Archive for Wrzesień, 2010

Spisek straszliwy

Przypomniał mi się telefon pewnego dziadka do pewnego radia konserwatywnego: „Niech pan zobaczy na Polsat. Przecież oni nie są z Polski, a więc skąd ten Pol w nazwie? Zabierzmy Pol i zostanie Sat. A teraz proszę dodać do słowa Sat skrót od Anteny, czyli An. Co wychodzi? SatAn… Tak!”

Ha, spisek przeciw polskim siatkarzom został wykryty. Dochodzenie polskiej prasy trwało długo, ale rezultaty naszych śledczych od siatkówki są wstrząsające. Poczytałem i dodałem jeszcze swoje wnioski. Dlaczego świat chce zniszczyć naszych siatkarzy, dlaczego nie chce, żebyśmy zdobyli mistrzostwa świata, wszechświata i układu słonecznego? Dlaczego nie chce dopuścić nas do walki o mistrzostwo galaktyki, dlaczego rzuca te wszystkie kłody pod nogi?
A więc było tak:
– Polskę wylosowano do grupy z Serbią, Niemcami i Kanadą. Nasi rywale są członkami grupy przestępczej wymierzonej przeciw polskiej siatkówce. Przedstawię na to dowody, ostateczne i niepodważalne.
Najpierw byli Kanadyjczycy. Przegrali z nami wysoko, ale stawiali opór, markowali walkę. Mieli nawet w swoich szeregach siatkarza polskiego pochodzenia. Chcieli nas zmylić.
Niemcy chcieli nas jeszcze podmęczyć, dlatego nie poddali się bez walki, walczyli do końca.
Serbowie się podłożyli i wysłali nas do grupy śmierci.
Ale to był tylko pierwszy etap. Tak jakby Hercules Poirot znalazł broń, ale nie miał pojęcia kto jest sprawcą.
Proszę jednak zwrócić uwagę, na wyniki w grupie B. Oto na końcu Brazylia przegrywa z Kubą i już ma świadomość, że trafi do grupy śmierci. Z Polską (nie mówcie mi, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, spisek polega na tym, że wiedzieli!) i Bułgarią, która z kolei specjalnie przegrała dwa mecze.
A po co Brazylia chciała trafić do grupy z Polską? Żeby nas zniszczyć.
Sytuacja wygląda tak, jak twierdzą poważne autorytety siatkarskie, że pokona nas wysoko, a potem podłoży się Bułgarii, żeby nas wyeliminować z dalszej gry.
Zastanawiałem się: Co to jest za grupa śmierci, skoro gra w niej Bułgaria, która przegrała dwa mecze?
Zastanawiałem się też: Dlaczego Brazylia miałaby pozbywać się drużyny, z którą wygrywa 3:0?
Odpowiedź – bo jest to część spisku gamoniu! Nie masz o tym pojęcia, nie znasz się na siatkówce!
Autorytety napisały, że w dziwny sposób wyniki z pierwszej rundy nie liczą się w kolejnej. Aha! O to chodzi! A więc w spisku są również organizatorzy piłkarskich mistrzostw świata oraz NHL! Tam również się nie liczą!
Ale jaki byłby powód takiego straszliwego spisku? Chodzi o to, że Polska siatkówka jest zbyt mocna i trzeba nas utemperować, trzeba pokazać nam miejsce w szyku. No i chodzi o forsę. Ale ten etap dochodzenia zostawię naszym specjalistom od siatkówki, naszym Woodwardom, naszym Bernsteinom.
Aha, jeszcze jedno – Siatkarze z Brazylią grają o 21. W tym samym czasie AXN puszcza Kryminalne Zagadki Miami. CSI, sezon kolejny. A wiadomo, że serial ma świetną oglądalność i wielu Polaków wybierze ten właśnie serial. Haha, głupi naród! O to właśnie IM chodzi, żebyście nie widzieli przekrętu!
Szczerze mówiąc przeczytałbym jakąś fajną historię, choćby o siatkówce, która mnie średnio interesuje, gdyż nie ma tam bramkarza. Od wielu lat dziennikarze zajmujący się siatkówką nie napisali historii, która by mnie w jakiś sposób poruszyła (oprócz Łuko i jego super wywiadów). Zamiast tego czytam o jakimś spisku. I wiecie co, wracam do piłki, wracam do cywilizacji, jakkolwiek dziwacznie by to nie brzmiało.

Reklamy

Dodaj komentarz

Zakład wciąż aktualny

No i kto jeszcze dołączy do niedawnego zakładu? 2 piwa na to, że Legia skończy w pierwszej trójce…
Mecz z Lechem co najmniej optymistyczny. Vrdoljak to zdecydowanie mój ulubiony piłkarz ligowy, obok kilku innych. Walka, ponadprzeciętna technika, kreatywność.
Sporo Legii dała czerwona kartka Macieja Rybusa. Facet absolutnie nie na miarę europejskich pucharów, a jego nominacje do reprezentacji są mocno naciągane.
Liczyłem kontakty w pierwszej połowie. 6,6,4 – zejdź gościu! Usłyszał me wołanie 🙂
Bramka Mezengi zbytni mnie nie podnieca – pierwsza i pewnie ostatnia. Ok, może nie, ale jeśli strzeli w sezonie więcej niż 5… ktoś przyjmuje zakład?
Z kolei zastanawia mnie totalny upadek Wichniarka. Wszedł, nic nie wniósł. Upadek bolesny. A przecież niedawno kreowano go na kadrowicza. Skoro Wichniarek nie jest International Level, to kto jest?
Na przykład Niedzielan. Ależ mało zabrakło, wystarczyło podnieść piłkę, wystarczyło trafić do pustej bramki. Stracił dwa gole, ale znalazł się tam gdzie powinien, to już coś. Facet jest niesamowity, ma drugi hitowy sezon. Myślę, że takie osobistości mają nie tylko kolejne bramki na koncie ale i ogromny wpływ na drużynę. Coś w stylu Frankowskiego w Jagiellonii czy Świerczewskiego przez ostatnie lata w naszej lidze. Mocny na boisku, mocny w szatni. Z drugiej strony rozumiem Smudę (choć coraz mniej rozumiem wypowiadane przez niego zdania) – nie powołuje Niedzielana, bo woli Lewandowskiego i Jelenia. Oni jednak grają tam, a on tu. I on też tam był, ale nie dał rady. I to zasadnicza różnica.
PS. Tomasz Lipiński poprawił w Canal Plus – w Śląsku elegancko zawieszono trenera Tarasiewicza. Czy dziennikarz może być tak naiwny, żeby nie powiedzieć ostrzej? Przecież sprawa jest bardziej czytelna niż książka w podstawówce. Ok, jestem agresywny, ale nie znoszę klepania działaczy po plecach.

3 Komentarze

Rysiu zostawił masę cegieł

Sprawa Tarasiewicza – fani piłki odetchnęli z ulgą. Kibicom Śląska ciężko to było przyznać, ale dla nich lepiej, że pana Rysia, ulubieńca tamtejszych dziennikarzy, nie będzie już w klubie.
Mówią, że zastał Śląsk drewniany, a zostawił murowany. Pewnie nawet coś w tym jest, tylko czy na pewno murowany? Zostawił na pewno dużo cegieł.
Dziś następca Tarasiewicza będzie miał zadanie podobne do tego, jakie on miał w III lidze. A więc potężny jak na region choć upadły zespół, duży budżet, dobry skład, tylko wszystko poukładać.
Tu mamy do czynienia z bardzo solidną drużyną, która po prostu nie chce załapać. Pan Rysio okazał się za słaby na ekstraklasę, nie jest to po prostu jego poziom.
W pewnym momencie myślałem, że się mylę, że może jest, że ta niechęć do Rysia Misia (dedykacja dla dziennikarzy z Wrocławia i okolic) jest podyktowana jakimiś względami pozasportowymi, pozamerytorycznymi, że może siedzi coś tam w środku, w podświadomości, coś co każe mi myśleć – jest słaby, ale ma posadę bo jest swój, ludzie z Jeleniej Góry trzymają ludzi z Jeleniej Góry, ludzie z Bytomia ludzi z Bytomia, warszawiacy warszawiaków, zaś ludzie z Wrocławia ludzi z Wrocławia, nawet jeśli są słabi. Może coś w tym jest. A może jest to coś zupełnie innego, ale działającego na tej samej zasadzie.
Miałem jednak chwilę zwątpienia w swoją teorię. Było to konkretnie na początku tego sezonu, gdy Śląsk zasypywał rywali pociskami, petardami, rakietami, granatami. Był tu jakiś zryw, który i mi sprawiał radość, gdy emocjonowałem się tymi wspaniałymi akcjami Waldemara Soboty. Kilkanaście strzałów w każdym meczu, czasem nawet ponad 20, to robi wrażenie. A jednak, nie przekłada się to na nic.
Myślę, że Tarasiewicza zabiło przekonanie o nieomylności. Miałem okazję z nim porozmawiać w sprawie Janusza Gancarczyka. To był raz, może więc sytuacja była nerwowa, kto wie… w każdym razie Tarasiewicz jest facetem inteligentnym, jednak nie jest Einsteinem, nie przesadzałbym. Ma dobrą ripostę, ale wystarczy trochę odwagi, wystarczy powiedzieć: stop… tylko, że nikt nie mówił.
Pamiętam program w Polsacie, gdy kompletnie mu nie szło. Wtedy Roman Kołtoń, jeden z jego apologetów powiedział coś takiego: „Ja myślę, że Śląsk w pierwszym sezonie grał ponad swoje możliwości, a teraz gra normalnie, prawda trenerze?”
No to co miał odpowiedzieć, zgodził się.
Zagłaskany uwierzył gdzieś w swoją boskość. Jakby był jakimś Maradoną.
Człowiek naprawdę inteligentny wie, kiedy trzymać na dystans klepaczy po plecach. Rysiu nie wiedział.
A więc klepacze klepali go po plecach gdy wykańczał kolejnych piłkarzy, którzy zdołali mu się sprzeciwić – przykłady Janukiewicza, Ostrowskiego i Janusza Gancarczyka.
Nie było u niego słowa sprzeciwu, gdy banda łysych prymitywów wygwizdywała Bena Imeha, tylko dlatego, że jest czarny.
Tak, tak, zrobił wiele dobrych rzeczy, na pewno, nie przeczę. Zresztą nie jestem w środku tego klubu,nie wiem wszystkiego. Wiem tylko, że wymieniłem dwa zachowania, które nie budują autorytetu trenera w oczach zawodników. Dlaczego mieliby za niego ginąć, skoro on używa ich przedmiotowo? Dlaczego mieliby walczyć w jego obronie, skoro splunie na nich i zgnoi, gdy zechcą odejść, lub gdy stanięcie po ich stronie jest zbyt dużym aktem odwagi? Nawet jeśli w prywatnych rozmowach zapewniają, że są z nim na dobre i… no właśnie, w ogóle są z nim.
Nie życzę Tarasiewiczowi źle, po prostu chciałbym, by na karuzeli zostali dobrzy trenerzy. Niech oni ze sobą walczą. Tak jak zawsze lubiłem osobiście Marka Motykę, ale sprzeciwiałem się temu by prowadził klub w Ekstraklasie i starałem się pisać o nim krytycznie. Po prostu jego siła polegała na tym, że najpierw był słupem Engela, a potem był przyjacielem Polsatu. To chyba tyle. Poza tym fajny gość.
Nie zdziwiłbym się, gdyby Rysiu Misiu dostał jakąś posadę w Śląsku, dlaczego nie.
Ale mam dla niego poradę taką samą jak dla Czesława Michniewicza i innych, którzy przedwcześnie lizani po tyłkach uwierzyli w swoją wielkość – zobaczcie na Bobby’ego Robsona, zobaczcie na Alfa Ramseya, zobaczcie w końcu na Briana Clougha (przepraszam, że przejechałem jedynie po podwórku angielskim). O wielkich nie należy tylko mówić, wielkich trzeba naśladować.
Weźcie więc słaby zespół w III lidze i stwórzcie tam potęgę.
Tak jak Ramsey czy Robson w Ipswich, tak jak Clough w Forest.
Utrzymywanie się za wszelką cenę na karuzeli, kurczowe trzymanie się zamiast tworzenia, to przeżycie swojego życia w szczurzej norze, tyle tylko, że wyścielonej nieco lepszą trawą.
PS. Co to znaczy, że Tarasiewicz został zawieszony w prawach trenera? Czytam wrocławską „GW” i nie wierzę. Czytam bowiem, że klub chce dać temu Rysiu Misiu odejść z twarzą. Tak, tak, na pewno…
Facet, który oddał klubowi serce, nawet jeśli jest to za mało, powinien zostać zwolniony i dostać solidną odprawę. Zawieszanie to upokorzenie, które ma mu dać do zrozumienia – odejdź sam, ty zaoszczędzisz honor, a my zaoszczędzimy forsę (45 tysięcy miesięcznie x ileś tam miesięcy). Jestem zdziwiony, że szefom klubu z Wrocławia w tak ważnej sprawie zabrakło zasad. Przecież to sprawa honoru. Wczoraj rozmawiałem jednak z jednym z naszych korespondentów i wspólnie doszliśmy do wniosku, że w dzisiejszych czasach trudno o działacza na poziomie, o człowieka honoru w zarządzie jakiegokolwiek klubu.

11 Komentarzy

Podkładanie świń

Zarząd Górnika Zabrze ukarał Michała Karwana i Damiana Gorawskiego 115 tysiącami złotych grzywny – poinformował katowicki „Sport”. Zapowiada się ostra walka w sądzie. To po wypowiedziach piłkarzy naruszających ponoć dobre imię klubu.
Sprawa jest następująca – Henryk Kasperczak podpisał z kilkoma piłkarzami zbyt wysokie kontrakty, m.in. z Gorawskim, to akurat najbardziej jaskrawy przykład. Klub więc wysłał go do rezerw grających w klasie B, by ten zrzekł się kontraktu. Nie udało się, więc szukano haka. Szukano, szukano i znaleziono. Jakiś program telewizyjny, którego pewnie nikt nie oglądał.
Nieważne.
Nauczą się. Tak jak Orest Lenczyk. Nie udziela wywiadów do czasu wypłaty ostatniej złotówki lub wyroku sądowego. Cwaniak!
Czekam więc, jak pisałem, na batalię w sądzie, a co do pana Łukasza Mazura, prezesa Górnika Zabrze… jak nazywają się ludzie, którzy szukają haków i stosują stalinowskie metody? Tacy ludzie to zazwyczaj po prostu… a zresztą, Orwell napisał o tym całą książkę.
Jeśli szefowie Górnika uważają, że kontrakty były zbyt wysokie, to powinni wytoczyć sprawę w sądzie Henrykowi Kasperczakowi i Jędrzejowi Jędrychowi.

6 Komentarzy

Sobota mniej piłkarska

Właśnie przeczytałem w mojej gazecie, że Ekstraklasa SA wymyśliła sobie, iż od przyszłego sezonu mecze będą pokazywane w takim oto układzie – piątek dwa, sobota trzy, niedziela dwa, poniedziałek jeden.
A więc piłkarska sobota powoli idzie się… idzie się generalnie.
Ostatnie lata to eksperymenty na piłce – niekompetentnych urzędników i telewizyjnych speców.
Nie idzie to w dobrą stronę. Powoli zabija się tradycję. Tradycją jest oglądanie, porównywanie, zabawa tabelą, klasyfikacje i inne takie historie. Kupujecie poniedziałkową gazetę, a tam jedenastka kolejki.
Piłka to zabawa, choć kosztowna.
Piłka w wydaniu „orange-ekstraklasa sa” to czysty biznes. Najpierw rozciągnięto mecze w czasie, co zabiło studio S-13, a teraz zabija się przyjemność czytania poniedziałkowych gazet.
Ale trudno, takie czasy, niekompetentni urzędnicy (czasem są to byli przemytnicy) rządzą wszędzie, w prywatnych zakładach szef ściąga swoich kolegów z osiedla, a w państwowych robi się lewe przetargi i organizuje ustawione konkursy. Zakompleksieni ludzie nie konsultują swoich decyzji, stąd tyle głupoty. Ot, taka mała mądrość z otwockiego podwórka. Nic z tym nie zrobimy.
Czytam o tym, że to przedłuży zainteresowanie.
A więc moja propozycja:
w poniedziałek – 1 mecz
we wtorek – 1 mecz
w środę – przerwa, kadra, Liga Mistrzów, wiadomo
w czwartek – 1 mecz
w piątek – 1 mecz
w sobotę – 2 mecze
w niedzielę – 2 mecze.

Przy okazji, za trzy, cztery lata nie będzie to żaden szok, nie będzie zdziwienia. Po prostu będziemy traktować te trzy sobotnie mecze jako coś normalnego. To dlatego, że w Polsce nie ma tradycji strajku. Kłócimy się o krzyż i tanie emocje, tam gdzie można drzeć gębę, ale nie o sprawy merytoryczne, zaś wysoko postawionych urzędników i szefów stacji telewizyjnych nikt nie ruszy. Za dobrze płacą, lub mogą płacić w przyszłości.

Przy okazji – przeczytałem gdzieś jakiś komentarz, że idziemy w stronę Europy. Tyle tylko, że Europa idzie dokładnie odwrotną stronę – poza kolejkami granymi w tygodniu które zdarzają się rzadko, niemal wszystkie mecze rozgrywane są w sobotę i niedzielę. W Niemczech jeden w piątek, zaś w Hiszpanii jeden w poniedziałek. Czasem w tygodniu gra się coś zaległego. Ale to chyba tyle w kwestii Europy.
Proponuję zobaczyć kalendarze europejskiej piątki – Anglii, Hiszpanii, Włoch, Niemiec i Francji. Otóż, proszę państwa, weekend jest święty i niemal nietykalny.

2 Komentarze

Grzesznicy i wiejska mądrość

Właśnie włączyłem na youtube „Enjoy the silence”. Jedną ciekawą rzecz powiedział Rafał Dębiński w Canal Plus – przypomniał anegdotkę przypomnianą przez Marco Simone – otóż były reprezentant Włoch w studiu telewizyjnym opowiedział o tym, jak któryś z piłkarzy, zdobywców złotego buta, rzucił się w szatni na trenera – zwycięzcę Pucharu Mistrzów i omal go nie udusił.
Wyszło to na jaw teraz, bez nazwisk. Po dwudziestu latach.
Nasze afery wyszły na jaw od razu. Może dlatego, że mamy lepszych dziennikarzy 🙂 (swoją drogą, za świetnego newsa z kadry gratulację dla „RZ” i Michała K., inne gazety tego, zdaje się, nie miały)
A więc – Peszko gdzieś popił PO MECZU i jest z tego wielka afera. Wyluzujmy trochę. Zresztą afera będzie krótkotrwałą, bo Franz Smuda jest specem od krzyku,ale nie jest zbyt konsekwentny. Nie wiem czy to dobrze czy to źle. Odpowiem więc jakby odpowiedział pewien piłkarz, którego nazwisko znaczy tyle co „bramka”: Ja wiem… Raz jest to dobrze, a raz jest to źle.
Tak by właśnie powiedział.
A więc chłopcy wypili kilka piw, tak jak pewnie trenerzy. Wszyscy się napili. Co złego jest w piciu piwa? PO MECZU? W pokoju hotelowym…
Podobno Peszko zaatakował słownie Zielińskiego. To gorzej. „Niepowołanie” na kolejne zgrupowanie to dobra kara. Starczy.
Dwóch gości z Przemyśla dostało kiedyś powołanie na kadrę w piłce ręcznej. Pojechali, ale nigdy nie dojechali. Wrócili do domu spłukani, skacowani, ale z poczuciem dobrze przeżytej przygody. Więcej powołania nie było, ale to w końcu byli debiutanci. Do dzisiaj w Przemyślu opowiada o tym dwóch zadowolonych z siebie pijaczków.

Teraz Iwański. Iwański się napił – no to koniec – kara śmierci.
Przecież jest recydywistą – najpierw psuł atmosferę w szatni, a teraz jeszcze się napił.

Jeśli chodzi o karę dla Iwańskiego w Legii to coś trzeba zrobić, rozumiem intencję Skorży, ale nie zgadzam się z nim. Mamy tu do czynienia ze starym trickiem. Na wsi na przykład gospodarz chcący wybić szczury grasujące w stodole łapie przywódcę stada. Jest on łatwo rozpoznawalny, bo ma odpowiedni rozmiar. Trzeba mu wydłubać oczy a on zagryzie resztę. Ohydne, nie wiem czy to prawda, mam nadzieję, że nie. Można zapytać Pawła Janasa, on lubi mordować zwierzęta.
A więc stara psychologiczna zasada z wiejskiej dyskoteki – jeśli atakuje cię pięciu uderz największego. I to właśnie robi Skorża. Jeśli posadzisz lidera pokażesz wszystkim – to ja tu teraz rządzę.
Metoda tania jak teksty Kuby Wojewódzkiego w międzynarodowym idolu. Ale czasem skuteczna, zobaczymy.
Psucie atmosfery było tylko pretekstem. Odsunięcie od składu samego Gizy nic by nie wnosiło, bo to piłkarz rezerwowy. Zresztą on już dawno powinien zostać odsunięty od składu. Za to że jest słabym piłkarzem.

Kiedyś takim zblazowanym Legionistą był Lucjan Brychczy. Vejvoda zdjął kazał mu więc zejść z treningu. A potem pogadał. Mocno, szczerze, od serca. I Brychczy na starość raz jeszcze stał się wielkim piłkarzem.
Ale Vejvoda to był Vejvoda. Może Brychczy powinien opowiedzieć tę historię Skorży.

Dodaj komentarz

Młodzi, piękni, bogaci

Tacy właśnie są – młodzi, piękni, bogaci (tak nazywa się jeden z lanserskim barów w Gdańsku) a do tego utalentowani, o każdym z nich mówiło się jako o kandydacie na selekcjonera. Co więc się stało?
Rafał Ulatowski, Maciej Skorża, Ryszard Tarasiewicz… na razie wystarczy.
W przypadku tego ostatniego mam prostą odpowiedź – po prostu nigdy nie był dobrym trenerem, ale został wypromowany przez dziennikarzy pochodzących głównie z Wrocławia i okolic – różne wywiady na kolanach, pytania „dlaczego pan jest taki dobry?”. Tak to właśnie Rysiu Tarasiewicz został wielkim trenerem.
Mocnym w gębie, słabszym na ławce.
Dziś dysponuje bardzo mocną linią ofensywną (umownie – liczę pomoc i atak) ale kompletnie nie potrafi tego wykorzystać.
Zupełnie inna sytuacja jest ze Skorżą czy Ulatowskim.
Tu mamy do czynienia z naprawdę niezłymi trenerami, ludźmi znającymi się na robocie, teoretykami, ale fanatykami piłkarskimi.
A więc co – brak szczęścia, zły dobór piłkarzy, nieodpowiednie miejsce?
Nie podniecajmy się za bardzo.
Skorży nikt nie wyrzuci, za dużo w niego zainwestowano. Nawoływanie go do podania się do dymisji jest co najmniej mało sensowne, o ile nie głupie. Przynajmniej przez jakiś czas. Przed sezonem wspominany tu często Hubert Kostka mówił, że tworzenie drużyny to kwestia kilku lat, na pewno nie kilku tygodni. Skorży brakuje doświadczenia, myślał że to menedżer piłkarski, popełnił kilka błędów personalnych, ma konia trojańskiego w postaci Marka Jóźwiaka na niemal równoległym stanowisku. Kolega wczoraj zapytał: „Jak możliwe, by tak wysokie stanowisko zajmował facet o pseudonimie Beret”. No tak, coś w tym jest. Jeśli nadano mu pseudonim Beret, to w pewien sposób można odnieść to do jego osobowości, inteligencji. Ot, taki bawidamek, pierdnie, ch… pokaże (cytat ze specjalną dedykacją).
No więc właśnie facet o pseudonimie Beret pracuje w wielkim koncernie medialnym, dostaje kupę forsy i jeździ po świecie, co nie przynosi żadnych efektów.
Wróćmy do Skorży – szybko się uczy, stąd wstrząsy w drużynie, stąd zastosowanie defibrylatora, choć nie jestem przekonany że to wybór słuszny. Najważniejsze to stracić jak najmniej punktów do czołówki, a czołówka jakby spełnia to pragnienie. Dlatego wyluzujcie się, Skorża powalczy o tytuł, a na to, że będzie w pierwszej trójce postawię dwa piwa.
Legia wciąż ma jeden z najmocniejszych personalnie składów.
Większy problem ma Ulatowski.
Teoretycznie niezła szóstka z przodu, szczególnie na papierze: Sacha – Radomski – Klich – Suvorov – Saidi – Matusiak.
Brzmi dobrze. Gorzej z defensywą, to jest katastrofa. Zawodzi nawet Jarabica, którego ponoć Cracovia sprytna sprzed nosa Sparcie Praga.
Ulatowski popełnił więc błąd w doborze zawodników defensywnych, ale nie jest to błąd, którego nie można naprawić. Zastanawiam się, czy nie byłoby logicznym zamiast wspomnianego przyszłościowego Jarabicy ściągnąć dwóch tańszych pewniaków na teraz. Ale wiadomo – mądry Polak po szkodzie.
Problem Ulatowskiego jest podobny do problemu Skorży – obaj forsują piłkę ofensywną, nastawioną na dominację – holenderski trend rozpowszechniony na całym świecie pod różnymi postaciami. Nauka jest tu czasochłonna.
Starzy polscy wyjadacze bronią się przed tym, mówiąc iż to nienaturalne dla naszej mentalności – że Polak jest specem od szybkich wypadów, szarż ułańskich, romantycznych kontr, strzałów jednorazowych. Nie dla nas organizacja, nie dla nas funkcjonowanie w maszynie. Czołg polski zawsze będzie słabszy od niemieckiego, gdyż polski robotnik myśli o czymś zupełnie innym niż wkręcanie śrubki.
Ale Ulatowski próbuje – zobaczymy z jakim skutkiem. Ten model w końcu zadziałał w Bełchatowie. Po serii porażek przyszła seria zwycięstw. Ale nie jest powiedziane, że musi być tu jakakolwiek analogia. Po pierwsze seria porażek może być dłuższa, albo też seria zwycięstw krótsza. Skład Cracovia ma znacznie słabszy niż Bełchatów, szczególnie z tyłu. Z przodu jest wystarczający na górną połówkę tabeli. A więc czas, czas, czas…
Cel więc Cracovia ma taki sam jak Legia – dotrwać do końca rundy z najmniejszą stratą – tyle że w tym przypadku z do bezpiecznej strefy.
Jest to realne, ale tylko pod warunkiem, że zespół wygra z Arką Gdynia. Jeśli tak się stanie, to tak jak w przypadku Skorży, stawiam dwa piwa na to, że Ulatowski z Cracovią skończy w pierwszej dziesiątce.
Zastrzegam, że „jeśli tak się stanie”, bo jeśli zespół nie wygra z Arką, to… wiadomo. Filipiak i tak zaskoczył mnie swoją cierpliwością i rozsądnym podejściem. Wytrzymał dłużej niż dziennikarze.
PS. Co się dzieje z Zahorskim, co się dzieje 🙂

6 Komentarzy

Older Posts »