Rysiu zostawił masę cegieł

Sprawa Tarasiewicza – fani piłki odetchnęli z ulgą. Kibicom Śląska ciężko to było przyznać, ale dla nich lepiej, że pana Rysia, ulubieńca tamtejszych dziennikarzy, nie będzie już w klubie.
Mówią, że zastał Śląsk drewniany, a zostawił murowany. Pewnie nawet coś w tym jest, tylko czy na pewno murowany? Zostawił na pewno dużo cegieł.
Dziś następca Tarasiewicza będzie miał zadanie podobne do tego, jakie on miał w III lidze. A więc potężny jak na region choć upadły zespół, duży budżet, dobry skład, tylko wszystko poukładać.
Tu mamy do czynienia z bardzo solidną drużyną, która po prostu nie chce załapać. Pan Rysio okazał się za słaby na ekstraklasę, nie jest to po prostu jego poziom.
W pewnym momencie myślałem, że się mylę, że może jest, że ta niechęć do Rysia Misia (dedykacja dla dziennikarzy z Wrocławia i okolic) jest podyktowana jakimiś względami pozasportowymi, pozamerytorycznymi, że może siedzi coś tam w środku, w podświadomości, coś co każe mi myśleć – jest słaby, ale ma posadę bo jest swój, ludzie z Jeleniej Góry trzymają ludzi z Jeleniej Góry, ludzie z Bytomia ludzi z Bytomia, warszawiacy warszawiaków, zaś ludzie z Wrocławia ludzi z Wrocławia, nawet jeśli są słabi. Może coś w tym jest. A może jest to coś zupełnie innego, ale działającego na tej samej zasadzie.
Miałem jednak chwilę zwątpienia w swoją teorię. Było to konkretnie na początku tego sezonu, gdy Śląsk zasypywał rywali pociskami, petardami, rakietami, granatami. Był tu jakiś zryw, który i mi sprawiał radość, gdy emocjonowałem się tymi wspaniałymi akcjami Waldemara Soboty. Kilkanaście strzałów w każdym meczu, czasem nawet ponad 20, to robi wrażenie. A jednak, nie przekłada się to na nic.
Myślę, że Tarasiewicza zabiło przekonanie o nieomylności. Miałem okazję z nim porozmawiać w sprawie Janusza Gancarczyka. To był raz, może więc sytuacja była nerwowa, kto wie… w każdym razie Tarasiewicz jest facetem inteligentnym, jednak nie jest Einsteinem, nie przesadzałbym. Ma dobrą ripostę, ale wystarczy trochę odwagi, wystarczy powiedzieć: stop… tylko, że nikt nie mówił.
Pamiętam program w Polsacie, gdy kompletnie mu nie szło. Wtedy Roman Kołtoń, jeden z jego apologetów powiedział coś takiego: „Ja myślę, że Śląsk w pierwszym sezonie grał ponad swoje możliwości, a teraz gra normalnie, prawda trenerze?”
No to co miał odpowiedzieć, zgodził się.
Zagłaskany uwierzył gdzieś w swoją boskość. Jakby był jakimś Maradoną.
Człowiek naprawdę inteligentny wie, kiedy trzymać na dystans klepaczy po plecach. Rysiu nie wiedział.
A więc klepacze klepali go po plecach gdy wykańczał kolejnych piłkarzy, którzy zdołali mu się sprzeciwić – przykłady Janukiewicza, Ostrowskiego i Janusza Gancarczyka.
Nie było u niego słowa sprzeciwu, gdy banda łysych prymitywów wygwizdywała Bena Imeha, tylko dlatego, że jest czarny.
Tak, tak, zrobił wiele dobrych rzeczy, na pewno, nie przeczę. Zresztą nie jestem w środku tego klubu,nie wiem wszystkiego. Wiem tylko, że wymieniłem dwa zachowania, które nie budują autorytetu trenera w oczach zawodników. Dlaczego mieliby za niego ginąć, skoro on używa ich przedmiotowo? Dlaczego mieliby walczyć w jego obronie, skoro splunie na nich i zgnoi, gdy zechcą odejść, lub gdy stanięcie po ich stronie jest zbyt dużym aktem odwagi? Nawet jeśli w prywatnych rozmowach zapewniają, że są z nim na dobre i… no właśnie, w ogóle są z nim.
Nie życzę Tarasiewiczowi źle, po prostu chciałbym, by na karuzeli zostali dobrzy trenerzy. Niech oni ze sobą walczą. Tak jak zawsze lubiłem osobiście Marka Motykę, ale sprzeciwiałem się temu by prowadził klub w Ekstraklasie i starałem się pisać o nim krytycznie. Po prostu jego siła polegała na tym, że najpierw był słupem Engela, a potem był przyjacielem Polsatu. To chyba tyle. Poza tym fajny gość.
Nie zdziwiłbym się, gdyby Rysiu Misiu dostał jakąś posadę w Śląsku, dlaczego nie.
Ale mam dla niego poradę taką samą jak dla Czesława Michniewicza i innych, którzy przedwcześnie lizani po tyłkach uwierzyli w swoją wielkość – zobaczcie na Bobby’ego Robsona, zobaczcie na Alfa Ramseya, zobaczcie w końcu na Briana Clougha (przepraszam, że przejechałem jedynie po podwórku angielskim). O wielkich nie należy tylko mówić, wielkich trzeba naśladować.
Weźcie więc słaby zespół w III lidze i stwórzcie tam potęgę.
Tak jak Ramsey czy Robson w Ipswich, tak jak Clough w Forest.
Utrzymywanie się za wszelką cenę na karuzeli, kurczowe trzymanie się zamiast tworzenia, to przeżycie swojego życia w szczurzej norze, tyle tylko, że wyścielonej nieco lepszą trawą.
PS. Co to znaczy, że Tarasiewicz został zawieszony w prawach trenera? Czytam wrocławską „GW” i nie wierzę. Czytam bowiem, że klub chce dać temu Rysiu Misiu odejść z twarzą. Tak, tak, na pewno…
Facet, który oddał klubowi serce, nawet jeśli jest to za mało, powinien zostać zwolniony i dostać solidną odprawę. Zawieszanie to upokorzenie, które ma mu dać do zrozumienia – odejdź sam, ty zaoszczędzisz honor, a my zaoszczędzimy forsę (45 tysięcy miesięcznie x ileś tam miesięcy). Jestem zdziwiony, że szefom klubu z Wrocławia w tak ważnej sprawie zabrakło zasad. Przecież to sprawa honoru. Wczoraj rozmawiałem jednak z jednym z naszych korespondentów i wspólnie doszliśmy do wniosku, że w dzisiejszych czasach trudno o działacza na poziomie, o człowieka honoru w zarządzie jakiegokolwiek klubu.

Advertisements

11 komentarzy »

  1. MZ said

    Wszystko racja, panie redaktorze… Wczoraj też rzuciłem takim tekstem o szesciu grzechach głównych Tarasiewicza (http://www.slasknet.com/?nr=9407), a dzisiaj czytając go jeszcze raz, mam wrażenie, że ze cztery bym jeszcze dopisał na spokojnie.

    Na przykład to, że Śląsk to jedyny zespół bez nastolatka w szerokim składzie pierwszej drużyny.

    Na przykład zmiany dokonywane przez Tarasiewicza zawsze były spóźnione…

    On jest dobrym motywatorem, ale nic poza tym. Z taktyką na bakier, nawet drugi Talaga pod postacią Paluszka mu nie pomógł z ogarnięciem 4-4-2. Trochę szkoda, na pewno każdy kibic Śląska, po tym jak domagał się zwolnienia Tarasiewicza, dzisiaj żałuje, że jemu nie wyszło na dłuższą metę.

    Ja Tarasiewicza w innej roli nie widzę póki co w Śląsku. On chce być trenerem, poprowadzić reprezentację, a każdy kto go zna to wie, że nawet to niepowodzenie go nie zatrzyma. Znikome są jednak szanse by kiedys tę robotę dostał… Poza tym to nie ten charakter by z kimkolwiek współpracować, sam Tarasiewicz to mówił nieraz. Może jak już się zestarzeje, zmądrzeje i rzuci w kąt trenerke to będzie ambasadorem Śląska, którego klub będzie potrzebował, w każdym srednim klubie taka osoba jest.

    Z tym zawieszeniem… Faktycznie, jakby go nie mogli od razu uciąć. Ja słyszałem, że Wasniewski się do Kielc musiał przejechać, gdzie piłkarze są przed meczem z Koroną i, według jednej z gazet, zarząd podjął decyzję o ‚honorowej propozycji zawieszenia’. Dla jednych będzie to honorowe, dla innych wyraz bezsilnosci i strachu wobec jakby nie było legendy.

  2. vegetable78 said

    Cóż, ja myślę, że w zawieszeniu chodzi o to, żeby nie płacić forsy, żeby zmusić faceta do rezygnacji.
    Działacze nie mają honoru, lepiej zrozumieć to wcześniej niż później. Przeciętny działacz zawsze wsadza nóż w plecy, bo jest tylko chłopcem na posyłki swojego pracodawcy. Normalny człowiek na poziomie rzadko zostaje działaczem. Dlatego „honorowe wyjścia” pana Waśniewskiego to kit. Jestem o tym przekonany.

  3. martis33 said

    taka mała dygresja w oczekiwaniu na następny text mareczka…….. 😉

    http://mistrzowie.org/52296/Tomasz-Kuszczak

  4. Sebek said

    A myślisz Waw, że Ula jest znacznie lepszy niż Taraś? Bo ja nie sądzę.

    • vegetable78 said

      1. Nie nazywaj mnie waw, to drętwe.
      2. Myślę, że Ula jest dwie klasy wyżej, ale jego zespół jest dwie klasy niżej.

      • Sebek said

        Ja widzę między Panami tylko jedną różnicę – jednego lansował Leo, drugiego nie.

      • vegetable78 said

        popatrz na ideę gry. Zobaczymy co będzie działo się dalej.

  5. Sebek said

    Marek, ja też mam jakąś ideę, co nie znaczy, że jestem lepszy niż XXX z gazety XXX. Kto wie czy Taraś nie miał jakiejś zajebistej idei ale nie mógł jej zrealizować, bo uciekł mu Gancarczyk, Ostrowski, kontuzjowany był Mila itd.

    Pomysł to jedno, umiejętność realizacji to drugie. Taraś wprowadził Śląsk do Ekstraklasy z dupy kompletnej, to jego wielki plus, Ula jak na razie nie pokazuje, że jest trenerskim geniuszem, mimo iż niektórzy go na takiego lansują. Zrobił po części fajną robotę w Bełchatowie, ale pierwszy sezon Tarasia w Ekstralidze też nie był zły. Naprawdę nie widzę między nimi dużej różnicy.

    Imponuje mi ostatnimi czasy Probierz. Zyskał w moich oczach więcej niż Taraś i Ula w ostatnich trzech latach razem wzięci.

    • vegetable78 said

      jeśli masz ideę, to rokujesz nadzieję. A jeśli nie masz, to nie rokujesz, to tyle.

  6. Sebek said

    a może Tarasiewicz ma ideę tylko brakuje mu srodków to jej spelnienia?

  7. vegetable78 said

    właśnie chodzi o to, że on miał wszystkie środki, pełną dowolność. I schrzanił to… trzeba mu przyznać, że pozyskał ciekawych zawodników, drużyna na papierze prezentuje się imponująco, ale trzeba umieć to wykorzystać. A więc, tak, miał jakąś ideę… każdy ma jakąś ideę 🙂

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: