Polonia tańczy i śpiewa

Żona zapytała mnie: „Jeśli on po kilku tygodniach zwolnił tego faceta, to kto będzie chciał w tym klubie pracować?”.
Odpowiedziałem zgodnie z własnym przekonaniem: „Każdy, kto nie ma pracy”.
Mówi się, że trener przychodząc wie, że zostanie zwolniony. W Polonii wie, że zostanie zwolniony wkrótce.
Wie, ale liczy na szybką kasę. I ma rację. Kilkadziesiąt tysięcy złotych nie zaszkodziło jeszcze nikomu, po prostu trzeba się trochę poniżyć, ale udawać że się nie słyszy.
Oczywiście, że zespół Theo Bosa grał tak sobie, a w meczu derbowym bardzo słabo. Nikt tego nie neguje. Z Zagłębiem też. Zresztą są też opinie, że była to najgorsza Polonia od lat. Bardziej więc niż o obronę holenderskiego trenera chodzi mi o tendencję, która niszczy Polonię. Właściciel poszukuje trenera, rozmawia z nim, popiera jego wizję i daje mu czas do jej realizowania – tak to powinno wyglądać. Jeśli ta wizja właścicielowi nie odpowiada, to po prostu trenera nie zatrudnia.
Bos nie był przypadkowym frajerem znikąd, tylko przyzwoitym trenerem, który wie, że zespół buduje się powoli, cele realizuje się jeden po drugim.
Wojciechowski chce wyników już teraz, ale prawda jest taka, że nie ma w klubie zawodników na już teraz. Kupił piłkarzy, którzy mogliby powalczyć o pierwszą trójkę, ale nie takich, którzy gwarantują pierwszą trójkę, bo skład mają mocniejszy od każdego.
Nie przypadkowo dziś trenerzy podkreślają słowo: „Drużyna”. Jest to coś więcej niż zlepek zawodników. Na to się pracuje miesiącami.
Stąd wyniki najlepszych na świecie.
Drużyny które stały się współczesnymi symbolami, były budowane powoli – obecna Barcelona, Manchester United z lat 90-tych, to zespoły, które dojrzewały. Podobnie najlepszy drużyny mundialu – Hiszpania, która wyrosła na Barcelonie, czy Niemcy, którzy są niemal już dojrzałym owocem wieloletniego podlewania, konsekwentnego, tym samym płynem, sporządzonym według tej samej słusznej i wypracowanej receptury.
Do tego potrzebna jest dobra atmosfera, poczucie bezpieczeństwa, wspólny cel. W Polonii nie ma wspólnego celu, choć każdy ma swój własny – zarobić jak najwięcej i zrywać się.
Nie zdziwiłbym się więc, gdyby zawodnicy spuścili zespół do II ligi. Już swoje zarobili, a pewnie wielu z nich ma w kontraktach zapis, że przy spadku może odejść.
Można wydoić bogacza, ale człowiek też ma jakieś tam ambicje, nawet ten bardzo pazerny. I każdy potrzebuje choć trochę spokoju.
Jestem pewien, że Wojciechowski takie kontrakty podpisywał, bo w sumie każdy w biznesie piłkarskim wie, że można naciągnąć go na cokolwiek. „Panie podpisz pan, przecież Polonia i tak nie spadnie, a jest to standardowy zapis w kontrakcie”.
Jestem mocno zniesmaczony Polonią Warszawa. Już jako dziennikarz „Faktu” chodziłem regularnie na mecze tego klubu i naprawdę lubiłem tam przebywać. Polonia ma specyficzny klimat. Zauważyłem, że młodych przyciąga pewnym elitaryzmem, a więc jakąś odwrotnością Legii – zawsze w opozycji, zawsze w roli tego dobrego, który nie ma znajomości władzy, w roli tego, który dostał kopa, ale się podnosi bo na to zasługuje. Doping na Polonii był zawsze inny, bardziej pomysłowy, inteligentny (np. tekturowi kibice, którzy byli pomysłem fenomenalnym wydawali mi się znacznie ciekawsi niż „Jeszcze Jeden” w wykonaniu „bardzo inteligentnego studenta”), na forach kibicowskich można było poczytać o czymś więcej niż o jakiś bździnach zakończonych tradycyjnym wsiowym „pozdro dla kumatych”, które czytam na innych forach (choć na Polonii też w pewnym momencie tego czegoś narosło a jest to dla mnie jakiś probierz wsiowości – im więcej „pozdro dla kumatych” tym więcej niedojrzałej młodzieży w dresach). Kibic Polonii był tym odrzuconym jakby na własne życzenie, tym, który nie lubi stać w tłumie, czuje się indywidualistą. Oczywiście stał w swoim tłumie, ale stał obok kogoś takiego, obok kogo nie wstyd stać.
Generalnie zawsze miałem wrażenie, że średnia umysłowa kibica Polonii jest wyższa niż w innych klubach, gdyż tego wymaga sytuacja. Dziś zastanawiam się, czy nie wynikało to z mojej naiwności i myślenia życzeniowego. Może tak, może gdzieś sobie ten obraz wyidealizowałem, bo chciałem żeby tak było. Czy jest przypadkiem ta wystająca zza pługa fasada, która kompletnie nie przystaje do ambicji kibiców, czy nie jest ona tak naprawdę odzwierciedleniem prawdziwym.
I postać właściciela nie jest tu niczym nowym.
Czy przypadkiem jest fakt, że symbolem Polonii jest Jerzy Piekarzewski, przez lata wspomagany wspomagany przez pana Marka Ruszkiewicza – jak to bardzo trafnie określił jeden z trenerów: ludzi o mentalności bazarowej?
Tych personalnych przypadków było wiele, człowiek mógł się pogubić. Nie przypadkiem od czasu do czasu do klubu wraca Jerzy Engel, znany z tego, że dobrze wie, z której wieje wiatr.
A wiatr na Polonii, choć wieje w różną stronę, to zazwyczaj jest dość zimny, nie dający nadziei.
W tym czasie hymnem Polonii ktoś już ogłosił piosenkę Michała Wiśniewskiego, a więc symbolu Polski nawet nie B czy C, ale Polski zabitej dechami.
Na trybunach zamiast ludzi wykształconych pojawiało się coraz więcej dresiarzy aż w końcu nastał cesarz w wężowych butach i białych rękawiczkach. Rozpoczął niewinnie – od zapraszania na mecze ludzi z Samoobrony. Nie było to jednak wystarczającą wiochą dla kibiców – pan budowlaniec z okolicy Załubic Starych dawał kasę, więc można było przymknąć na to oko, podobnie jak na jego znalezione za stodołą wypowiedzi w prasie, choć to akurat kwestia indywidualnego odbioru. Mój jest właśnie taki.
Potem bywało różnie, decyzje podejmowane w mgnieniu oka, często nieprzemyślane, to jest jakaś polska norma.
Ale czy normą jest to, że prezes wzywa na dywanik trenera i jego ludzi po czym wyzywa go od najgorszych (padły ponoć również słowa mocno niecenzuralne, w czym celowali wazeliniarze Wojciechowskiego). Czy normą jest dzwonienie w przerwie meczu i żądanie wprowadzenia nowych zawodników na boisko?
Czy jest normą, że przy wszystkich szmaci kilku wybranych zawodników obcej narodowości?
Może właśnie tak, w końcu mówi się, że gdy wyjeżdżasz za granicę do pracy najgorzej trafić na szefa Polaka, który jedną rękę wyciągnie, a drugą cię zdzieli (a gdy będziesz się otrząsał, ręka wyciągnięta weźmie co trzeba).
Polonia mimo wydanych milionów nie będzie wielkim klubem, zawsze pozostanie niespełnionym marzeniem niepoprawnych fatalistów, których jest zresztą coraz mniej.
Forsa nie zastąpi pasji i znajomości tematu – fachowości. Czasem mam wrażenie, że specjaliści Wojciechowskiego od piłki, wcześniej zajmowali się papierkową robotą czyli trzepali worki po cemencie. I przypuszczam, że nie jest to wrażenie bezpodstawne.
Znany jest kawał o człowieku, którego zamknięto w przeźroczystym szklanym pudełku o wymiarach 2x2x2 i dano dwie metalowe kulki. Człowiek ten jedną zepsuł, drugą zgubił. Kawał ten opowiadano o Ruskim, o Jasiu albo o koledze klasowym obwiesiu.
W realiach piłkarskich kawał można by opowiedzieć o Józiu z budowy, który wszedł na salony w swoich butach z wężowej skóry.
Kolega z Holandii zadzwonił i zapytał: „Jak to, przecież to było dopiero 5 meczów…”. Nie wiedziałem co powiedzieć…
Że nie było efektów? Po raz kolejny na blogu odsyłam do życiorysu Fergusona. W Polonii jeden trener chce grać długa piłką, drugi posiadać, trzeci ma to w dupie, a czwarty woli się bronić. Bez ciągłości tych efektów nie będzie.
Po chwili namysłu musiałem więc tłumaczyć, że mamy do czynienia z rozkapryszonym bogaczem, który nie dorósł mentalnie do tego, żeby zarządzać klubem piłkarskim.
Wiedzą o tym jego cyniczni podpowiadacze, dlatego wykorzystują każdą okazję, by kogoś podpieprzyć i wskoczyć wyżej w hierarchii. Tu szepnąć słówko, tam dwa. Kto szepnie trzy słówka, jest wybrańcem, pięć to już krąg najbardziej wtajemniczonych.
Rozgrywki personalne więc trwają, a Polonia nie ma drużyny, nie ma poważnych struktur, nie rozwija sekcji młodzieżowych, nie ma nadziei.
„Dom Polonii” zbudowany przez Wojciechowskiego jest wadliwy pomimo tego, że kupuje się do niego solidne choć mocno przepłacone materiały. To dlatego, że są one źle ustawiane, ktoś źle miesza cement, ktoś zamiast wapna używa piachu (szczerze mówiąc kompletnie się na tym nie znam, tak jak Wojciechowski na piłce, więc jeśli uznacie, że moje porównania są idiotyczne, nie będę protestował).
Wojciechowski chyba pokazał ludziom na zachodzie obraz Polski prawdziwej – Polski zabitej dechami, gdzie nie jesteś pewny jutra. Może tak właśnie jest. Czy w pracy u wielu z was nie jest wyżej ten który przytakuje niż ten, który ma własne zdanie? Nie jest wyżej ten którzy drze gębę zawsze w interesie przełożonego? Nie jest wyżej ten o mentalności Macierewicza, którego jedyną wartością jest bezgraniczne zgadzanie się z szefem?). Tak chyba jest w naszym kraju. Jest, było i będzie.
Ludzie często mówią: „To są kulki Wojciechowskiego, więc może sobie robić z nimi co tylko chce, nawet jedną zepsuć a drugą zgubić”.
Ok, ale dlaczego właśnie w Polonii – Czy nie mógłby robić tego tak jak w dawnych czasach – w Rządzy Załubice?

Advertisements

3 komentarzy »

  1. MZ said

    Świetne.

  2. Mario said

    Po meczu z Widzewem myślę, że kopacze Polonii chcą spuścić zespół z ekstraklasy, potem rozwiązać umowy i odejść, zarobieni już są.

  3. Kuba said

    Panie Marku,

    smutne to, ale dawno już nikt tak celnie nie trafił. Mógłbym podpisać się praktycznie pod każdym zdaniem. Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję – do zobaczenia w lepszych czasach, już bez gołego cesarza JW.

    Pozdrawiam,
    Kibic Polonii.

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: