś, kto napisał (co za absurdalna konstrukcja): „Lech i tak nie wygra tej ligi, a przynajmniej będzie wielka promocja”.
Tak jest, Polska jest w takiej fazie rozwoju, że trzeba nam wielkiego widowiska, którym będą żyli zwykli ludzie.

Advertisements

14 komentarzy »

  1. stan said

    Tak ci przeszkadzają ci, którzy znali Fryzjera, a Bartoszek ci nie przeszkadza? Bardzo dziwne.

    • vegetable78 said

      Nie przeszkadzają mi aż tak bardzo ci, którzy znają Fryzjera, dlatego też często piję kawkę z ludźmi, ktorzy znają Fryzjera. I wuelu z nich bardzo lubię, szczerze. Jeśli to uwaga do mojego tekstu o Michniewiczu, to raczej chodzi mi o to, że chciałbym aby pokazał, że jest zajebistym trenerem a nie że jest człowiekiem Fryzjera, bo jest to ogólny jakiś zarzut wobec niego. To miły człowiek, dlatego szkoda, szkoda… Bardziej mnie denerwują powiązania handlowe na moim ulubionym portalu, i czasami wrzucam tam o tym komentarz, ale to zupełnie inna sprawa.
      A jeśli chodzi o Bartoszka, to… co? Nie wiem, nie odrobiłem pracy domowej, napisz jeśli możesz.
      Naprawdę w tym przypadku nie udaję idioty, po prostu nie słyszałem o żadnych zarzutach, o kupowaniu i tak dalej.
      Oczywście widziałem jeden z komentarzy na słynnym (i jak pisałem wcześniej moim ulubionym) portalu weszlo.com, o tym że jego stary gościł sędziów, ale nie zdołaliśmy tego potwierdzić. Nie możemy bazować na plotce, anonimowym wpisie przy robieniu materiału, „PS” to poważna gazeta (staramy się). Na weszlo.com często wpisują się dziwni goście, oskarżają się wzajemnie itd., to cena sukcesu tej strony. Czekam na jakieś info, a jeśli nie, to wkrótce sam poszukam, pzdr.

      • stan said

        Ciechocinek, gościna dla wybranych, organizowanie kariery trenerskiej synowi właściciela (staże itd. – w czym nie widzę nic złego, od razu zaznaczam). Potem funkcja asystenta u Wasikiewicza w Unii Janikowo, z ktorej za tamten okres juz chyba wszyscy maja zarzuty.

        Jest mozliwe, ze Bartoszek nigdy niczego zlego nie zrobil, nie oskarzam go. Tylko dla ciebie osoby, ktorym Fryzjer w czyms pomogl zawsze byly „naznaczone”.

  2. vegetable78 said

    Tak jak piszę, widziałem to oskarżenie w komentarzach, gdybym jednak chciał osobiście pytać ludzi czy to prawda co ktoś napisał w necie, w każdym wywiadzie trzeba by pytać: „Czy to prawda, że jest pan chujem?”. Nie możemy sobie na to pozwolić, dopóki tego nie potwierdzimy. Teraz również bazujesz na jakimś komentarzu z weszlo.com. Tu możemy sobie pobazować, ale w poważnej gazecie już nie, bo wtedy gazeta nie byłaby poważna.
    Choć tak jak pisałem, za jakiś czas może się tym zajmę.
    A po drugie: Jakiś przykład naznaczonej osoby? Nie pomylileś mnie z którymś z „torquemadów”? Moje podejście jest proste: „Udowodnij, że jesteś dobrym specjalistą a nie tylko człowiekiem fryzjera”. Nie piszę: „Nie masz prawa się w ogóle wypowiadać na żaden temat, bo jesteś człowiekiem Fryzjera”.
    Każdy popełnia błędy, to oczywiste. Wszysto zależy od skali błędu… W bezwzględnych prokuratorów zazwyczaj bawią się miernoty, które nie mają innej możliwości wypłynięcia. Pozdrawiam. MW.

    • stan said

      Ja nie bazuję na żadnym komentarzu, nawet go nie widziałem.

  3. vegetable78 said

    ok, domyśliłem się na czym bazujesz, skoro Bartoszek był na stażach w Lubinie i w Poznaniu. Niestety takich informacji nie mieliśmy wcześniej. Sprawdzę to wkrótce (ze względów obiektywnych za kilka tygodni), jeśli się potwierdzi, będzie opublikowane, pzdr.

    • stan said

      Chyba się nie rozumiemy – co będzie opublikowane? Że był na stażach? To nic złego przecież, raczej mu się chwali. Ja w ogóle nie piszę, że ten facet zrobił coś złego. Tylko twierdzę, że powinieneś przykładać jednakową miarę do wszystkich. Przy niektórych strzelasz słowem Fryzjer na prawo i lewo, przy innych nie.

      Bartoszkowi życzę powodzenia (chociaż osobiście w to powodzenie nie wierzę) i tyle.

      • vegetable78 said

        bardzo dobrze się zrozumieliśmy. Napisałem, że domyślam się na jakiś informacjach bazujesz, skoro facet był na stażach w Zagłębiu I Lechu.
        To co sugerujesz (NIE, ŻE „BYŁ NA STAŻACH”), pewnie byłoby opublikowane, ale musiałoby okazać się prawdą. Kto więc wie, może będzie opublikowane. JEŚLI okaże się prawdą.
        A co do tekstów poniżej o Michniewiczu, to cóż – wszystko można uzasadnić, ale niektóre argumenty mnie zdumiewają – na przykład z tym o Łęcznej. To zrozumiałe, że przegrali bo nie obstawili, gdyż uznali, że nie trzeba się ubezpieczać. Moim zdaniem i Zagłębie i Bełchatów się ubezpieczały. O tym drugim sam pisałeś w Dzienniku.
        Wydaje mi się też, że te teksty o Włodarczyku są mocno dęte. Musiał go wziąć, bo nikogo nie miał… dziwne, zazwyczaj nie jesteś tak skłonny do usprawiedliwiania trenerów i piłkarzy.
        I jeszcze jedno – gdzie twoim zdaniem ja rzucam na lewo i prawo teksty o tym, że ktoś współpracował z Fryzjerem? Piszę o tym, bo jest to oczywiste, Michniewicz jest chłopakiem od Fryzjera. Teraz niech udowodni, że jest trenerem. Nie cudotwórcą, ale po prostu dobrym trenerem, którego stać na to, żeby prowadzić dobry klub. Pzdr.

  4. stan said

    A jeśli chodzi o drugi wątek, to przyznam, ze nie chce mi się pisać (aktualizacja: jednak się rozpisałem). Ale tak w skrócie – dla ciebie dowodem na to (albo nazwijmy to „mocną przesłanką), że Zagłębie Lubin kupiło mistrzostwo Polski jest to, że Piotr Włodarczyk przeszedł z Legii do Zagłębia. Popatrz więc na całość sytuacji – w Zagłębiu nikt go nie chciał. Liga skończyła się 26 maja, Włodarczyk podpisał kontrakt 4 czerwca, ponad miesiąc później. To dość istotne, bo w tym czasie okazało się, że:

    a) Łukasz Piszczek, najlepszy napastnik w tamtym sezonie, odejdzie do Herthy Berlin (walczono, by został, ale bez powodzenia)
    b) Michał Chałbiński nie może dojść do siebie po ciężkim urazie głowy, jakiego doznał w meczu z Koroną
    c) nie będzie pieniędzy na wzmocnienia (a jak już robiono wzmocnienia wcześniej, to w stylu Rui Miguela ściągniętego za 25 tysięcy euro)

    W związku z tym Zagłębie zostało bez napastników i miało w perspektywie grę o Ligę Mistrzów. Zresztą, sytuacja kadrowa była tak słaba, że w rewanżu przez pół godziny na pozycji napastnika grał Wojciech Łobodziński, co zdarzyło mu się pierwszy i ostatni raz w karierze.

    Nie mając w zespole napastników i nie mając pieniędzy na ich sprowadzenie, jedynym wyjściem było wziąć kogoś łatwo dostępnego, odstawionego w innym zespole lub z kartą na ręku. Piotr Włodarczyk był takim „mniejszym złem”. Akurat wówczas na rynku nie było wolnego lepszego napastnika niż on (w końcu strzelił te 89 goli w ekstraklasie, w momencie transferu). Podsumowując – nie był piłkarzem „pierwszego wyboru”, raczej smutną koniecznością. „Niech będzie, może się uda”. Trener stał pod ścianą, jeszcze trochę i musiałby wystawić w ataku Adama Fedoruka.

    Być może udałoby się znaleźć dobrego zawodnika zagranicą, ale przy ówczesnym dyrektorze sportowym (a dziś dyrektorze Wisły), który zajmował się głównie wciskaniem szrotu od portugalskiego kolegi, było to niemożliwe (swoją drogą, to ewenement, przysyłać z Portugalii na testy trzy razy tego samego zawodnika, nie zważając na to, że trener go nie chce, a lekarze uważają kolano piłkarza za niekwalifikujące się do uprawiania sportu).

    To tyle w kwestii Włodarczyka. Dodam, że mecz gdyby po strzale Stasiaka piłka nie podbiła się o 10 czy 15 centymetrów na nodze obrońcy, to Fabiański by ją obronił, mistrzem zostałby Bełchatów, a cała twoja teoria wzięłaby w łeb. Ponadto nie wydaje mi się, że gdyby Zagłębie ustawiało wówczas mecze, to nie pozwoliłoby sobie nie ustawić meczu z Łęczną (porażka w ważnym momencie). I na koniec – nie wydaje mi się, żeby w klubie był ktoś aż tak głupi, by w czasie szalejącej afery korupcyjnej, codziennych zatrzymań i w czasie, gdy Fryzjer siedział w areszcie, bawić się w coś takiego. Jeśli ktoś się bawił, to radziłbym sprawdzić jednego z bardzo znanych trenerów, który pracował w Lubinie trochę wcześniej. I sprawdzić, czy czasem Łukasz Piszczek nie zgłosił się do prokuratury właśnie mając na względzie współpracę z tym pierwszym uczciwym.

    Inny twój argument – że Michniewicz powinien wziąć sobie jakiś mały, zapomniany klubik, stworzyć z niego potęgę i udowodnić wszystkim, że coś potrafi. To tak jak ja bym tobie doradził: zmień tożsamość, wyjedź do Sandomierza, zatrudnij się w lokalnej gazecie i spróbuj przebić, stać się znanym na całą Polskę. Może i byłbyś w stanie, tylko czy by ci się chciało? Mnie by się nie chciało. Michniewicz już mniej więcej coś takiego zrobił – zdobył mistrzostwo Polski z Zagłębiem, przejmując zespół bodajże po ośmiu kolejkach na jedenastym miejscu. Udowodnił, że sukcesy z Lechem nie były przypadkiem. Teraz ma udowadniać, że sukcesy z Lechem i z Zagłębiem nie były przypadkiem. I tak w kółko.

    Facet nie będzie brał byle czego, bo raz wziął byle co – Arkę, gdzie nie miał piłkarzy, nie miał możliwości dokonania transferów (za wyjątkiem darmowych) i zrobiono z niego nieudacznika. Dzisiaj jakoś nikt nie wspomina, że średnia punktowa Michniewicza w Arce była dużo lepsza niż Pasieki (w tym sezonie pewnie będzie podobnie). Pasieka uchodzi za fantastycznego faceta, który buduje w Gdyni coś fajnego i ma gorsze rezultaty, mimo że ma komfort dobierania zawodników, budowania zespołu i dobrego dyrektora sportowego nad sobą.

    Aha, jeszcze gdzieś napisałeś, co mnie szczerze rozśmieszyło, że Michniewicz wcale nie miał ofert z klubów, o których wspomniał, tylko że sam wydzwaniał do dziennikarzy po telefony do działaczy tych klubów. Genialne. Wydzwaniał, czy może popracować w Piaście Gliwice, a jak mu powiedzieli, że może, to powiedział, że nie chce? Oczywiście. Dla twojej informacji – w imieniu Piasta dzwonił Zbigniew Koźmiński w czasie, gdy Czesław Michniewicz przebywał w Anglii na kursie językowym, połączonym z obserwowaniem treningów i meczów. Michniewicz zastanawiał się dzień czy dwa i tę ofertę odrzucił (poszedł Wieczorek). Podobnie było z Odrą (poszedł Brosz). I podobnie było z Arką (oferowany powrót, przez Czyżniewskiego, poszedł Pasiaka). Były jeszcze rozmowy z czwartym klubem, ale skoro Michniewicz nie zdecydował się tej informacji ujawnić, to ja też tego nie zrobię.

    O niego się nie martw – da sobie radę. Tylko jest bardziej wybredny niż kiedyś, może zrozumiał, że nie jest cudotwórcą i że nie dokona niemożliwego wszędzie. Wymaga od pracodawcy stworzenia warunków do pracy – warunków do nieskompromitowania się. Jego największym błędem było to, że po mistrzostwie z Zagłębiem nie przyjął oferty Wisły Kraków (poszedł Skorża) i do dziś za ten błąd płaci. Życie składa się z takich „małych” decyzji.

  5. agrest said

    te, stan, tobie czechu za te wiernopoddańcze mowy obronne opdala działkę czy tylko z sympatii za wspólne picie wódki to robisz?

    • stan said

      agrest to od wielkosci mozgu?

  6. vegetable78 said

    wróćmy do rozmowy, to było ciekawsze…

  7. Mattia said

    miła rozmowa Panowie, nawet konkretna, ale nigdy nie dojdziecie do porozumienia, gdyż każdy z was patrzy na sprawę z innej perspektywy. Ty, Marek, z punktu widzenia dziennikarza, a pan stan – kolegi trenera Michniewicza. I nie jest to żaden zarzut, każdy może być kolegą każdego i punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. A piłka jest okrągła i bramki są dwie. To byłoby na tyle mądrości.

    • vegetable78 said

      Cóż, argumenty przedstawił logiczne, do niektórych bym się przychylił 🙂 ale to wszystko tylko gadanie, coś w stylu sporu akademickiego.

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: