Sępy krążą

Rafał Ulatowski wypowiedzi do prasy znowu ograniczył do minimum. Człowiek jest bowiem niczym osioł, umiera w samotności, gdyż śmierci się wstydzi. A przynajmniej stara się wykurzyć tych wszystkich wścibskich reporterów. Ale życie nasze – hien i sępów, jest takie a nie inne. Krążymy nad ofiarą, nie żałując go aż tak bardzo, bo przecież ofiara to pożywienie. Nie żałując go bo przecież trener, tak jak kot, ma wiele żyć.
W tym tygodniu ogłoszony zostanie pewnie nowy trener Cracovii. Szkoda mi Rafała Ulatowskiego, choć ten układ się wypalił i po prostu czas zrezygnować. Tak jak wypalił się układ Beenhakkera z kadrą i trzeba było rozstać się na poziomie.
Są w życiu ważniejsze rzeczy niż forsa, tym bardziej że mówimy o trenerze, a więc kimś kto na pewno zdążył swoje odłożyć.
Sam zdziwiłem się, że Ulatowski jest jeszcze trenerem. Jestem przekonany, że ten facet zrobi karierę. Nie jest to kwestia ślepej wiary, ale obserwacji.
Otóż sądziłem iż w trzech meczach (Ruch, Polonia, Bytom) uzbiera 6 punktów (4 to byłoby minimum przyzwoitości) i to pozwoli myśleć o utrzymaniu. Teraz nawet wygrana z Bytomiem niczego nie zmieni.
Myślę, że wykończył go brak doświadczenia.
Ulatowski chciał forsować holenderską szkołę piłkarską. Podania, podania, utrzymywanie się przy piłce, dominacja nad rywalem, co na pewno musi przynieść efekty.
Nie trafił w odpowiednie środowisko. Może w Cracovii trzeba było przede wszystkim myśleć o utrzymaniu. Tak jak myślał Lenczyk. Przede wszystkim bronić a może uda się coś ustrzelić. Tak jak myśli Pasieka.
Ulatowski był jednak ambitny, może mało realnie myślał, może chciał swojego Alkmaaru. Tam na holenderskiej wiosce Van Gaal pokazał bowiem, że dominować mogą również anonimowi piłkarze. Drużyna ponad wszystko.
A przecież piłkarze Ulatowskiego nie do końca byli anonimowi. Na papierze linia ofensywna była jedną z lepszych w lidze. Ulatowski nie wiedzieć czemu niemal nie korzystał z Suworowa, poza tym wszystko wydawało się w najlepszym porządku.
Zabrakło dobrego środkowego napastnika (ileż można bazować na potencjale Matusiaka, facet się skończył!) i dobrych środkowych obrońców. Cabaja jakoś byśmy przeżyli, nie jest to aż tak zły bramkarz, choć jemu zdarza się częściej niż innym.
No cóż, doświadczenie to pragmatyzm. Ulatowski za bardzo poleciał w stronę słońca. Wielu młodych trenerów na tym się sparzyło. Woda sodowa nie omija nikogo, tyle że w różny sposób się to objawia.
Teraz różni świetni autorzy piszą, że Ulatowski to nieudacznik, który nigdy nic nie zrobił. Na przykład nic nie zrobił w Bełchatowie, tylko pozwalniał wspaniałych ludzi (np. dziś w mojej gazecie Bożydar Iwanow). A tam zmiana była bardziej niż widoczna.
Ale cóż, każdy ma swoje prawo do wygłaszania własnych opinii.
Nieistotne, Ulatowski w Cracovii raczej się wypalił. Najchętniej zobaczyłbym w tej robocie Jana Urbana, którego sam w niezbyt godny sposób, choć sądzę iż uczciwy, pożegnałem na łamach Przeglądu Sportowego. Dobry trener, który daje sporo luzu, wierzy w ludzi i przez jakiś czas może być skuteczny. Oby nie za długo, bo jak mawiał Bela Guttman: „Dwa lata pracy w jednym klubie, to maksimum”. I tego się trzymajmy.
Sępy krążą też nad Jackiem Zielińskim. Dziś prasa informuje, że jego stanowisko w czwartek będzie wolne. A więc pożegnają się wspólnie – Zieliński i Ulatowski. Mogą pójść na piwo.
Co wykończyło Zielińskiego? Jakiś dziwny syndrom? Ciężko znaleźć wytłumaczenie. Facet miał najsilniejszy skład w kraju i widać to było w europejskich pucharach. A w lidze ten sam skład przegrywa z Górnikiem, co jest niepoważne. Ja bezradnie rozkładam ręce.
Wiadomo, że zaraz pokaże się wielu potencjalnych następców Zielińskiego – jakieś Majewskie, jakieś Stawowe, jakieś dziwne stwory, na pewno będzie Jerzy Engel, szczęścia też spróbuje Michniewicz.
Jacek Rutkowski, właściciel Lecha już teraz mówi, że to nie będzie żadne wielkie nazwisko. A szkoda.
Ale nie spodziewam się niczego wielkiego po Rutkowskim. W końcu sam kiedyś przyznał, że rozmawiał z jakimś znanym trenerem z zagranicy, ale temat przepadł, bo facet mówi tylko po angielsku.

I jeszcze na koniec:

na stronie weszlo.pl możecie przeczytać co sądzi Czesław Michniewicz o Ulatowskim Oczywiście nie jest tam podpisany, ale autor z weszlo.pl jako prawdziwy maestro w manipulowaniu tłumem, dla ludzi w miarę inteligentnych stał się niestety dość przewidywalny. Jeśli więc ktoś inspirował jakiś tekst, to możecie przewidzieć, jaki mniej więcej zwrot dany tekst będzie zawierał. I ten zawiera taki oto zwrot: „Sto razy Michniewicz mnie prosił, bym tego tekstu nie pisał, bym to zostawił, odpuścił, bym się nie mieszał. Pewnie się na moment obrazi.”

Advertisements

16 komentarzy »

  1. Mixer said

    Ja bym sugerował poczytać o Ulatowskim na Weszło.

  2. vegetable78 said

    czytałem, umieściłem przecież nawet linka w tekście 🙂 pozdrawiam, MW

  3. stan said

    wawrzynek, ty natomiast – antoni macierewicz polskiego dziennikarstwa – jestes niezwykly w wymyslaniu spiskow, wyciaganiu falszywych wnioskow i konsekwentnym budowaniu w glowie szalonych konstrukcji, ktore – coz – kaza widziec w tobie przyszlego pacjenta domu wariatow, chociaz patrzac na kariere macierewicza moze i przyszlego posla. fajnie, ze jest ktos, kto wie wszystko najlepiej, wchodzi do glow innych ludzi, odczytuje intencje, przenika i wszystko to w trakcie picia browarów w Otwocku.

    • vegetable78 said

      cieszę się, że wpadłeś. Dziękuję za analizę. Artykuł na weszlo.pl był jednak anonimowy, więc chyba miałem prawo wyciągnąć własne wnioski tak jak wszyscy inni? Tak czy inaczej w artykule przedstawiony był jeden punkt widzenia – Czesława Michniewicza. Nie chciało się autorowi dowiedzieć, co sądzi na ten temat Ulatowski. Czy nie jest więc wnioskiem logicznym, że artykuł powstał z inspiracji Michniewicza? Moim zdaniem jest. Pozdrawiam i życzę powodzenia.

      • stan said

        W artykule nie jest przedstawiony punkt widzenia Czeslawa Michniewicza, tylko moj. Ale widocznie liczba pojedyncza uzyta w nim milion razy nie byla dla ciebie wystarczaja sugestia. I nie interesuje mnie, co sadzi na ten temat Rafal Ulatowski, poniewaz artykul sklada sie z moim spostrzezen, moich wnioskow, moich obserwacji. Moze glupich, ale moich. Jak Ulatowski ma swoje, to niech tez sobie je spisze.

      • vegetable78 said

        czy jednak nie jest tak, że twój punkt widzenia jest zbieżny z punktem widzenia Michniewicza? No jest, jest… nie mam nic przeciw tego, żebyś bronił swojego kolegi czy przyjaciela, to twoja sprawa. Nie twierdzę, że to głupie. Absolutnie. Nawet to trochę szlachetne. Ale fakty pozostają faktami. Powtórzyłeś to co on już mówił. Tyle, że w ładniejszej, sprawniejszej językowo i bardziej poruszającej oprawie. Pzdr.

  4. Simon said

    Komentarz na temat Matusiaka to coś osobistego? Wiem,że Radek burzył do Ciebie po opublikowaniu tekstu „Krach na giełdzie życia”. Ludzie na mieście określają Radka mianem mizantropa…

    • vegetable78 said

      Nie, to nic osobistego. Po prostu Radek Matusiak nie jest już tym piłkarzem, którym był kiedyś, a ja jako blogger-dziennikarz oceniam go, bo tym się zawodowo zajmuję. A co do artykułu, to został napisany, on miał pretensje (miał je już wcześniej), ja nie miałem i nie mam. Historia z mojej strony została zakończona właśnie tekstem, w którym zaprezentowałem treść naszej rozmowy telefonicznej, nigdy więcej nie zajmowałem się jego tematem w większym zakresie. Nie było w tym jakiejś zemsty. Po prostu cytaty były zbyt dobre, by ich nie opublikować. No i myślę, że artykuł był obiektywny, klasyczna historia upadku piłkarza, co możesz sam ocenić czytając go – jest na bocznym pasku.
      A co do mizantropii, to myślę że to kwestia tego, że nigdy nie spełnił oczekiwań i doskonale o tym wie. Pozdrawiam. M.

  5. Hanys 1920 said

    A ja zawsze uważałem, że geniusz Ulatowskiego to urojenia gospodarza 🙂

    • vegetable78 said

      nigdy nie padło słowo „geniusz”. Ale faktem jest, że cenię szkołę gry, którą reprezentuje.

  6. Simon said

    Dzięki za odpowiedź.Artykuł na temat wytrawnego znawcy win i giełdy a przy okazji piłkarza jest wg mnie obiektywny.Trochę szkoda mi Radka Matusiaka, ale jego przykład pokazuje,że czasem warto być pokornym. Wracając do Cracovii to w pełni zgadzam się z Pilchem i jego tezą,że jest to klub naznaczony fatalizmem.
    Pozdro

  7. andy said

    Cabaja jakoś byśmy przeżyli, nie jest to aż tak zły bramkarz, choć jemu zdarza się częściej niż innym.

    tak BTW to warto policzyć ile punktów straciły Pasy przez jego wygłupy, to jakiś krakowski fenomen zresztą – po drugiej stronie Błoń między słupkami jest komediodramat w zasadzie od przyjścia Cupiała (od Sarnata po Pawełka dno i kilometr mułu – wyjątkiem był może Szczęsny tyle, że on więcej się leczył niż grał)

  8. Simon said

    Był jeden wyjątek i nazywał się Dolha.

  9. andy said

    eee przeceniony był strasznie Petrescu jakoś go nie wystawiał, pamiętasz jak z Lechem przyjechał na Reymonta i narobił w gacie – 3 babole w 45 min. , w Poznaniu szybko się na nim poznali i podziękowali

  10. Simon said

    W tym meczu nie wytrzymał psychicznie, bo cały stadion wyraził swoją dezaprobatę wobec ucieczki Emy z Krakowa. Pamiętam jak Smuda powiedział, ze musiał go w przerwie zdjąć i wpuścić Kotora bo Dolha był blady jak ściana.
    Niemniej uważam, że dopóki się nie zeszmacił był bardzo dobrym bramkarzem.

  11. Sebek said

    Dolha? Był lepszym bramkarzem nawet niż legijny Stanev. W barwach Wisły kapitalny, szkoda, że jeden mecz – właśnie z Wislą – przekreślił go dla naszej ligi. No, chyba że jednak Śląśk go ściągnie, albo ktoś inny 🙂 A Dolha do dziś dobrze mówi po polsku 🙂

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: