Top 70, notowanie 3, trenerzy

Jeden z moich kolegów zauważył, że wśród naszych trenerów coraz mniej jest ludzi przypadkowych. Zgadzam się z tym, mamy tu ludzi, którzy znają się, zazwyczaj, na swoim fachu. Są postaci w jakiś sposób kontrowersyjne, na przykład Jacek Zieliński, którego niektórzy w ogóle nie uznają za trenera, a inni za trenera wyjątkowo uzdolnionego. Jest Waldemar Fornalik, który zawsze ma dobre wyniki, ale nigdy nie prowadzi wielkich drużyn, jest Michał Probierz, który nagle wyrósł na faworyta wśród trenerów, a przecież można się spierać czy dokonał on rzeczy wielkiej czy po prostu tak mu się przytrafiło. Jak ocenić pracę Dariusza Pasieki, który zabija futbol, ale osiąga efekt? Pojawiło się więc kilka ciekawych postaci, wrócił, w fantastycznym stylu, Lenczyk, jakieś efekty z czasem zaczęła przynosić praca Skorży, od lata coraz częściej widać efekty pracy Smudy, na chwilę objawił się Bartoszek, wrócił na karuzelę Kasperczak, choć po incydencie w Zabrzu zmieniłem do niego stosunek na zawsze… miałem więc poważną zgryzotę. Czy Smudzie należy się handicap z okazji tej tylko, że jest selekcjonerem? Czy wspomniany już Zieliński zasłużył na wygraną, skoro zdobył mistrzostwo i doprowadził do kilku świetnych spotkań w Lidze Europejskiej (choć tego najważniejszego, z Manchesterem City, już nie), czy Skorżę rozliczać za wysokie miejsce w tabeli czy za niezbyt efektowną grę? cóż… za wszystko. Jedziemy.

TU znajdziecie poprzednie klasyfikacje:
Bramkarze
Obrońcy
Pomocnicy
Napastnicy

Trenerzy

1. Michał Probierz (Jagiellonia Białystok)
Jego sukces ma wymiar szczególny, specyficzny, dziwaczny. Probierz stworzył świetnie funkcjonującą maszynę, mimo iż niekoniecznie tego chciał. A więc nie chciał Grosickiego, nie chciał Frankowskiego. Ale wykorzystuje obu (Grosickiego już nie) umiejętnie i wygrywa. Zabawne, że chciał uciec z Białegostoku i w tym celu potajemnie spotykał się z szefami Allianza, ale w końcu szefowie Jagiellonii zmusili go żeby został. I dobrze zrobili. A więc Probierz będzie dobrym trenerem, nawet jeśli tego nie chce! Podoba mi się działalność kierownictwa w Białymstoku – Grosicki nie chce, Probierz nie chce, ale oni chcą… W skrócie – wy mnie nie znacie, ale mnie poznacie i pokochacie.
I to działa.
To że zespół Probierza utrzyma się w poprzednim sezonie było do przewidzenia już po kilku kolejkach gdy zaczął w ekspresowym tempie odrabiać stratę, ale fakt że zajdzie tak wysoko, że zdobędzie Puchar Polski, był już mniej przewidywalny. Do tego znakomita gra Jagiellonii w rundzie jesiennej. Ciekaw jestem czy styl Jagiellonii to świadomy wybór Probierza, czy też przymus spowodowany stanem posiadania.
Również w pucharach z Arisem zagrał bardzo dobrze i zapłacił frycowe. Opłatę pobrał ktoś z zewnątrz.
Tak czy inaczej drużyna Probierza gra dobrą i bardzo efektowną piłkę – w starym polskim stylu – wypad, zaskoczenie, trach! Mi się to podoba. To jest idealne wykorzystanie umiejętności zawodników do taktyki, a do tego powrót do naszych korzeni. Ktoś mi powiedział i chyba był to mój ulubiony Hubert Kostka – „Polacy nigdy nie będą zdyscyplinowani jak Niemcy. Niemcy wiedzą, że nie może nawalić żaden element, gdyż wtedy psuje się cała maszyna. Polacy tego nie wiedzą. Dlatego nie starajmy się grać jak Niemcy, bo polegniemy. Grajmy jak Polacy”. I Probierz to wie. Destrukcja i szybki wypad. Tradycja pospolitego ruszenia. Sądzę, że ten szkoleniowiec ma poważną przyszłość, ale z jego poważniejszą oceną muszę poczekać jeszcze jakiś czas.
Osiągnięcia: Utrzymanie Jagiellonii (mimo Startu z 10 ujemnymi punktami, 11. miejsce po dodaniu punktów jest równoznaczne 6. miejscu (można spekulować, czy zespół by grał, gdyby miał o co; Puchar Polski; mistrzostwo jesieni w Ekstraklasie, awans do 1/4 obecnej edycji Pucharu Polski.
Procent zdobytych punktów:58,5 (37 meczów, 19-8-10)

2. Jacek Zieliński (Lech Poznań)
Mistrz Polski, to po pierwsze. Po słabym początku sezonu wrócił do wielkiej gry. Szkoda, że o kilka tygodni za późno, bo Lech mógł i powinien grać w Lidze Mistrzów. Ale to już problem Ekstraklasy SA i tamtejszych działaczy typu Rusko czy Stefański, działaczy nieczujących piłki, którzy nie bardzo wiedzą, jak ułożyć kalendarz rozgrywek. Wróćmy jednak do Zielińskiego – ma wizję, jego zespół gra ofensywnie, efektownie i bardzo skutecznie z tyłu. Pozbierał się po sprzedaży Roberta Lewandowskiego, nieźle zastąpił go Rudnevsem, choć trochę to trwało i wrócił do starej gry. Szkoda że nie w naszej ekstraklasie.
Mecz z Juventusem w Lidze Europejskiej był fantastyczny. Szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę, że trzy dni później Juve zniszczyło na wyjeździe Udinese 4:0.
A więc, poza tym że Juventus wygrał doświadczeniem i po prostu wykorzystał głupie indywidualne błędy piłkarzy Lecha (naprawdę głupie) i słabość Kotorowskiego, Lech miałby najlepszy mecz w historii. Miał go już po odejściu Zielińskiego, z Manchesterem City. Ale faktem jest, że to Zieliński przygotował zespół, Bakero tylko podpisał listę. Jego sporym minusem jest brak umiejętnego nastawienia mentalnego piłkarzy. Czy jest to przypadek, że zespół jednego dnia remisuje z Juve a drugiego przegrywa z jakimiś ligowymi kopaczami?
Nieudane były transfery Wichniarka i Tshibamby (tego drugiego bardziej żałuję, bo myślę że ma spore niewykorzystane pokłady – zresztą sądzę, że nadal ma, ale raczej do gry z kontrataku, a Lech w lidze domnuje), jednak z pretensjami należy udać się również do Marka Pogorzelczyka. Również z pretensjami za niesprowadzenie Rodionowa, którego Zieliński wirtualnie wpasował już do składu. Pogorzelczyk w klubie jednak został, Zielińskiego już tam nie ma. Podoba mi się sposób w jaki rozwinął myśl Smudy, jak ją udoskonalił – facet czuje na pewno zachodnią piłkę. Spotkałem się z opiniami, że w ogóle nie powinien pracować tak wysoko. Opinia jest opinią, ale zauważcie, że on przechodzi powoli szczeble. Był niezłym pomocnikiem, czuje piłkę, ma tę podświadomość. Myślę, że u nas zbyt często ludzie sądzą iż trener jest dobry wtedy gdy udziela dobrych wywiadów. To błąd.
Tu możecie sobie przeczytać wywiad z Zielińskim, który zrobiłem z trenerem po jego zwolnieniu. Nawet dobrze wyszedł 🙂
Osiągnięcia: Mistrzostwo Polski mimo straty 8 punktów do Wisły po rundzie jesiennej, udział w awansie do II rundy w Lidze Europejskiej
Procent zdobytych punktów: 58,1 (18-7-10)

3. Marcin Sasal (Korona Kielce)
Ależ czołg. Sasal idzie do przodu, powoli, ale do przodu, cały czas jest mocniejszy. W meczu z Polonią na wyjeździe pokazał nawet jakiś mały fenomen taktyczny, gdy idealnie zastopował gwiazdorską maszynkę Bakero, a zaraz potem remis na wyjeździe z próbującą wydostać się kryzysu wściekłą Wisłą. To miało swoją wymowę. Korona gra niezłą piłką, to zespół dobrze poukładany taktycznie i bardzo solidny – wszystko jest tu solidne. To jest właśnie sztuka, zbudować drużynę, która jest pozbawiona słabych punktów. Albo przynajmniej bardzo słabych. Statystycy wyliczyli nawet, że Korona była drugą drużyną 2010 roku, zaraz za Lechem – mistrzem Polski.
Tak zrobił w Dolcanie, tak zrobił w Koronie. Sasal nie ma super przebojowości, nie jest sezonowym fenomenem, buduje swoją pozycję sukcesywnie. Tyle tylko, że ma to dość kruchą podbudowę, bo kluczowi zawodnicy są zaawansowani wiekowo. Różne są jednak cele, jeśli Sasal chciał osiągnąć wynik tu i teraz, to jest na dobrej drodze. Teraz zabierze się pewnie za powolną przebudowę. Imponuje mi, że gdy wszyscy podniecają się Mourinho, ten facet przegląda książki pisane Walery’ego Łobanowskiego i innych trenerów ze szkoły radzieckiej (choć akurat Łobanowski był swego rodzaju buntem wobec szkoły radzieckiej, wierzył bowiem w ludzi, Masłow już niekoniecznie). Pewne rzeczy przecież, jak choćby ludzkie charaktery, są wieczne. A Walery czuł więcej niż inni, dlatego warto go czytać.
Tu materiał mój i Jarka Kolińskiego. Jedyny komentarz jest taki, że jest to artykuł bezsensowny, a mimo to pozwolę sobie go zareklamować, bo sądzę iż pokazaliśmy Sasala innego niż go znacie!
Osiągnięcia: 6. miejsce w poprzednim sezonie (przejmował zespół będący na 12. miejscu), 4. miejsce w rundzie jesiennej
Procent zdobytych punktów: 55,2 (15-8-9)

4. Orest Lenczyk (Cracovia/Śląsk Wrocław)
Ok, powątpiewałem w niego, ale już wiem, albo jak śpiewają w Shreku, I’m a believer!
Mija jego czterdzieści lat w zawodzie. Stary wyga i może nawet powinien być na pierwszym miejscu, ale trzeba brać pod uwagę różne czynniki, w tym wyniki, nie tylko umiejętności (choć wyborcy Messiego udowodnili, że nie trzeba). Przyszedł do Śląska i na początek okazało się, że Śląsk nie przegrywa. W myśl starej zasady, którą do znudzenia powtarzał pewien magik (albo nawet Mag) z Argentyny – nie tracisz bramek, nie przegrywasz. Nie przegrywać to było pierwsze założenie, które stosował już w Cracovii. Dzięki niemu zespół patafianów i ogórków utrzymał się w lidze. Faktem jest, że Lenczyk mógł zrobić tam sporo transferów i nie do końca wcelował (Suworow, Ślusarski). Ale proszę pamiętać, że to zespół, który rok wcześniej spadł z ligi sportowo a utrzymał się, bo profesor Filipiak dobrze dobiera karty przy stoliku (zielonym). Właścicielowi zabrakło umiejętności realnego spojrzenia na piłkę i zwolnił Oresta (trenera Lenczyka. Dziękuję!).
Chyba zresztą zabrakło go (nam) wszystkim, albo przynajmniej wielu – wystarczyło kilka miesięcy by okazało się, że Orest (Trener Lenczyk. Dziękuję) po prostu zrobił… cud? Nie.
Nie ma to nic wspólnego z cudem. Facet zna się na robocie. W wywiadzie dla „RZ” powiedział ciekawą rzecz: „Nie będę tłumaczył jak smakuje woda”. W tłumaczeniu na polski brzmi to tak: „Gdyby ludzie w Polsce pracowali w swoich zawodach, to bylibyśmy potęgą na skalę światową, ale ponad połowa zamiatałaby ulice”.
Orest (Trener Lenczyk. Dziękuję) ocenia piłkarzy według ich umiejętności i przydatności dla zespołu. Ma czucie. Nie wystawia piłkarzy od znajomych menedżerów. Wie co powiedzieć piłkarzowi na ucho, jak wykorzystać jego potencjał. A piłkarze z miejsca się w nim zakochują. Dlaczego? Bo jest cholernie inteligentny. Wszyscy nasi rozmówcy podkreślają też, że znakomicie zna ludzkie organizmy.
Pamiętajmy więc o tym wszystkim przy wyborze kolejnego selekcjonera (Aragones zdobywał mistrzostwo Europy mając 72 lata!, co już tu wielokrotnie moi koledzy wspominali)
Ostatnio byłem chwilę na zgrupowaniu Sląska Wrocław i zobaczyłem, jak tworzy klimat, atmosferę. Jak każde ćwiczenie można robić z uśmiechem.
Nie chcę przez to powiedzieć, że się zakochałem, ale bardzo mi się podobało i z tego co wiem, piłkarzom też.
W Śląsku zrobił więc to co robi zawsze – był bardziej cwany od innych. Dostosował styl do możliwości. Zespołu i zawodników. To jest banalnie proste. Kiedy masz dobrego szefa, który uczciwie traktuje pracowników – starasz się i zasuwasz. Dla niego. Jeśli widzisz, że jest taki sobie i obstawia się średnio kompetentnymi ludźmi, koleżkami – już coś w głowie świta, że może nie warto za bardzo się przemęczać, bo i tak za jakiś czas go nie będzie. Przychodzi marazm. Orest (trener Lenczyk. Dziękuję!) potrafi chyba wprowadzić poczucie walki o wspólny cel.
Poza tym to, co go odróżnia od młodych gniewnych, to brak przywiązania do schematów. Przywrócił do życia zgorzkniałych gwiazdorów, postawił na kilku młodych. Ten facet czuje talent i wie jak go wykorzystać. A więc powtórzę to co na początku. Kiedyś byłem do niego sceptycznie nastawiony, nawet bardzo… i kłóciłem się z Pawłem Wilkowiczem i Romanem Hurkowskim… ale się przekonałem. Panowie, zwracam honor (choć nigdy go nie zabierałem)!
Tu stary wywiad z Lenczykiem
I ostatni materiał z Przeglądu Sportowego, gdzie niestety zabrakło nam miejsca, więc jest to podane w pigułce…
Osiągnięcia: Utrzymanie Cracovii (przejął zespół już po dwóch kolejkach rundy jesiennej), awans ze Śląskiem z 15. miejsca na 9. w ciągu 8 kolejek.
Procent zdobytych punktów: 45,4 (8-6-8)

5. Waldemar Fornalik (Ruch Chorzów)
Trzecie miejsce Ruchu w lidze to był szok szoków. Fornalik już w drugiej rundzie pokazał, że może grać gdy okroi mu się zespół. Odszedł Brzyski, kontuzjowany był Niedzielan, ale Fornalik grał. I to dobrze. Jest pewien fenomen tego trenera, który zawsze poprawia wynik swoich poprzedników.
Faktem jest, że jego Ruch ośmieszył się w eliminacjach Ligi Europejskiej remisując szczęśliwie z maltańskim FC La Valetta. Sam Fornalik mówi jednak sensownie: – Na tym etapie przygotowań chodziło tylko o to, żeby awansować dalej. I awansowaliśmy. Zresztą, niektórzy mówią, że w ogóle nie powinniśmy grać w Pucharach. Ale my wykorzystaliśmy słabość innych – powiedział.
Chodziło głównie o Legię. Fornalik ma więc sporo racji. Przeszedł dwie rundy, na Austrię Wiedeń był za krótki. Kadrowo.
Szkoda tylko krótkowzroczności władz Ruchu. Zamiast wykorzystać fakt, że jest dobry trener, który chce zrobić dobry zespół, postanowili rozsprzedać drużynę. Ale i bez Sobiecha Fornalik jakoś się utrzymał na przyzwoitym poziomie. Już próbuje na jego miejsce wstawić i wypromować młodego Jankowskiego. Może być to świetny zawodnik.
Walczy o utrzymanie, ale to jest walka, w której ma spore szanse. Ciekawe jak poradzi sobie bez Sadloka. Cóż, facet wyraźnie nie ma szczęścia. Nie tyle do wyników, co do pracodawców. W Polonii i w Widzewie był zwalniany gdy miał dobre wyniki. W Ruchu pada ofiarą rozbiorów. Ale nie poddaje się. I wygrywa wiele beznadziejnych batalii. Chciałbym, żeby dostał szansę w poważnym klubie – Wiśle, Legii, Lechu. Nie sądzę by tamtejsi szkoleniowcy (Maskaant, Skorża, Bakero) byli lepsi.
Tu wywiad z Fornalikiem, który robiliśmy z Marcinem Doboszem
Osiągnięcia: 3. miejsce w lidze (zespół zakończył sezon 2008/09 na 10. miejscu, zaś w momencie przejęcia go przez Fornalika był nawet 12.), gra w półfinale Pucharu Polski, awans do ćwierćfinału Pucharu Polski w obecnej edycji.
Procent zdobytych punktów: 43,3 (13-13-14)

6. Robert Warzycha (Columbus Crew)
Polski szkoleniowiec Columbus Crew drugi sezon z kolei jest na topie amerykańskiej ligi MLS. A ta staje się nie jakąś tam ligą, ale ligą, która może powoli konkurować z drugim europejskim garniturem. A więc jeszcze dwa lata temu słabsza od polskiej dziś jest już trochę z przodu.
Warzycha przejął zespół od Sigi Schmida i radzi sobie znakomicie. Gra ofensywnie, o wygraną, bo taka jest amerykańska filozofia. Walczy na równym poziomie z duetem Nowy Jork – Los Angeles, a więc tych którzy mają najwieksze ciśnienie na mistrzostwo.
Żaden z trójki zespołów tego tytułu nie zdobył, Warzycha odpadł w rzutach karnych z późniejszym triumfatorem, colorado Rapids.
Był też w finale Otwartego Pucharu Ameryki im. Lamara Hunta, ale przegrał ze swoim byłym mistrzem, Sigim Schmidem. Chciałbym, żeby spróbował sił w Polsce, może to jest waściwy wybór dla którejś z czołowych drużyn.
Tu rozmowa z Warzychą
Osiągnięcia: Zajął 5. miejsce w sezonie zasadniczym ligi MLS (w swojej konferencji drugie), grał w finale Pucharu USA, awansował do ćwierćfinałów Ligi Mistrzów Ameryki Północnej
Procent zdobytych punktów: 58,1 (22-9-12)

7. Maciej Skorża (Wisła Kraków)
Mój dwukrotny numer 1 w tym sezonie przeżywał poważny kryzys. Zszedł z obranego kursu. Ale zaraz na niego wrócił. Ma myśl. Chce dominować, chce atakować, chce niszczyć rywala. I będzie to robił, tyle że musi poskładać kawałki. Ma możliwości, głównie finansowe, potrzebuje czasu. Przykład z poszukiwaniem wysokiego napastnika pokazuje, że jest zbytnio przywiązany do schematu, który gdzieś tam sobie obmyślił w głowie. Oczywiście modyfikował go podczas sezonu (schodził z trzech napastników do jednego) ale wynikało to z wymuszonej sytuacji. Gdy rozmawiałem podczas mistrzostw z Arsenem Wengerem powiedział o Maradonie – czy nie zabraknie mu doświadczenia w kluczowej chwili? Czy będzie umiał podjąć słuszną decyzję?
No właśnie. To samo odnoszę do Skorży.
Szkoda też, że okazuje się niezbyt odważny w kontaktach z mediami. Gdy mu nie idzie, odwołuje wywiady i tak dalej. A gdy idzie, od razu staje się rozmowny. To samo było w Wiśle. A przecież jeśli trener nie ma odwagi to się przekłada na cały zespół. Trenerze, halo, halo! Uczeń Pawła Janasa powinien wyciągnąć wnioski z błędów nauczyciela i nauczyć się wytrzymywać presję. Na razie to dla niego poważny problem.
TU materiał przed spotkaniem z Wisłą, mojego autorstwa
A TU wywiad Rafała Romaniuka
Osiągnięcia: pozbieranie do kupy siebie i zupełnie nowej Legii, czego efektem było 3. miejsce jesienią (biorąc pod uwagę fatalny początek, dość dobre), awans do ćwierćfinału Pucharu Polski w obecnej edycji, na minus – utrata przewagi, jest głównym winowajcą utraty przewagi nad Lechem Poznań w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu.
Procent zdobytych punktów: 56,6 (11-1-8)

8. Franciszek Smuda (Reprezentacja Polski)
Mam mieszane uczucia. Postać to lekko żenująca (czyli w tym przypadku taka, w towarzystwie której czujecie zażenowanie, szczególnie gdy powie któryś ze swoich żartów znalezionych za stodołą), ale jednak selekcjoner. Sam byłem zwolennikiem jego zatrudnienia, choć umiarkowanym… na zasadzie, że jak się nie ma co się lubi, to czemu nie, nie jest ten Franz zły, a nawet – jest dobry. I trzymam się tego.
Powoli buduje drużynę narodową. Powoli i konsekwentnie. Krytyka jest, bo nie ma wyników na miarę oczekiwań. Jak to w przypadku selekcjonera – jest ciągła sinusoida. Słaby mecz – to koniec! Dobry mecz – to nowy początek! Nie można go oceniać na konkretnych wynikach, bo gramy tylko mecze towarzyskie. Widać, że ten zespół idzie w dobrym albo przynajmniej w jakimś kierunku, że może ogrywać europejskich średniaków, że na Starym Kontynencie gdzieś w granicach 14-20, choć bliżej „20”. Teoretycznie niewiele się zmieniło, ale widać rękę Franza.
Z drugiej strony irytuje mnie to, że zamiast szukać zawodników po prostu ich naturalizuje, co świadczy o jego słabości. Sporym minusem przez dłuższy czas był brak stabilizacji, trudność z utrzymaniem stylu drużyny.
Ale faktem jest, że w pewnym momencie zespół „załapał” – mecze z Ukrainą, Australią, USA i WKS – w nich było widać, że zespół idzie w kierunku szybkich podań z przodu, choć ma problem z tyłu. Powoli i to zostanie wyeliminowane (mam nadzieję, że nie kosztem utraty tożsamości narodowej). Na razie wstrzymuję się z ostateczną oceną Franza.
Na wysokie miejsce wpływ ma też świetna gra Zagłębia Lubin w rundzie wiosennej. Chociaż Franz zaprzeczał, wiadomo że pomagał drużynie Marka Bajora. I to z dobrym skutkiem.
Na pewno jego wizerunek jest nadszarpnięty tymi wszystkimi głupotami, które opowiada, brakiem konsekwencji, tym jego głupim kompleksem Beenhakkera. Swoją drogą nie jest to aż tak dziwne, Beenhakker to był kiedyś wybitny trener, Franz przy nim to tylko trener wiejskiego klubiku, który na dodatek doskonale o tym wie. Gdyby było inaczej, po prostu robiłby swoje.
Cóż, chcieliśmy Jakuba Szeli, to mamy Jakuba Szelę. Starajmy się szukać pozytywów, może coś znajdziemy. Na pewno znajdziemy.
Poza tym jest to idealny wybór dla naszego społeczeństwa pełnego piłkarskich ignorantów.
Zauważcie, że z reguły ignoruje go większość poważniejszej czy dużej prasy. Ludzie wychodzą z założenia, że mało kogo interesują dyrdymały wypowiadanie przez Franza. Generalnie – mówi dużo, ale nie ma to większej wartości.
I tu by należało przytoczyć samego zainteresowanego: „Bo ja nie jestem taki jak Beenhakker”. Wiemy, że nie. A szkoda. Bo chciałbym, żeby selekcjoner reprezentacji narodowej prezentował wysoki poziom. Za jakiś czas przyjedzie do nas prasa z całego świata i wszyscy Polacy zostaną wzięci za wieśniaków, bo przecież tylko taki naród mógł wybrać takiego selekcjonera. Cała nadzieja w dobrym tłumaczu.
Swoją drogą zastanawiam się – poznałem siostrę i brata Franza. Ona jest nauczycielką, on dyrektorem poważnego przedsiębiorstwa górniczego. Taki facet z dużym gabinetem, z wielkim stołem, słowem na poziomie. A że z nim rozmawiałem, to wiem że na dobrym poziomie. A Franz? Totalna odwrotność. Ale podmieniony być nie może bo wizualnie są niemal identyczni. A więc co? A więc swego rodzaju fenomen. Jeden poszedł w edukację, drugi w futbol. I doszli do czegoś. I może to jest ta siła przebicia, ten imperatyw sukcesu.
A więc, wszystkim tym którzy mówią że Franz nie powinien być selekcjonerem, odpowiadam: „Wyluzujcie chłopcy i dziewczyny, lepszego nie dostaniecie”. Sądzę, że w przyszłym roku drużyna Franza się ustabilizuje i trzeba będzie go wrzucić miejsce albo dwa wyżej.
Tu przeczytacie naszą zbiorową pracę o Franzu, została wydrukowana wkrótce po tym, jak został selekcjonerem (ja odpowiadam za część Młodość w Lubomi oraz USA
Osiągnięcia: Widoczna poprawa gry kadry narodowej w drugim półroczu
Procent zdobytych punktów: 42,3 (4-8-4)

9. Tomasz Kafarski (Lechia Gdańsk)
Patrząc na kadrę, można odnieść wrażenie, że ten facet ma możliwości takie sobie, może nie najmniejsze w lidze, ale niewielkie. A jednak, zawsze wychodzi obronną ręką. Coraz bardziej lubię patrzeć na grę Lechii. Kiedyś trochę przynudzała. Grała jakby na przetrwanie. W tym sezonie w pewnym momencie, w meczach z Górnikiem i z Legią (II połowa), czy nawet Wisłą, grała piłkę naprawdę piękną. Dlatego też podoba mi się praca Kafarskiego. Cruyff mawiał, że najpierw piękna gra a efekty będą. Jestem tego samego zdania. Kilku uznanych trenerów z „taką paką” spadłoby z ligi już wielokrotnie. Przecież Krzysiek Bąk w Polonii Warszawa był przeciętnym prawym pomocnikiem, u Kafarskiego jest świetnym środkowym obrońcą. Przecież Łukasz Surma całe życie grał na alibi, tu jest mózgiem zespołu. A więc grupa anonimów zamieniła się w gwiazdy.
Sam Kafarski chciałby na dłużej zakotwiczyć w drużynie, zostać jej Arsenem Wengerem czy Alexem Fergusonem, przez lata budować zespół, który byłby mocniejszy i mocniejszy. Myślę, że mógłby pokazać znacznie większe możliwości, gdyby stać go było na dwóch, trzech zawodników o statusie gwiazd. A może właśnie wie co robi, może to by wszystko popsuło? Bardzo przyszłościowy facet, który zna się na piłce, co stwierdzam po rozmowie z nim. Choć zawsze na jakimś marginesie…
Osiągnięcia: Gra w półfinale Pucharu Polski, Stworzenie jeden z najefektowniej grających drużyn ligi, 6. miejsce jesienią, a więc postęp w stosunku do poprzedniego sezonu (8. miejsce, choć trzeba pamiętać, że jesienią 2009 Lechia zajmowała 6. miejsce, zaś wiosną była najsłabszym zespołem Ekstraklasy – zaledwie 11 punktów. Można to interpretować jako poświęcenie rundy na budowanie nowej drużyny, lub tego nie interpretować i stwierdzić, że Kafarski źle przygotował zespół do rundy – odpowiedź poznamy w tej rundzie), awans do ćwierćfinału Pucharu Polski w obecnej edycji
Procent zdobytych punktów: 42,1 (11-10-13)

10. Dariusz Pasieka (Arka Gdynia)
Nowa jakość w polskiej piłce. Konsekwencja niemieckiego producenta samochodów w fabryce z wadliwymi polskimi podzespołami. Umówmy się, kolejny ewidentny kandydat do spadku, a tymczasem… Pasieka ma takie możliwości jakie wszyscy widzimy. A więc postanowił postawić na defensywę. Pomysł jak najbardziej trafiony. Powstrzymywał potęgi ligowe – Lecha, Jagiellonię, wygrywał z nieźle grającym Górnikiem. Gorzej idzie w grze ofensywnej. Pasieka nie umie atakować. Syndrom reprezentacji Szwajcarii Hitzfelda (mieliśmy już polskiego Mourinho, a teraz mamy polskiego Hitzfelda). Jak powiedział Niemiec swoim piłkarzom w szatni przed meczem z Hiszpanią: „Gramy dziewięcioma obrońcami i jednym napastnikiem. Napastnik ma jak najczęściej wracać”. Statystyka Arki robi wrażenie zaś jej gra przeraża. Na to COŚ nie da się patrzeć. Z perspektywy czasu ocenimy go pozytywnie. Czyż nie kochaliście czytać fantastycznych rozpraw o Wielkim Herrerze? A że nie dało się na to patrzeć, co tam, papier wszystko zniesie, a wyobraźnia działa cuda.
Osiągnięcia: Skuteczna walka o utrzymanie w poprzednim sezonie, zachowanie szans na utrzymanie w tym. Proszę brać pod uwagę kadrę Arki.
Procent zdobytych punktów: 34,5 (8-6-15)

Poczekalnia

11. Jan Urban (Legia Warszawa/długu długo nic/Polonia Bytom)
Efektowny powrót do Ekstraklasy. Wziął od Jurija Szatałowa Polonię Bytom i ten najbardziej kanciasty zespół ligi uzyskał jakieś płynne kształty. Nie porywa, ale wygrywa. Przynajmniej nieco częściej. Ranking obejmuje też okres jego zwolnienia z Legii. To było konieczne. Urban osiągnął w drużynie z łazienkowskiej sporo, ale przyszło chyba zmęczenie materiału. Nawet długi czas go broniłem, bo uważam że osiągnął tyle ile mógł – przez dwa sezony utrzymał na drugim miejscu w lidze zespół, którego szczytem możliwości było… drugie miejsce. A przecież raz był bliski tytułu. Ale umówmy się, rację miał Bela Guttman – nie pracujemy w klubie dłużej niż dwa lata. Pożegnałem więc Urbana oschle, brutalnie i niektórzy mogą powiedzieć, że prymitywnie, jak jakiś Hun dziki lub przybysz z Danii. Sam się nad tym zastanawiałem wielokrotnie…
ale Urban na pewno się nie skończył. Tyle tylko, że w Legii nie było dla niego miejsca. Cieszę się, że wrócił do słabego klubu. Tu może udowodnić klasę. Ma jeden atut – intelektualnie przewyższa większość trenerów w kraju. To jest pierwszy etap do tego by wygrywać. Niestety już go w Bytomiu nie ma. Nic dziwnego, to jest zespół zorganizowany w sposób tak katastrofalny, że żaden poważny trener nie zdecyduje się tam pracować. Jedynie straceniec, albo nowicjusz.
Osiągnięcia: Dał nadzieję Polonii Bytom…
Procent zdobytych punktów: 50 (4-1-3)

12. Adam Nawałka (Górnik Zabrze)
Górnik gra tak sobie, ale wygrywa. A więc Nawałka wraca do gry. Świetnie poradził sobie w Katowicach, jeszcze lepiej w Zabrzu. Jest skuteczny, przywrócił wielki futbol (no dobrze, w miarę duży) w stolicy polskiej piłki, a do świata żywych Tomasza Zahorskiego. Nie potrafię powiedzieć wiele o jego stylu, uważam wręcz że go nie ma. Trochę tu przypadku. Ale może się mylę, może przeszedł jakąś zaskakującą metamorfozę i idzie w jakimś kierunku. Warto poobserwować.
Osiągnięcia: awans do Ekstraklasy (mimo iż jego poprzednik Ryszard Komornicki zostawił zespół po rundzie jesiennej na 4. miejscu, bardzo dobre 7. miejsce w rundzie jesiennej, w tym czasie drugi beniaminek, w II lidze znacznie mocniejszy, a więc Widzew, zajął 12. miejsce, to w jakiś sposób pokazuje pracę wykonaną przez Nawałkę)
Procent zdobytych punktów: 57,3 (17-4-11) po awansie do Ekstraklasy: 49 procent (8-1-8)

13. Marek Bajor (Zagłębie Lubin)
W rundzie wiosennej znakomity, w rundzie jesiennej gdzieś między przeciętnym a dobrym. Najpierw stworzył fajnie funkcjonującą ofensywną maszynkę, a potem gdy wyjęto mu najważniejsze ogniwo – Iljana Micańskiego, nie miał pomysłu na zastąpienie go. Choć statystyka pokazuje, że nie grał znacznie gorzej – po prostu nie było już tej „supermotywacji” w drużynie, ale ustabilizował zespół gdzieś ta, w środku stawki. Trener powinien być oczywiście bardziej uniwersalny, co przyjdzie z wiekiem i doświadczeniem. Trudno powiedzieć coś więcej o Bajorze – czy jest farciarzem i przebojem wiosny, czy będzie z tego coś więcej. Zapowiada się dość dobrze.
Osiągnięcia: Utrzymanie w świetnym stylu Zagłębia Lubin (4. miejsce w rundzie wiosennej)
Procent zdobytych punktów: 46 (10-10-9)

14. Rafał Ulatowski (Bełchatów/Cracovia)
Gdy jakiś czas temu z nim rozmawiałem powiedział: „Chyba za bardzo zaufałem samemu sobie. Cóż, każdy trener musi mieć swoją Cracovię”.
Nadwyrężył swoją pozycję w tej rundzie, ale jestem przekonany, że to chwilowe. Z ciężkim sercem zrzucam więc go w klasyfikacji. Moja wiara w Ulatowskiego nie bierze się z powietrza, jest poparta obserwacją jego rozwoju jako trenera. Stworzył mocny zespół w Bełchatowie. Jego drużyna grała chyba najciekawszą (ok, „jedną z…”) piłkę w lidze. Wycisnął z niej tyle ile się da i ruszył na podbój Polski wierząc w swoją szczęśliwą gwiazdę. Wierząc w mechanikę i matematykę.
W Cracovii było znacznie gorzej. I trudno się dziwić, to zespół z dziurawą obroną. Myślę, że mógł popełnić błąd przy doborze środka defensywy. Rzucił się na superutalentowanego (podobno) Jarabicę, ale zapomniał o tym, że jego obrona nie ma czasu na douczanie, potrzebny jest wynik tu i teraz. I długo za to płacił. Jarabica pewnie będzie dobrym piłkarzem. Ale czy zamiast niego nie należało sprowadzić pewniaków? To byłoby mniej przyszłościowe ale bardziej praktyczne. Nie jestem przeciwnikiem dawania szansy młodym, wręcz przeciwnie. Tyle tylko, że Ulatowski zachwiał pewne proporcje. Takie mam wrażenie.
Poza tym nie można zapominać, że wciąż jest to bardzo przyszłościowy trener, który szybko się rozwija, ma wizję, ma pomysł. I jeśli nie w Cracovii to gdzie indziej – ten pomysł zrealizuje z dobrym skutkiem. Tyle tylko, że potrzebuje czasu, bo styl który preferuje wymaga dość ciężkiej pracy na schematach, pewnej powtarzalności, automatyczności. Nazywam to Arsenalem w zwolnionym tempie, bo wynika to z możliwości fizycznych piłkarzy. Powoli, powoli, szybciej i coraz szybciej. Ale możliwości są ograniczone. W przypadku Cracovii szczególnie.
Ale w końcu musi załapać. Pytanie tylko czy polscy prezesi mają odpowiednio dużo cierpliwości. Jeśli chodzi o Janusza Filipiaka, to myślę że wykazał jej sporo, nie spodziewałem się tego po nim.
TU Wywiad Rafała Romaniuka z Rafałem Ulatowskim
Osiągnięcia: 5. miejsce z Bełchatowem, na minus – nie tylko miejsce ale i styl Cracovii
Procent zdobytych punktów: 36 (7-6-12)

15. Maciej Bartoszek (GKS Bełchatów)
Buduje swoją pozycję na rynku. Gdybym więc miał przed rundą przypisać nazwiska trenerów do bohaterów seriali, byłby „Doktorem Who”, choć z postury przypomina raczej robocika z tegoż brytyjskiego serialu.
Przejął zespół po Rafale Ulatowskim i nie schrzanił go. Przez chwilę wydawało się nawet, że wręcz dolał oleju do sprawnie funkcjonującej maszyny, choć wydawało się, że ta po ingerencji nieudolnych działaczy wykolei się na zakręcie. Odszedł Pietrasiak, Tosik, Rachwał. A więc wycięgnięto mu naprawdę istotne elementy. Mógł więc albo usiąść i płakać, albo też wziąć się do roboty i wykorzystać szansę. Chyba wykorzystał. Nie bał się wprowadzić Poźniaka (choć ostatecznie się go pozbył), świetnie w zespół wkomponował się, na chwilę, Marcin Żewłakow. Gdy pogadacie z Bartoszkiem, nie uwierzycie że to trener piłkarski, choć jest bardzo miły. Jego postawę nazwałbym dość specyficzną.
Ale ten facet ma jakiś dar, który sprawia że doskonale rozumie się z piłkarzami. Albo rozumiał, bo w pewnym momencie zaczął gmerać ze składem i czar prysł. A piłkarze są jak rekiny, nawet jeśli są płotkami. Gdy poczują krew, gdy stracisz autorytet, to po tobie. Zobaczymy co dalej. No i ciekaw jestem jak radziłby sobie, gdyby musiał budować zespół od zera. Teraz drużyna przechodzi poważne przemiany, kilku zawodników odchodzi, kilku przychodzi – wiosną zagra już bardziej autorski zespół Bartoszka, co będzie dla niego dobrą wizytówką. wybaczcie moje niezdecydowanie w opisie Bartoszka, ale właśnie nie mam jeszcze wyrobionego zdania na jego temat…
Oto artykuł o Bartoszku autorstwa mojego i Jarka Kolińskiego
Osiągnięcia: 5. miejsce w Ekstraklasie jesienią, mimo wyprzedaży piłkarzy (myślałem, że będą walczyć o utrzymanie)
Procent zdobytych punktów: 51 (8-2-7)

16. Paweł Janas (Polonia Warszawa)
Praca w Polonii udowodniła, że morderca zwierząt (Rzeźnik z Pabianic), jako trener albo się skończył albo ma poważny kryzys. Gdyby się skończył, bardzo by mnie to zdziwiło, w końcu mówimy o jednym z lepszych polskich szkoleniowców ostatnich lat. Powszechna wiedza jest taka, że „Janas czyta piłkę jak nikt inny”. I ta umiejętność czytania jest wystarczająca by skasować 120 tysięcy złotych miesięcznie. Józef Wojciechowski, właściciel Polonii otwarcie go poniżał i mówił, że nie jest zadowolony z jego pracy. Piłkarze byli przeciw niemu, czego dowodem jest donosik Adriana Mierzejewskiego (w sumie nic w tym złego, jeśli twój szef jest nieudolny, to nie donoś na ochotnika, ale w razie pytań, odpowiedz szczerze prezesowi). Od kiedy Janas objął Polonię Warszawa, gorsza w lidze była tylko Cracovia i Ruch. Ciekawe czy Janas to wyczytał. Trenerem już nie jest, jego znaczenie w Polonii spało niemal do zera. Za chwilę będzie do wzięcia.
Osiągnięcia: Awans z Widzewem do Ekstraklasy, awans do ćwierćfinału Pucharu Polski
Procent zdobytych punktów: 62,3 (14-7-5), po awansie do Ekstraklasy: 39,4 procenta (3-4-4)

17. Piotr Nowak (Philadelhia Union)
Dostał zaufanie ligi MLS i na razie zawodzi, ale w USA ma pewne miejsce, zaś tamtejsze plany są długofalowe. Przyszłość dzieje się teraz – to podstawowe hasło, które powinno być stosowane również w Polsce, ale na to jesteśmy na razie za głupi. Nowak jest tu na przeczekanie, w przyszłym notowaniu powinien zaatakować dziesiątkę.
Osiągnięcia: 14. miejsce w sezonie zasadniczym MLS (wątpliwe to osiągnięcie, bo jest 16. zespołów, jednak w tym sezonie jego zadaniem było zbudowanie drużyny i dostosowanie jej do poziomu ligi)
Procent zdobytych punktów: 33,3 (8-7-16)

18. Czesław Michniewicz (Widzew Łódź)
Wszyscy kochają Czesława, wiadomo dlaczego. Powiem na podstawie własnego doświadczenia – wita się z tobą, jakbyście razem ukradli stado koni i stosuje te swoje sztuczki: „Mam tu pewną informację, tobie powiem ją pierwszemu”. Miałem nadzieję, że wróci na karuzelę i wrócił. Nie wszyscy go lubią (np. Orest Lenczyk w wywiadzie z „RZ” wypowiedział się o nim mocno lekceważąco) ale to nie ma znaczenia, liczy się skuteczność. A Czesław Michniewicz ją miał. Ja to osiągnął? Możemy spekulować, co widać zwłaszcza po opublikowaniu przez „Przegląd Sportowy” obszernych fragmentów zeznań Janusza Wójcika (POLECAM GORĄCO!).
Zobaczymy co będzie z Widzewem. Na razie wskoczył na karuzelę w niezłym stylu. Po 1,5 roku bez pracy nie zapomniał o co chodzi (jeden z piłkarzy powiedział mi, że facet w kilka dni poukładał wszystko i klub amatorski stał się w chwilę profesjonalnym). W tej przerwie trudno nie doszukiwać się poważnej insynuacji, którą w słowo zamienił dopiero obecny pracodawca Czesława, Sylwester Cacek (stwierdził, że nikt nie zatrudni umoczonego szkoleniowca), z drugiej strony nie można też wciskać Michniewiczowi, że był jakimś nieudacznikiem, który osiągnął wszystko dzięki układom. To byłoby nieuczciwe. Na naszym rynku jest to jakiejś przyzwoitej klasy zawodowiec, który ma świetny kontakt z piłkarzami, zna się na futbolu, choć jest samoukiem.
Przecież słaby kierowca F1 wpadnie na bandę nawet Red Bullem. A więc klasyfikowany za zasługi? O tak, ale czy nowy przebój Michaela Jacksona nie ma większych szans niż podobnej jakości kawałek anonimowej kapeli? W następnym notowaniu powinien być wyżej.
Osiągnięcia: Powrót do pracy! To najważniejsze, danie chwilowego kopa Widzewowi
Procent zdobytych punktów: 50 (1-0-1)

19. Robert Kasperczyk (Podbeskidzie Bielsko-Biała)
Ma spore szanse na to by wprowadzić Podbeskidzie to Ekstraklasy. Byłby to wynik historyczny. Z drugiej strony sukces drużyny Kasperczyka świadczy o słabości I ligi. Jest to zespół bez gwiazd, bez nazwisk które rzucają choć na jedno kolano… Warto zwrócić uwagę na ustawienie stosowane przez Kasperczyka. 4-1-3-2 brzmi nowocześnie ale jest tak naprawdę dowodem na to, że od czasu do czasu wracamy do starego. Dotyczy to nie tylko ubrań, ale jak widać, też futbolu. Tak grali przecież Anglicy Alfa Ramseya. Kasperczyk lubi się kształcić, jest dość otwarty, ma dość rozległe zainteresowania, choć w pierwszym (bardzo pierwszym, powiedziałbym) kontakcie nie sprawia takiego wrażenia. Ma rysę na koncie w postaci uczestnictwa (śladowego) w aferze korupcyjnej. Ja jednak wyznaję zasadę, że okazja czyni złodzieja, zaś trener Podbeskidzia był jakimś elementem gdzieś tam, gdzieś tam. Dziś liczy się to jak gra jego zespół.
To tekst, który o nim pisałem
Osiągnięcia: Uratowanie przed spadkiem Podbeskidzia (awans o zaledwie 1. miejsce przez rundę, ale 7. miejsce licząc jedynie jesień), 2. miejsce w rundzie jesiennej obecnego sezonu I ligi, awans do ćwierćfinału Pucharu Polski
Procent zdobytych punktów: 66,7 (w I lidze! i Pucharze Polski, 18-8-5)

20. Henryk Kasperczak (Wisła Kraków/Kavala)
Po wielkiej klapie w Górniku dostał raz jeszcze szansę w Wiśle. Może to jest właśnie klucz do upadku jego osobowości… Przecież ten szkoleniowiec rozmienił w 5 minut swoją legendę na drobne. I nie mówię tu o wyniku sportowym, bo to „może się zdarzyć”, chodzi mi raczej o to, że wpuścił na trening bandziorów i dał ubrać swoich zawodników w idiotyczne koszulki. Od tej pory nie jest już trenerem, wykonuje jedynie zawód trenera. A więc już wiadomo, że nie jest człowiekiem niezależnym. I może dlatego właśnie dostał szansę absolutnie niespodziewaną. A więc został trenerem Wisły, choć po tym co powiedziano, nie powinien tej szansy szukać. Mimo to początkowo wydawało się, że ten projekt ma szansę powodzenia. Był jakiś wstrząs, jakieś drgnięcie. Nie wyszło. Kasperczak chyba może powoli zacząć podsumowywać swą karierę. Niezłą karierę, z kilkoma wzlotami, wraz ze stworzeniem najlepszej w historii drużyny Wisły Kraków. Niektórzy jego piłkarze mówią, że się zestarzał, został wszechwiedzącym dziadkiem. Problemem Kasperczaka jest jego cena. Jest to więc trener zdecydowanie za drogi na polskie warunki. Po tym co stało się w Górniku nikt w Polsce nie zapłaci mu więcej niż Dariuszowi Pasiece czy Marcinowi Sasalowi. Nie jest perspektywiczny. A za granicą? Zapłaciła grecka Kavala i od tej pory… gra tak sobie. Kasperczak zaś uważany jest powszechnie za chłopca na posyłki miejscowego prezesa, marionetkę w rękach miejscowego Wojciechowskiego. I jest to przykre, bo mówimy o legendarnym piłkarzu z drużyny Górskiego. Ale to jego wybór. Sam się na to godzi.
Osiągnięcia: wicemistrzostwo Polski, awans do III rundy kwalifikacji Ligi Europejskiej, gdzie przegrał z Karabach Agdam.
Procent zdobytych punktów: 51,5 (9-7-6)

Dalej, dalej… czyli poczekalnia poczekalni
Ryszard Tarasiewicz (Śląsk Wrocław)
Najbardziej przelansowany polski trener. Podobno miał wielkie możliwości, ale przede wszystkim miał chyba swietny bajer i gadanę. Urobił wrocławskich dziennikarzy, rzucił ich na kolana, tak że nie zauważyli na czas pożaru. Zostali oślepieni boskością Króla Ryszarda. Bośkością, której nikt z zewnątrz nie dostrzegał. A może nie tylko wrocławskich, może jestem niesprawiedliwy. Bo przecież och, jaki on wspaniały, umie grać w szachy…
– Oj tam słaby sezon, na miarę możliwości, prawda panie trenerze – zapytał jeden z telewizyjnych gwiazdorów. Prawda Rysiu Misiu? Super!
W tym sezonie dysponował jedną z mocniejszych linii ofensywnych: Sobota – Kaźmierczak – Mila – Ćwielong – Diaz – Sotirović.
Defensywa też niczego sobie… Pawelec, Celeban, na bramce Kelemen, jeden z mocniejszych ligowych bramkarzy. I co? A przecież nie musiał budować tej drużyny od zera. Sukcesywnie ją wzmacniał, czynił coraz lepszą. Ale tylko na papierze. Okazało się, że jest po prostu słaby. Zresztą, cała jego kariera jest oparta na odpowiednim Public Relations, niekoniecznie na wynikach. Doskonały jako ekspert telewizyjny. Gdybym kierował jakąś stacją, na pewno dostałby posadę.

Andrzej Kretek (Widzew Łódź)
Skład miał przeciętny, wyniki do pewnego momentu niespodziewanie dobre. Nagle eksplodował Darvydas Sernas, furorę robi Marcin Robak, kilku piłkarzy okazuje się jakimiś tam odkryciami – Panka, Bróź, Grzelczak… Ciekawe co dalej z tym Kretkiem, na razie jeden z dobrze wpadających w ucho jesiennych przebojów. Za wcześniej na dalej idące wnioski. Tym bardziej, że został zwolniony i być może w ogóle przez jakiś czas nie wróci do zawodu.

Andrzej Pyrdoł (Łódzki KS)
Szybko pozbierał drużynę ŁKS, która niemal całkowicie się rozsypała. Krąży o nim taka opinia, że nie ma osobowości trenera (czyli nie potrafi ostro uderzyć w stół), a mimo to jakoś sobie radzi. Doskonale wykorzystuje młodego Jakuba Koseckiego, świetny sezon gra Marcin Mięciel. Nie zapominajmy jednak, że I liga w tym sezonie jest znacznie słabsza niż w poprzednim. Zdaję sobie sprawę z tego, że znaczny wpływ na układanie jedenastki wyjściowej mają starsi zawodnicy i Tomasz Wieszczycki, a więc nie wiadomo na ile wynik jest to zasługa Pyrdoła (świadome oddanie „władzy”) a na ile jest tylko Szymonem Słupnikiem.

Marcin Brosz (Piast Gliwice)
Kolejny człowiek Jarosława Kołakowskiego, co sprawia że zajdzie w miarę wysoko, ale nigdy nie przekroczy pewnej bariery. Dobry trener powinien polegać na sobie, być niezależny. Z przyzwoitym składem włączył się do walki o Ekstraklasy, Piast gra ładnie, ale nie porywająco (w przeciwieństwie do np. Podbeskidzia, które miało naprawdę świetne momenty).

Dariusz Wójtowicz (Sandecja Nowy Sącz)
Drugi z rzędu niemal sensacyjny sezon Sandecji, która biorąc pod uwagę kadrę, powinna walczyć o utrzymanie. Facet po szkołach… kto wie czy nie obserwujemy narodzin dobrego speca. Czekam na rozwój wypadków.

Advertisements

10 komentarzy »

  1. Omar said

    8. Franciszek Smuda

    Osiągnięcia: Widoczna poprawa gry kadry narodowej w drugim półroczu

    Powinno być: Osiągnięcia: Widoczna poprawa gry ofensywnej kadry narodowej w drugim półroczu.

    Ogólnie jako zespół gramy kupę, bo z taką obroną jak obecnie to nie jesteśmy 14-20 w Europie, tylko koło 25. miejsca na naszym kontynencie. Dobrze, że obecnie nie musimy grać w kwalifikacjach. Przy czym zaznaczam, że nie oglądałem meczu z WKS.

    Ogólnie tym notowaniem zaskoczyłeś mnie najbardziej ze wszystkich. Myślałem, że wyżej będą Smuda, Nowak, Kafarski i Urban, a niżej Zieliński, Sasal, Warzycha i Pasieka.

    • vegetable78 said

      Grupa I
      Nowak – regularnie dostaje po dupie
      Urban – zobacz ile grał
      Kafarski – zawalił wiosnę, ale i tak jest wysoko
      Smuda – skoro z nim jedziesz, to czemu miałby być wyżej?
      Grupa II
      Zeiliński – jest mistrzem Polski
      Sasal – zmienił zespół, walczy o tytuł
      Warzycha – zobacz na jego osiągnięcia, jeden z najlepszych trenerów w USA
      Pasieka – zastanawiałem się, ale oceniałem w stosunku do możliwości jakie ma

    • MZ said

      By sprecyzować – Polska w 2010 roku straciła obok San Marino najwięcej bramek w meczach międzynarodowych z Europy. To nawet niżej niż wspomniane 25. miejsce 🙂

  2. Sebek said

    że Ci się chce…

  3. Omar said

    Nie pisałem, że ja dałbym ich wyżej. Chodzi mi o to, że myślałem, że będą wyżej w Twoim rankingu. Ja po przeczytaniu całości i chwili zastanowienia dałbym Lenczyka i Fornalika przed Sasala, Bartoszka przed Ulę, a zblazowanego Janosika wyrzucił do poczekalni. 16. Kasperczyk, 19. Brosz. Wójtowicz w miejsce Kasperczaka. Początkowo chciałem jeszcze dać niżej Warzychę, ale masz rację. Facet robi wyniki w MLS, a to już coś.

    Sasal ma na koncie 6. miejsce w poprzednim sezonie i 4. jesienią. Rzeczywiście to obecnie trener numer 3. w Polsce? Jak dla mnie testem będzie dla niego wiosna. Koronę ogląda się z przyjemnością, ale obecnie jest na podium tego rankingu, moim zdaniem, na wyrost.

  4. stan said

    To naprawdę urzekające, że niemal cały fragment dotyczący Czesława Michniewicza poświęciłeś na korupcję, chociaż nie ma żadnego zarzutu, natomiast przy Jacku Zielińskim nie wspomniałeś słowem, że przyznał się do wręczenia koperty sędziemu. Zieliński po prostu pnie się w górę, konsekwentnie, to Europejczyk, a Michniewicza sukcesy są zagadkowe. Brawo. Przy trenerze Kasperczyku to udział w korupcji był jedynie „śladowy”, więc po co się na ten temat rozwodzić. W końcu „okazja czyni złodzieja”, kto by nie wziął… Ważne, że ma łeb na karku i teraz już na pewno gra uczciwie.

    Napiętnujmy więc tego, który nie ma zarzutów, nawet jeśli tekst Janusza Wójcika nie trzyma się kupy – i ty dobrze o tym wiesz. Upewnił się, że Michniewicz nie wystawi najsilniejszego składu? Michniewicz potwierdzi, że niektórzy nie zagrają? Wiadomo, że nie zagrają – byli zagrożeni kartkami przed finałem Pucharu Polski, a jeden złamał rękę. Fajnie, gdybyś napisał, jaki skład powinien w tym meczu zagrać – jaki ty byś wystawił.

    Aha, no i najważniejsze, że nasz narodowy walczy zawsze na maksa i zabiera takich piłkarzy na mecz, jakich może najlepszych. Na przykład ledwie 15 zawodników na spotkanie ostatniej kolejki, decydujące o awansie do pucharów. Ten to ma luz – potrafi oglądać tak ważne spotkanie dowcipkując z kibicami.

    Skorża oczywiście miał fantastyczny rok. 9 zwycięstw, 1 remis, 8 porażek w lidze, prowadząc Wisłę i Legię, ścisła czołówka. A Rafał Ulatowski „stworzył” (jak piszesz) świetny zespół w Bełchatowie, bo oczywiście przed Ulatowskim Bełchatów grał tragicznie, tylko dziwnym trafem notował lepsze wyniki. No tak, ale Ulatowski „ma wizję”. Buduje Arsenal. Wyniki przyjdą później.

    • mw said

      Masz uczulenie. Napisałem w ten sposób o Michniewiczu, bo przez 1,5 roku nie mógł znaleźć pracy, gdyż ciążyły na nim oskarżenia. A przecież nie jest złym trenerem, do tego jest sympatycznym otwartym człowiekiem, więc powinien bez problemu znaleźć zatrudnienie. I tak jest właśnie napisane.
      Nasz wspólny kolega MK napisałby w tej sytuacji: „Wyłącz przycisk z napisem ACHTUNG”.
      Pewnie, że pojawiały się oskarżenia w innych przypadkach, ale nigdy nie miały takiego przełożenia na sytuację trenera. A propos oskarżenia wobec Smudy – prokurator wyraził się jasno, to nie jest kwestia wiary, nawet jeśli doszło do tego co sugerujesz. Mi również chce się śmiać czasem z tego, że oni wszyscy wiedzieli, tylko trener nie wiedział. Lekko żenujące, ale tak jak pisałem – mnie prawie w ogóle nie interesuje wątek korupcyjny, po prostu w przypadku Michniewicza ma on większe znaczenie niż w innych przypadkach.
      Przeanalizuj więc wszystko i rozszerz horyzonty. Pzdr.

      • stan said

        Jak nie widzisz pewnego braku konsekwencji miedzy tym, co napisales (czego nie napisales) o Zielinskim, a tym, co napisales o Michniewiczu, to bardzo mi przykro.

        Co do prokuratora – moze warto, zeby wasi genialni szpiedzy z Wroclawia jednak sprawdzili, czy opinia publiczna nie zostala wprowadzona w blad i czy pod koniecn 2010 roku pewien bardzo wazny pan nie zostal wezwany do prokuratury. Chociaz oczywiscie w samym skladaniu wyjasnien nie ma niczego zlego.

      • mw said

        może jak to przeczytają to sprawdzą, będzie się działo 🙂 nie wierzę, że Smuda był jednym jedynym oszukiwanym baranem, ale generalnie wątek korupcyjny mało mnie interesuje. Wychodzę z założenia, że ukarać należy tych, którzy tworzyli system, a nie tych, którzy w nim żyli. Tak jak nie jestem za tym by karać wszystkich członków PZPR, choć wszyscy mają brudne łapy.
        Z Czesławem Michniewiczem problem jest o tyle poważny, że jest on powiązany z Fryzjerem, co oczywiście nie oznacza, że ma zostać skazany na śmierć, tym bardziej, że nikt na niego nic nie ma, jak zaznaczyłeś. Poza liczbą połączeń.
        Jeśli zaś chodzi o Zielińskiego, to czas pokaże czy masz rację, nie będę się spierał. Po utracie posady z góry zaznaczył, że do grudnia nie będzie pracował, więc nie jestem specjalnie zdziwiony biegiem wydarzeń. Sylwester minął, wakacje się skończyły, sam jestem ciekaw… faktycznie mogłem napisać w notce o nim, że ma taki niechlubny epizod, ale po prostu o tym nie pomyślałem, może dopiszę, pzdr.

  5. przemyslaw-zych.blogspot.com said

    No tak. Trochę żenujące jest to całe udawanie. Wybielanie się po latach. Tu chyba skład był podstawowy…

    „50. Amica Wronki – Lech Poznań 1:1 (12 kwietnia 2005 roku).
    Był to mecz rewanżowy Pucharu Polski. Pierwsze spotkanie Kolejorz wygrał 2:1. Przed meczem Ryszard F. rozmawiał z sędzią Jarosławem Ż. Powiedział, że zależy mu na korzystnym wyniku dla Lecha by uratować posadę trenera Czesław Michniewicza. Obiecywał 15-20 tys. łapówki. Arbiter podczas przesłuchania nie pamiętał, którą kwotę mu obiecano, a później wręczono. Pieniądze Ryszard F. przekazał dwa tygodnie po meczu.”

    Patrzę na to i aż nie mogę uwierzyć – ten Fryzjer to naprawdę musiał być miły, życzliwy facet.

    (za http://www.pilkarskamafia.blogspot.com/2010/08/jak-lech-poznan-i-piotr-r-mecze.html; ustalenia prokuratury, które zweryfikuje sąd)

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: