Krok w tył

Zamiast pójść do przodu cofnęliśmy się. Może tylko na kilka chwil, a może nawet na jedną. Tak jak zapowiadałem w „PS” drukowanym, nie mam zamiaru podniecać się wynikiem, bez względu na to czy wygramy czy przegramy, interesuje mnie konkretny kierunek. Przez kilka dni przeczytałem kilka skrajnie odmiennych ocen. Moja jest taka, że jeśli pokażemy się podczas EURO 2012 z taką formą jak w meczu z Norwegią, doszczętnie się skompromitujemy.
Wolę bowiem oglądać remisy ze Stanami Zjednoczonymi i porażki z Australią niż wygrane z Norwegią. Tamte mecze pokazały nam bowiem, że idziemy w dobrym kierunku, ostatni mecz dokładnie odwrotnie. Taki mecz kompletnie nic nie daje. Może przynieść nawet odwrotny skutek psychologiczny – uspokoi piłkarzy, da im złudne poczucie że jest dobrze, podczas gdy z zewnątrz wyglądało to fatalnie.
W meczu z Norwegami nie widziałem tego, co było w poprzednich spotkaniach, gdzie staraliśmy się zdominować rywala, wymieniać podania seriami, oddawać strzały.
W meczu z Norwegią były dwa strzały i jedna bramka. Była kopanina i był przypadek.
Pewien znany piłkarski teoretyk mówi: – Panowie, w pierwszej połowie Norwegom nic się nie chciało, zaś w drugiej wysilili się, żeby nie było wstydu i nie potrafiliśmy nic z tym zrobić.
Wyciąganie jakichkolwiek wniosków z tego spotkania nie ma sensu. Tak jak i samo spotkanie sensu nie miało.
Zagraliśmy więc w Portugalii: bez publiczności, bez emocji, bez zaangażowania, bez jaj a więc bez sensu. Czy Niemcy grali z Włochami w Portugalii? A Dania z Anglią? A Francja z Brazylią? Nie. Grali na swoich wspaniałych stadionach – w Dortmundzie, w Kopenhadze, w Paryżu. W Portugalii zagrała jedynie Portugalia z Argentyną.
Wszyscy się szanują, my nie, my jesteśmy chłopcami na posyłki, zaś na zachodzie nasi najlepiej radzą sobie w zawodzie pomocników budowlańca. Nie ma w tym przypadku.
Wróćmy jednak do piłki. Franz Smuda mówi, że jest ok, wyciąga pozytywne wnioski, bo nie może zrobić inaczej. Może to i dobrze. Nie mam zamiaru słuchać tego, że Franz jest dobry, ale piłkarze są źli, że zastał spaloną ziemię, bo nie ma to nic wspólnego z prawdą. To bzdury, Michał Listkiewicz ma absolutną rację mówiąc: „Franz, widziały gały co brały”. Franz o tym wie i Listkiewiczowi nic nie odpowiada. Zresztą nie musi, bo robią to inni. Franz ma nawet swojego własnego dziennikarza ochotnika, który nie wzywany do tablicy mówi i pisze za niego, a nawet donosi na innych pismaków: „Widział pan co ten napisał? To gówniarz, jak on śmiał”
A więc Franz może spokojnie skoncentrować się na pracy. I analizować. I mam nadzieję, że jest realistą, który potrafi stwierdzić, że o ile dotychczas wszystko szło w jakimś przyzwoitym kierunku, to się zacięło.
Nie było więc w ostatnim meczu kontynuacji jakiejś konkretnej myśli. Idea, którą starał się forsować Smuda była taka – z przodu 6 zawodników ma wymieniać się podaniami i szukać szansy, z tyłu mają być klocki, na środki, zaś na bokach mają być obrońcy-skrzydłowi.
Tak to wyglądało. W znacznym skrócie i uproszczeniu, ale przecież taka właśnie jest piłka. Nie spodziewajmy się po drużynie prowadzonej przez Smudę jakiejś wielkiej myśli szkoleniowej. Jest to prosty facet i jego myśl będzie prosta. I może przez to skuteczna. Kto wie, oby tak było.
Przejdźmy do tego co już mamy:
Atak – Robert Lewandowski jest w tej chwili numerem 1. Nie dlatego, że strzelił bramkę, raczej dlatego że Irek Jeleń jest bez formy, a jest jedynym zawodnikiem który może mu zagrozić. Następnym w kolejce wydaje się Artur Sobiech, sądzę że będzie w składzie na mistrzostwa, ale nie sądzę by do tego czasu mógł zagrozić pozycji Lewandowskiego. Piłkarz Borussii Dortmund to dobry wybór – piłkarz aspirujący do gry w pierwszym składzie czołowej europejskiej drużyny, powiedzmy drugiej dziesiątki Starego Kontynentu.
Na tyle nas stać.
Pomoc – Błaszczykowski, Matuszczyk, Murawski, Mierzejewski, Obraniak – przyzwoity zestaw, do tego kilku aspirujących do gry, albo takich, którzy aspirować będą. Jest Peszko, ale jest też kilku potencjalnych kandydatów, którzy za pół roku mogą (choć nie muszą) być bardzo mocni, nawet jeśli teraz nie bierze się ich aż tak poważnie pod uwagę: Krychowiak, Janota, Małkowski, Kupisz, Wilk, Pawłowski. Mamy tu formację solidną, przyzwoitą. Taką, z którą możemy walczyć z europejskimi średniakami, z Bułgarią, Rumunią, Ukrainą (ale z tą nie zagramy), Turcją, Belgią, Irlandią, Słowenią i tak dalej. Jest to linia pomocy nie znacznie lepsza i nie znacznie gorsza niż te, które posiadają wymienione drużyny i drużyny „w tym stylu” czyli na tak zwanym średnio-słabym europejskim poziomie.
Obrona – nic się nie zmieniło. Jest Piszczek, czekamy na Boenischa. Jeśli Boenisch będzie kontuzjowany podczas EURO 2012, Smuda nie ma pojęcia jak go zastąpić. Ze środkiem obrony jest słabo. W meczu z Norwegią nie było tego widać, bo rywale po prostu postanowili nam nie zagrażać. Ale gdy dojdzie do poważniejszej próby, Kamil Glik jej nie wytrzyma. Arek Głowacki może tak, może jest to zawodnik. Ale tylko może, nie na pewno.
Wystarczająco mocny na mecz z Cyprem, ale czy też na mecz z europejskim średniakiem? Być może.
Możliwości są. Smuda nie wszystkie widzi bo w akcie desperacji chce powołać przeciętnego zawodnika z Francji, który ma z Polską tyle niewiele wspólnego i wygląda mi to na jakąś dziwaczną promocję. Wmawia się nam, że średniej jakości piłkarz, któremu wyszło kilka meczów w sezonie jest tym, który może zbawić polską piłkę. Nie podejrzewam o nic złego Smudy, sądzę że ktoś coś mu wmawia. A że rozmawiałem z ludźmi, którzy ligę francuską oglądają bardzo regularnie, to potwierdzają moje przypuszczenia.
Jeszcze większym aktem desperacji jest robienie Polaka z Arboledy, który pewnie marzyłby o grze w lidze włoskiej. My zaś mamy polskiego piłkarza z krwi i kości, który gra w lidze włoskiej i to gra przyzwoicie.
Ale może się mylę, może Smuda, ten nasz Nikifor, widzi więcej niż sądzę, tyle że tego nie mówi. Może właśnie siedzi po nocach i rozmyśla jak załatać dziurę w obronie i przychodzą mu takie niedorzeczne myśli jak ta z Perquisem czy Arboledą.
Jeśli chodzi o bramkarza mamy możliwości, teoretycznie, na wysokim poziomie. Wszyscy się zachwycają Wojtkiem Szczęsnym, choć od jakiegoś czasu nic fantastycznego nie pokazał. Owszem, były znakomite interwencje, głównie z czasów gdy był wypożyczony do Brentford, ale w Arsenalu i kadrze nie pokazał nic takiego, byśmy mieli prawo stawiać go choćby rząd niżej od Artura Boruca. Pozycja Boruca jest niepodważalna, ale Smuda ma swoje argumenty. Powołując go, zniszczył by swój i tak już nadwyrężony nieodpowiedzialnymi i nieprzemyślanymi komentarzami autorytet.
Szczęsny swoich błędów jeszcze nie popełnił. Ostatnio rozmawiałem z Jankiem Tomaszewskim i nasz najwybitniejszy bramkarz powiedział, żeby poczekać, aż Wojtek się ośmieszy. „Zobaczymy czy się podniesie, jak z tego wyjdzie”. To jest jakaś myśl.
Tak czy inaczej na bramce mamy możliwości. Na kogo Smuda by się nie zdecydował, nie powinien popełnić błędu.
Co więc mamy? Przeciętną europejską drużynę, której nie stać na nawiązanie walki z mocnymi zespołami, ale jest wystarczająco mocna by podjąć walkę i wygrać z podobnymi sobie średniakami.
Patrząc na postępy zespołu wyjście z grupy będzie ogromnym sukcesem, choć przy odpowiednim losowaniu będzie sprawą realną. Każdy wynik wyżej należy traktować na pograniczu cudu.
Od czasu ostatniego EURO 2008 nie zrobiliśmy jakiegoś wyraźnego postępu, można liczyć na wspomniane dobre losowanie i pomoc tzw. ścian. To by było na tyle.
Dziś trudno wyrokować, przecież w pół roku wszystko może się zmienić. Zobaczcie na Niemców. Mówiło się, że nie są w stanie nawiązać walki podczas Mistrzostw Swiata w 2006, zaś po porażce z Włochami w sparingu na kilka miesięcy przed turniejem spekulowano czy jest to jedna z najsłabszych reprezentacji w historii. A przecież Klinsmann i Loew po prostu realizowali strategię: – Gramy swoje i wyciągamy wnioski.
Efekt znacznie przerósł oczekiwania. Nie było istotne jedynie trzecie miejsce odtrąbione jako wielki sukces, ale też fantastyczny styl drużyny.
Oczywiście nie ma sensu porównywać się z Niemcami, chodzi tylko o zjawisko. Niemcy też nabrali się na wynik. A podstawowa zasada powinna być właśnie taka: nie patrzcie na wynik, patrzcie na postęp. Czy z tej puenty cokolwiek wynika? Zapraszam do ponownego przeczytania tego wpisu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: