Archive for Styczeń, 2011

Top 70, notowanie 3, trenerzy

Jeden z moich kolegów zauważył, że wśród naszych trenerów coraz mniej jest ludzi przypadkowych. Zgadzam się z tym, mamy tu ludzi, którzy znają się, zazwyczaj, na swoim fachu. Są postaci w jakiś sposób kontrowersyjne, na przykład Jacek Zieliński, którego niektórzy w ogóle nie uznają za trenera, a inni za trenera wyjątkowo uzdolnionego. Jest Waldemar Fornalik, który zawsze ma dobre wyniki, ale nigdy nie prowadzi wielkich drużyn, jest Michał Probierz, który nagle wyrósł na faworyta wśród trenerów, a przecież można się spierać czy dokonał on rzeczy wielkiej czy po prostu tak mu się przytrafiło. Jak ocenić pracę Dariusza Pasieki, który zabija futbol, ale osiąga efekt? Pojawiło się więc kilka ciekawych postaci, wrócił, w fantastycznym stylu, Lenczyk, jakieś efekty z czasem zaczęła przynosić praca Skorży, od lata coraz częściej widać efekty pracy Smudy, na chwilę objawił się Bartoszek, wrócił na karuzelę Kasperczak, choć po incydencie w Zabrzu zmieniłem do niego stosunek na zawsze… miałem więc poważną zgryzotę. Czy Smudzie należy się handicap z okazji tej tylko, że jest selekcjonerem? Czy wspomniany już Zieliński zasłużył na wygraną, skoro zdobył mistrzostwo i doprowadził do kilku świetnych spotkań w Lidze Europejskiej (choć tego najważniejszego, z Manchesterem City, już nie), czy Skorżę rozliczać za wysokie miejsce w tabeli czy za niezbyt efektowną grę? cóż… za wszystko. Jedziemy.

TU znajdziecie poprzednie klasyfikacje:
Bramkarze
Obrońcy
Pomocnicy
Napastnicy

Trenerzy

1. Michał Probierz (Jagiellonia Białystok)
Jego sukces ma wymiar szczególny, specyficzny, dziwaczny. Probierz stworzył świetnie funkcjonującą maszynę, mimo iż niekoniecznie tego chciał. A więc nie chciał Grosickiego, nie chciał Frankowskiego. Ale wykorzystuje obu (Grosickiego już nie) umiejętnie i wygrywa. Zabawne, że chciał uciec z Białegostoku i w tym celu potajemnie spotykał się z szefami Allianza, ale w końcu szefowie Jagiellonii zmusili go żeby został. I dobrze zrobili. A więc Probierz będzie dobrym trenerem, nawet jeśli tego nie chce! Podoba mi się działalność kierownictwa w Białymstoku – Grosicki nie chce, Probierz nie chce, ale oni chcą… W skrócie – wy mnie nie znacie, ale mnie poznacie i pokochacie.
I to działa.
To że zespół Probierza utrzyma się w poprzednim sezonie było do przewidzenia już po kilku kolejkach gdy zaczął w ekspresowym tempie odrabiać stratę, ale fakt że zajdzie tak wysoko, że zdobędzie Puchar Polski, był już mniej przewidywalny. Do tego znakomita gra Jagiellonii w rundzie jesiennej. Ciekaw jestem czy styl Jagiellonii to świadomy wybór Probierza, czy też przymus spowodowany stanem posiadania.
Również w pucharach z Arisem zagrał bardzo dobrze i zapłacił frycowe. Opłatę pobrał ktoś z zewnątrz.
Tak czy inaczej drużyna Probierza gra dobrą i bardzo efektowną piłkę – w starym polskim stylu – wypad, zaskoczenie, trach! Mi się to podoba. To jest idealne wykorzystanie umiejętności zawodników do taktyki, a do tego powrót do naszych korzeni. Ktoś mi powiedział i chyba był to mój ulubiony Hubert Kostka – „Polacy nigdy nie będą zdyscyplinowani jak Niemcy. Niemcy wiedzą, że nie może nawalić żaden element, gdyż wtedy psuje się cała maszyna. Polacy tego nie wiedzą. Dlatego nie starajmy się grać jak Niemcy, bo polegniemy. Grajmy jak Polacy”. I Probierz to wie. Destrukcja i szybki wypad. Tradycja pospolitego ruszenia. Sądzę, że ten szkoleniowiec ma poważną przyszłość, ale z jego poważniejszą oceną muszę poczekać jeszcze jakiś czas.
Osiągnięcia: Utrzymanie Jagiellonii (mimo Startu z 10 ujemnymi punktami, 11. miejsce po dodaniu punktów jest równoznaczne 6. miejscu (można spekulować, czy zespół by grał, gdyby miał o co; Puchar Polski; mistrzostwo jesieni w Ekstraklasie, awans do 1/4 obecnej edycji Pucharu Polski.
Procent zdobytych punktów:58,5 (37 meczów, 19-8-10)

2. Jacek Zieliński (Lech Poznań)
Mistrz Polski, to po pierwsze. Po słabym początku sezonu wrócił do wielkiej gry. Szkoda, że o kilka tygodni za późno, bo Lech mógł i powinien grać w Lidze Mistrzów. Ale to już problem Ekstraklasy SA i tamtejszych działaczy typu Rusko czy Stefański, działaczy nieczujących piłki, którzy nie bardzo wiedzą, jak ułożyć kalendarz rozgrywek. Wróćmy jednak do Zielińskiego – ma wizję, jego zespół gra ofensywnie, efektownie i bardzo skutecznie z tyłu. Pozbierał się po sprzedaży Roberta Lewandowskiego, nieźle zastąpił go Rudnevsem, choć trochę to trwało i wrócił do starej gry. Szkoda że nie w naszej ekstraklasie.
Mecz z Juventusem w Lidze Europejskiej był fantastyczny. Szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę, że trzy dni później Juve zniszczyło na wyjeździe Udinese 4:0.
A więc, poza tym że Juventus wygrał doświadczeniem i po prostu wykorzystał głupie indywidualne błędy piłkarzy Lecha (naprawdę głupie) i słabość Kotorowskiego, Lech miałby najlepszy mecz w historii. Miał go już po odejściu Zielińskiego, z Manchesterem City. Ale faktem jest, że to Zieliński przygotował zespół, Bakero tylko podpisał listę. Jego sporym minusem jest brak umiejętnego nastawienia mentalnego piłkarzy. Czy jest to przypadek, że zespół jednego dnia remisuje z Juve a drugiego przegrywa z jakimiś ligowymi kopaczami?
Nieudane były transfery Wichniarka i Tshibamby (tego drugiego bardziej żałuję, bo myślę że ma spore niewykorzystane pokłady – zresztą sądzę, że nadal ma, ale raczej do gry z kontrataku, a Lech w lidze domnuje), jednak z pretensjami należy udać się również do Marka Pogorzelczyka. Również z pretensjami za niesprowadzenie Rodionowa, którego Zieliński wirtualnie wpasował już do składu. Pogorzelczyk w klubie jednak został, Zielińskiego już tam nie ma. Podoba mi się sposób w jaki rozwinął myśl Smudy, jak ją udoskonalił – facet czuje na pewno zachodnią piłkę. Spotkałem się z opiniami, że w ogóle nie powinien pracować tak wysoko. Opinia jest opinią, ale zauważcie, że on przechodzi powoli szczeble. Był niezłym pomocnikiem, czuje piłkę, ma tę podświadomość. Myślę, że u nas zbyt często ludzie sądzą iż trener jest dobry wtedy gdy udziela dobrych wywiadów. To błąd.
Tu możecie sobie przeczytać wywiad z Zielińskim, który zrobiłem z trenerem po jego zwolnieniu. Nawet dobrze wyszedł 🙂
Osiągnięcia: Mistrzostwo Polski mimo straty 8 punktów do Wisły po rundzie jesiennej, udział w awansie do II rundy w Lidze Europejskiej
Procent zdobytych punktów: 58,1 (18-7-10)

3. Marcin Sasal (Korona Kielce)
Ależ czołg. Sasal idzie do przodu, powoli, ale do przodu, cały czas jest mocniejszy. W meczu z Polonią na wyjeździe pokazał nawet jakiś mały fenomen taktyczny, gdy idealnie zastopował gwiazdorską maszynkę Bakero, a zaraz potem remis na wyjeździe z próbującą wydostać się kryzysu wściekłą Wisłą. To miało swoją wymowę. Korona gra niezłą piłką, to zespół dobrze poukładany taktycznie i bardzo solidny – wszystko jest tu solidne. To jest właśnie sztuka, zbudować drużynę, która jest pozbawiona słabych punktów. Albo przynajmniej bardzo słabych. Statystycy wyliczyli nawet, że Korona była drugą drużyną 2010 roku, zaraz za Lechem – mistrzem Polski.
Tak zrobił w Dolcanie, tak zrobił w Koronie. Sasal nie ma super przebojowości, nie jest sezonowym fenomenem, buduje swoją pozycję sukcesywnie. Tyle tylko, że ma to dość kruchą podbudowę, bo kluczowi zawodnicy są zaawansowani wiekowo. Różne są jednak cele, jeśli Sasal chciał osiągnąć wynik tu i teraz, to jest na dobrej drodze. Teraz zabierze się pewnie za powolną przebudowę. Imponuje mi, że gdy wszyscy podniecają się Mourinho, ten facet przegląda książki pisane Walery’ego Łobanowskiego i innych trenerów ze szkoły radzieckiej (choć akurat Łobanowski był swego rodzaju buntem wobec szkoły radzieckiej, wierzył bowiem w ludzi, Masłow już niekoniecznie). Pewne rzeczy przecież, jak choćby ludzkie charaktery, są wieczne. A Walery czuł więcej niż inni, dlatego warto go czytać.
Tu materiał mój i Jarka Kolińskiego. Jedyny komentarz jest taki, że jest to artykuł bezsensowny, a mimo to pozwolę sobie go zareklamować, bo sądzę iż pokazaliśmy Sasala innego niż go znacie!
Osiągnięcia: 6. miejsce w poprzednim sezonie (przejmował zespół będący na 12. miejscu), 4. miejsce w rundzie jesiennej
Procent zdobytych punktów: 55,2 (15-8-9)

4. Orest Lenczyk (Cracovia/Śląsk Wrocław)
Ok, powątpiewałem w niego, ale już wiem, albo jak śpiewają w Shreku, I’m a believer!
Mija jego czterdzieści lat w zawodzie. Stary wyga i może nawet powinien być na pierwszym miejscu, ale trzeba brać pod uwagę różne czynniki, w tym wyniki, nie tylko umiejętności (choć wyborcy Messiego udowodnili, że nie trzeba). Przyszedł do Śląska i na początek okazało się, że Śląsk nie przegrywa. W myśl starej zasady, którą do znudzenia powtarzał pewien magik (albo nawet Mag) z Argentyny – nie tracisz bramek, nie przegrywasz. Nie przegrywać to było pierwsze założenie, które stosował już w Cracovii. Dzięki niemu zespół patafianów i ogórków utrzymał się w lidze. Faktem jest, że Lenczyk mógł zrobić tam sporo transferów i nie do końca wcelował (Suworow, Ślusarski). Ale proszę pamiętać, że to zespół, który rok wcześniej spadł z ligi sportowo a utrzymał się, bo profesor Filipiak dobrze dobiera karty przy stoliku (zielonym). Właścicielowi zabrakło umiejętności realnego spojrzenia na piłkę i zwolnił Oresta (trenera Lenczyka. Dziękuję!).
Chyba zresztą zabrakło go (nam) wszystkim, albo przynajmniej wielu – wystarczyło kilka miesięcy by okazało się, że Orest (Trener Lenczyk. Dziękuję) po prostu zrobił… cud? Nie.
Nie ma to nic wspólnego z cudem. Facet zna się na robocie. W wywiadzie dla „RZ” powiedział ciekawą rzecz: „Nie będę tłumaczył jak smakuje woda”. W tłumaczeniu na polski brzmi to tak: „Gdyby ludzie w Polsce pracowali w swoich zawodach, to bylibyśmy potęgą na skalę światową, ale ponad połowa zamiatałaby ulice”.
Orest (Trener Lenczyk. Dziękuję) ocenia piłkarzy według ich umiejętności i przydatności dla zespołu. Ma czucie. Nie wystawia piłkarzy od znajomych menedżerów. Wie co powiedzieć piłkarzowi na ucho, jak wykorzystać jego potencjał. A piłkarze z miejsca się w nim zakochują. Dlaczego? Bo jest cholernie inteligentny. Wszyscy nasi rozmówcy podkreślają też, że znakomicie zna ludzkie organizmy.
Pamiętajmy więc o tym wszystkim przy wyborze kolejnego selekcjonera (Aragones zdobywał mistrzostwo Europy mając 72 lata!, co już tu wielokrotnie moi koledzy wspominali)
Ostatnio byłem chwilę na zgrupowaniu Sląska Wrocław i zobaczyłem, jak tworzy klimat, atmosferę. Jak każde ćwiczenie można robić z uśmiechem.
Nie chcę przez to powiedzieć, że się zakochałem, ale bardzo mi się podobało i z tego co wiem, piłkarzom też.
W Śląsku zrobił więc to co robi zawsze – był bardziej cwany od innych. Dostosował styl do możliwości. Zespołu i zawodników. To jest banalnie proste. Kiedy masz dobrego szefa, który uczciwie traktuje pracowników – starasz się i zasuwasz. Dla niego. Jeśli widzisz, że jest taki sobie i obstawia się średnio kompetentnymi ludźmi, koleżkami – już coś w głowie świta, że może nie warto za bardzo się przemęczać, bo i tak za jakiś czas go nie będzie. Przychodzi marazm. Orest (trener Lenczyk. Dziękuję!) potrafi chyba wprowadzić poczucie walki o wspólny cel.
Poza tym to, co go odróżnia od młodych gniewnych, to brak przywiązania do schematów. Przywrócił do życia zgorzkniałych gwiazdorów, postawił na kilku młodych. Ten facet czuje talent i wie jak go wykorzystać. A więc powtórzę to co na początku. Kiedyś byłem do niego sceptycznie nastawiony, nawet bardzo… i kłóciłem się z Pawłem Wilkowiczem i Romanem Hurkowskim… ale się przekonałem. Panowie, zwracam honor (choć nigdy go nie zabierałem)!
Tu stary wywiad z Lenczykiem
I ostatni materiał z Przeglądu Sportowego, gdzie niestety zabrakło nam miejsca, więc jest to podane w pigułce…
Osiągnięcia: Utrzymanie Cracovii (przejął zespół już po dwóch kolejkach rundy jesiennej), awans ze Śląskiem z 15. miejsca na 9. w ciągu 8 kolejek.
Procent zdobytych punktów: 45,4 (8-6-8)

5. Waldemar Fornalik (Ruch Chorzów)
Trzecie miejsce Ruchu w lidze to był szok szoków. Fornalik już w drugiej rundzie pokazał, że może grać gdy okroi mu się zespół. Odszedł Brzyski, kontuzjowany był Niedzielan, ale Fornalik grał. I to dobrze. Jest pewien fenomen tego trenera, który zawsze poprawia wynik swoich poprzedników.
Faktem jest, że jego Ruch ośmieszył się w eliminacjach Ligi Europejskiej remisując szczęśliwie z maltańskim FC La Valetta. Sam Fornalik mówi jednak sensownie: – Na tym etapie przygotowań chodziło tylko o to, żeby awansować dalej. I awansowaliśmy. Zresztą, niektórzy mówią, że w ogóle nie powinniśmy grać w Pucharach. Ale my wykorzystaliśmy słabość innych – powiedział.
Chodziło głównie o Legię. Fornalik ma więc sporo racji. Przeszedł dwie rundy, na Austrię Wiedeń był za krótki. Kadrowo.
Szkoda tylko krótkowzroczności władz Ruchu. Zamiast wykorzystać fakt, że jest dobry trener, który chce zrobić dobry zespół, postanowili rozsprzedać drużynę. Ale i bez Sobiecha Fornalik jakoś się utrzymał na przyzwoitym poziomie. Już próbuje na jego miejsce wstawić i wypromować młodego Jankowskiego. Może być to świetny zawodnik.
Walczy o utrzymanie, ale to jest walka, w której ma spore szanse. Ciekawe jak poradzi sobie bez Sadloka. Cóż, facet wyraźnie nie ma szczęścia. Nie tyle do wyników, co do pracodawców. W Polonii i w Widzewie był zwalniany gdy miał dobre wyniki. W Ruchu pada ofiarą rozbiorów. Ale nie poddaje się. I wygrywa wiele beznadziejnych batalii. Chciałbym, żeby dostał szansę w poważnym klubie – Wiśle, Legii, Lechu. Nie sądzę by tamtejsi szkoleniowcy (Maskaant, Skorża, Bakero) byli lepsi.
Tu wywiad z Fornalikiem, który robiliśmy z Marcinem Doboszem
Osiągnięcia: 3. miejsce w lidze (zespół zakończył sezon 2008/09 na 10. miejscu, zaś w momencie przejęcia go przez Fornalika był nawet 12.), gra w półfinale Pucharu Polski, awans do ćwierćfinału Pucharu Polski w obecnej edycji.
Procent zdobytych punktów: 43,3 (13-13-14)

6. Robert Warzycha (Columbus Crew)
Polski szkoleniowiec Columbus Crew drugi sezon z kolei jest na topie amerykańskiej ligi MLS. A ta staje się nie jakąś tam ligą, ale ligą, która może powoli konkurować z drugim europejskim garniturem. A więc jeszcze dwa lata temu słabsza od polskiej dziś jest już trochę z przodu.
Warzycha przejął zespół od Sigi Schmida i radzi sobie znakomicie. Gra ofensywnie, o wygraną, bo taka jest amerykańska filozofia. Walczy na równym poziomie z duetem Nowy Jork – Los Angeles, a więc tych którzy mają najwieksze ciśnienie na mistrzostwo.
Żaden z trójki zespołów tego tytułu nie zdobył, Warzycha odpadł w rzutach karnych z późniejszym triumfatorem, colorado Rapids.
Był też w finale Otwartego Pucharu Ameryki im. Lamara Hunta, ale przegrał ze swoim byłym mistrzem, Sigim Schmidem. Chciałbym, żeby spróbował sił w Polsce, może to jest waściwy wybór dla którejś z czołowych drużyn.
Tu rozmowa z Warzychą
Osiągnięcia: Zajął 5. miejsce w sezonie zasadniczym ligi MLS (w swojej konferencji drugie), grał w finale Pucharu USA, awansował do ćwierćfinałów Ligi Mistrzów Ameryki Północnej
Procent zdobytych punktów: 58,1 (22-9-12)

7. Maciej Skorża (Wisła Kraków)
Mój dwukrotny numer 1 w tym sezonie przeżywał poważny kryzys. Zszedł z obranego kursu. Ale zaraz na niego wrócił. Ma myśl. Chce dominować, chce atakować, chce niszczyć rywala. I będzie to robił, tyle że musi poskładać kawałki. Ma możliwości, głównie finansowe, potrzebuje czasu. Przykład z poszukiwaniem wysokiego napastnika pokazuje, że jest zbytnio przywiązany do schematu, który gdzieś tam sobie obmyślił w głowie. Oczywiście modyfikował go podczas sezonu (schodził z trzech napastników do jednego) ale wynikało to z wymuszonej sytuacji. Gdy rozmawiałem podczas mistrzostw z Arsenem Wengerem powiedział o Maradonie – czy nie zabraknie mu doświadczenia w kluczowej chwili? Czy będzie umiał podjąć słuszną decyzję?
No właśnie. To samo odnoszę do Skorży.
Szkoda też, że okazuje się niezbyt odważny w kontaktach z mediami. Gdy mu nie idzie, odwołuje wywiady i tak dalej. A gdy idzie, od razu staje się rozmowny. To samo było w Wiśle. A przecież jeśli trener nie ma odwagi to się przekłada na cały zespół. Trenerze, halo, halo! Uczeń Pawła Janasa powinien wyciągnąć wnioski z błędów nauczyciela i nauczyć się wytrzymywać presję. Na razie to dla niego poważny problem.
TU materiał przed spotkaniem z Wisłą, mojego autorstwa
A TU wywiad Rafała Romaniuka
Osiągnięcia: pozbieranie do kupy siebie i zupełnie nowej Legii, czego efektem było 3. miejsce jesienią (biorąc pod uwagę fatalny początek, dość dobre), awans do ćwierćfinału Pucharu Polski w obecnej edycji, na minus – utrata przewagi, jest głównym winowajcą utraty przewagi nad Lechem Poznań w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu.
Procent zdobytych punktów: 56,6 (11-1-8)

8. Franciszek Smuda (Reprezentacja Polski)
Mam mieszane uczucia. Postać to lekko żenująca (czyli w tym przypadku taka, w towarzystwie której czujecie zażenowanie, szczególnie gdy powie któryś ze swoich żartów znalezionych za stodołą), ale jednak selekcjoner. Sam byłem zwolennikiem jego zatrudnienia, choć umiarkowanym… na zasadzie, że jak się nie ma co się lubi, to czemu nie, nie jest ten Franz zły, a nawet – jest dobry. I trzymam się tego.
Powoli buduje drużynę narodową. Powoli i konsekwentnie. Krytyka jest, bo nie ma wyników na miarę oczekiwań. Jak to w przypadku selekcjonera – jest ciągła sinusoida. Słaby mecz – to koniec! Dobry mecz – to nowy początek! Nie można go oceniać na konkretnych wynikach, bo gramy tylko mecze towarzyskie. Widać, że ten zespół idzie w dobrym albo przynajmniej w jakimś kierunku, że może ogrywać europejskich średniaków, że na Starym Kontynencie gdzieś w granicach 14-20, choć bliżej „20”. Teoretycznie niewiele się zmieniło, ale widać rękę Franza.
Z drugiej strony irytuje mnie to, że zamiast szukać zawodników po prostu ich naturalizuje, co świadczy o jego słabości. Sporym minusem przez dłuższy czas był brak stabilizacji, trudność z utrzymaniem stylu drużyny.
Ale faktem jest, że w pewnym momencie zespół „załapał” – mecze z Ukrainą, Australią, USA i WKS – w nich było widać, że zespół idzie w kierunku szybkich podań z przodu, choć ma problem z tyłu. Powoli i to zostanie wyeliminowane (mam nadzieję, że nie kosztem utraty tożsamości narodowej). Na razie wstrzymuję się z ostateczną oceną Franza.
Na wysokie miejsce wpływ ma też świetna gra Zagłębia Lubin w rundzie wiosennej. Chociaż Franz zaprzeczał, wiadomo że pomagał drużynie Marka Bajora. I to z dobrym skutkiem.
Na pewno jego wizerunek jest nadszarpnięty tymi wszystkimi głupotami, które opowiada, brakiem konsekwencji, tym jego głupim kompleksem Beenhakkera. Swoją drogą nie jest to aż tak dziwne, Beenhakker to był kiedyś wybitny trener, Franz przy nim to tylko trener wiejskiego klubiku, który na dodatek doskonale o tym wie. Gdyby było inaczej, po prostu robiłby swoje.
Cóż, chcieliśmy Jakuba Szeli, to mamy Jakuba Szelę. Starajmy się szukać pozytywów, może coś znajdziemy. Na pewno znajdziemy.
Poza tym jest to idealny wybór dla naszego społeczeństwa pełnego piłkarskich ignorantów.
Zauważcie, że z reguły ignoruje go większość poważniejszej czy dużej prasy. Ludzie wychodzą z założenia, że mało kogo interesują dyrdymały wypowiadanie przez Franza. Generalnie – mówi dużo, ale nie ma to większej wartości.
I tu by należało przytoczyć samego zainteresowanego: „Bo ja nie jestem taki jak Beenhakker”. Wiemy, że nie. A szkoda. Bo chciałbym, żeby selekcjoner reprezentacji narodowej prezentował wysoki poziom. Za jakiś czas przyjedzie do nas prasa z całego świata i wszyscy Polacy zostaną wzięci za wieśniaków, bo przecież tylko taki naród mógł wybrać takiego selekcjonera. Cała nadzieja w dobrym tłumaczu.
Swoją drogą zastanawiam się – poznałem siostrę i brata Franza. Ona jest nauczycielką, on dyrektorem poważnego przedsiębiorstwa górniczego. Taki facet z dużym gabinetem, z wielkim stołem, słowem na poziomie. A że z nim rozmawiałem, to wiem że na dobrym poziomie. A Franz? Totalna odwrotność. Ale podmieniony być nie może bo wizualnie są niemal identyczni. A więc co? A więc swego rodzaju fenomen. Jeden poszedł w edukację, drugi w futbol. I doszli do czegoś. I może to jest ta siła przebicia, ten imperatyw sukcesu.
A więc, wszystkim tym którzy mówią że Franz nie powinien być selekcjonerem, odpowiadam: „Wyluzujcie chłopcy i dziewczyny, lepszego nie dostaniecie”. Sądzę, że w przyszłym roku drużyna Franza się ustabilizuje i trzeba będzie go wrzucić miejsce albo dwa wyżej.
Tu przeczytacie naszą zbiorową pracę o Franzu, została wydrukowana wkrótce po tym, jak został selekcjonerem (ja odpowiadam za część Młodość w Lubomi oraz USA
Osiągnięcia: Widoczna poprawa gry kadry narodowej w drugim półroczu
Procent zdobytych punktów: 42,3 (4-8-4)

9. Tomasz Kafarski (Lechia Gdańsk)
Patrząc na kadrę, można odnieść wrażenie, że ten facet ma możliwości takie sobie, może nie najmniejsze w lidze, ale niewielkie. A jednak, zawsze wychodzi obronną ręką. Coraz bardziej lubię patrzeć na grę Lechii. Kiedyś trochę przynudzała. Grała jakby na przetrwanie. W tym sezonie w pewnym momencie, w meczach z Górnikiem i z Legią (II połowa), czy nawet Wisłą, grała piłkę naprawdę piękną. Dlatego też podoba mi się praca Kafarskiego. Cruyff mawiał, że najpierw piękna gra a efekty będą. Jestem tego samego zdania. Kilku uznanych trenerów z „taką paką” spadłoby z ligi już wielokrotnie. Przecież Krzysiek Bąk w Polonii Warszawa był przeciętnym prawym pomocnikiem, u Kafarskiego jest świetnym środkowym obrońcą. Przecież Łukasz Surma całe życie grał na alibi, tu jest mózgiem zespołu. A więc grupa anonimów zamieniła się w gwiazdy.
Sam Kafarski chciałby na dłużej zakotwiczyć w drużynie, zostać jej Arsenem Wengerem czy Alexem Fergusonem, przez lata budować zespół, który byłby mocniejszy i mocniejszy. Myślę, że mógłby pokazać znacznie większe możliwości, gdyby stać go było na dwóch, trzech zawodników o statusie gwiazd. A może właśnie wie co robi, może to by wszystko popsuło? Bardzo przyszłościowy facet, który zna się na piłce, co stwierdzam po rozmowie z nim. Choć zawsze na jakimś marginesie…
Osiągnięcia: Gra w półfinale Pucharu Polski, Stworzenie jeden z najefektowniej grających drużyn ligi, 6. miejsce jesienią, a więc postęp w stosunku do poprzedniego sezonu (8. miejsce, choć trzeba pamiętać, że jesienią 2009 Lechia zajmowała 6. miejsce, zaś wiosną była najsłabszym zespołem Ekstraklasy – zaledwie 11 punktów. Można to interpretować jako poświęcenie rundy na budowanie nowej drużyny, lub tego nie interpretować i stwierdzić, że Kafarski źle przygotował zespół do rundy – odpowiedź poznamy w tej rundzie), awans do ćwierćfinału Pucharu Polski w obecnej edycji
Procent zdobytych punktów: 42,1 (11-10-13)

10. Dariusz Pasieka (Arka Gdynia)
Nowa jakość w polskiej piłce. Konsekwencja niemieckiego producenta samochodów w fabryce z wadliwymi polskimi podzespołami. Umówmy się, kolejny ewidentny kandydat do spadku, a tymczasem… Pasieka ma takie możliwości jakie wszyscy widzimy. A więc postanowił postawić na defensywę. Pomysł jak najbardziej trafiony. Powstrzymywał potęgi ligowe – Lecha, Jagiellonię, wygrywał z nieźle grającym Górnikiem. Gorzej idzie w grze ofensywnej. Pasieka nie umie atakować. Syndrom reprezentacji Szwajcarii Hitzfelda (mieliśmy już polskiego Mourinho, a teraz mamy polskiego Hitzfelda). Jak powiedział Niemiec swoim piłkarzom w szatni przed meczem z Hiszpanią: „Gramy dziewięcioma obrońcami i jednym napastnikiem. Napastnik ma jak najczęściej wracać”. Statystyka Arki robi wrażenie zaś jej gra przeraża. Na to COŚ nie da się patrzeć. Z perspektywy czasu ocenimy go pozytywnie. Czyż nie kochaliście czytać fantastycznych rozpraw o Wielkim Herrerze? A że nie dało się na to patrzeć, co tam, papier wszystko zniesie, a wyobraźnia działa cuda.
Osiągnięcia: Skuteczna walka o utrzymanie w poprzednim sezonie, zachowanie szans na utrzymanie w tym. Proszę brać pod uwagę kadrę Arki.
Procent zdobytych punktów: 34,5 (8-6-15)

Poczekalnia

11. Jan Urban (Legia Warszawa/długu długo nic/Polonia Bytom)
Efektowny powrót do Ekstraklasy. Wziął od Jurija Szatałowa Polonię Bytom i ten najbardziej kanciasty zespół ligi uzyskał jakieś płynne kształty. Nie porywa, ale wygrywa. Przynajmniej nieco częściej. Ranking obejmuje też okres jego zwolnienia z Legii. To było konieczne. Urban osiągnął w drużynie z łazienkowskiej sporo, ale przyszło chyba zmęczenie materiału. Nawet długi czas go broniłem, bo uważam że osiągnął tyle ile mógł – przez dwa sezony utrzymał na drugim miejscu w lidze zespół, którego szczytem możliwości było… drugie miejsce. A przecież raz był bliski tytułu. Ale umówmy się, rację miał Bela Guttman – nie pracujemy w klubie dłużej niż dwa lata. Pożegnałem więc Urbana oschle, brutalnie i niektórzy mogą powiedzieć, że prymitywnie, jak jakiś Hun dziki lub przybysz z Danii. Sam się nad tym zastanawiałem wielokrotnie…
ale Urban na pewno się nie skończył. Tyle tylko, że w Legii nie było dla niego miejsca. Cieszę się, że wrócił do słabego klubu. Tu może udowodnić klasę. Ma jeden atut – intelektualnie przewyższa większość trenerów w kraju. To jest pierwszy etap do tego by wygrywać. Niestety już go w Bytomiu nie ma. Nic dziwnego, to jest zespół zorganizowany w sposób tak katastrofalny, że żaden poważny trener nie zdecyduje się tam pracować. Jedynie straceniec, albo nowicjusz.
Osiągnięcia: Dał nadzieję Polonii Bytom…
Procent zdobytych punktów: 50 (4-1-3)

12. Adam Nawałka (Górnik Zabrze)
Górnik gra tak sobie, ale wygrywa. A więc Nawałka wraca do gry. Świetnie poradził sobie w Katowicach, jeszcze lepiej w Zabrzu. Jest skuteczny, przywrócił wielki futbol (no dobrze, w miarę duży) w stolicy polskiej piłki, a do świata żywych Tomasza Zahorskiego. Nie potrafię powiedzieć wiele o jego stylu, uważam wręcz że go nie ma. Trochę tu przypadku. Ale może się mylę, może przeszedł jakąś zaskakującą metamorfozę i idzie w jakimś kierunku. Warto poobserwować.
Osiągnięcia: awans do Ekstraklasy (mimo iż jego poprzednik Ryszard Komornicki zostawił zespół po rundzie jesiennej na 4. miejscu, bardzo dobre 7. miejsce w rundzie jesiennej, w tym czasie drugi beniaminek, w II lidze znacznie mocniejszy, a więc Widzew, zajął 12. miejsce, to w jakiś sposób pokazuje pracę wykonaną przez Nawałkę)
Procent zdobytych punktów: 57,3 (17-4-11) po awansie do Ekstraklasy: 49 procent (8-1-8)

13. Marek Bajor (Zagłębie Lubin)
W rundzie wiosennej znakomity, w rundzie jesiennej gdzieś między przeciętnym a dobrym. Najpierw stworzył fajnie funkcjonującą ofensywną maszynkę, a potem gdy wyjęto mu najważniejsze ogniwo – Iljana Micańskiego, nie miał pomysłu na zastąpienie go. Choć statystyka pokazuje, że nie grał znacznie gorzej – po prostu nie było już tej „supermotywacji” w drużynie, ale ustabilizował zespół gdzieś ta, w środku stawki. Trener powinien być oczywiście bardziej uniwersalny, co przyjdzie z wiekiem i doświadczeniem. Trudno powiedzieć coś więcej o Bajorze – czy jest farciarzem i przebojem wiosny, czy będzie z tego coś więcej. Zapowiada się dość dobrze.
Osiągnięcia: Utrzymanie w świetnym stylu Zagłębia Lubin (4. miejsce w rundzie wiosennej)
Procent zdobytych punktów: 46 (10-10-9)

14. Rafał Ulatowski (Bełchatów/Cracovia)
Gdy jakiś czas temu z nim rozmawiałem powiedział: „Chyba za bardzo zaufałem samemu sobie. Cóż, każdy trener musi mieć swoją Cracovię”.
Nadwyrężył swoją pozycję w tej rundzie, ale jestem przekonany, że to chwilowe. Z ciężkim sercem zrzucam więc go w klasyfikacji. Moja wiara w Ulatowskiego nie bierze się z powietrza, jest poparta obserwacją jego rozwoju jako trenera. Stworzył mocny zespół w Bełchatowie. Jego drużyna grała chyba najciekawszą (ok, „jedną z…”) piłkę w lidze. Wycisnął z niej tyle ile się da i ruszył na podbój Polski wierząc w swoją szczęśliwą gwiazdę. Wierząc w mechanikę i matematykę.
W Cracovii było znacznie gorzej. I trudno się dziwić, to zespół z dziurawą obroną. Myślę, że mógł popełnić błąd przy doborze środka defensywy. Rzucił się na superutalentowanego (podobno) Jarabicę, ale zapomniał o tym, że jego obrona nie ma czasu na douczanie, potrzebny jest wynik tu i teraz. I długo za to płacił. Jarabica pewnie będzie dobrym piłkarzem. Ale czy zamiast niego nie należało sprowadzić pewniaków? To byłoby mniej przyszłościowe ale bardziej praktyczne. Nie jestem przeciwnikiem dawania szansy młodym, wręcz przeciwnie. Tyle tylko, że Ulatowski zachwiał pewne proporcje. Takie mam wrażenie.
Poza tym nie można zapominać, że wciąż jest to bardzo przyszłościowy trener, który szybko się rozwija, ma wizję, ma pomysł. I jeśli nie w Cracovii to gdzie indziej – ten pomysł zrealizuje z dobrym skutkiem. Tyle tylko, że potrzebuje czasu, bo styl który preferuje wymaga dość ciężkiej pracy na schematach, pewnej powtarzalności, automatyczności. Nazywam to Arsenalem w zwolnionym tempie, bo wynika to z możliwości fizycznych piłkarzy. Powoli, powoli, szybciej i coraz szybciej. Ale możliwości są ograniczone. W przypadku Cracovii szczególnie.
Ale w końcu musi załapać. Pytanie tylko czy polscy prezesi mają odpowiednio dużo cierpliwości. Jeśli chodzi o Janusza Filipiaka, to myślę że wykazał jej sporo, nie spodziewałem się tego po nim.
TU Wywiad Rafała Romaniuka z Rafałem Ulatowskim
Osiągnięcia: 5. miejsce z Bełchatowem, na minus – nie tylko miejsce ale i styl Cracovii
Procent zdobytych punktów: 36 (7-6-12)

15. Maciej Bartoszek (GKS Bełchatów)
Buduje swoją pozycję na rynku. Gdybym więc miał przed rundą przypisać nazwiska trenerów do bohaterów seriali, byłby „Doktorem Who”, choć z postury przypomina raczej robocika z tegoż brytyjskiego serialu.
Przejął zespół po Rafale Ulatowskim i nie schrzanił go. Przez chwilę wydawało się nawet, że wręcz dolał oleju do sprawnie funkcjonującej maszyny, choć wydawało się, że ta po ingerencji nieudolnych działaczy wykolei się na zakręcie. Odszedł Pietrasiak, Tosik, Rachwał. A więc wycięgnięto mu naprawdę istotne elementy. Mógł więc albo usiąść i płakać, albo też wziąć się do roboty i wykorzystać szansę. Chyba wykorzystał. Nie bał się wprowadzić Poźniaka (choć ostatecznie się go pozbył), świetnie w zespół wkomponował się, na chwilę, Marcin Żewłakow. Gdy pogadacie z Bartoszkiem, nie uwierzycie że to trener piłkarski, choć jest bardzo miły. Jego postawę nazwałbym dość specyficzną.
Ale ten facet ma jakiś dar, który sprawia że doskonale rozumie się z piłkarzami. Albo rozumiał, bo w pewnym momencie zaczął gmerać ze składem i czar prysł. A piłkarze są jak rekiny, nawet jeśli są płotkami. Gdy poczują krew, gdy stracisz autorytet, to po tobie. Zobaczymy co dalej. No i ciekaw jestem jak radziłby sobie, gdyby musiał budować zespół od zera. Teraz drużyna przechodzi poważne przemiany, kilku zawodników odchodzi, kilku przychodzi – wiosną zagra już bardziej autorski zespół Bartoszka, co będzie dla niego dobrą wizytówką. wybaczcie moje niezdecydowanie w opisie Bartoszka, ale właśnie nie mam jeszcze wyrobionego zdania na jego temat…
Oto artykuł o Bartoszku autorstwa mojego i Jarka Kolińskiego
Osiągnięcia: 5. miejsce w Ekstraklasie jesienią, mimo wyprzedaży piłkarzy (myślałem, że będą walczyć o utrzymanie)
Procent zdobytych punktów: 51 (8-2-7)

16. Paweł Janas (Polonia Warszawa)
Praca w Polonii udowodniła, że morderca zwierząt (Rzeźnik z Pabianic), jako trener albo się skończył albo ma poważny kryzys. Gdyby się skończył, bardzo by mnie to zdziwiło, w końcu mówimy o jednym z lepszych polskich szkoleniowców ostatnich lat. Powszechna wiedza jest taka, że „Janas czyta piłkę jak nikt inny”. I ta umiejętność czytania jest wystarczająca by skasować 120 tysięcy złotych miesięcznie. Józef Wojciechowski, właściciel Polonii otwarcie go poniżał i mówił, że nie jest zadowolony z jego pracy. Piłkarze byli przeciw niemu, czego dowodem jest donosik Adriana Mierzejewskiego (w sumie nic w tym złego, jeśli twój szef jest nieudolny, to nie donoś na ochotnika, ale w razie pytań, odpowiedz szczerze prezesowi). Od kiedy Janas objął Polonię Warszawa, gorsza w lidze była tylko Cracovia i Ruch. Ciekawe czy Janas to wyczytał. Trenerem już nie jest, jego znaczenie w Polonii spało niemal do zera. Za chwilę będzie do wzięcia.
Osiągnięcia: Awans z Widzewem do Ekstraklasy, awans do ćwierćfinału Pucharu Polski
Procent zdobytych punktów: 62,3 (14-7-5), po awansie do Ekstraklasy: 39,4 procenta (3-4-4)

17. Piotr Nowak (Philadelhia Union)
Dostał zaufanie ligi MLS i na razie zawodzi, ale w USA ma pewne miejsce, zaś tamtejsze plany są długofalowe. Przyszłość dzieje się teraz – to podstawowe hasło, które powinno być stosowane również w Polsce, ale na to jesteśmy na razie za głupi. Nowak jest tu na przeczekanie, w przyszłym notowaniu powinien zaatakować dziesiątkę.
Osiągnięcia: 14. miejsce w sezonie zasadniczym MLS (wątpliwe to osiągnięcie, bo jest 16. zespołów, jednak w tym sezonie jego zadaniem było zbudowanie drużyny i dostosowanie jej do poziomu ligi)
Procent zdobytych punktów: 33,3 (8-7-16)

18. Czesław Michniewicz (Widzew Łódź)
Wszyscy kochają Czesława, wiadomo dlaczego. Powiem na podstawie własnego doświadczenia – wita się z tobą, jakbyście razem ukradli stado koni i stosuje te swoje sztuczki: „Mam tu pewną informację, tobie powiem ją pierwszemu”. Miałem nadzieję, że wróci na karuzelę i wrócił. Nie wszyscy go lubią (np. Orest Lenczyk w wywiadzie z „RZ” wypowiedział się o nim mocno lekceważąco) ale to nie ma znaczenia, liczy się skuteczność. A Czesław Michniewicz ją miał. Ja to osiągnął? Możemy spekulować, co widać zwłaszcza po opublikowaniu przez „Przegląd Sportowy” obszernych fragmentów zeznań Janusza Wójcika (POLECAM GORĄCO!).
Zobaczymy co będzie z Widzewem. Na razie wskoczył na karuzelę w niezłym stylu. Po 1,5 roku bez pracy nie zapomniał o co chodzi (jeden z piłkarzy powiedział mi, że facet w kilka dni poukładał wszystko i klub amatorski stał się w chwilę profesjonalnym). W tej przerwie trudno nie doszukiwać się poważnej insynuacji, którą w słowo zamienił dopiero obecny pracodawca Czesława, Sylwester Cacek (stwierdził, że nikt nie zatrudni umoczonego szkoleniowca), z drugiej strony nie można też wciskać Michniewiczowi, że był jakimś nieudacznikiem, który osiągnął wszystko dzięki układom. To byłoby nieuczciwe. Na naszym rynku jest to jakiejś przyzwoitej klasy zawodowiec, który ma świetny kontakt z piłkarzami, zna się na futbolu, choć jest samoukiem.
Przecież słaby kierowca F1 wpadnie na bandę nawet Red Bullem. A więc klasyfikowany za zasługi? O tak, ale czy nowy przebój Michaela Jacksona nie ma większych szans niż podobnej jakości kawałek anonimowej kapeli? W następnym notowaniu powinien być wyżej.
Osiągnięcia: Powrót do pracy! To najważniejsze, danie chwilowego kopa Widzewowi
Procent zdobytych punktów: 50 (1-0-1)

19. Robert Kasperczyk (Podbeskidzie Bielsko-Biała)
Ma spore szanse na to by wprowadzić Podbeskidzie to Ekstraklasy. Byłby to wynik historyczny. Z drugiej strony sukces drużyny Kasperczyka świadczy o słabości I ligi. Jest to zespół bez gwiazd, bez nazwisk które rzucają choć na jedno kolano… Warto zwrócić uwagę na ustawienie stosowane przez Kasperczyka. 4-1-3-2 brzmi nowocześnie ale jest tak naprawdę dowodem na to, że od czasu do czasu wracamy do starego. Dotyczy to nie tylko ubrań, ale jak widać, też futbolu. Tak grali przecież Anglicy Alfa Ramseya. Kasperczyk lubi się kształcić, jest dość otwarty, ma dość rozległe zainteresowania, choć w pierwszym (bardzo pierwszym, powiedziałbym) kontakcie nie sprawia takiego wrażenia. Ma rysę na koncie w postaci uczestnictwa (śladowego) w aferze korupcyjnej. Ja jednak wyznaję zasadę, że okazja czyni złodzieja, zaś trener Podbeskidzia był jakimś elementem gdzieś tam, gdzieś tam. Dziś liczy się to jak gra jego zespół.
To tekst, który o nim pisałem
Osiągnięcia: Uratowanie przed spadkiem Podbeskidzia (awans o zaledwie 1. miejsce przez rundę, ale 7. miejsce licząc jedynie jesień), 2. miejsce w rundzie jesiennej obecnego sezonu I ligi, awans do ćwierćfinału Pucharu Polski
Procent zdobytych punktów: 66,7 (w I lidze! i Pucharze Polski, 18-8-5)

20. Henryk Kasperczak (Wisła Kraków/Kavala)
Po wielkiej klapie w Górniku dostał raz jeszcze szansę w Wiśle. Może to jest właśnie klucz do upadku jego osobowości… Przecież ten szkoleniowiec rozmienił w 5 minut swoją legendę na drobne. I nie mówię tu o wyniku sportowym, bo to „może się zdarzyć”, chodzi mi raczej o to, że wpuścił na trening bandziorów i dał ubrać swoich zawodników w idiotyczne koszulki. Od tej pory nie jest już trenerem, wykonuje jedynie zawód trenera. A więc już wiadomo, że nie jest człowiekiem niezależnym. I może dlatego właśnie dostał szansę absolutnie niespodziewaną. A więc został trenerem Wisły, choć po tym co powiedziano, nie powinien tej szansy szukać. Mimo to początkowo wydawało się, że ten projekt ma szansę powodzenia. Był jakiś wstrząs, jakieś drgnięcie. Nie wyszło. Kasperczak chyba może powoli zacząć podsumowywać swą karierę. Niezłą karierę, z kilkoma wzlotami, wraz ze stworzeniem najlepszej w historii drużyny Wisły Kraków. Niektórzy jego piłkarze mówią, że się zestarzał, został wszechwiedzącym dziadkiem. Problemem Kasperczaka jest jego cena. Jest to więc trener zdecydowanie za drogi na polskie warunki. Po tym co stało się w Górniku nikt w Polsce nie zapłaci mu więcej niż Dariuszowi Pasiece czy Marcinowi Sasalowi. Nie jest perspektywiczny. A za granicą? Zapłaciła grecka Kavala i od tej pory… gra tak sobie. Kasperczak zaś uważany jest powszechnie za chłopca na posyłki miejscowego prezesa, marionetkę w rękach miejscowego Wojciechowskiego. I jest to przykre, bo mówimy o legendarnym piłkarzu z drużyny Górskiego. Ale to jego wybór. Sam się na to godzi.
Osiągnięcia: wicemistrzostwo Polski, awans do III rundy kwalifikacji Ligi Europejskiej, gdzie przegrał z Karabach Agdam.
Procent zdobytych punktów: 51,5 (9-7-6)

Dalej, dalej… czyli poczekalnia poczekalni
Ryszard Tarasiewicz (Śląsk Wrocław)
Najbardziej przelansowany polski trener. Podobno miał wielkie możliwości, ale przede wszystkim miał chyba swietny bajer i gadanę. Urobił wrocławskich dziennikarzy, rzucił ich na kolana, tak że nie zauważyli na czas pożaru. Zostali oślepieni boskością Króla Ryszarda. Bośkością, której nikt z zewnątrz nie dostrzegał. A może nie tylko wrocławskich, może jestem niesprawiedliwy. Bo przecież och, jaki on wspaniały, umie grać w szachy…
– Oj tam słaby sezon, na miarę możliwości, prawda panie trenerze – zapytał jeden z telewizyjnych gwiazdorów. Prawda Rysiu Misiu? Super!
W tym sezonie dysponował jedną z mocniejszych linii ofensywnych: Sobota – Kaźmierczak – Mila – Ćwielong – Diaz – Sotirović.
Defensywa też niczego sobie… Pawelec, Celeban, na bramce Kelemen, jeden z mocniejszych ligowych bramkarzy. I co? A przecież nie musiał budować tej drużyny od zera. Sukcesywnie ją wzmacniał, czynił coraz lepszą. Ale tylko na papierze. Okazało się, że jest po prostu słaby. Zresztą, cała jego kariera jest oparta na odpowiednim Public Relations, niekoniecznie na wynikach. Doskonały jako ekspert telewizyjny. Gdybym kierował jakąś stacją, na pewno dostałby posadę.

Andrzej Kretek (Widzew Łódź)
Skład miał przeciętny, wyniki do pewnego momentu niespodziewanie dobre. Nagle eksplodował Darvydas Sernas, furorę robi Marcin Robak, kilku piłkarzy okazuje się jakimiś tam odkryciami – Panka, Bróź, Grzelczak… Ciekawe co dalej z tym Kretkiem, na razie jeden z dobrze wpadających w ucho jesiennych przebojów. Za wcześniej na dalej idące wnioski. Tym bardziej, że został zwolniony i być może w ogóle przez jakiś czas nie wróci do zawodu.

Andrzej Pyrdoł (Łódzki KS)
Szybko pozbierał drużynę ŁKS, która niemal całkowicie się rozsypała. Krąży o nim taka opinia, że nie ma osobowości trenera (czyli nie potrafi ostro uderzyć w stół), a mimo to jakoś sobie radzi. Doskonale wykorzystuje młodego Jakuba Koseckiego, świetny sezon gra Marcin Mięciel. Nie zapominajmy jednak, że I liga w tym sezonie jest znacznie słabsza niż w poprzednim. Zdaję sobie sprawę z tego, że znaczny wpływ na układanie jedenastki wyjściowej mają starsi zawodnicy i Tomasz Wieszczycki, a więc nie wiadomo na ile wynik jest to zasługa Pyrdoła (świadome oddanie „władzy”) a na ile jest tylko Szymonem Słupnikiem.

Marcin Brosz (Piast Gliwice)
Kolejny człowiek Jarosława Kołakowskiego, co sprawia że zajdzie w miarę wysoko, ale nigdy nie przekroczy pewnej bariery. Dobry trener powinien polegać na sobie, być niezależny. Z przyzwoitym składem włączył się do walki o Ekstraklasy, Piast gra ładnie, ale nie porywająco (w przeciwieństwie do np. Podbeskidzia, które miało naprawdę świetne momenty).

Dariusz Wójtowicz (Sandecja Nowy Sącz)
Drugi z rzędu niemal sensacyjny sezon Sandecji, która biorąc pod uwagę kadrę, powinna walczyć o utrzymanie. Facet po szkołach… kto wie czy nie obserwujemy narodzin dobrego speca. Czekam na rozwój wypadków.

10 komentarzy

Top 70, napastnicy, notowanie 3.

Napastnicy
Przepraszam za opóźnienie, ale byłem na urlopie, pisałem COŚ WIĘKSZEGO. Wracam więc do mojej klasyfikacji. Wśród napastników mamy dwóch zdecydowanych liderów – Lewandowski i Jeleń i kilku zawodników, którym mógłbym przemiennie wystawiać miejsca od 3 do 7. Poza Frankowskim i Niedzielanem, którzy są uznani za starych lub starzejących się, mamy tu samych potencjalnych kandydatów do gry w kadrze. Był tu więc problem, ale większy jest w „Poczekalni”, bo właściwie nie ma kogo wstawić. Nasi środkowi napastnicy mają zazwyczaj to do siebie, że nie strzelają bramek. To dość poważna wada… Są napastnicy i napastnicy, są dyżurne nazwiska, ale jakoś tak od dwunastego miejsca miałem poważne problemy. Ten, a może ten, a może Saganowski z trzema golami w lidze greckiej, a może Kucharczyk, który strzelił AŻ dwie bramki, a może Radek Matusiak. I nie chodziło o to, że nie wiedziałem którego sklasyfikować, ale o coś dokładnie odwrotnego.

1. Robert Lewandowski (Borussia Dortmund)
Na razie głównie wchodził z ławki, ale strzelał. Powoli się rozkręci, tak twierdzi Jurgen Klopp, który dał mu sporo czasu na aklimatyzację. W każdym razie radzi sobie, powoli wchodzi do drużyny, dobrze znajduje się w ataku pozycyjnym. Robi więc niezwykły postęp. Za czasów Beenhakkera miał problemy z szybką wymianą podań. Myślę, że zawiesza sobie poprzeczkę i po prostu ją przeskakuje. Wiosną strzelał z niesamowitą jak na naszą ligę regularnością – 9 goli w 12 meczach (5 meczów bez bramki), w tym sezonie w Bundeslidze 5 bramek w rundzie… nieźle jak na rezerwowego. A jeszcze w pierwszym meczu II rundy dorzucił asystę. Trzeba wziąć pod uwagę fakt, że zaledwie 4 razy zagrał w pierwszym składzie. Poza tym raz wszedł w 59. minucie… i do tego same końcówki. Jest więc tu problem z realną oceną. Zmierzam do tego, że Lewandowski wchodził zazwyczaj, gdy rozpędzona Borussia dobijała rywala. Spodobał mi się jednak w meczu Polski z WKS, gdy strzelił dwie bramki, gdy walczył, wracał, tworzył, współpracował. Nawet wysmażyłem mu mały utworek hagiograficzny z tej okazji, czego się nie wstydzę (choć nie aż tak, żebym umieszczał linka). Nie było więc tam zarzynania ofiary, w czym my, dziennikarze przecież tak się lubujemy. Chłopak z wielkimi możliwościami.
Średnia not w „Kickerze” – 3,25

2. Ireneusz Jeleń (Auxerre)
Obecnie słabiutko – zaledwie 1 gol w 6 meczach ligowych i 1 w 4 w Lidze Mistrzów. W poprzedniej rundzie było za to fantastycznie – ustrzelił 10 bramek i zaliczył 2 asysty. W lidze francuskiej, tak, tak!
Irek pewnie mógłby być gwiazdą (gdzie mógłby, byłby) na skalę europejską, gdyby nie kontuzje. Szkoda, że tak się to potoczyło. Irek jest dowodem na pewną teorię – Polscy piłkarze, który robią karierę za granicą to piłkarze szybcy i wytrzymali. Dlaczego dziś dwóch najlepszych polskich piłkarzy to Irek i Kuba Błaszczykowski? Dlatego, że obaj są cholernie szybcy i cholernie wytrzymali. Obaj są dowodami na porażkę polskiej myśli szkoleniowej. Obaj pochodzą z małych podwórkowych boisk, obaj byli odrzuceni przez system, przez kolejne kluby, obaj po prostu zostawiają w tyle rywali, nagle przyspieszają, włączają turbo. A mimo to dalej graliby w swoich klasach okręgowych, gdyby nie fart, gdyby ktoś ich nie wepchnął, nie upchnął, nie wcisnął, nie ścisnął. Jana Banaś, świetny piłkarz Górnika, który wylądował w Niemczech w czasach swej świetności, powiedział mi: „Gdy byliśmy tam razem z kolegą, sprzątaczka po treningu zwykła mówić: – Tu siedziało tych dwóch Polaków”. To dlatego, że wszędzie było sucho, a tam gdzieśmy my siedzieli, była wielka plama potu. Tak, bo u nas trenuje się na pół gwizdka a potem chce grać na pełnych obrotach mecz. Tam są gierki na pełnych obrotach, które tworzą przyzwyczajenie”.
Tak powiedział Jan Banaś i tak jest do dziś. Jakiś czas temu obejrzałem trening Polonii Bytom Jurija Szatałowa. Pyk, pyk, pyk, pyk. Ktoś krzyknął „Hej, spokojnie, tutaj jestem”. W Niemczech czy Francji w trakcie „Hej” ktoś siedziałby ci już w nogach, a ty zastanawiałbyś się, gdzie jest piłka, przecież jej nie kopnąłem. I dlatego karierę robi Irek – chłopak z wrodzoną szybkością. Dlatego, że jest porażką polskiej myśli szkoleniowej.
Nie podaję średniej not, gdyż jesienią grał mało, a nie zasłużył by podawać niską średnią!

3. Artur Sobiech (Polonia Warszawa)
6 goli, 6 asyst w lidze, zadziwiająca regularność. Myślałem, że nie potrafi grać bez Andrzeja Niedzielana. A jednak, potrafi. W poprzednim sezonie świetna jesień i słabsza wiosna. Odrodził się i powinien już iść do przodu. Faktem jest, że strzela głównie słabszym rywalom – w rundzie jesiennej: Górnik, Zagłębie, Bytom, Cracovia, Ruch (2), jednak to on jest główną siłą napędową przereklamowanej Polonii. Po sezonie JW może wziąć za niego sporą kasę. Naprawdę nie sądzę, żeby przepłacił… Sądzę, że za jakiś czas będzie to w naszej piłce „transfer sezonu”.
Polecam bardzo fajny tekst Jarka Kolińskiego i Izy Koprowiak
Średnia ocen w „PS” – 5,83

4. Tomasz Frankowski
8 bramek to jedno, to że jest motorem napędowym ataku Jagiellonii to drugie. Z pewnością gdzieś już sprzedawałem tę historię w necie, gdyż znany (wśród kolegów) jestem z tego, że wszelkie historie, które wydają mi się interesujące opowiadam po kilkanaście razy. A więc pewnie tak samo jest z pisaniem. Jak więc mówi „Szpaku”, dla tych państwa, którzy dopiero zasiedli przed telewizorami… Byłem na meczu Polski z Azerbejdżanem, jeszcze za czasów mordercy zwierząt, Jana Asa, Rzeźnika z Pabianic (myśliwi, gwałciciele i pedofile to… rozpoczął kiedyś swoją wypowiedź sędzia sądu najwyższego Francji, ale nie pamiętam jak się ten mędrzec nazywał).
Byłem tam więc razem ze skautem Arsenalu jako tłumacz. Facet nie wiedział, że jestem dziennikarzem, ale nie miało to żadnego znaczenia, bo i tak nikogo nie wyłowił. Spodobał mu się tylko jeden piłkarz, i jak łatwo się domyślić, nie ma przypadku w tym, że historię tę opowiadam przy opisie Frankowskiego. – Ile on ma lat? – zapytał. – 31 – odparłech (skrót od „jo żech odparł”). – Aha – odparł on. I Franka skreślił. Zresztą Arsene Wenger chłopa zna i wziąłby go bez pomocy skauta, gdyby nie okrągłe 31. Mówią, że jakiś piłkarz jest jak wino i to pasuje tu, tym bardziej, że do czynienia mamy ze snajperem wytrawnym, co jest zgodne ze wszystkimi znaczenia tego słowa. Banalnym byłoby napisać, że jest wolniejszy bo jest starszy, ale bardziej doświadczony itd. Otóż wcale nie mam wrażenia, że jest on wolniejszym piłkarzem niż był. Nadąża za kontrą, znajduje się gdzie trzeba, jego strzał jest strzałem absolutnie najwyższej klasy. I tak sobie myślę, czasem że ten skaut miał rację… żeby Frankowski był młodszy. Ale przecież wszyscy to wiedzą i powtarzają do znudzenia.
Średnia ocen w „PS” – 6,14

5. Andrzej Niedzielan (Korona Kielce)
Szkoda, że nie pograł wiosną a potem złapał kontuzję jesienią, bo tak naprawdę mógłby być to najlepszy w tej chwili piłkarz w lidze. Naprawdę, wierzę w to.
Ale cóż, zdarzenia losowe, trzęsienia ziemi, trąby powietrzne, przemarsz słoni i wojsk radzieckich nie podlegają ubezpieczeniu, zaś kontuzje nie dają taryfy ulgowej. Daje Koronie niezwykłe przyspieszenie w grze, sądzę że jako człowiek nieprzeciętnie (tak mówią) inteligentny, i na pewno jak na ligę doświadczony, może mieć spory wpływ na drużynę. Zresztą od czasu jego kontuzji Korona nieco podupadła. 8 bramek w rundzie, świetnie współpracuje z Edim Andradiną. Chyba zresztą świetnie współpracuje z każdym. Sądzę, że nagła eksplozja Artura Sobiecha, to bardziej zasługa Niedzielana niż samego Sobiecha.
Średnia ocen w „PS” – 5,73

6. Paweł Brożek (Wisła Kraków)
Zdetronizowany król swojego podwórka. Miał być najlepszym polskim napastnikiem, drugim Żurawskim, ale przysnął i wypadł ze stawki liderów. Jest chyba za mało dynamiczny. Fajnie za to wypada w grze podań, świetnie znajduje się w sytuacjach podbramkowych, potrafi być niekonwencjonalny. Swoje więc zrobił, w rundzie trafił 6 razy (choć dwa gole były z karnych), zaliczył dwie asysty. Na razie nie wygląda na to, żeby przebił się do pierwszego składu Trabzonsporu, ponoć ma być powoli wprowadzany do jedenastki… choć sam fakt transferu (za 2 miliony euro) do tak mocnego klubu pokazuje, że może umieściłem go zbyt nisko. Tym bardziej, że bramki strzela w spotkaniach ze znaczącymi rywalami – Legią, Jagiellonią, Lechem, Koroną, Lechią. Zadziwia mnie to, że nie potrafił nastrzelać słabiakom i nabić sobie „licznika”.
Średnia ocen w „PS” – 5,92

7. Kamil Grosicki (Jagiellonia Białystok)
Według różnego rodzaju „diagramów” ustawiany w pomocy, co tak naprawdę nic nie oznacza, raczej tyle że szybko się przemieszcza, ale i to proszę potraktować z rezerwą. 6 bramek w rundzie i to m.in. w meczach ze znaczącymi przeciwnikami – Lechem, Wisłą, Koroną. To pewnie daje mu sporą przewagę nad rywalami, ale jest to głównie zawodnik do szybkiego ataku, do uderzenia, minięcia w pojedynku obrońcy. Słabszy w ataku pozycyjnym, słaby bądź przeciętny taktycznie. Skłonny jednak do szaleństwa na boisku, co ja wyjątkowo lubię (a skróty z meczu Sion z Thunem lubię od czasu do czasu sobie włączyć Choćby TEN fragment). Na pewno był to jego najlepszy sezon z dotychczasowych, dostał po schabach, spożytkował talent w należyty sposób.
A to skrót wart obejrzenia (również dla Saidiego z Cracovii, który mógłby być najlepszym piłkarzem Ekstraklasy, gdyby nie to, że gra w ogórkowym klubie).
Mam nadzieję, że nie wróci do swoich nałogów, bo nie chciałbym, żeby ktoś zjadł go z sosem łagodnym bądź ostrym. Szkoda piłkarza, a czy szkoda człowieka? Nie wiem, to blog piłkarski, nie blog o ludziach.
Do bramek w lidze trzy asysty i transfer do tureckiego Sivasporu za 950 tysięcy euro, czyli pełny sukces. Transfer ten pokazuje nam jednak nasze marne miejsce w Europie. Choćby właśnie ze względu na to, iż nie zgłosili się średniacy z najlepszych europejskich lig, umieściłem go nieco niżej.
Średnia ocen w „PS”: 5,82

8. Patryk Małecki (Wisła Kraków)
Dużo wiatru i efektownej gry, jest tam gdzie coś się dzieje, ale od napastnika czy nawet skrzydłowego, można wymagać więcej bramek. Wiem, że to głupio brzmi w Polsce, że zachwycam się facetem, który strzelił 6 w rundzie, a piszę, że 4 to za mało. Ustawiłem jednak jakąś granicę. 4 jest tą liczbą, a liczbą tą jest cztery. A więc 4 w rundzie (do tego 2 asysty) to trochę mało. Jest to napastnik o nieprzeciętnych umiejętnościach, i nie będę się tu zajmował jego zrytą ponoć osobowością. Każdy ma swoją.
Średnia ocen w „PS” – 5,71

9. Paweł Buzała (Lechia Gdańsk)
Na pewni dynamiczny skrzydłowy, który tak naprawdę nie jest skrzydłowym. Polski „Raul” (kiedy napiszemy o kimś hiszpański „Buzała”?) jest klasycznym środkowym napastnikiem, który był traktowany w Lechii jak zapchajdziura. A gdy nie był, strzelał bramki. Przypomnę skrót meczu z Górnikiem, który on sam nazwał najlepszym w swoim życiu.
A więc zawodnik ten lubi szybką wymianę piłki, ma świetny balans, zwód, jeden, drugi, trzeci, generalnie spory repertuar, jest w miarę skuteczny – 4 bramki i 2 asysty. A gdy weźmiemy pod uwagę zmarnowane szansę Traore, to tylko po meczu z Górnikiem mógł mieć dwie asysty więcej. Kariery większej niż ligowa raczej nie zrobi i wie o tym, chyba że zaczął się jego marsz w górę. Ponoć wiele dały mu rozmowy z Tomaszem Dawidowskim, starym wyjadaczem, który to wmówił mu: „Nie przejmuj się niczym stary”. I Buzała, 25-latek, rozegrał rundę swego życia. Szkoda, że po tym fantastycznym meczu z Górnikiem dostał cios w wątrobę od trenera Tomasza Kafarskiego – najpierw usiadł na ławce w meczu z Legią, a potem w ogóle nie wyszedł na derby z Arką. Gdybym powiedział, że Kafarski zrobił mu przykrość, nie oddałoby to sytuacji. Być może ta właśnie sytuacja zaważyła na tym, że kazał wszystkim dać sobie buziaka w zadek i przechodzi do Bełchatowa. Ale, ale… w Bełchatowie środkowymi są Dawid Nowak i Marcin Żewłakow. To oznacza tyle, że Buzała znowu będzie musiał grać na pozycji, na której traci podobno 50 procent swojej wartości – gdzieś na skrzydle.
Średnia not w „PS” – 5,92

10. Marcin Robak (Widzew Łódź)
Dobra skuteczność, ale fatalna regularność, a to też albo przede wszystkim liczy się u napastnika. Swoje 7 bramek zdobył w zaledwie 3 meczach. To znaczy, że w 7 nie potrafił nic ustrzelić. Nie powiedziałbym, że jest to przypadek Dawida Jarki, ale można zaryzykować, że bliżej mu do Jarki właśnie niż do Grosickiego, Frankowskiego, Niedzielana czy Sobiecha, czyli polskiego topu. Do tego miał trzy asysty.
Średnia ocen w PS: 6,10

Poczekalnia

11. Dawid Nowak (GKS Bełchatów)
Całe życie ten sam problem, a wiec jeśli jest zdrowy… i w ten sposób uzyskał na przykład 7 goli w rundzie wiosennej (choć poza jedną z Wisłą, głównie z najsłabszymi drużynami) i 4 teraz. warto zauważyć, że swój wynik osiągnął mimo iż zaledwie cztery razy wyszedł w pierwszym składzie. Mam więc mieszane uczucia. Wybieramy w pewnym sensie między potencjałem a stanem realnym. Miał być drugim Frankowskim (wszyscy podniecali się jego podcinką), ale nie sądzę, by kiedykolwiek się nim stał. Poza tym wystraszył się transferu do Polonii, co pokazuje, że sam nie jest jeszcze gotów na poważniejsze wyzwania. Sądzę więc, że Dawid będzie sobie grał w lidze przez długie lata a rywale zawsze będą się go obawiali. I tyle. No, może jeszcze awansuje w mojej klasyfikacji do pierwszej „siódemki” 🙂 Szkoda, że nic więcej z tego nie będzie, bo talent ma. Ale proponuję zobaczyć skrót meczu z Polonią… zastanowić się – czy również w poważnej piłce dałby sobie radę? Czy rywale byliby takimi paraliżami?
Średnia ocen w „PS” – 6,00

12. Bartłomiej Grzelak (Sybir Nowosybirsk)
Dobry napastnik, który u mnie raczej nie powinien przekroczyć progu poczekalni. Takie jego przeznaczenie. Bartek ma wiele by grać na wysokim poziomie, umie strzelać, czasem w sposób ekwilibrystyczny, w rosyjskim outsiderze strzelił 3 bramki w rundzie i to jakieś osiągnięcie. Może w Jagiellonii zrobi coś więcej, a może będzie tylko facetem z wiecznymi możliwościami. A może po prostu jego „możliwości” to jego realne… możliwości.

Tu zaczynają się problemy…

13. Tomasz Zahorski (Górnik Zabrze)
Chyba już nigdy nie będzie TYM Zahorskim, ale i tak utrzymuje przyzwoitą formę. 4 bramki i asysta, a przecież nie jest to klasyczny snajper – bierze również udział w konstruowaniu akcji. Malo dynamiczny, ale to określenie, które znajdziecie w co trzecim opisie. Faktem jest, że brami strzelał w ważnych momentach, co pozwala słabemu Górnikowi zajmować miejsce 7., a więc znacznie poniżej możliwości, gdyż zespół ten powinien bić się o utrzymanie.
Średnia ocen w „PS” – 4,93

14. Marcin Żewłakow (GKS Bełchatów)
Jego start był absolutnie niezwykły, szybko strzelił 4 gole, w tym dwa Legii Warszawa… a potem nic, stąd i miejsce poniżej możliwości. Na pewno może być dla Bełchatowa tym, kim Frankowski dla Jagiellonii czy Niedzielan dla Korony – tak zwanym dobrym duchem.
Średnia ocen w „PS” – 5,55

15. Michał Janota (Go Ahead Eagles Deventer)
20-letni skrzydłowy wylądował w Jupiler League (2. lidze holenderskiej), ale czasu nie traci. Feyenoord odesłał go, bo jak powiedział mi Leo Beenhakker: „Jest dobry, ale mamy w akademii lepszych, nie sądzę by miał u nas przyszłość”. A więc Janota w II lidze strzelił 3 gole i zaliczył 5 asyst. Poziom II ligi jest tu słaby, ale nie jest TAK SŁABY, żeby Michała nie umieścić wyżej niż większość naszych chłopaków z poczekalni. Tym bardziej, że oglądałem go na żywo – jest to piłkarz bardzo dynamiczny, nie ma kompleksów, świetny w pojedynku z obrońcą, pewny siebie i to bardzo, dobry technicznie. I zdziwię się, jeśli nie stanie się kiedyś dobrym piłkarzem na miarę choć kilku występów w kadrze.

16. Dawid Janczyk (Germinal Beershot)
katastrofalnym jego błędem było przejście do ogórkowego germinalu Beershot. W Lokeren strzelał regularnie, był kimś. Pomagał mu Włodzimierz Lubański, mówił jak ułożyć nogę. Janczyk był jednak mądrzejszy, odrzucił i wyśmiał pomoc piłkarza. Piłkarza, który jednym swoim sezonem nakrywał czapką całą karierę Dawida. Nie sądzę, by to był powód, że polski piłkarz przestał strzelać, ale faktem jest, że nagle przestał istnieć. W rundzie wiosennej 3 bramki (w tym bramka i asysta dla Lokeren) a potem strata miejsca w składzie. Jesienią nie grał, bo trener nie lubi Polaków. Wrzucam go więc tak wysoko, gdyż ma spore możliwości i w każdej chwili może wrócić.

17. Daniel Gołębiewski (Polonia Warszawa)
Trudny jest żywot wychowanka. Po tym jak w rundzie wiosennej strzelił 5 goli (w sezonie 6), prezes Wojciechowski dokupił całe stado napastników i nie dał się chłopakowi rozwinąć. Ok, mnie on też nie przekonywał, ale jednak – strzelał. A co lepszego może zrobić środkowy napastnik? W związku z tym, że przy Konwiktorskiej raczej nie jest planowana wyprzedaż, powinien rozejrzeć się za nowym klubem. W rundzie jesiennej tylko trzy razy wyszedł w pierwszym składzie, poza tym wchodził często z ławki rezerwowych. 3 bramki to w tych okolicznościach (choć generalnie nie!), przy średniej 40 minut na mecz, wynik do przeżycia.
Średnia ocen w „PS” – 5,00

18. Łukasz Janoszka (Ruch Chorzów)
Biednym Ecikiem pomiatają – Raz tu, raz tam, raz na skrzydle, raz się cofa. Ale taka rola piłkarza w klubie, gdzie szewc musi cerować a nie szyć. Cena to tylko 2 bramki w lidze i 1 w europejskich pucharach. Na jego korzyść działa, że nastrzelał (choć słabiakom, to jednak) bramki w poprzedniej rundzie – w sumie w roku zdobył ich więc 8. Takich mamy napastników… Ecik, do roboty, tradycja rodzinna zobowiązuje.
Średnia ocen w „PS” – 5,00

19. Radosław Matusiak (Cracovia)
Zagadka Radosława Matusiaka – tak mógłby nazywać się film o tym chłopaku, który potrzebuje wsparcia dobrego psychologa, takiego który mówi: „Radku możesz, Radku musisz, Radku jesteś najlepszy, Radku jesteś najfajniejszy”. Ten nieprawdopodobnie słaby psychicznie zawodnik u Oresta Lenczyka w rundzie wiosennej strzelił 4 bramki, zaliczył dwie asysty, zaś gdy zmienił się szkoleniowiec (i w sumie cała drużyna przestała grać), i on obniżył znacznie loty. Ten chłopak z plakatu wciąż ma nieprzeciętne umiejętności techniczne, więc jeszcze coś z niego może być. Mam nadzieję, że nie zostanie Ebim Smolarkiem – czyli „wydoić kasę i jechać dalej”. Jesienią 2 bramki i asysta (tylko 7 meczów w pierwszym składzie), to świadczy o klasie naszych napastników. Normalnie nie powinno być piłkarza z takimi statystykami w pierwszej setce, a u mnie jest siedemnasty. Ten sam zarzut – wolny i mało dynamiczny, nie jest to international level, choć przez chwilę Leo Beenhakker starał się mu to wmówić (żarło ale zdechło).
Średnia not w „PS” – 4,50

20. Łukasz Gikiewicz (Śląsk Wrocław)
Zaledwie bramka i trzy asysty, ale nie zapominajmy, że gra na nowej dla siebie pozycji cofniętego napastnika i wiadomo, że trener Orest Lenczyk daje mu dodatkowo dużo zadań defensywnych. Ma więc cofać się po piłkę i walczyć. I może wywalczyć jakiś faul, a wtedy nastąpi to co w Śląsku lubią najbardziej – rzut wolny… Trzeba też wziąć pod uwagę fakt, że u Ryszarda „Rysia Misia” Tarasiewicza, nie nagrał się zbytnio. Cztery razy wchodził w końcówce i coś tam raz strzelił. Lenczyk dał mu więcej szans, pewnie w znacznym stopniu z musu, bo z kadry wypadł kontuzjowany Cristian Omar Diaz. Młody piłkarz odwdzięczył się trzema asystami. Teraz Diaz trenuje już z drużyną, ciekaw jest kto wygra rywalizację. Małe objaśnienie – teoretycznie grają na różnych pozycjach, Diaz bardziej ofensywnie, ale Lenczyk w zależności od tego który z nich gra, może przesuwać Vuka Sotirovicia.
Średnia ocen w „PS” – 5,33

Poczekalnia cd.

21. Michał Kucharczyk (Legia Warszawa)
Na razie jego sukcesem jest to, że przebił się dl składu Legii, że przekonał konserwatywnego Macieja Skorżę, człowieka pokolenia Championship Managera. Ale czy tę szansę wykorzystał? Chyba jeszcze nie. 2 bramki w rundzie (do tego asysta), to jak na środkowego napastnika… umówmy się – żenujący wynik. Ale chłopak ma talent, znajduje się w sytuacjach, ma jakąś technikę na miarę ligi, przebił się do drużyny walczącej o tytuł, mimo że ma zaledwie 19 lat.
Ważne jest też TO. A więc Kucharczyk przywrócił Legii wiarę w mistrzostwo, swoją drogą zobaczcie, co robi nasz przyszły reprezentant, środkowy obrońca Lecha. Z nim na pewno wygramy mistrzostwo Europy…
Wracając do Kucharczyka, to już coś. Teraz liczę na 5 bramek w rundzie.
Średnia not w „PS” – 5,55

22. Marek Saganowski (Atromitos)
Co? Dlaczego jest niżej niż Gikiewicza albo Janoszka? Skandal. Starszy mój kolega krzyknąłby: „Wawrzynek, wyp… mi natychmiast”. Ale tak właśnie uważam. Trzy bramki i asysta w 15 meczach ligi greckiej, w zespole broniącym się przed spadkiem. Marek powoli zamienia się w rentiera, ale swoje w życiu osiągnął.

22 (również). Maciej Żurawski (Wisła Kraków)
Jego powrót do naszej ligi to katastrofa, zaledwie jedna bramka i to z Polonią Bytom, zaledwie 1 asysta. Dlaczego więc jest tu w ogóle? W lidze cypryjskiej w poprzedniej rundzie trafił 4 razy, to niby nic ale jednak coś.
Średnia ocen w „PS” – 5,00

Kategoria Maciej Jankowski

24. Maciej Jankowski (Ruch Chorzów)
talent, który strzelał w Młodej Ekstraklasie, strzela i w starej, choć jeszcze nie regularnie. A przecież dopiero co zastąpił Artura Sobiecha, więc wyzwanie przed nim potężne. Tym bardziej, że gra w drużynie defensywnej, a więc i sytuację ma trudniejszą niż jego poprzdnik.Na razie tyle. Aha, i jeszcze jedno – Piłka Nożna wybrała go odkryciem roku. Znany portal bulwarowy wychwycił TU, że piłkarz należy do stajni Marka Profusa, wydawcy tygodnika. Nazwał wybór Jankowskiego skandalem (to znaczy delikatnie napisałem). I słusznie. Jankowski to ciekawy piłkarz, odkryciem może być za rok. Szefowie Piłki Nożnej w rewanżu wrzucili Jankowskiego do 20 najważniejszych ludzi polskiej piłki, co już nie jest żadnym skandalem, tylko ośmieszeniem zasłużonego tytułu (właśnie czytam numery archiwalne z lat 80-tych, jest Szczepłek, Lenkiewicz, Hurkowski, Mętrak – panowie, zapominacie, że odziedziczyliście jakąś tradycje, nie niszczcie jej!)
Średnia ocen w „PS” – 5,09 i w „PN” – 3,33 co czyni go według tej gazety niemal najlepszym zawodnikiem w „Ekstraklasie”, a już na pewno zawodnikiem klasy międzynarodowej, przyszłego bohatera wielomilionowego transferu, odkrycia, króla polskich boisk, maestro techniki, sępa pola karnego, łowcę, rzeźnika, zabójcę, fenomenu, tego, który jednym zwodem ośmiesza obrońcę, tego który przyspiesza, tego który strzela w każdej możliwej pozycji. Przypomnę tylko, jak wyglądają inni napastnicy, ci najlepsi w kraju, na jego tle: Frankowski – 3,08; Brożek – 2,88; Niedzielan – 3,44; Sobiech – 2,79; Grosicki – 3,32. Przypomnę, że każdy z tych zawodników strzelił w lidze minimum 6 goli, niektórzy dorzucili jakieś asysty. Jankowski ma wyższą średnią ocen niż Maciej Małkowski, facet który do swoich 3 bramek (tyle ma Jankwoski), dorzucił 6 asyst (Jankowski ma ZERO). Nie chcę tu znęcać się nad Jankowskim. Nie jego wina, że jego własny menedżer postanowił zrobić z niego kompletnego idiotę. To niedobrze, bo Jankowski na pewno zostanie przyzwoitym piłkarzem, ale z gazetami raczej nie porozmawia przez długi czas.

I jeszcze poczekalnia cd.

25. Grzegorz Kuświk (GKS Bełchatów)
Bo przecież w poczekalni właściwie miało być miejsc 20, w poczekalni mam tylko 10 krzesełek, ale umówmy się, niektórzy zawodnicy muszą pomieścić się na dwóch. Czy mógłbym umieścić w dwudziestce Ecika juniora Janoszkę, a zapomnieć o Kuświku, tym wielkim talencie, którzy strzelił jesienią aż dwie bramki? A więc wynalazek Oresta Lenczyka. Marcin Żewłakow, którego był (jest?) zmiennikiem zapewnia, że ten chłopak ma przyszłość. Początek jesieni znakomity, potem słabiej, ten sezon na naukę, a w następnym musi już strzelać seryjnie. Chłopie, zacznij strzelać!
Średnia ocen w „PS” – 5,20

26 i 27. Daniel Sikorski i Marcin Wodecki (Górnik Zabrze)
Górnik gra piłkę bez jaj, ale zajmuje wysokie miejsce w tabeli. Zacznę od Sikorskiego – nie zaskoczył mnie specjalnie, 2 bramki, 2 asysty, ale za to w istotnych meczach (bramka z Legią i gdyby nie błędy bramkarza w końcówce, byłaby to bramka decydująca o trzech punktach) a asysty np. z Koroną czy Lechem. Grał ok. To chyba adekwatne określenie. I to samo z Wodeckim, który bramki ma AŻ 3 (z czego 2 z Lechem), a asystę 1.
Średnia not w „PS”, Sikorski – 5,11 zaś Wodecki – 5,33

28. Maciej Tataj (Korona Kielce)
Niezła końcówka poprzedniego sezonu pokazała, że ten facet, który według wielu ekspertów nie potrafi grać, ma jedną zaletę, która czyni z niego napastnika – potrafi strzelać. A jednak, przeważa to pierwsze. Nie było przypadku w sprowadzeniu do Korony Niedzielana, z którym Tataj nie ma szans rywalizować. Ale swoje ustrzelił, choćby w Pucharze Polski.
Średnia ocen w „PS” – 5,17

29. Maciej Korzym (Korona Kielce)
Szybki, ruchliwy, nieskuteczny. Trenerzy lubią tego chłopaka, który robi dużo wiatru, ale umówmy się, nie gra na skalę swojego wypromowania medialnego przez kanały nowosądeckie.
Średnia ocen w „PS” – 5,07

30. Mariusz Ujek (Polonia Bytom)
3 bramki w 8 meczach, niech będzie. Zawsze na jakimś przyzwoitym poziomie ligowym. Jest coraz bliżej końca kariery, a więc coraz mniejsza szansa, że kiedykolwiek będę miał jakiekolwiek zdanie na jego temat. Coś strzela, robi dużo zamieszania, bierze inicjatywę, ale wciąż mam wrażenie że przede wszystkim ma skutecznego menedżera, albo małą konkurencję.
Średnia not w „PS” – 5,43

31. Piotr Grzelczak (Widzew)
Oglądałem go trochę i w ogóle mnie nie rusza jak i cały bezpłciowy Widzew. Strzelił jednak 3 gole, więc go tu umieszczam. W końcu młody chłopak, gra w młodzieżówce, więc niech to będzie jakiś mały kredyt.
Średnia ocen w „PS” – 5,17

Kategoria „Transfer roku”
32. Bartosz Ślusarski (Cracovia)
Bohater głośnego transferu. Z tym chłopakiem w ataku Lech na pewno sięgnie po Ligę Europejską. Na potwierdzenie statystyka – 3 bramki w 12 meczach w najgorszym zespole w lidze. Mamy tu typowy deal menedżersko-menedżerski, ale cóż, Ślusarski zwany Leszkiem (albo Lechem, ale tym zielonym) zawsze jakieś umiejętności ma.
Średnia ocen w „PS”4,75

Kategoria Bohater ostatniej akcji
BRAK MIEJSCA. Marcin Krzywicki (Cracovia)
Strzał i dwa niestrzały, oto najskuteczniejszy piłkarz ligi. Nazwa kategorii od wyjątkowo czerstwego filmu z Arnoldem S.
Oto on
Średnia ocen w „PS” to 4,50

Nie zapomniałem o nikim? Nie!

5 komentarzy

Top 70, notowanie 3, pomocnicy

W moim podsumowaniu „Top 70” dziś pomocnicy. Podobnie jak w przypadku obrońców wytworzyła się u nas niezła „klasa średnia”, ale nasi zawodnicy grający na zachodzie lub wschodzie są coraz bardziej przeciętni. Generalnie polski pomocnik nie jest dziś ceniony. Nie mamy tu nikogo na bardzo wysokim europejskim poziomie. Stąd na przykład nie bałem się wrzucić Sławka Peszki czy Adriana Mierzejewskiego przed Ludovica Obraniaka. Dorzucam średnie not wg „PS” (dajemy od 1 do 10) i według „PN” (dają od 1 do 5)

Tu możecie zobaczyć jak oceniałem inne pozycje
Bramkarze
Obrońcy
A teraz to, po co tu przyszliście!

Pomocnicy

1. Kuba Błaszczykowski (Borussia Dortmund)
W Bundeslidze, w grze poprawa w stosunku do poprzedniego, nieco kryzysowego sezonu. W tej rundzie Kicker przyznał mu średnią 3,38. Kuba strzelił 2 bramki, zaliczył 4 asysty, od czasu do czasu włączał swoje turbo (jak pisze „Kicker”), był istotnym elementem lidera Bundesligi, choć jest tu też spory minus. Coraz częściej tracił miejsce w składzie. Jurgen Klopp powoli wprowadza do kadry młodych Niemców – 18-letniego Mario Gotze i 22-letniego Kevina Grosskreutza, obaj są bardziej uniwersalni od Kuby – tego pierwszego zdecydowanie za często kosztem naszego zawodnika. A więc aż w 7 z 14 ligowych meczów wchodził z ławki. Z drugiej strony każdym meczem staje się ważniejszym elementem naszej kadry narodowej.

2. Sławomir Peszko (Lech Poznań)
W europejskich pucharach i meczach ligowych z najtrudniejszymi rywalami, bierze grę na siebie, jeździ jak szaleniec po swoim prawym skrzydle. Jest to więc jakaś lokalna odmiana Bello di Note. Coraz lepiej radzi sobie w tzw. grze kombinacyjnej, czyli szybkiej wymianie podań gdzieś w okolicach pola karnego rywala. W Lechu nawet podłącza się pod szybkie rozegranie. A więc dojrzewa, co może przydać się w kadrze. Umówmy się jednak, ma poważnego pecha, bo na tej samej stronie gra Kuba Błaszczykowski. Franz Smuda będzie próbował obu, ale nie sądzę żeby to było korzystne dla drużyny narodowej i w konsekwencji biednemu „Cewczence z Jedlicza” zostaje rola rezerwowego. Transfer do FC Koeln to bardzo dobry ruch z jego strony. I przede wszystkim awans sportowy. W naszej ekstraklasie osiągnął wszystko, w Bundeslidze może się rozwinąć, tak jak Robert Lewandowski. Nie ma przypadku w tym, że w lidze 14 z 18 bramek
Lech zdobył po akcjach prawą stroną. Do tego trzeba dorzucić jeszcze
fenomenalną rundę wiosenną, gdy Peszko obok wspomnianego Lewandowskiego był głównym motorem napędowym drużyny (w całym poprzednim sezonie 8 goli i 10 asyst!). Strata tego zawodnika może być bardziej odczuwalna niż możemy przypuszczać. Stąd nerwowe komentarze Andrzeja Kadzińskiego i jego bajki o budowaniu Wielkiego Lecha mające przysłonić niekompetencje zarządu poznańskiego klubu.
Tu fajny materiał Piotrka Wierzbickiego i Izy Koprowiak, zdecydowanie
polecam

Średnia not wg. „PS” – 5,73 i w „PN” – 2,79

3. Rafał Murawski (Rubin Kazań)
Szczerze mówiąc sądziłem że będzie się szybciej rozwijał. Ma możliwości by być liderem drużyny narodowej, ale w Rubinie grał znacznie słabiej niż rok wcześniej. W Sport Expressie miał średnią not – 5,63 co jest wynikiem bardzo przeciętnym. Zero goli, zero asyst przez cały sezon. Podobno ma ofertę z Wolfsburga… może powinien skorzystać, zmienić klimat. Jedno z moich największych rozczarowań.

4. Adam Matuszczyk (FC Koeln)
Przyzwoity sezon nowego reprezentanta Polski. Średnia w Kickerze 3,50, do tego jedna bramka, zero asyst. Jest jednak poprawa w stosunku do poprzedniego sezonu (choć statystycznie wygląda nieco słabiej), przede wszystkim stał się podstawowym zawodnikiem Kolonii, powoli się rozkręca. W kadrze świetny mecz z Wybrzeżem Kości Słoniowej (2 asysty), bramka ze Stanami Zjednoczonymi, na dzisiaj jest pewniakiem w kadrze narodowej.

5. Adrian Mierzejewski (Polonia Warszawa)

Portal interia.pl poinformował właśnie, że Polonia ma ofertę na Mierzejewskiego z Bundesligi. Jej wartość to podobno 5 milionów euro. Akurat czytając to słuchałem „Bohemian Rhapsody” w radiu, a tam pierwsze słowa
Zobaczymy. Na pewno Mierzejewski, obok Sławka Peszki, zrobił największy postęp spośród wszystkich polskich pomocników i nawet chciałbym umieścić go wyżej, ale nie mogę, bo jednak liga polska nieco go ogranicza (Peszko poszalał w Lidze Europejskiej, AM nie poszalał). Rozwinął swoje przywódcze talenty, wzmocnił pozycję w kadrze narodowej, jest bardzo uniwersalny, strzela trochę bramek (4 w rundzie jesiennej), rozprowadza akcje słabej Polonii Warszawa, ale jego dużym mankamentem jest mała liczba asyst. Zawodnik na jego pozycji powinien mieć 5-6 decydujących podań w rundzie, większy wpływ na sytuację swojej drużyny. Tak więc Mierzejewski na pewno bardzo efekciarski ale jeszcze nie tak efektywny jakby mógł być…
Średnia not wg. „PS” – 6,15 i w „PN” – 3,46

6. Tomasz Cywka (Derby County)
Miał znakomity początek rundy, jesienią 4 bramki i 6 asyst w Derby
County to bardzo dobry wynik. Wg. kibiców na skysports.com ma średnią not 7,00, jedną z lepszych w klubie. Przy ustawieniu 4-2-3-1 gra w trójce za napastnikami, Anglicy chwalą go za grę kombinacyjną w okolicy pola karnego (którą ten system wymusza). Inna sprawa, że w końcówce grał znacznie słabiej, co odnotowała angielska prasa i co doprowadziło do tego, że menedżer Nigel Clough skrytykował go publicznie… stwierdził, że Cywka może potrzebować odpoczynku. Według Clougha, Cywce brak jest doświadczenia, które pozwoliłoby mu przetrwać słaby okres. Jest pod obserwacją selekcjonera. Na meczu ze Scunthorpe był Jacek Zieliński (Cywka akurat wtedy strzelił bramkę i zaliczył asystę).

7. Ludovic Obraniak (Lille)
Fatalny sezon w lidze. W całej rundzie jesiennej w lidze zaledwie raz zagrał w podstawowym składzie swojej drużyny, z Tuluzą (1:1). L’Equipe wystawiło mu słabą notę – 5. Jego wartość spada od kiedy włożył koszulkę z Orzełkiem. Znając życie „Trener nie lubi Polaków”. Dziwne, bo przecież w poprzednim sezonie był do pewnego momentu ważnym zawodnikiem Lille. Strzelał, asystował (w sumie 4 gole i 7 asyst w poprzednim sezonie) i w końcu stracił miejsce. A jednak, przedłużył kontrakt z klubem. Grał za to regularnie w Lidze Europejskiej i w Pucharze Francji. Również w naszej kadrze narodowej – rozegrał 4 mecze, strzelił 2 bramki, zaliczył 3 asysty i właśnie dlatego jest tak wysoko…

8. Maciej Małkowski (GKS Bełchatów)
Świetna runda jesienna jednego z najbardziej utalentowanych polskich
pomocników. 3 bramki, 6 asyst i już powinien uciekać z Bełchatowa, bo
ten klub tylko go ogranicza. Myślę, że to jeden z najlepszych towarów na naszym rynku transferowym. Nie ma przypadku w tym, że według naszej gazety jest najlepszym piłkarze w lidze w rundzie jesiennej.
Średnia not w „PS” – 6,33 i w „PN” – 3,23

9. Tomasz Kupisz (Jagiellonia Białystok)
Fenomenalna runda bocznego pomocnika, jest jakby stworzony do szybkiego ataku preferowanego w Jagiellonii Białystok. Według naszej gazety drugi piłkarz rundy, za Małkowskim – w polskiej Ekstraklasie. Kupisz ma 3 bramki i 4 asysty. Może grać na obu skrzydłach, ma uderzenie z dystansu. Przypuszczam, że za jakiś czas Jagiellonia zarobi na nim trochę grosza. Problemem na pewno jest nierówna forma. Po świetnym początku miał potem sporo słabszych meczów. Wynika to pewnie z raku doświadczenia. Obecnie znów jest na górze.
Tu materiał Przemka Zycha o Kupiszu
Średnia not w „PS” – 6,20 i w „PN” – 3,10

10. Radosław Sobolewski (Wisła Kraków)
Coraz wolniejszy. Najlepszy defensywny pomocnik w naszej lidze, wciąż najważniejsze ogniwo w Wiśle Kraków. To nie świadczy najlepiej o poziomie Ekstraklasy. Dobry przecinak. Nie przepadam za takimi, stąd mój „oschły” stosunek do zawodnika jego gry. Trzeba oddać mu jednak to co się należy – w meczu z Legią w pojedynku z Ivicą Vrdoljakiem był gdzieś dwie klasy wyżej. Przy okazji przed meczem wyjaśniło się w Canal Plus, że jego milczenie to protest przeciw wizerunkowi piłkarza – fura, skóra i komóra. To fajnie, osobiście myślałem, że nic nie mówi, bo nie ma nic do powiedzenia. Po sezonie odchodzi prawdopodobnie do Jagiellonii Białystok. W rundzie bramka i asysta.
Średnia not w „PS” – 5,64 i w „PN” – 2,79

11. Radosław Majewski (Nottingham Forest)
W skysports średnia ocen kibiców 7,2 a więc wciąż bardzo dobrze, niemal najlepiej w klubie. Niemal… właśnie o to chodzi. Jego największy problem nazywa się Lewis McGugan, najlepszy piłkarz klubu, klasę lepszy niż nasz rozgrywający. Majewski w rundzie jesiennej miał 2 bramki i asystę. Słabo. W poprzednim sezonie miał 3 bramki i 9 asyst.

12. Przemysław Kaźmierczak (Śląsk Wrocław)
Najbardziej skorzystał na tym, że do klubu z Wrocławia przyszedł Orest Lenczyk. Facet, który był totalnym rozczarowaniem nagle dostał trochę luzu i stał się niemal najlepszym środkowym pomocnikiem ligi. W końcówce rundy strzelił 5 goli, zaliczył 2 asysty… znakomity przy stałych fragmentach gry. Jeśli w drugiej rundzie potwierdzi swoją klasę, będę ciekaw co zrobi z nim Franz Smuda. To zawodnik, który kompletnie nie pasuje do koncepcji naszego selekcjonera…
Średnia not w „PS” – 5,80 i w „PN” – 3,17

13. Łukasz Surma (Lechia Gdańsk)
Mały generał. Wbrew pozorom (0 bramek, 0 asyst w rundzie), bardzo
kreatywny. Każda akcja Lechii przechodzi przez niego. – Wyłączyć Surmę i Nowaka i nie ma Lechii – powiedział przed derbami Pomorza Dariusz Pasieka, trener Arki. Problem polegał na tym, że nie potrafił ich
wyłączyć. Surma grał najlepszą rundę w karierze. Gdy Tomasz Kafarski,
trener Lechii wybierał swoją jedenastkę na EURO 2012, postawił go w
środku. I nie żartował. Zdziwionym dziennikarzom zaproponował: „Pokażcie mi lepszego defensywnego pomocnika w Polsce”.
Polecam wywiad Łukasza Olkowicza Surmą – wysoki poziom!
Średnia not w „PS” – 5,87 i w „PN” – 3,00

14. Tomasz Wróbel (GKS Bełchatów)
Jeden z najbardziej niedocenianych pomocników w lidze, nie wiem
dlaczego… bardzo szybki, siejący postrach u każdego rywala, świetne i celne dośrodkowanie. U mnie zawsze wysoko. Nie bardzo rozumiem skąd u niego przywiązanie do Bełchatowa. Świetnie rozpoczął sezon, ale Maciej Bartoszek niepotrzebnie dał mu do zrozumienia, że jest do zastąpienia i wcisnął na jego miejsce Marcusa Da Silvę, który jednak jest zawodnikiem słabszym. Kto wie… może Bartoszek wie coś więcej i Da Silva potrzebuje czasu. Wróbel szybko po tym doznał urazu. Pod koniec wyleczył go i wrócił do składu. W sumie bramka i 3 asysty. Bartoszek będzie chciał go odstrzelić od składu, bo woli swojego ulubionego Brazylijczyka. To raczej problem Bartoszka niż Wróbla.
Polecam ciekawy tekst Przemka Zycha
Średnia not w „PS” – 6,00 i w „PN” – 2,95

15. Sebastian Mila (Śląsk Wrocław)
Lider Śląska opadł z sił tak jak i cały Śląsk. Zapewniał, że gra dla
Ryszarda Tarasiewicza, ale na miejscu Rysia Misia nie chciałbym, żeby
ktoś tak dla mnie grał. Niezła runda wiosenna a jesienią klapa. Aż do
momentu przyjścia Oresta Lenczyka. Teraz Mila gra dla Oresta i okazuje się, że jego możliwości nie były wyczerpane. Wciąż wie, w którym momencie przyspieszyć, kiedy wziąć na siebie odpowiedzialność. Umie to robić. W sumie 4 asysty, bez bramek, a więc regres w stosunku do poprzedniego sezonu, w jego przypadku jestem bardziej ciekaw niż w innych – co przyniesie wiosna.
Polecam wywiad Łukasza Olkowicza z Milą
Średnia not w „PS” – 5,66 i w „PN” – 3,27

16. Mateusz Bartczak (Zagłębie Lubin)
Sezon życia defensywnego pomocnika. 5 bramek, asysta to chyba jego
apogeum. Moim zdaniem jednorazowy wystrzał, ale obym się mylił. Media donosiły (m.in. Przegląd Sportowy), że chce rządzić w szatni i ma przez to negatywny wpływ na drużynę. Gdyby 10 zawodników miało taki wpływ, Zagłębie zamiast 13 goli miałoby 50… Ale mówiąc poważnie, to nie należy wyciągać z jednej rundy daleko idących wniosków.
Średnia not w „PS” – 5,60 i w „PN” – 3,23

17. Paweł Nowak (Lechia Gdańsk)
Mrówka, zawodnik samokrytyczny. Nawet po znakomitym meczu szuka u siebie dziur. W tej rundzie było ich niewiele. Tomasz Kafarski stawia go przed dwoma defensywnymi pomocnikami (Surmą i Bajiciem). Kibice w Gdańsku mówią, że z Surmą rozumieją się, bo obaj są z Krakowa i grają krakowską krótką piłką. Konto wzbogacają 2 bramki, 3 asysty.
Średnia not w „PS” – 5,93 i w „PN” – 2,86

18. Ariel Borysiuk (Legia Warszawa)
Ustabilizowana forma defensywnego pomocnika w Legii, debiut w kadrze. Znaczny postęp w stosunku do poprzedniego sezonu. Nie ma tu wielkiej rewolucji, o prostu dojrzewa. Wciąż za mały jest jego udział w grze ofensywnej drużyny. W tej rundzie w 14 meczach jedna asysta.
Średnia not w „PS” – 5,43 i w „PN” – 2,62

19. Janusz Gol (GKS Bełchatów)
Anemiczny facet, tak gra i taką ma osobowość. W starych chińskich
filmach karate nazwano by to może jakimś „stylem żółwia”. Faktem jest, że w tej anemiczności Gol jest dość agresywny, potrafi wyłuskać piłkę, jest bardzo twardy, łatwo można się nabrać obserwując jego powolne ruchy. Do tego ma świetne podanie, dużo widzi. W tej rundzie więcej niż wcześniej. Dojrzewa. Częściej znajduje się w „decydującej rozgrywce”. Nie sądzę by ten piłkarz zgromadził w swojej karierze więcej niż 10 meczów w kadrze, choć ta granica jest dla niego osiągalna. Na pewno może być jakimś wysokiej zawodnikiem klasy ligowej. Podobno chce go Legia Warszawa, to też ma wpływ na wysokie miejsce.
Średnia not w „PS” – 5,50 i w „PN” – 2,86

20. Cezary Wilk (Wisła Kraków)
Naturalny następca Radosława Sobolewskiego jest świetny w destrukcji, ale wciąż brakuje mu tego co umiał w Koronie. Tam brał na siebie więcej odpowiedzialności, potrafił być konstruktywny, w Wiśle tego brakuje, ale sądzę że zmieni się z czasem. Możliwości ma. Chłopak z Warszawy, syn dziennikarza sportowego. Strzelił w rundzie 2 bramki.
Średnia not w „PS” – 5,60 (12 meczów, ale tylko 6 w pierwszym składzie) i w „PN” – 2,75

Poczekalnia

21. Łukasz Trałka (Polonia Warszawa)
Pirania gra solidnie, lepiej niż rok temu, powoli się rozwija… ale krzywa jego rozwoju została jest bardziej płaska niż była wcześniej. Nie jest wystarczająco dynamiczny, szczerze mówiąc, jestem nim trochę rozczarowany. Jest to inteligentny facet, jeden z tych którzy powinni mieć ciąg na sukces i znacznie większy wpływ na drużynę. Pirania niestety zamiast grać na najwyższym możliwym poziomie pyka sobie w szmaciankę. To wystarczy by w polskiej lidze być jednym z lepszych pomocników. Konto wzbogacają bramka i 3 asysty. Wciąż jest to facet z olbrzymim potencjałem.
Średnia not w „PS” – 5,54 i w „PN” – 2,73

22. Kamil Kosowski (Apollon Limassol)
W tej rundzie 8 meczów w lidze cypryjskiej i w Lidze Europejskiej. Wg. moich informacji znacznie słabiej niż w poprzednim sezonie. Stąd właśnie informacja, że menedżer Apollonu Limassol chce się pozbyć z klubu 54-krotnego reprezentanta Polski. „Kosa” zarobiłby na tym 100 tysięcy euro – tyle się domaga.
W cypryjskich mediach wciąż uważany za jedną z największych gwiazd w lidze. Na stronie sport24.cy możemy nawet przeczytać: „Jest zdecydowanie jednym z najlepszych zawodników zagranicznych, którzy grali na Cyprze (…) 33-letni zawodnik wyróżnia się doskonałym wyszkoleniem technicznym (…) Jest nie do powstrzymania na lewym a czasem też prawym skrzydle. Jego gra zatruwa życie rywalom, którzy często nie są w stanie nadążyć za jego magicznymi sztuczkami…” i tak dalej i tak dalej. Czyż Cypryjczycy nie są szaleni?

23. Dawid Plizga (Zagłębie Lubin)
Przede wszystkim nie ma kontuzji i to wystarczy by był jednym z najlepszych pomocników w lidze. Ma niesamowity ciąg na bramkę, umiejętność robienia zwodów na dużej prędkości, ale czy jest to „International level”? Chyba niekoniecznie, gra zbyt prostą piłkę. Zobaczymy jak sprawdzi się w poważniejszym klubie, konkretnie Jagiellonii Białystok. W Zagłębiu atak jest tak słaby, że wystarczą dwa, trzy szybkie zrywy na mecz, żeby zostać dostrzeżonym i zagrać w kadrze. Zwłaszcza jeśli jest się ulubieńcem selekcjonera. Strzelił 2 bramki, zaliczył asystę.
Średnia not w „PS” – 5,80 (20 meczów) i w „PN” – 3,00

24. Mariusz Lewandowski (PFK Sewastopol)
Liga ukraińska jest sklasyfikowana przez UEFA jako ósma w Europie, ale nie dajmy się zwieść pozorom – to wynik ogromnej forsy, jaka pompowana jest w Szachtar Donieck, Dynamo Kijów ew. Metalist Charków. Przedostatni w tabeli Sewastopol to odpowiednik naszej Polonii Bytom. A więc 80-krotny reprezentant Polski postanowił zakończyć karierę w wieku zaledwie 31 lat gdzieś tam, gdzieś tam na Krymie. Gra sobie regularnie, w sumie 15 meczów, strzelił 3 bramki, jest ceniony. I dobrze mu tak.

25. Adrian Mrowiec (Heart of Midlothian Edynburg)
W Polsce był gdzieś na uboczu a do Szkocji wydaje się być idealnie dopasowany. 27-letni defensywny pomocnik Hearts ma solidną pozycję w swojej lidze. Mój znajomy dziennikarz ze Szkocji, Ronnie Cully (Evening Times), mówi że przetrwał testy które zwyczajowo urządzane są obcokrajowcom, czyli takie na odporność fizyczną – kopanie po nogach, szturchanie, popychanie, kosa, kosa, kosa. Ma więc przyzwoitą pozycję w trzeciej drużynie coraz słabszej ligi. Po 16 meczach średnia ocen czytelników w SkySports to 6,9. Dobrze pasuje do tutejszego dość prostego stylu gry. Kick and maybe rush. Raczej nie jest to „Bob Budowniczy”.

26. Grzegorz Krychowiak (Stade Reims)
Awansował z zespołem do II ligi francuskiej, miał wrócić do Bordeaux, ale kluby dogadały się i został. Umówmy się, że raczej niewielkie miał szanse na walkę o miejsce z Alou Diarrą, kapitanem zespołu. Typowy destrukcyjny zawodnik, który do tego potrafi kropnąć z daleka. Jego menedżer Andrzej Szarmach powiedział mi: „Każdy chciałby grać w Realu i Barcelonie, ale czasem lepiej powoli pokonywać kolejne szczeble. I tak jest z Grześkiem”. W Reims gra bardzo regularnie, jest numerem 1 na swojej pozycji, dojrzewa piłkarsko. Strzelił dwie bramki w rundzie jesiennej.

27. Szymon Pawłowski (Zagłębie Lubin)
Wróci, nie wróci? Na szczęście wrócił po kontuzji i to w dobrym stylu. Bardzo kreatywny zawodnik, dobry technicznie, który może zrobić przyzwoitą karierę, o ile będą omijać go kontuzje. Chyba lepszy od Plizgi czy Bartczaka (choć u mnie najniżej z trójki). Nie zapominajmy jednak, że facet ma 24 lata. W tej rundzie 1 bramka, oprócz tego dużo świeżego wiatru.
Średnia not w „PS” – 5,71 (w 7 meczach) i w „PN” – 3,43

28. Mateusz Cetnarski (GKS Bełchatów)
Facet z ogromnymi możliwościami, wciąż niewykorzystywanymi. W rundzie jesiennej trochę problemów z kontuzją, przez co tylko trzykrotnie wychodził w podstawowym składzie. Inteligentny człowiek i to się przekłada na boisko. Dobrze zrobiłaby mu zmiana klubu. W Bełchatowie nic więcej nie osiągnie. Zaliczył 2 asysty.
Średnia not w „PS” – 5,80 (6 meczów, 3 w pierwszym składzie) i w „PN” – 3,25

29. Tomasz Bandrowski (Lech Poznań)
Na pewno jego kontuzja znacznie osłabiła Lecha i spowodowała tak niską pozycję mistrzów Polski w tej rundzie. Rzeczywiście tylko 4 mecze, ale wszystkie niezłe. Nie chodzi jednak o to, że mamy do czynienia z fantastycznym zawodnikiem, ale raczej z tym, że brak dobrych następców. Pewnie niektórzy tu się obruszą – jak to, taki zawodnik? Reprezentant kraju? Tak nisko? Bądźmy poważni, cenię go za to co gra w destrukcji, ale w konstrukcji akcji jest zupełnie nieprzydatny. Nie jest to „International Level” (taki prawdziwy international) i nie będzie, bo nie myśli w kategoriach międzynarodowych.
Średnia not w „PS” – 6,00 (w 4 meczach) i w „PN” – 3,25

30. Rafał Grzyb (Jagiellonia Białystok)
Pod koniec rundy jesiennej stracił miejsce w składzie na rzecz Mladena Kascelana i wygląda na to, że może mieć problem z odzyskaniem go. Wcześniej grał jednak „poprawnie” w porywach do „bardzo dobrze” i wiadomo że Franz Smuda chciał go sprawdzić w kadrze, ale przestraszył się reakcji mediów, gdyż Rafał ma zarzuty korupcyjne. Szkoda że oceniają go goście mający trochę na sumieniu, bo to sympatyczny facet na wysokim poziomie. Głównie koncentrował się
na destrukcji, co nie wynika z jego słabych umiejętności w grze
ofensywnej, ale ze stylu gry Probierza.
Tu wywiad mój i Piotrka Wołosika z Rafałem Grzybem
Średnia not w „PS” – 5,36 i w „PN” – 2,77

31. Maciej Iwański (Legia Warszawa)
Wiosną był znakomity i osiągnął życiową formę, jesienią został sprowadzony na ziemię przez nowego trenera Legii Macieja Skorżę. A więc wyciął „Iwanka”, „Ajwena” czy jak mu tam, w myśl zasady, że samiec Alfa jest tylko jeden. Iwański ma przegląd pola, podanie, dośrodkowanie, strzał z wolnego. Wszystko by być bardzo dobrym „national level”, jakby pewnie powiedział mr. Leo. Ale to by było na tyle. Jak donosiły media, w osiągnięciu większej pozycji przeszkadza mu paskudny charakter, chęć dominacji w szatni za wszelką cenę, choćby dobra zespołu. Gdy Skorża przywrócił go do łask, dawał dobre zmiany. Strzelił 2 bramki, zaliczył 2 asysty. W stosunku do poprzedniego sezonu poważny regres, wtedy miał 6 bramek, 10 asyst, oraz zupełnie inną, niepodważalną pozycję w zespole. Dobry zawodnik dopasuje się do rzeczywistości i będzie dobrze grał, to proste.
Średnia not w „PS” – 5,36 (11 meczów, z czego 6 w pierwszym składzie) i w „PN” – 2,75

32. Waldemar Sobota (Śląsk Wrocław)
Objawienie sezonu, które szybko spowszedniało, bo Śląsk okazał się jednomeczowym zjawiskiem dopiero pod koniec zyskał klasę. Nie znaczy to, że formę odzyskał Sobota. Ma możliwości, ale na
razie był jak kawałek disco wymyślony gdzieś przez niemieckich
inżynierów muzycznych, który przez dwa tygodnie tańczono na Majorce. Zresztą już na światło dzienne przedostały się sygnały, że Walduś lubi taneczne rytmy, a teraz jak już jest supergwiazdorem, bo trzy razy okiwał rywali, to i chętni do wspólnego tańca się znajdą.
Faktem jest, że Sobota ma nieprzeciętne możliwości. Wszedł do ligi bez
żadnych kompleksów, jego pierwsze spotkanie z Cracovią to był popis
dryblingu, świetnych podań, odważnych dośrodkowań. Potem to wszystko wciąż było, ale już nie w takim stopniu. Jest to piłkarz z możliwościami do gry w kadrze. Czuje współczesny futbol. Bramka i dwie asysty. Lubię gościa.
Średnia not w „PS” – 5,61 i w „PN” – 3,00

33. Roger Guerreiro (AEK Ateny)
Roger wrócił do gry, na początek dobre i to. Zagrał 7 meczów w lidze greckiej, zaliczył 1 asystę, więc odnotowuję to tutaj. Na początku był najbardziej nieudanym transferem AEK w historii klubu, potem gdy przyszedł Manolo Jimenez, stawiał na „Polaka” regularnie, ale w końcu przestał. Pod koniec znów grywał ogony. Wygląda na to, że Wehikuł Czasu to byłby cud… ok, obiecuję, że za pół roku będzie niżej!

34. Grzegorz Bonin (Górnik Zabrze)
Solidny ligowiec, najlepszy piłkarz Górnika Zabrze, potrafi skutecznie przebić się prawą stroną, zawsze stanowi zagrożenie. Bramka i dwie asysty. Jego najlepszy sezon w karierze.
Średnia not w „PS” – 5,75 (w 12 meczach) i w „PN” – 3,09

35. Jakub Kosecki (ŁKS Łódź)
Jest jedynym zawodnikiem I ligi, którego umieszczam na mojej liście. Ktoś może powiedzieć, że to mało odkrywcze, ale fakty są takie, że I liga jest w tym sezonie zdecydowanie słabsza niż rok temu. Młody Kosecki ma ogromny wpływ na postawę lidera, jest szybki, kreatywny, strzelił 5 bramek, zresztą już zaczyna się wojenka między ŁKS, który chce go utrzymać i Legią, która chce go z powrotem… rację miał Zibi Boniek, którego powiedzenie lubię przywoływać – Wielki aktor musi grać w teatrze w Wielkim Mieście. W tym przypadku nie należy traktować tego dosłownie.

36. Szymon Sawala (Polonia Bytom)
Czołowy defensywny pomocnik ligi, pewien znany trener z Ekstraklasy twierdzi nawet, że najlepszy. To może oznaczać rychły transfer do klubu, który jest kilka miejsc wyżej w tabeli. Przyzwoity ligowiec, akurat na to miejsce, na którym go umieściłem. Jak napisała „Piłka nożna w swoim podsumowaniu sezonu: – Dowodzi zespołem i jest niebezpieczny przy stałych fragmentach gry”. Jesienią strzelił 2 bramki na początku rozgrywek, generalnie trzyma ten sam poziom co w zeszłym sezonie, gdy był jakimś tam odkryciem.
Średnia not w „PS” – 5,20 i w „PN” – 3,23

37. Wojciech Grzyb (Ruch Chorzów)
W związku z tym, że jakoś tam biorę pod uwagę rundę wiosenną (przypomnę, że po wiośnie nie robiłem klasyfikacji, gdyż przez większą jej część siedziałem poza krajem), Grzyb musi się tu znaleźć. Jest dobrym ligowcem, miał ogromny ciąg na bramkę i wpływ na swoją drużynę. Zresztą to samo można powiedzieć o większości piłkarzy Ruchu – Waldemar Fornalik z ekipy przeciętniaków stworzył prawdziwy zespół, Grzyb jest tu jakby przedstawicielem Ruchu. Po wyciągnięciu iluś elementów z Ruchu ani zespół nie jest tak mocny, ani nie wszystkie elementy działają w oderwaniu od niego (dobry przykład to Brzyski). To oczywistość. Nie znaczy to, że Grzyb słabo gra, po prostu w polu karnym nie ma napastników (Sobiech, Niedzielan), którzy wykorzystywali jego podania… W poprzednim sezonie Grzyb miał więc 4 bramki, 9 asyst, wysoką średnią not w gazetach, a teraz? Zaledwie jedna bramka, jedna asysta…
Średnia not w „PS” – 4,93 (15 meczów) i w „PN” – 2,80

38. Marcin Burkhardt (Jagiellonia Białystok)
Od lat można pisać o nim to samo – jest na tyle kreatywny by błyszczeć w lidze, ale za mało dynamiczny by zrobić dużą karierę. W specyficznym stylu gry Jagiellonii (właściwie nie tyle specyficznym co związanym z tradycją polskich szybkich wypadów z lasu a już na pewno nie z konstrukcją wymyślnych futbolowych maszyn oblężniczych) jego rola jest dość ograniczona. Jest jakby dodatkiem do zespołu. Bramka i trzy asysty.
Średnia not w „PS” – 5,36 (14 meczów, 11 w pierwszym składzie) i w „PN” – 3,29

39. Paweł Sobolewski (Korona Kielce)
Wysoka pozycja Korony to w dużej mierze zasługa jego dobrej formy z początku rundy. Przecież pierwsze bramki zespół Marcina Sasala strzelał właśnie po jego podaniach (konkretnie zdarzyło się to
trzy razy – podawał Sobolewski, strzelał Niedzielan). Dobry piłkarz
ligowy z przyzwoitym dryblingiem. Powyżej tego poziomu nigdy nie
podskoczy. Na pewno wpływ na obniżkę jego formy miał fakt, że większość rundy grał na nie swojej pozycji. Teoretycznie ma dwie nogi, ale chyba lepszy jest po lewej… Co początkowo jest atutem, potem staje się ciężarem. 3 asysty.
Średnia not w „PS” – 5,53 i w „PN” – 2,79

40. Łukasz Garguła (Wisła Kraków)
Jeden z najbardziej kreatywnych piłkarzy polskiej Ekstraklasy (i jeden z moich ulubionych) wrócił na boisko w najbardziej odpowiednim momencie. Akurat wtedy gdy Wisła złapała rytm i zaczęła piąć się w górę tabeli. Kto wie, może jest w tym zasługa tego piłkarza, który dobrze pasuje do holenderskiej idei gry – posiadania i podania. Od ofensywnego pomocnika oczekuję większego wpływu na wydarzenia pod bramką rywala, ale dajmy mu czas.
Średnia not w „PS” – 5,29 i w „PN” – 2,69

41. Grzegorz Baran (GKS Bełchatów)
Bardzo mocny ligowy (i to wszystko) defensywny pomocnik, po przejściu z Ruchu do Bełchatowa nie stracił klasy, nawet poszedł trochę do przodu. ważny element drużyny Macieja Bartoszka. Na nim młody szkoleniowiec chce budować przyszłość drużyny. Niezbyt kreatywny, ale dobry w destrukcji.
Średnia not w „PS” – 5,46 i w „PN” – 2,77

42. Jacek Kiełb (Lech Poznań)
Liczę na to, że najbliższa runda będzie dość dobra w wykonaniu młodego prawego pomocnika. Niezwykle dynamiczny chłopak miał zbyt dużą konkurencję w drużynie w postaci Sławka Peszki, za każdym razem wnosił jednak do drużyny sporo ożywienia. Ostatnie pół godziny w meczu z Manchesterem City było w jego wykonaniu fenomenalne. Ciekaw jestem czy to zapowiedź wielkiej formy czy też on, tak jak i ja, sam zdziwił się, że potrafi tak grać. W lidze 1 asysta.
Polecam ten kawałek Łukasza Olkowicza
Średnia not w „PS” – 5,00 (9 meczów, 3 w pierwszym składzie) i w „PN” – 2,83

Kategoria „Ebi Smolarek”
43. Ebi Smolarek (Polonia Warszawa)
Czy rozczarowanie? Na pewno duże. Albo nie. Albo i tak i nie. Przed sezonem rozmawiałem z dawnym znajomym Ebiego, który powiedział: „Zrobiliście wokół niego dużo szumu, zupełnie niepotrzebnie (nie zgodziłem się z nim, bo Ebi to postać medialna). Prawda jest taka, że Ebi nie jest kreatywny, jest tylko wojownikiem, elementem drużyny, sam nie tworzy”. I to się potwierdziło. Jest to facet, który potrafi upiększyć dobrą drużyną i obrzydzić słabą. Zresztą było to wiadome, czasem trzeba spojrzeć przez zwykłe okulary, różowe odstawić na bok. Szczególnie jeśli jest się gościem wykładającym kasę. Ale to już nie moje zmartwienie. Sądzę, że Ebiego stać na 10 bramek w sezonie (tak, jeszcze tym trwającym). On wie o tym, że to musi być TA runda, jeśli przegra w Polsce, to będzie szukał szczęścia w Chinach. A jest jeszcze za młody na ostateczny upadek. Czasem grał jako napastnik, czasem jako pomocnik, wrzucam go tutaj umownie. W sumie 3 bramki w rundzie.
Średnia not w „PS” – 4,83 (13 meczów, 8 w pierwszym składzie) i w „PN” – 2,06
Tu wywiad z Ebim, który robiłem razem z Piotrkiem Wołosikiem. Jest niestety dość stary, ale to ciekawe źródło wiedzy o tym piłkarzu.

Kategoria „Future is now”

kolejność umowna

44. Maciej Makuszewski (Jagiellonia Białystok)
Świetne wejście na początku sezonu z Bełchatowem, a potem ława. Jak sam powiedział, bramka nie zwalnia go od
noszenia skrzyń ze sprzętem. Jeszcze załatwił Jagiellonii awans w
Pucharze Polski. Atut to szybkość i gra jeden na jeden.
Tu materiał o Makuszewskim mojego autorstwa
Średnia not w „PS” – 5,13 (10 meczów, 4 w pierwszym składzie), i w „PN” – 2,25

45. Mateusz Możdżeń (Lech Poznań)
Chłopak z Ursusa ma młotek w nodze i nie zawahał się go użyć w meczach z Wisłą i Manchesterem City. Odwaga to pierwszy stopień do kariery. Na razie rzucany po boisku, trochę w środku, trochę na lewej, trochę jako defensywny pomocnik.
Więcej tutaj, artykuł, który robiłem z Przemkiem Zychem i Piotrkiem Matylą, ja w Ursusie, oni w Poznaniu
Średnia not w „PS” – 5,00 (6 meczów i tylko 1 w pierwszym składzie) oraz w „PN” – 2,25

46. Kamil Drygas (Lech Poznań)
Jacek Zieliński mówił niedawno, że chłopak ma sporą przyszłość, ale potrzebuje czasu. To ja się pytam – ile? Defensywny pomocnik, który został rzucony na głęboką wodę w meczu ze Spartą Praga i nie utonął. Na razie gra głównie na alibi – podać do najbliższego kolegi.
Średnia not w „PS” – 5,33 (4 mecze, 3 w pierwszym składzie) i w „PN” – 2,00

47. Kamil Poźniak (GKS Bełchatów)
Bardzo kreatywny i inteligentny zawodnik, który może być wielkim objawieniem najbliższego roku. Ale tylko pod warunkiem, że opuści Bełchatów, bo Maciej Bartoszek jakoś go nie trawi. W meczu z Legią, najlepszym spotkaniu Bełchatowa w rundzie, zagrał znakomicie, pokazał, że potrafi widzieć również wydarzenia, które mają miejsce za jego plecami, szybko myśli, szybko podejmuje decyzję. Orest Lenczyk powiedział o nim: „Świetny zawodnik, umie grać w piłkę, ale ma jeden problem… nie powiem panu jaki, bo nie chcę zrobić chłopakowi krzywdy”. Macie prawo spekulować. Pewnie coś z głową. Dlaczego nie wrzuciłem go wyżej? 0 bramek, 0 asyst – to zupełnie zaprzecza temu wszystkiemu co napisałem wyżej…
Tu dobry tekst Łukasza Olkowicza o Poźniaku
Średnia not w „PS” – 5,23 (14 meczów, 10 w pierwszym składzie) i w „PN”

48. Marcin Budziński (Arka Gdynia)
Niszczy go ultradefensywny styl zespołu. Stać tego chłopaka na więcej, ale na pewno nie w Arce. Miał jakieś tam zagrania. Na pewno też sporo stracił przez to, że momentami z konieczności grał na prawej stronie.
Średnia not w „PS” – 5,14 i w „PN” – 2,50

49. Łukasz Bocian (GKS Belchatów)
Kreatywny zawodnik, może grać w środku pomocy, może grać na prawej obronie, wiosną może eksplodować, choć może to akurat złe słowo w jego przypadku, raczej troszkę szybciej niż dotychczas pójść do przodu.
Średnia not w „PS” – 5,67 (6 meczów, 3 w pierwszym składzie) i w „PN” – 3,00

Kategoria ŁOBOże
1050. Nominowany i wygrany: Wojciech Łobodziński (Wisła Kraków) – solidny polski drugoligowiec

Kategoria „Gramy na 6 kontaktów”
2051. Maciej Rybus (Legia Warszawa)
W poprzednich notowaniach był wysoko, ale chyba dałem mu za duży kredyt i źle go oceniłem. Prawda jest taka, że gdyby pracował w hotelu, byłby facetem, który kręci obrotowymi drzwiami, zaś w
wędkarstwie byłby kołowrotkiem. Nie będzie to nigdy piłkarz dużego
formatu. Jego hobby to kręcenie się wokół własnej osi. Nie jest
dynamiczny, nie pasuje do współczesnej piłki, nie potrafi grać na jeden
lub dwa kontakty. W decydujących momentach patrzy pod własne nogi i zaczyna karykaturalny taniec z piłką, z którego zazwyczaj nic nie
wynika. a przecież Arthur Rowe już w latach 40-tych ogłosił: „Push and
run” a więc jak najszybciej do przodu. W skrócie – Rybus jest za mało
dojrzały piłkarsko. Dlatego będzie grał coraz mniej i coraz słabiej. A
może dojrzeje umysłowo i zrozumie o co chodzi w futbolu? Nie sądzę by
nastąpiło to zanim ukończy 30 lat.
Ciekawy artykuł Łukasza Olkowicza i Jarka Kolińskiego

To by było na tyle, Piłkarzy typu Jakub Wilk, Łukasz Janoszka czy Robert Szczot nie sklasyfikowałem, bo uznałem że choć są warci wyróżnienia, to inni zasłużyli bardziej. Jeśli nie ma tu innych piłkarzy, którzy waszym zdaniem być powinni… to już nie mój problem. Może za pół roku się znajdą. Pozdrawiam.

19 komentarzy