Archive for Październik, 2010

Strzelanie do osobowości

W Polsce piłkarze dzielą się na trzy kategorie – takich, którzy pili, takich piją, lub takich, którzy pić będą.
A więc mamy kolejną aferę. Oczywiście nie jest to afera taka jak słynna Afera na Okęciu, ale faktem jest, że Smuda zadecydował iż nie powoła więcej do kadry Michała Żewłakowa i Artura Boruca.
Tak naprawdę mam jednak wrażenie, że afera jest jedynie pretekstem do tego, żeby w jakiś sposób pozbyć się ich z kadry.
Nie mamy krzyża, nie mamy dopalaczy, pozbądźmy się więc graczy.
Nie zapominajmy, że mówimy o naprawdę dużych nazwiskach. Oczywiście Smuda mógłby po prostu przestać ich powoływać, ale czy nie lepiej wykorzystać moment i pokazać: „Ja tu rządzę, macie mnie słuchać!”.
Pewnie, że lepiej.
Rozmawiałem kilkanaście minut temu z Władysławem Żmudą, jednym z „bohaterów” Afery na Okęciu i facet przypomniał to co ostatnio mówił Roberto Mancini: „W Anglii piłkarze naprawdę piją, ale jak grają”. No i czy nie jest to afera po to, żeby ukryć jakieś niepowodzenia? (reszta będzie w gazecie sobotniej).
No właśnie, jak grają – to najważniejsze. Nawet jeśli Mancini powiedział to nieco inaczej i pijaków zdecydowanie bardziej skrytykował niż pochwalił.
A jak grają Boruc z Żewłakowem?
Są to zawodnicy, których nie wolno tak po prostu odstrzelić i powiedzieć, że nigdy nie zagrają w kadrze. Trzeba znaleźć tu sensowne uzasadnienie, zasłużyli na to. Argument, że rozprowadzają kadrę do mnie nie trafia. Przynajmniej nie do końca, może nie zdaję sobie sprawy ze skali problemu…
Trenerzy lubią mieć do czynienia z grzecznymi chłopcami, ale nie zpominajmy, że sami grzeczni chłopcy to też grzeczna drużyna.
Zespół musi składać się z osobowości.
Nie forsuję ryzykownej tezy, że pijak znaczy człowiek z osobowością. Faktem jest jednak, że na dzień dzisiejszy Żewłakow i Boruc to największe osobowości naszej kadry.
Jeśli Smuda chce ich odstrzelić, bo na przykład uważa że ma lepszych, to ok. Może ma lepszych niż Boruc – np. Kuszczaka, Fabiańskiego czy Szczęsnego. Moim zdaniem nie, ale jego prawo myśleć inaczej… Są ku temu jakieś podstawy, w końcu Boruc przegrał nam eliminacje MŚ 2010.
Ale czy można powiedzieć, że na dziś Smuda ma kilku kandydatów na miejsce Żewłakowa? Głowacki? Mierzejewski? Karkołomne tezy, wręcz z gwarancją złamania karku.

PS. Teraz właśnie trwa mecz w Białymstoku, a więc z materiałów „PS” polecam też wywiad z Tomaszem Frankowskim. Dziś ma już coraz mniej oporów i niemal jawnie zarzuca Janasowi, że ten wziął łapówkę. I to był najpoważniejszy argument za tym by Franek nie jechał na mundial. Słowo łapówka nie pada, są tylko mocne insynuacje (Brożek na 8 godzin przed wyborem wiedział od swojego menedżera, że pojedzie – mówi Franek. Ciekawe, że nikt nie miał takiej informacji). Ze strony Janasa nie spodziewam się reakcji.

Dodaj komentarz

Koniec Futbol News

Żarło i zdechło. A właściwie nie… A właściwie żarło, żarło i… potem żarło coraz mniej. Aż w końcu zdechło. Możnaby więc zaryzykować stwierdzenie, że zdechło z głodu, gdyby nie to, że tak naprawdę zdechło, bo odżywiało się niezdrowo aż w końcu się otruło.

Dziś wyszedł ostatni numer Futbol News – wynika z informacji potwierdzonych w kilku źródłach. Szkoda. Poniżej kilka moich osobistych impresji spisanych na kolanie (ten zwrot zostanie użyty w tym tekście jeszcze kilka razy) i trochę danych oraz odnośników.

Gdy szykowali pierwszy numer, cieszyłem się na wyścig informacyjny, na jakąś konkurencję. Gazetę wydawał Jacek Kmiecik, więc z góry było wiadomo, że przybierze ona formę lekko bulwarową. Albo mocno bulwarową. Spekulacje, plotki, sensacyjne wywiady. Ok, na pewno oferta wzbogacająca rynek.
Niestety było trochę za dużo newsów od „Tomcia Paluszka”.

Oto reakcja różnego rodzaju specjalistów na ukazanie się pierwszego numeru w serwisie wirtualnemedia.pl

A tu o pierwszym numerze i co ważnego miał do powiedzenia pan Tomasz Wójkowski z firmy wydającej magazyn również z serwisu w serwisie wirtualnemedia.pl

i z press.pl o tym, że FN nie ma co liczyć na osłabienie pozycji „PS” mimo buńczucznych zapowiedzi na stronie internetowej FN.

Tak było na początku, a potem bywało różnie, ale raczej gorzej niż lepiej. Założenia założeniami, ale życie zweryfikowało wielkie marzenia. Nie jest to jakaś super spektakularna wtopa. Wielkie koncerny notowały większe wpadki, jak np. Agora i jej nie wiadomo co… nikt nie jest doskonały, nawet jeśli tak mu się wydaje.

W 2009 sprzedaż Futbol News wyniosła średnio 25204 egzemplarzy. A więc porównując do sprzedaży pierwszego numeru – 62 tysięcy, można powiedzieć, iż pacjent umierał już w chwili narodzin – takie to ludzkie.
2010 to było dogorywanie, zakończone spektakularnym sepuku.
Zobaczcie jak się to wszystko układało, ostatnie publikowane dane na serwisie wirtualnemedia (z którego wziąłem dane, a oni z kolei z ZKDP) kończą się właśnie w sierpniu…

08.2009 – 38003
09.2009 – 23333
10.2009 – 21645
11.2009 – 20603
12.2009 – 21379
01.2010 – 20891
02.2010 – 16687
03.2010 – 20248
04.2010 – 16206
05.2010 – 17005
06.2010 – 14175
07.2010 – 8163
08.2010 – 8332

Pozbycie się Jacka Kmiecika i zainstalowanie na górze opcji „rozsądnej” było jednak błędem wydawcy. Futbol News stał się po prostu nudny.
A potem był tygodnik, który powielał materiały robione w miesięczniku Magazyn Futbol.
Miał te same cechy – ciekawe tematy dość przeciętnie zrealizowane, pisane na kolanie, słabo przygotowane, słabe językowo, czasem wręcz infantylne.
Przykład to ostatni numer: wywiad, wywiad, wywiad, wywiad, wywiad. Najprostsza forma (może być trudną, ale trzeba się dobrze przygotować). A więc szybkie przepytanie, szybkie spisywanie.
To niestety spory problem zarówno Futbol News jak i Magazynu Futbol – widać brak doświadczenia redaktorów. Na znacznie wyższym poziomie, powiedzmy intelektualnym, był jakiś czas temu w segmencie magazynów Futbol.pl robiony przez Krzysztofa Guzowskiego. Tam zawaliły zupełnie inne czynniki.
Tak czy inaczej, odejdźmy od miesięczników i wróćmy do sedna. „Futbol News” w pewnym sensie stało się zagrożeniem dla Magazynu Futbol – w większości ci sami autorzy, tyle że częściej, choć bardziej na kolanie.
A więc pracodawca chcą ochronić miesięcznik musiał zlikwidować tygodnik.
Błędów było sporo – poziom tekstów to rzecz zasadnicza. Przy tekstach niskiej jakości, mało wiarygodnych, nie spełniających rozsądnych standardów, nie godziło się dyktować tak wysokiej ceny.
Skąd ten wywód o poziomie? To niestety duża zmora w gazetach – osobiste impresje ubrane w różne piękne bądź mniej piękne przymiotniki, konstrukcje zdaniowe bardziej lub mniej wyszukane. Za coś takiego ludzie nie zapłacą prawie 4 złotych, bądźmy poważni.
Dużą kasę można dać za teksty pisane przez specjalistów. Stąd na przykład 2,2 mln sprzedaży amerykańskiego SI, mimo w miarę wysokiej ceny – wysokiej klasy teksty (quasi literatura sportowa), pisane przez speców dużej klasy. Zupełna odwrotność impresji spisanych w przydrożnym kiblu na kolanie, w drodze powrotnej z meczu lub treningu.
Oczywiście to tylko przenośnia, raczej przytyk w stronę ludzi odpowiedzialnych za treści, nie samych autorów, których trudno winić za to, że ich szefom zabrakło pomysłów.
Cóż, mistrzowie wciąż żyli w latach 90-tych, w latach hossy. I myśleli, że tak będzie zawsze. Błąd.
W FN było trochę utalentowanej młodzieży, to trzeba im oddać. Staszewski, Polkowski, Kaźmierczak, Pachnicki, Grabowski, Gajzler, Lebiedziński, może Drażba – na pewno to są nazwiska, które w jakiejś konfiguracji jeszcze kiedyś zaistnieją.
Zawalili chyba redaktorzy. Nie udało się tym zdolnym zespołem pokierować. Strategia „Jakoś to będzie” nie przyniosła efektu. I rynek, słaby rynek…
Jeśli więc wziąć pod uwagę moje oczekiwania związane z ukazaniem się pierwszego numeru – jestem nieco rozczarowany tym upadkiem. Ale był to upadek spodziewany.

Teraz spodziewam się upadku Magazynu Futbol. Wlaśnie doszla do mnie informacja, że zmieniła się kadra zarządzająca. A że nie znam już żadnej wolnej, ciekawej kadry na rynku, spodziewam się dużej wtopy. A poza tym, jak znam życie (i Życie z kropką), zmiana kadry zarządzającej to tylko etap przejściowy przed ogłoszeniem upadku.

Comments (14)

Sępy krążą

Rafał Ulatowski wypowiedzi do prasy znowu ograniczył do minimum. Człowiek jest bowiem niczym osioł, umiera w samotności, gdyż śmierci się wstydzi. A przynajmniej stara się wykurzyć tych wszystkich wścibskich reporterów. Ale życie nasze – hien i sępów, jest takie a nie inne. Krążymy nad ofiarą, nie żałując go aż tak bardzo, bo przecież ofiara to pożywienie. Nie żałując go bo przecież trener, tak jak kot, ma wiele żyć.
W tym tygodniu ogłoszony zostanie pewnie nowy trener Cracovii. Szkoda mi Rafała Ulatowskiego, choć ten układ się wypalił i po prostu czas zrezygnować. Tak jak wypalił się układ Beenhakkera z kadrą i trzeba było rozstać się na poziomie.
Są w życiu ważniejsze rzeczy niż forsa, tym bardziej że mówimy o trenerze, a więc kimś kto na pewno zdążył swoje odłożyć.
Sam zdziwiłem się, że Ulatowski jest jeszcze trenerem. Jestem przekonany, że ten facet zrobi karierę. Nie jest to kwestia ślepej wiary, ale obserwacji.
Otóż sądziłem iż w trzech meczach (Ruch, Polonia, Bytom) uzbiera 6 punktów (4 to byłoby minimum przyzwoitości) i to pozwoli myśleć o utrzymaniu. Teraz nawet wygrana z Bytomiem niczego nie zmieni.
Myślę, że wykończył go brak doświadczenia.
Ulatowski chciał forsować holenderską szkołę piłkarską. Podania, podania, utrzymywanie się przy piłce, dominacja nad rywalem, co na pewno musi przynieść efekty.
Nie trafił w odpowiednie środowisko. Może w Cracovii trzeba było przede wszystkim myśleć o utrzymaniu. Tak jak myślał Lenczyk. Przede wszystkim bronić a może uda się coś ustrzelić. Tak jak myśli Pasieka.
Ulatowski był jednak ambitny, może mało realnie myślał, może chciał swojego Alkmaaru. Tam na holenderskiej wiosce Van Gaal pokazał bowiem, że dominować mogą również anonimowi piłkarze. Drużyna ponad wszystko.
A przecież piłkarze Ulatowskiego nie do końca byli anonimowi. Na papierze linia ofensywna była jedną z lepszych w lidze. Ulatowski nie wiedzieć czemu niemal nie korzystał z Suworowa, poza tym wszystko wydawało się w najlepszym porządku.
Zabrakło dobrego środkowego napastnika (ileż można bazować na potencjale Matusiaka, facet się skończył!) i dobrych środkowych obrońców. Cabaja jakoś byśmy przeżyli, nie jest to aż tak zły bramkarz, choć jemu zdarza się częściej niż innym.
No cóż, doświadczenie to pragmatyzm. Ulatowski za bardzo poleciał w stronę słońca. Wielu młodych trenerów na tym się sparzyło. Woda sodowa nie omija nikogo, tyle że w różny sposób się to objawia.
Teraz różni świetni autorzy piszą, że Ulatowski to nieudacznik, który nigdy nic nie zrobił. Na przykład nic nie zrobił w Bełchatowie, tylko pozwalniał wspaniałych ludzi (np. dziś w mojej gazecie Bożydar Iwanow). A tam zmiana była bardziej niż widoczna.
Ale cóż, każdy ma swoje prawo do wygłaszania własnych opinii.
Nieistotne, Ulatowski w Cracovii raczej się wypalił. Najchętniej zobaczyłbym w tej robocie Jana Urbana, którego sam w niezbyt godny sposób, choć sądzę iż uczciwy, pożegnałem na łamach Przeglądu Sportowego. Dobry trener, który daje sporo luzu, wierzy w ludzi i przez jakiś czas może być skuteczny. Oby nie za długo, bo jak mawiał Bela Guttman: „Dwa lata pracy w jednym klubie, to maksimum”. I tego się trzymajmy.
Sępy krążą też nad Jackiem Zielińskim. Dziś prasa informuje, że jego stanowisko w czwartek będzie wolne. A więc pożegnają się wspólnie – Zieliński i Ulatowski. Mogą pójść na piwo.
Co wykończyło Zielińskiego? Jakiś dziwny syndrom? Ciężko znaleźć wytłumaczenie. Facet miał najsilniejszy skład w kraju i widać to było w europejskich pucharach. A w lidze ten sam skład przegrywa z Górnikiem, co jest niepoważne. Ja bezradnie rozkładam ręce.
Wiadomo, że zaraz pokaże się wielu potencjalnych następców Zielińskiego – jakieś Majewskie, jakieś Stawowe, jakieś dziwne stwory, na pewno będzie Jerzy Engel, szczęścia też spróbuje Michniewicz.
Jacek Rutkowski, właściciel Lecha już teraz mówi, że to nie będzie żadne wielkie nazwisko. A szkoda.
Ale nie spodziewam się niczego wielkiego po Rutkowskim. W końcu sam kiedyś przyznał, że rozmawiał z jakimś znanym trenerem z zagranicy, ale temat przepadł, bo facet mówi tylko po angielsku.

I jeszcze na koniec:

na stronie weszlo.pl możecie przeczytać co sądzi Czesław Michniewicz o Ulatowskim Oczywiście nie jest tam podpisany, ale autor z weszlo.pl jako prawdziwy maestro w manipulowaniu tłumem, dla ludzi w miarę inteligentnych stał się niestety dość przewidywalny. Jeśli więc ktoś inspirował jakiś tekst, to możecie przewidzieć, jaki mniej więcej zwrot dany tekst będzie zawierał. I ten zawiera taki oto zwrot: „Sto razy Michniewicz mnie prosił, bym tego tekstu nie pisał, bym to zostawił, odpuścił, bym się nie mieszał. Pewnie się na moment obrazi.”

Comments (16)

Daj mu szansę

W czwartek rozmawialiśmy w Białymstoku z Rafałem Grzybem. Nie piszę, że jest niewinny, tylko dlatego, że z nim rozmawialiśmy. Co więcej, jest winny i sam o tym mówi. Pojechaliśmy do niego by pokazać, że porządny człowiek również może popełnić błąd.Od jakiegoś czasu mówi się, że Grzyb powinien zostać sprawdzony w kadrze. Mówią o tym trenerzy, piłkarze, kto wie czy nie myśli sam Smuda.
Ale jedno stoi na przeszkodzie. Otóż Rafał Grzyb brał udział w sprzedaży meczu.
szczegóły tutaj
Nawiąże teraz celowo do Paolo Rossiego i jego udziału w ustawianiu meczów pod zakłady bukmacherskie. Rossi brał udział w procederze (choć sam mówi, że nie) i został zdyskwalifikowany na trzy lata. Skrócono mu karę do dwóch, pojechał na mundial, został królem strzelców a Włochy mistrzem świata.
Jeśli Grzyb zasługuje na grę w kadrze, to powinien w niej grać.
Jeśli Smuda się waha, bo boi się presji mediów, to ja tracę dla niego szacunek – co to za selekcjoner, który boi się presji mediów, jakby był miękkim ch… robionym (że pozwolę sobie zacytować jego samego).
My, dziennikarze musimy reagować, wyrazić swoje zdanie. Smuda musi wszystko przemyśleć, wziąć pod uwagę za i przeciw, a potem konsekwentnie bronić swojego stanowiska, ewentualnie publicznie przyznać się do błędu i go naprawić (albo jak Skorża – nie przyznawać się i mimo to naprawić).
Oczywiście wiem, że zaraz nadejdą Torquemadowie ze swoimi hasłami czystości w polskiej piłce, Torquemadowie, którzy już dawno weszli w układy, które tak spowszedniały, że nawet nie są już podejrzane.
Ale czystość w piłce to nie jest dożywotnie ukaranie zawodnika, który wziął forsę za mecz, został złapany i za swoje odpokutował.
Taki facet na pewno nie mógłby być sędzią, nie mógłby być obserwatorem (wziął tylko raz i dał się złapać, czyli za mało doświadczony), ale piłkarzem? Dlaczego nie?
Niektórzy dziennikarze na pewno oburzą się na potencjalne powołanie Grzyba, bo przecież jedynym ich zajęciem jest przepisywanie komunikatów z prokuratury i byłby to duży cios w ich działkę. Ale nie popadajmy w szaleństwo. Karać należy organizatorów
Spójrzmy na to inaczej – gdyby Nelson Mandela miał duszę Torquemady, w RPA do dziś trwałaby wojna domowa, ludzie szliby masowo na rzeź. A więc zamiast dożynać watahę, warto zastanowić się, czy wśród nich nie ma wartościowych ludzi, którzy gdzieś popełnili jakiś błąd. Chciałbym wierzyć, że Grzyb jest jednym z takich ludzi.
Tak jak choćby Robert Kasperczyk, obecny trener Podbeskidzia, który również gdzieś kiedyś zbłądził a potem okazało się, że jest naprawdę dobrym trenerem.
o nim jest tutaj. I na razie chyba tyle.

PS. Tytuł pochodzi z kawału o blondynkach.

Dodaj komentarz

Poszukiwacze

Wpis dziennikarski na temat chłopaków z piłkarskiego tygodnika.
Otóż w tym tygodniu Futbol News to prawdziwy hit. Chłopcy wykonali naprawdę dużą robotę, przekopali archiwa.
W tym tygodniu wszyscy więc cytują Futbol News.
jako pierwszy moją uwagę zwrócił początek tekstu o Kucharczyku.
„Kucharczyk – trudno w Legii o lepsze piłkarskie nazwisko. W końcu to połączenie Kucharskiego z Kowalczykiem” prawda że fajnie się zaczyna?
A teraz hit: „To oczywiście gra słów, ale młody napastnik to jedno z największych odkryć ostatnich tygodni”.
Uff, odetchnąłem z ulgą. A więc to jednak była gra słów…
Ale nie ma się co śmiać, nie ma co ironizować. W końcu dziennikarze „FN” nie mieli czasu zastanawiać się nad tym cholernym leadem. Większość tygodnia spędzali bowiem w archiwum.
Kilka przykładów.
W ramce o Grosickim, autor to Draż, a więc zapewne Paweł Drażba:
„Masz dobrze grać i być grzeczny, inaczej dostaniesz po schabach – usłyszał przestraszony Grosik”. Autor zapomniał dodać zwrotu „wg. Przeglądu Sportowego”.
Oto następny cytat, z tekstu o klasyku Legia – Widzew. Autor to Pol, a więc zapewne Jakub Polkowski.
„Gdy lekarze opatrywali arbitra, piłkarze Legii biegali i przybijali sobie piątki. Dla nich ten mecz już się skończył a dla nas dopiero zaczynał – wspominał po latach Radosław Michalski, ówczesny reżyser gry Widzewa.
Powinno być oczywiście: „W rozmowie z Przeglądem Sportowym”.
Ten sam tekst:
„rzecznik prasowy Legii podszedł do trenera Widzewa – Franciszka Smudy, żeby go powiadomić o pomeczowej konferencji prasowej. – Spie…! My tu jeszcze gramy – usłyszał od Franza.”
Powinno być: „Jak opisywał Przegląd Sportowy”.
A skoro jesteśmy przy Franzu Smudzie, opowieść o tym jaki to ma uraz do USA…
Autorzy to Paweł Drażba i Przemysław Gajzler:
„Były wysokie, jakieś czterdzieści stóp. Paru chłopaków przy malowaniu spadło. Śmierć na miejscu. Ja też malowałem. Wisiało się jak alpinista. Najgorsza była jednak praca w środku. Otworem którym wypływał olej, właziło się do wnętrza tanku (…) – wspominał po latach Smuda.
Powinno być oczywiście: „wspominał po latach Smuda w rozmowie z Przeglądem Sportowym”
A dalej:
„Kaziu stracił przez ten biznes życie a mało brakowało żebym stracił je i ja – przyznał po latach. – Siedziałem wtedy trzy dni w hotelu kompletnie załamany. chciałem się powiesić, ale zabrakło mi odwagi – dzielił się wspomnieniami.”
Powinno być oczywiście: „przyznał po latach w rozmowie z Przeglądem Sportowym” oraz „dzielił się wspomnieniami z dziennikarzem Przeglądu Sportowego”.
Zresztą za drugim razem wystarczy napisać „PS”.
Ten ostatni fragment był tak świetny, że gazeta wybiła go do tzw. wyimku.
Widzę naczelnego, który wzywa chłopaków i mówi: „Świetną robotę chłopaki wykonaliście, będziecie naszymi Woodwardem i Bernsteinem”
Oczywiście może zdarzyć się, że autor tekstu nie znajdzie źródła. Ale niekoniecznie w tych przypadkach. To dość świeże teksty, ten o Smudzie był dość głośny.
Powołanie się na źródło to sprawa profesjonalizmu i uczciwości. Ciekaw jestem czy jakaś poważna gazeta (czyli taka, której autorzy sami szukają informacji a nie przepisują domniemaną konkurencję) zechce kiedyś zatrudnić autorów tekstów, skoro już teraz są mało profesjonalni i niekoniecznie uczciwi.
Panowie. Poprawcie się, jeszcze macie czas 🙂

PS. Zdaję sobie sprawę z tego, że czasen dziennikarz staje się ofiarą jakiegoś mało profesjonalnego redaktora, tak też było pewnie w którymś z tych przypadków i dlatego ktoś mógł oberwać nie przeznaczonym dla niego kawałkiem pocisku.
To standard, sam miałem takie sytuacje (kiedyś o tym nawet napiszę). Pretensje proszę jednak kierować do redaktorów, nie do mnie.

Comments (15)

Blisko ściany

Ściana zbliża się, jest tuż, tuż. Wymienimy jeszcze kilka elementów i będzie koniec. Ten ostatni etap może się okazać czasochłonny i nie wiadomo czy ma szansę powodzenia.
Remis z USA to jest naprawdę duży sukces, z drugiej strony po spotkaniu większość obserwatorów zauważyła że potrzebujemy wymienić linię obronną.
Jest Piszczek, jest (kontuzjowany) Boenisch, za jakiś czas wróci Marcin Wasilewski, chciałbym żeby odzyskał formę. Nie ma jednak środka. Michał Żewłakow może być zawodnikiem kluczowym, jeśli obok siebie będzie miał jakiegoś wymiatacza biegającego za dwóch. Nie jest to Dariusz Pietrasiak, choć nie można od razu skreślić go jako nieprzydatnego – przecież kadra potrzebuje rezerwowych, po angielsku w menedżerze piłkarskim to się nazywa chyba „squad rotation system”.
USA grało w bardzo mocnym składzie. Zabrakło mózgu, a więc Landona Donovana, symbolu – był jednak Michael Bradley, który pod nieobecność mózgu może podtrzymywać organizm przy życiu.
Poza tym skład bardzo mocny.
Amerykanie, którzy podczas mistrzostw świata w RPA grali na bardzo wysokim poziomie, zawsze do końca, zdumiewali nieporadnością taktyczną, ale imponowali przygotowaniem fizycznym, tym jak z każdą minuta potrafili dokładać na swoją szalkę kolejne kilogramy (tyle, że Ghana rzuciła na swoją wielki kamień).
Był to jeden z tych zespołów, który miał farta przy rozstawieniu drabinki i mógł zająć czwarte miejsce i zostać rewelacją turnieju. Ostatecznie to czwarte miejsce wylosowali Urugwajczycy. Wylosowali bo Ghana, Urugwaj i USA są zespołami na tym samym poziomie, to że najwyżej zaszedł akurat Urugwaj a nie któryś z pozostałych zespołów było dziełem wypadku czy szczęścia.
Remis z USA ma więc specjalny wymiar, jest to ogromny sukces, tym większy że za każdym razem odrabialiśmy straty.
To potwierdza słuszność drogi Franza Smudy. Zawsze podziwiam konsekwencję tego Nikifora futbolu. Nie twierdzę, że podziwiam jego podejście do futbolu, ale konsekwencję już tak.
No tak, przydałoby się, żeby facet ruszył tyłek na kongres trenerów do Madrytu. Ale on wie swoje i według niego ten kongres niewiele by zmienił…
Za dużo gada, gdyby zrobić statystykę okazałoby się, że 85 procent jego słów to jakieś kosmiczne głupoty, jedno zdanie zaprzecza drugiemu, czyny nie idą w parze ze słowami, zapowiadane składy nie mają wiele wspólnego z realnymi (stąd zawsze śmieję się, gdy któryś z dziennikarzy triumfalnie ogłasza: „Znam skład!”. A potem skład jest inny), ale idzie to w jakimś kierunku, w końcu liczą się czyny.
Skąd więc mój pesymizm? Skąd „ściana” w tytule? A więc jest to pesymizm dotyczący nie tyle postępu ile dalszych możliwości zespołu. Jeśli chodzi o postęp dokonany, jestem „sceptycznym” optymisto-realistą. Staram się być.
Otóż po wymianie defensywy nie ma już czego wymieniać. Wydaje się, że w dziedzinie budowy linii ofensywnej przekraczamy linię mety.
Matuszczyk, Murawski, A. Mierzejewski – Błaszczykowski, Obraniak – Jeleń (ew. Lewandowski). To maksimum, możemy tu co najwyżej wymieniać się nazwiskami, ten w końcówce meczu za tego, a ten za tamtego. Ale kształt jest raczej ostateczny. Może jeszcze Smuda nie będzie mógł zdecydować się na środkowego napastnika (Jeleń czy Lewandowski) i zdejmie Adriana Mierzejewskiego, by zrobić miejsce dla obu. Może – dylemat porównywalny w polskiej skali do tego który miał Ramsey – Greaves czy Hurst…
I oto ściana. Czy jest to linia ofensywna, która (po przemeblowaniu obrony) może zapewnić nam wyjście z grupy?
Zobaczymy gdzieś za rok. Kolejny, 2011, Smuda spędzi zapewne na budowaniu schematów, na zgrywaniu linii ofensywnej i poszukiwaniu optymalnego rozwiązania w obronie.
To wszystko ma ręce i nogi. Jakieś ręce i jakieś nogi.
Nie dowiemy się jakie, jeśli tego nie przetestujemy. Ktoś powie – dlaczego mielibyśmy testować to podczas najważniejszego z turniejów? A dlatego, że tak czy inaczej coś musimy przetestować. Zespół jest gotów w znacznej części i nie ma już czasu by teraz cokolwiek zmieniać.
Piszę to jakby posada Smudy była w jakikolwiek sposób zagrożona. Oczywiście wierzę, że tak nie jest, z drugiej strony co chwila słyszę głos, że do EURO nie dotrwa. Kandydatów jest kilku.
Na przykład…
Zauważyłem, że media robią akcję PIOTR NOWAK na prezydenta, znaczy SELEKCJONERA. A więc powoli, powoli. Nowak wypowiedział się w większości liczących się gazet oraz komentował mecz w telewizji. Nie ma żadnej tajemnicy w tym, że Piotr Nowak chce tej roboty, dlatego też w większości rozmów powtarza, że nikt się z nim nie kontaktował. Oznacza to mniej więcej tyle: „Kontaktujcie się ze mną, kontaktujcie”.
Ciekawe, że z dwóch polskich trenerów w USA ostatnio na topie jest raczej Robert Warzycha, którego nikt o robotę selekcjonera nie pyta. Philadelphia Union Nowaka właśnie zapewniła sobie wakacje, podczas gdy Columbus Crew Warzychy zapewniła sobie awans do Play-off. Warzycha jest drugi sezon z rzędu trenerem tej drużyny i ponownie jego zespół jest wśród najlepszych. Tyle tylko, że nie siedzi na łączach z Dariuszem Szpakowskim. A szkoda, bo ma znacznie więcej do powiedzenia niż Nowak.
Ale do tej rozmowy możemy wrócić dopiero po EURO 2012.

Comments (6)

Swój – brzmi dumnie

Kto był w Rotterdamie, widział Cube Houses, specyficzną konstrukcję przy Starym Porcie. Kto nie był, może zobaczyć w google.
Polacy mogliby więc postawić coś absolutnie pokracznego w centrum Warszawy, na przykład romb wpisany w trójkąt, i usprawiedliwić się tym, że na zachodzie też są dziwadła. Bo to jest takie nasze tanie usprawiedliwienie.
Największy problem był z obroną, ale już niedługo nie będzie. Perquis – Hernani – Arboleda – Boenisch. Gdyby do formy wrócił Roger, mielibyśmy w pomocy świetny duet Roger – Obraniak. Gdyby do ataku dołożyć Smolarka i Małeckiego (nieprzypadkowo w tym zestawieniu), wyjdzie na to, że najlepiej po polsku mówi ten ostatni, nie wymieniony – Adam Matuszczyk. Albo któryś z bramkarzy.
Jesteśmy w sytuacji dokładnie odwrotnej do Niemców. Oni brali najlepsze podzespoły z innych krajów i „podkręcali” je u siebie do maksimum. My bierzemy wszystko co nam wpadnie pod rękę, co ma napisane „Made in Poland” choćby na jednej śrubce.
Jestem z Otwocka i od zawsze kibicowałem OKS-owi Otwock (niekompetentni ludzie często piszą w gazetach i w necie Start Otwock, ale żaden prawdziwy kibic tak nie powie, nie ma tego w logo, nie ma słowa „Start” w spisanej historii klubu, nawet nie używamy słowa „wystartowali”, wolimy słowo „rozpoczęli”).
Teraz nie chodzę na jego mecze. Czasem wpadnę, popatrzę, cieszę się z każdej strzelonej bramki, ale generalnie nie interesuje mnie to za bardzo. Od kilku lat gdy gramy o wyższe cele. Nie jestem przeciwnikiem tego by mój zespół, który grał w IV lidze a teraz gra w II, radził sobie dobrze. Ale uważam, że możemy to zrobić inaczej.
Możemy postawić na szkolenie młodzieży, zatrudnić kompetentnych ludzi, wprowadzić program szkolenia i przede wszystkim proponowany przeze mnie od lat program wyławiania talentów. Efekty musiałyby przyjść.
W mojej drużynie w Otwocku nie gra żaden piłkarz z Otwocka. Jeden albo dwóch siedzi na ławce. Nawet nie wiem, ostatnio gdy byłem na meczu, był jeden. Lokalni piłkarze nawet nie mieli szansy pojawić się na boisku.
Co mnie, jako kibica z Otwocka, obchodzi jakiś facet z Bielska-Białej? Jako dziennikarza tak, jako kibica OKS niekoniecznie.
Jeśli jest jeden, to ok, dwóch da się znieść… ale jest taka cienka niewidoczna granica, indywidualna, którą każdy wyznacza sobie w głowie. Taka, której nie można przekroczyć, bo wtedy ludzie przestają identyfikować się z drużyną.
W przypadku drużyny narodowej na jej krawędzi stanął Leo Beenhakker, powołując Rogera Guerreiro na dłuższą metę nie mającego z Polską nic wspólnego. Gdybym powiedział, że Franz Smuda stoi na krawędzi, to oznaczałoby że krawędź ta jest niezwykle szeroka.
Nie wiem gdzie jest ta granica. Nie mam pojęcia. Dla każdego jest inna. Każde kolejne powołanie zawodnika typu Obraniak i Perquis do reprezentacji Polski zbliża mnie do krawędzi tejże krawędzi. Nie chcę tego, ale to jest silniejsze. Powoli przestaję interesować się wynikami reprezentacji Polski. To boli, obojętność boli, ale nie mam zamiaru łykać żadnych proszków przeciwbólowych. Chciałbym jedynie, żeby w reprezentacji Polski grali Polacy. Może jestem zacofany, może nie rozumiem nowoczesności.
Mam jednak wrażenie, że to nie ja jestem tym, któremu odebrało rozum, drużyna narodowa to nie klub.

Comments (5)

Older Posts »