W poszukiwaniu szczytu sinusoidy

Kiedyś byłem nawet dobry z matematyki, ale do dziś nie wiem czy w przypadku wykresu funkcji sinus możemy mówić o szczycie. W każdym razie w przypadku Lecha wykres ten nie jest płynnym przypomina raczej coś między sinusoidą a jakimś kardiogramem ze swoimi nagłymi skokami, po których krzyczymy – „żyje i jak pożera!”, oraz natychmiastowymi upadkami – „trupa mamy, trupa!”

Zastanawiam się nad fenomenem czy też antyfenomenem Lecha. Cóż sprawia, że piłkarze, którzy zachwycają nas w Lidze Europejskiej są patałachami w naszej ekstraklasie.
Trzeba się przyjrzeć dwóm potencjalnym powodom. Jak zawsze są to – ciało i umysł.
Powód pierwszy – ciało.
Mamy dziś 9 listopada, a więc Lech rozegrał już 24 mecze. W tym samym czasie w poprzednim sezonie miał na koncie 19 spotkań, 5 mniej.
Przykład pierwszy z brzegu:
Dmitrije Injac – 20 meczów
W poprzednim sezonie w tym okresie – 18 meczów.
I tak to wygląda u niemal wszystkich zawodników, wielkiej różnicy z pozostałymi nie będzie. Większość piłkarzy gra nieznacznie więcej niż grało w zeszłym sezonie.
Mamy do czynienia z różnicami, które nie powinny powodować jakiegoś dodatkowego przemęczenia. Zespół wydaje się wręcz wzmocniony. W porównaniu do jesieni zeszłego roku doszli: Burić (pierwsze 14 meczów, w tym 8 ligowych, grał Grzesiek Kasprzik), Kriwiec, Wojtkowiak (właściwie nie grał), Henriquez (przegrywał rywalizację z Gancarczykiem), zaś odszedł Lewandowski.
Lech wygrał jednak w drugiej rundzie, właśnie wtedy gdy pojawili się ci wszyscy zawodnicy, oraz Semir Stilić, który w tej rundzie znowu został zastąpiony przez swojego nieudanego brata bliźniaka. Pragnienie nawrotu wielkiej formy Stilicia jest w społeczeństwie tak wielkie, że gdy dwukrotnie prosto podał piłkę w meczu z Wisłą, został wybrany do kilku jedenastek kolejki, co ośmielę się uznać za objaw zbiorowej halucynacji (ktoś powie – wydaje mu się, że wszystko wie, ale nie o to chodzi – oglądałem mecz w dobrym towarzystwie i tak sobie razem załamywaliśmy ręce nad przeciętną grą Stilicia).
Nie będzie wielkiej różnicy w przygotowaniu fizycznym. Jest co najwyżej zepsuty okres przygotowawczy.
Ale czy z zepsutym okresem przygotowawczym można grać tak fantastycznie z Red Bullem Salzburg czy z Manchesterem City? Czy można być liderem grupy śmierci? Prawdziwej grupy śmierci?
Czy można rozgrywać mecze, które już dziś przechodzą do największych spotkań klubowych w historii naszej piłki, które już dziś można stawiać na równi z bojami Legii z Sampdorią, Widzewa z Juventusem czy Manchesterem City albo United (z Liverpoolem jeszcze może nie), Górnika z Dynamem Kijów (z Romą jeszcze nie, nie na tym szczeblu)…
Tak jest, nie ma w tym żadnej przesady. Nie bójmy się tego mówić.
Czy chodzi więc o głowę? O jakiś syndrom zaspokojonego zwycięzcy? O nieumiejętność koncentracji na „małe mecze”? Czy woda sodowa odbija tak szybko? Czy chłopcy uważają, że w Polsce grają z jakimiś ogórkami? Czy ich gra uzależniona jest w 100 procentach od gry rywala?
To jest problem psychiczny. Może to jest jakiś powód. Przecież w meczach z Wisłą czy Legią Lech grał na bardzo wysokim poziomie, ok w tym drugim przypadku zabrakło szczęścia… albo raczej Lech miał nadmiar pecha. Może i tak.
Mamy tu pewnie najcięższy do zdiagnozowania problem w naszej piłce od co najmniej miesiąca albo dwóch.
Ja będę upierał się przy sferze motywacyjnej.
Dziś Lechowi potrzeba więc trzech, czterech solidnych piłkarzy, którzy stanowiliby uzupełnienie drużyny i potrafili brać na siebie ciężar gry w meczach ligowych, dla których mecze ligowe byłyby trampoliną do gry w pucharach.
Oczywiście wiem, że Lech teoretycznie takich piłkarzy ma, tyle że to tylko teoria. Najzwyczajniej w świecie zabrakło działaczom Lecha rozeznania na rynku. Może zachłysnęli się kilkoma udanymi transferami? Może ich czujność uśpiło ściągnięcie Stilicia (który kiedyś w zamierzchłych czasach był świetnym piłkarzem) czy Kriwca, czy zachwyt ludzi po trzech bramkarz Rudnevsa… może nie tylko piłkarzom odbija sodówka? Nie wiem tego.
Ostatni mecz z Ruchem pokazał, że Bakero nie jest lekiem na całe zło, że nadziei na przyszły rok nie należało szukać w osobie trenera. Wiem jedynie, że rynek polski nie jest dokładnie przeczesany, zawsze znajdzie się jakiś Sobota (wiadomo, że odbiła mu sodówa i spożywa za dużo…), w ostatnim okresie mieliśmy na to kilka doskonałych przykładów, sam skauting może być podstawą przyszłego sukcesu o czym nasi działacze nie wiedzą (przypomnę przykład Jana Urbana, który mówił, że skauting w polskich warunkach nie ma sensu, nie opłaca się). Na pewno jest jakimś środkiem, kadra zespołu startującego w Lidze Europejskiej musi być szeroka. Choćby ze względów motywacyjnych. Na pewno problemem jest brak gwarancji. Dziś Lech kupi 5 zawodników za dużo, nie zagra w Lidze Europejskiej w przyszłym sezonie i kto będzie tych piłkarzy utrzymywał. Cóż, to jest futbol, w futbolu, jak mawiał Don Leo, nie ma gwarancji.

Mimo wszystko jestem o Lecha dziwnie spokojny. Jest to wciąż zespół najmocniejszy kadrowo w naszej ekstraklasie.
Tak jak założyłem się o to, że Legia pod koniec sezonu będzie w pierwszej trójce (i mam sporą szansę wygrać), tak dziś założę się o kolejne dwa piwa, że Lech nie zajmie niższego miejsca niż czwarte.

PS. Wyliczałem, wiadomo, przy pomocy 90minut.pl i różnych wikipedii.

Advertisements

7 komentarzy »

  1. martis33 said

    rozbawiłeś mnie do łez już w pierwszym zdaniu….. :):):)
    skoro już się tak rozśmieszamy to też napiszę, że byłem nawet dobry z matematyki :):):):)
    co do reszty textu to się zgadzam 😉

  2. vegetable78 said

    Co za czasy, co za obyczaje…
    W czasach spadku nakładów uznałem, że dziennikarze powinni nie tylko informować ale też bawić czytelnika!

  3. MZ said

    Z tym Stiliciem… tak się składa, że ja też mecz z Wisłą oglądałem w doborowym towarzystwie i w tym zacnym otoczeniu zastanawialismy się kto wygrałby w pojedynku na dystans 10m, 30m, 60m i 100m – Semir Stilić czy babcia z balkonikiem? Im dystans się wydłużał, tym więcej szans miał zawodnik Lecha, aczkolwiek przy tych krótkich odległosciach stawki szły by na bardziej doswiadczonego konkurenta… konkurentkę.

    Za suchara przepraszam, ale faktycznie tak było. Pewnie wyniknęło to z towarzystwa kilku innych Lechów w trakcie oglądania spotkania…

    Z tekstem się zgadzam, konkluzją także, co więcej, należę do tej grupy szaleńców, którzy uważają, że Bakero to dobry trener. Kiedy po mnie przyjadą ze szpitala psychiatrycznego?

  4. Finkelbaum said

    Pomyślałem: a wejdę, co mi tam. Nie zawiodłem się. Tekst tak długi, że musiałem czytać go bardzo, bardzo szybko, aby nie stracić zbyt wiele czasu. I jak zawsze w takich temat brakuje jednego – małego kalania we własne gniazdo.
    Polskie kluby grają słabo m.in. dlatego, że wy dziennikarze rozpieszczacie tych komediantów do granic przyzwoitości. Koleś strzeli dwa gole – wow. Strzeli pięć w dwóch meczach – o kurwa, wielkie story, jak do tego doszedł. Wichniarek strzelił bramkę kozojebcom w Baku – nie no już się zwraca, już startuje, już będzie szybował i podbijał nasze boiska (pamiętam tę okładkę w PS…). Kriwiec – pięćdziesiąt zrobionych lodów. Stilić – czterdzieści. Peszko – sto, z połykiem. „Panie Sławku, jak się panu grało?”. „Panie Sławku, zagraliście poniżej swoich możliwości. Dlaczego tak sie stało?”. A powinno być: „Sławek, co ty kurwa odpierdoliłeś?”. „Sławek, jak się czujesz w dniu swojego upokorzenia?”, „Sławek, dlaczego nie miałeś litości dla kibiców Lecha?”.
    Zamiast kreować pseudobohaterów, których wam ewidentnie brakuje, powinniście jechać po tych imitacjach piłkarzy dzień w dzień, krytykować, tłamsić, wyśmiewać dziecinadę i bzdurne tłumaczenia się. „Trawa krzywo przystrzyżona”? Jazda! „Nie szło nam”? Jazda! „Byliśmy zmęczeni sezonem”? Jazda! „Ta bramka ustawiła spotkanie”? Jazda! „Nie jestem gruby, jestem w sam raz”? Jazda! Itd, itp. Po miesiącu takiej jazdy wszyscy będą zapierdalać aż miło.

    • vegetable78 said

      Staramy się zachować jakiś przyzwoity poziom pisania (w miarę możliwości) ale proporcje musimy odnieść do naszych piłkarzy. Poza tym liga nie jest taka zła, w tym sezonie jest naprawdę ok. Tak myślę – dowód to Lech – słaby w lidze, dobry w Pucharach. Widziałeś mecz z Man City? To pomyśl sobie co zrobiłaby taka Arka z Chelsea albo Jaga z Liverpoolem???? To by była masakra! 🙂
      Co zaś się tyczy Romana Hurkowskiego, to znany wyjadacz gazetowy, ale to łatwe do sprawdzenia, pzdr.

  5. Finkelbaum said

    Marek przeglądam sobie bloga po dłuuugiej przerwie i jest coraz śmieszniej. Najlepsza jest galeria komentatorów. Kto to do cholery „Roman Hurkowski”?
    Do pana Romana (jeśli rzeczywiście się pan tak nazywa):
    Panie Romanie! Przeglądam pana komentarze z rosnącym przerażeniem. Sądząc po pana imieniu jest pan stary, a po liczbie wszelakich errat jakie pan tu nadsyła – mocno zakompleksiony i przekonany o własnej wyższości (co jedno z drugiego wynika). Pozuje pan na mentora i daje razy z prawa i z lewa swoim uczniakom, ale szkoda, że nie miał pan takiego mentora za młodu. Może zawczasu powiedziałby panu, że pisanie w wieku statystycznego Romana o czymś tak trywialnym jak piłka nożna może wpływać negatywnie na bilans życiowych dokonań, a co za tym idzie – samoocenę i postrzeganie świata.
    P.S. Wszystko będzie dobrze, niech się pan nie martwi. I śpiewa: „Wesołe jest życie staruszka!”.

  6. Roman Hurkowski said

    Kazdy ma tyle lat, ile ma. Ale, jak widze, odwaga nie zalezy od wieku, bo ja sie podpisuje Roman Hurkowski, gdyz sie tam nazywam. I mam piekne imie. Jestem za nie swoim Rodzicom wdzięczny. A Finkelbaum to kompletny anonim, schowany w kącie. No i jasnosc umyslu nie zalezy od wieku, jak widac po Pana belkocie i moich sensownych erratach – jak Pan to okresla. Mentora mialem, i to niejednego, i dziekowalem oraz wciaz dziekuje im wszystkim. Nie wiem, na kogo pozuję, bo w ogole nie lubie pozowac, wiem za to, ze wielu mlodych dziennikarzy, jak i moi podopieczni z wydzialu dziennikarstwa na uniewersytecie, sa ze mnie zadowoleni. Zycze Panu takich powodow do radosci, bo to wspaniale uczucie.
    Chcacy byc zadziornym Anonim chyba jedna przeszacowuje moja obecnosc w gronie komentujacych na blogu Pana Marka. Nie goszcze tu zbyt czesto. Pozdrawiam, zapraszam do kontaktu na r.hurkowski@futbolnet.pl. Prosze zameldowac sie tym swoim anonimowym nickiem, RH

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: