Spór cywilizacyjny

Właściwie nie powinienem już żyć. Wczoraj usłyszałem od jednego z dziennikarzy, że do bandytów powinno się strzelać ostrą amunicją. Dziś czytałem tego typu komentarze w internecie. Oto mój coming out. W rozumieniu wielu osób jestem bowiem stadionowym bandytą. Przyznaję się – w 1995 roku, jako siedemnastolatek, wybiegłem na płytę stadionu warszawskiej Legii po wygranym finale Pucharu Polski z GKS Katowice. Wszyscy biegli, to i ja. Wspaniałe przeżycie. A że dostałem armatką wodną? Cóż, dodatkowe emocje. Ktoś niewinny został pobity. Cóż, policja…
Ja nie poszedłem w tę stronę, może dlatego, że nie zniósłbym dyktatu jakiegoś przygłupiego dresiarza, ale gdyby spełniono postulaty oszołomów, mógłbym nie mieć takiego wyboru (zakładając, że stosowano by wówczas broń gładkolufową).
Wczoraj doszło do rozłamu w salonie (zapożyczyłem to z Ziemkiewicza – choć ostatni jego występ w URz wyraźnie nieudany). TVN stało się ofiarą własnej wojny z kibicami. Wajchowy dostał w głowę wajchą. Bogdan Rymanowski zakończył swój program z politykami (z Niesiołowskim i Hofmanen) konkluzją sprowadzającą się do tego, że wielu normalnych kibiców nie będzie mogło wejść na mecz. A więc istnieją porządni kibice! Czyżby? Od kiedy to przestajemy stosować zasadę odpowiedzialności zbiorowej? Czyżby od momentu gdy godzi ona w nasz własny interes?
To jest właśnie największy problem – odpowiedzialność zbiorowa. Stosowanie jej jest zawsze wyrazem bezsilności rządzących. Bandyta miał czarną czapkę, ale nie możemy go znaleźć, więc zakażmy noszenia czarnych czapek. Biały kot w plamy pogryzł dziecko w Toruniu i uciekł. Zaleca się oddanie na obserwację na okres miesiąca wszystkich białych kotów w plamy.
Dlaczego w ogóle zajmujemy się dziś tym problemem? Czy on naprawdę istnieje czy też jak sugerują kibice jest tylko tematem zastępczym? O co chodzi w wojnie kibicowsko-medialnej? Skąd bierze się eskalacja konfliktu?
Problem jest, jak najbardziej. Jest to nasza mała wojna cywilizacyjna. Najlepiej ujął to chyba socjolog Rafał Chweroduk w tekście w „Uważam Rze”, gdy odpowiadał na pytanie dotyczące konfliktu kibiców ze środowiskiem „GW”: – Kibice są z natury antyelitarni, a „Gazeta Wyborcza” opowiada się raczej za drogimi biletami i bogatą publicznością zajadającą popcorn. Dlatego piętnuję wszystko inne i zagrzewa do walki, przedstawiając stadionową wizję horroru i zbrodni.
I to chyba istotna rzeczy. Rafał Stec, dziennikarski guru czytelników „GW” w swojej książce-manifeście napisał, że „trybuny powinny zapełnić się kibicami w białych kołnierzykach”.
Mimo szacunku, jakim darzę autora „GW”, czytając to zastanawiałem się, czy ja mam prawo pójść na stadion? Czy jestem wystarczająco wysoko w strukturach koncernu? Czy nie będzie przeszkodą, że ubieram się czasem jak robotnik wracający z nocnej zmiany w amerykańskim Columbus?
Podstawą do takiego myślenia (promowanego przez tzw. mainstream) są wzorce angielskie, gdzie na każdy stadion w Londynie przychodzi po kilkadziesiąt tysięcy ludzi na każdy stadion. Kupują popcorn, biją brawo.
Różnica jest ogromna, bo po pierwsze Anglia to tradycja piłkarska, w po drugie Premier League jest gigantyczną maszyną medialną, która wspomagana największymi gwiazdami futbolu przyciąga tłumy na stadiony. W Anglii Jimmy spod budki z piwem wie więcej o piłce, niż znaczna większość polskich dziennikarzy zajmujących się futbolem profesjonalnie. Tu daję dwuletnią gwarancję.
Stadion Legii nie jest zapełniony i zazwyczaj nie będzie, choćby ze względu na poziom, brak gwiazd. A gdyby wyjąć z tego ludzi, którzy na co dzień nie chodzą w białych kołnierzykach i nie wracają na weekend do domu, sądzę, że liczba widzów nie przekroczyłaby tysiąca. Ale to czysta spekulacja, nie mam konkretnych danych sporządzonych przez profesjonalny instytut.
Jestem jednak zdania, że należy wypracować kompromis. Obie racje stosowane oddzielnie prowadzą do zguby.
Znaleźliśmy się w momencie, który wiele krajów już przechodziło – mamy spór o istotę kibicowania. Jest model wielkomiejski elitarny i ten nasz tradycyjny, z którym mainstream chce zerwać. Nie krytykuję tego. Pytanie gdzie jest złoty środek. Zabawne, że Anglicy, którzy są wzorem do naśladowania byli tak zauroczeni klasycznym dopingiem na Lechu, że zrobili OFICJALNE koszulki klubowe zachwalające poznańskie trybuny. Co za cios jedną z racji.
Tak czy inaczej, mamy tu klasyczny konflikt interesów, który podjudzany przez media prowadzi do wytworzenia się trwałego konfliktu, a jak jest konflikt, to muszą być też akcje „terrorystyczne”. Zmierzam więc do tego, że eskalacja przemocy nastąpiła w znacznym stopniu z powodu wpływu mediów. Chyba zbyt dużo osób przypadkowych chciałoby zabierać głos na ważne tematy i tym samym zaistnieć. A że trickami próbują zastąpić kompetencje, to dochodzi do wynaturzenia dyskusji. Jednym zdaniem – wytworzyło się za dużo Wildsteinów, Żakowskich i Niesiołowskich, którzy starają się wyprzeć Zarembów, Smolarów i Gowinów.
To oznaka słabości, ale takie sytuacje jak wczorajsza pewnie doprowadzą do zmiany tendencji. Mam nadzieję.
A to dlatego, że dziś chłopcy i dziewczyny z firmy ITI zrozumieją, że nie chodzi tylko o prymitywne ataki (szok! skandal! nie chcemy takich jak wy!) na tzw. kiboli, że jest tu jakaś głębsza dyskusja, że nie chodzi o strzelanie do zwierząt, ale o szukanie źródła i możliwości zwalczania go. Torquemada zorientował się, że się zagalopował i dziś przybierze pozę Sokratesa. I dobrze, niech tak się stanie, skoro poprawi mu to samopoczucie i doprowadzi do zamiany standardów zachowań stadionowych.
I gdyby wziąć pod uwagę tylko ten aspekt – dobrze się stało, że Tusk zamknął stadiony. Wielki rozjemca wymierzył cios w obie strony. Straty spowodują, że zastanowimy się do czego tak naprawdę dążymy, jaki jest cel, jak można wprowadzić kulturę na stadionach.
Bo należy się zastanowić – co chcemy osiągnąć? Czy chodzi o to, żeby wytrzebić ze stadionu burdy i chamstwo czy kibiców i w ogóle ludzi myślących w inny sposób niż my?
Tu warto przedstawić kilka możliwych rozwiązań i jednocześnie zastanowić się nad możliwością ich wprowadzenia. Większość z nich pochodzi z Anglii, gdyż na angielskim kodeksie wzorowała się większość krajów, są to tak zwane modelowe rozwiązania. Zasięgnąłem języka również w innych krajach – Holandii, USA, Hiszpanii.
Adam Dawidziuk, mój kolega z redakcji, sugeruje że należy karać kibiców surowo (np. 50 tysięcy złotych za wtargnięcie na boisko). Sądzę, że jest to słuszny kierunek ale i gruba przesada. Kara musi być adekwatna do czynu, musi działać na wyobraźnię. Czy 50 tysięcy działa na waszą wyobraźnię? Na moją nie, bo w życiu takiej kwoty nie widziałem i pewnie spłacałbym ją na raty przez kilka lat. Po jakimś czasie bym się przyzwyczaił. Oczywiście, że byłaby to kara dotkliwa, ale kto byłby winien tego, że ją płacę? Oczywiście system, gdyż ja sam nie sądzę, żebym za wtargnięcie na boisku zasłużył na taką długotrwałą dolegliwość. Nakładanie takich kar nie wywołuje poczucia sprawiedliwości, podobnie jak i strzelanie z ostrej amunicji.
Jednorazowy cios w pensję jest większą (choć pozornie nie) nauczką. Poniżej tłumaczę do czego zmierzam i skąd wzięło się takie moje myślenie.
Otóż ciekawe rozwiązanie spotkałem w USA na jakiś rozgrywkach baseballu, połączyłem je z klasycznym angielskim. Pierwsza kara jest dotkliwa, ale wykonalna. W przeliczeniu na polskie warunki – tysiąc złotych, lub dwa, za wtargnięcie na boisko. Zapewniam, że jest to kara dotkliwa dla młodego człowieka, który nie jest białym kołnierzykiem. Druga kara to ok. 10 tysięcy, trzecia kilkakrotnie większa. Nie sądzę, by złodzieja jabłek należało karać obcięciem ręki, jesteśmy jednak na dalszym etapie rozwoju cywilizacji (choć nie aż tak dalekim). Kary płacą za swoich kibiców też kluby – są wielokrotnie większe niż kary indywidualne. Jest to spowodowane odpowiedzialnością klubu za kibiców. Każdy fan ma kartę na nazwisko, każdy jest identyfikowalny w związku z tym, że mamy monitoring i odpowiednią technologię. Proces jest często czasochłonny, ale warto go zastosować. Klub powinien mieć prawo odmówić wejścia na stadion kibicowi, który został wcześniej przyłapany na zakrywaniu twarzy w celu uniknięcia identyfikacji.
Jeśli klub chce zrzucić odpowiedzialność finansową za wtargnięcie kibica na boisko na sprawcę, swoich praw powinien dochodzić w sądzie.
Kibic ma prawo kupić bilet dla siebie i drugiej osoby, wtedy jest za nią odpowiedzialny. Na mecze podwyższonego ryzyka (jak choćby Lecha z Legią) każdy kupuje bilet sam.
Sądy ekspresowe na stadionach to wynaturzenie, ale do tego dojdziemy wkrótce po ich wprowadzeniu i pierwszych niesłusznych wyrokach wydanych przez pośpiech i naciski medialne.
Interesującym rozwiązaniem w Wielkiej Brytanii było publikowanie zdjęć skazanych w lokalnej prasie: imię, nazwisko, adres. Ciekawy kierunek, tu mogłaby się przydać Gazeta Wyborcza, która ma oddziały lokalne, ale takie dodatki w Przeglądzie Sportowym albo w oddziałach Polska The Times mógłby też sponsorować rząd (chodzi o druk, a nie możliwość zarobku dla gazet), co byłoby bardziej przemyślane niż zamykanie stadionów.
Z tym trzeba oczywiście uważać, pamiętam że idąc tropem brytyjskim Dziennik (za rządów Roberta Krasowskiego) opublikował listę przypadkowych twarzy z trybun. Cóż, tanie tricki nie zastąpią kompetencji i inteligencji.
Jest to kolejny przykład polskiego myślenia – zabić a potem zrehabilitować. Przydałyby się nam angielskie umysły, zimne jak wiatr na północ od Blackburn.
Teraz obrazek z Holandii: To kraj, który jest na innym etapie rozwoju niż Polska. Problemem są tu przyśpiewki chamskie i antysemickie. Poza ustawkami które mnie nie interesują, kibice lżą się nawzajem, zaś w meczach z Ajaksem cieszą się, że nie są Żydami. Oczywiście jest to opozycja do grupy kibiców Ajaksu, ale władze sądzą, że jest tu powód do interwencji. I słusznie, trudno się z tym spierać.
Organizator (przedstawiciel związku) ma więc prawo przerwać spotkanie dwukrotnie, a jeśli to nie poskutkuje, to po prostu je zakończyć. Wtedy sprawa rozstrzygana jest przy zielonym stoliku – kończymy czy walkower?
Dyskusyjne? Jak wszystko, ale to melodia przyszłości, tym problemem będziemy zajmować się za 20-30 lat.
Holenderska policja ma również możliwość zatrzymanie zorganizowanej grupy, jeśli uzna, że grupa ta zagraża bezpieczeństwu publicznemu. Jest to rozwiązanie następującego problemu: „Grupa pozornie niezorganizowana jedzie na mecz i organizuje się na miejscu, doprowadza do zamieszek itd.” (w Holandii stadiony są zazwyczaj umiejscowione przy stacjach kolejowych, zaś do biletu na mecz zazwyczaj dołączany jest ten kolejowy, przy meczach wysokiego ryzyka, obowiązkowy). A więc jeśli podejrzewa, że grupa może coś zrobić, interweniuje czasowo.
U nas na takie rozwiązanie za wcześnie, nasza policja na coś takiego nie jest gotowa, dopóki jest narzędziem używanym do zaspokajaniu mediów.
Przykład to ukaranie policjanta, który poprosił o wpuszczenie na stadion dresiarza z Legii. Czy zrobił źle? Być może z punktu widzenia przeciętnego przechodnia. Czy zrobił to zgodnie z prawem? Tak. I to jest jedyny wyznacznik pracy policjanta – czy postąpił zgodnie z prawem. Gdyby postąpił według własnego widzimisię, wtedy mielibyśmy prawo oskarżyć go o działanie niezgodne z przepisami.
Media podniosły krzyk, a szef policjanta, za stosowanie się do prawa, zawiesił go w prawach.
Tak więc wracam do punktu wyjścia – ten punkt eliminuje się sam – policja nie jest gotowa na to, by dać jej więcej władzy, gdyż nie jest niezawisła. Jeszcze nie. Jest to jednak temat do dyskusji, jak zmieniać, jak się dostosować.
W Holandii policja ma wysokie uprawnienia, ale ponosi też wysokie koszta. Takie życie. Oczywiście od czasu do czasu słychać bunt – dlaczego podatnicy muszą płacić na policję, niech płacą kluby, to prywatna rozrywka. Kluby odpowiadają – a dlaczego my mamy płacić na Queens Day? Niech płaci Królowa, to jej prywatna rozrywka. Wysuwa się też argumenty o koncertach, house party i tak dalej.
Tych przepisów możemy wymyślać w nieskończoność, pewnie nawet gdzieś tam one są, wystarczyłoby je stosować. I pewnie są też w prawodawstwie bliżej nieokreślonych krajów wschodnich. To dlatego, że takie dyskusje przetaczają się prze cały świat, wiele krajów z szeroko rozumianego pogranicza Europy i Azji, pewnie jest jeszcze gdzieś za nami w tym rozwoju cywilizacyjnym. Aby odróżnić się od niższych cywilizacji, należy po prostu zacząć stosować zasadę – najpierw myślimy i rozmawiamy, potem wprowadzamy i egzekwujemy. To wprowadzi kulturę, ale jednocześnie pozwoli utrzymać tradycyjne sposoby kibicowania, które są solą naszego futbolu.
O żadnej z tych czterech czynności nigdy nie wolno jednak zapomnieć. Jeśli zapomnisz o jednej z czterech, wielki głaz się stoczy i trzeba będzie znowu pchać go na górę.

Advertisements

12 komentarzy »

  1. Jeśli dobrze rozumiem Twoją tezę, to groźba kolejnych ślepych ciosów wyprowadzanych przez władze powinna wymusić na zaangażowanych w kibicowanie autorefleksję i, w konsekwencji, przemyślane działania.

    To ja się zapytam, kto z kim miałby rozmawiać? W środowisku kibicowskim widzę dwie grupy. Tych, którzy decydują ale nie są zdolni do refleksji i tych, którzy są zdolni do refleksji, ale nie mają na nic wpływu.

    Nikt nie zauważa, że w rozwiązaniach angielskich państwo wsparło tę drugą grupę, to dzięki pomocy państwa powstało Supporters Direct. Tylko, że to były dalekie konsekwencje raportu Taylora, który był konsekwencją Hillsborough, które z kolei wzięło się z „twardych” działań Thatcher.

    Mamy premiera, kibica, fana piłki nożnej. Kto jeśli nie taki ktoś miałby być pierwszym, który mówi „hej, zastanówmy się skąd się to bierze, bo wiem, że nie każdy na stadionie to bandyta”. Szansa na autorefleksję właśnie odpłynęła, bo władza zachowuje się dokładnie jak ci osławieni, stecowi kibole.

    Obawiam się, że nasza władza otrzeźwieje dopiero wtedy, gdy na stadionie zginie kilkadziesiąt niewinnych osób, bo policja wychodzi z założenia, że kto przychodzi na stadion ten winny.

    pzdr
    BzK

    • BUC_Otwocki said

      Witam Panow na Blogu Wawrzyna !
      Prosze mi podpowiedziec czy temat „KIBOLI” moze byc ciekawa pozywka dla globalistow by wprowadzic kolejne „srodki bezpieczenstwa” – oczywiscie dla Naszego DOBRA ?
      Zaangazowana jest w spor GW a sprawa jest rozdmuchwana wyjatkowo sprawnie.
      Calkiem jak z rewolucja w krajach muzulmanskich ( ostatnie miesiace ). Co interesujace rewolna ma ponoc sterowanie z USA ( Izrael ) a wsparcie medialne z Iranu ( PressTV ) oraz Qataru ( Al Jazeera ).
      Czy temat kibicow nie jest aby mocno ZAPROGRAMOWANY dla uzyskania oczekiwanych efektow NWO ?
      Pozdrawiam
      Bogdan Tomaszewski
      z nad Tamizy
      Patrze na Polske i Otwock z oddali 1500 km poprzez okienko laptopa.

  2. mw said

    Sądzę, że należy wprowadzić odgórne rozwiązania, które uregulują całą sytuację. Wydaje mi się to dość proste. Jeśli piszę, że trzeba rozmawiać, to wcale nie mam na myśli tego, że chłopiec w szaliku na twarzy jest stroną w rozmowie, zaś z drugiej strony kibic który nie ma nic do powiedzenia w strukturach może być pomocny, bo zna środowisko i potrafi ocenić, które przepisy są realne a które nie.
    Zgadzam się oczywiście z tym, że jesteśmy w dupie (choć nie tak bardzo głęboko) i jest to wina tusków i innych takich.

  3. MZ said

    Teoria z polskim Hillsborough pojawiła się już… uwaga, chyba w komentarzach pod jednym z kibolskich wpisów Rafała Steca. Co prawda niezbyt udolnie rozwinięta, ale na tyle ciekawa by o niej gdzie indziej podyskutować.

    Przede wszystkim… gdzie? Na nowych stadionach, gdzie kontroluje sie liczbę widzów na każdej trybunie, a też nie ma czegoś takiego, że tłum napiera na mecze w liczbie przewyższającej możliwosci stadionu. No to bramki. Ale teraz też jednak jest większa kultura wchodzenia na stadiony u nas, mało jest pchania, ludzie przychodzą przed meczem dużo wczesniej, transport grupy kibiców rozpracowują wczesniej… może na wyjazdach? Ale i tam się kończy zwykle patologicznym wjazdem z bramą, gdy tylko jeden większy kark poczuje zapach drugiego…

    Wada stadionu więc chyba odpada, to może, jak na Hillsborough, wina/błąd policji? Nie taka jednak, że otwierają brame, której otwierać nie powinni, ale po prostu w walce, tak jak zapowiada się, że teraz będzie, gdy tylko do bitki dojdzie. A przy obecnych pseudodziałaniach na pewno powtórka z Bydgoszczy będzie.

    Tylko co wtedy? My już sporo punktów z raportu Taylora spełniamy – jest identyfikacja, są siedziska, jest ich indywidualizacja, jest monitoring, stadiony są… Jakie zmiany można jeszcze wprowadzić konkretnie w Polsce by uniknąć tragedii?

    Naszą tragedią póki co jest to, że środowisko normalnych kibiców, w żaden sposób z kibolami niezwiązanymi nie chce zawierać głosu. Oni przychodząc na stadion, płacąc za bilet oczekują nie tylko poziomu widowiska, ale i bezpieczeństwa. To nie ich kompetencje, nie ich problem (oni siedząc tam gdzie siedzą są, w teorii, bezpieczni, a dla kiboli przeciwnikiem nieatrakcyjnym, wręcz ‚mało punktowanym’)… Co więcej, nie da się ich zgrupować – są znaczną większością (już sam problem jest z definicją – to nie ultras, ale też czasem krzyknie, zaśpiewa, zaklaszcze… woli siedzieć, ale jak trzeb stoi) na polskich stadionach, stąd ta grupa jest bardzo różna. Także poglądami. A gdzie ktoś próbuje w Polsce nawet dwie osoby zebrać to jak sie nie dogadują w temacie B to i z tematu A będzie… dupa. Armagedon?

  4. vegetable78 said

    Tak jak piszesz, narzędzia gdzieś są, można dodać kilka nowych, trochę bardziej liberalnych i po prostu je stosować. Na razie są stosowane wybiórczo. Osobiście ubolewam nad klasą polityczną, nad tym że Tusk najpierw robi potem myśli i stąd rozwiązania chwilowe, które w rzeczywistości rozwiązaniami nie są.
    PS. Nie Armagedon tylko Polska, czyli zamiast roboty ciągłe pierdolenie o Szopenie 🙂

  5. Omar said

    Do tragedii dojdzie jak policja „omyłkowo” zastosuje ostrą amunicję. Tylko, że wtedy znajdzie się sporo „inteligentów” bredzących o jedynym słusznym rozwiązaniu w walce z chwastami.

    Właśnie siedzę sobie w Anglii, trafiłem na mecz Exeter z Plymouth, szczerze się kibice tych dwóch klubów nie lubią. Argyle polecieli po tym meczu do League Two i wszyscy spodziewali się dodatkowych atrakcji. Inna kultura kibicowania to jedno, ale największą różnicą jest kultura i organizacja pracy policji. Widziałem jak grupka 15 lokalnych poszukiwaczy wrażeń przez płot dostaje się na zamkniętą ulicę, na której już czekają autobusy dla gości. Kwestią dwóch minut jest wyprowadzenie ich przez policję. Po meczu policja błyskawicznie wyprowadza kibiców gości. Swoją drogą co to za teoria, że policji ma nie być na stadionie, bo nie jest od tego? W Anglii widziałem mnóstwo policjantów na meczu podwyższonego ryzyka i nikogo to nie dziwiło. Przecież stewardzi Mark i Helen nie powstrzymają 1000 kibiców przed wejściem na boisko. W dniu meczu policja była dosłownie wszędzie, śmigłowiec nad miastem, patrole piesze, samochodowe, konne itp.

    I cały czas się uśmiechają do kibiców, nawet tych podpitych. Łagodzić, a nie zaogniać. Przed meczem życzą miłego oglądania meczu. U nas znacznie prędzej usłyszałbym „na chuj się gapisz buraku”. Wiele razy mówiłem angielskim kolegom, że akurat na policję nie mogą narzekać. Nie w porównaniu z tym, co jest u nas. Zmiana mentalności policji jest bardzo ważnym elementem zaprowadzania porządku.

  6. yem said

    Coming out nieudany . Nie pochlebiaj sobie , panie Wawrzyn . Od jednego wbiegniecia na płytę nie jesteś i nie byłeś boiskowym bandytą . Co innego gdybyś np.zaczął wyrywać krzesełka , bić się z policją , demolować pociągi czy kawiarnie na Starowce czy stadiony innych klubów na wyjazdach ( Wilno ,Kowno ,Bełchatów , Bydgoszcz – jeszcze kilka przykładów z niedalekiej przyszłości mógłbym bez problemu przytoczyć ) , rzucać race i petardy , strzelać z liścia piłkarzom , opluwać tych którzy ci się na trybunach nie podobają ( Poznań ) czy też ganiać się z nożami i maczetami po osiedlach zamieszkanych przez kibiców wrogiego klubu ( Kraków ) i np. ich herszta zasztyletować . Tak, wtedy bez wątpienia byłbyś stadionowym bandytą .
    Nie przyjmuję też twoich argumentów ,że jest to wojna cywilizacyjna . Z jednej strony establishment , wypasione białe kołnierzyki a z drugiej strony nieumiejący się znaleźć we współczesnej rzeczywistości , sfrustrowani biedni kibice , którym trzeba wybaczyć ich agresję , bo przecież i tak dostają w dupę od życia. Obszary biedy i to znacznie większe niż w Poznaniu , Krakowe czy Warszawie są np. w Kędzierzynie – Koźlu , Gorzowie , Pile , Rzeszowie , Wieluniu , Tarnowie czy Lesznie . Tam jednak na meczach żużla czy siatkówki nie obserwujemy takiej wściekłej agresji jaką przejawiają kibole piłkarscy . Status społeczny ma tu znaczenie drugorzędne.
    Oczywiście są normalni kibice i na meczach Ekstraklasy . Jest ich większość , ja sam się do nich zaliczam i kibicuję właśnie Legii i to już od 30 lat . Na pierwszy mecz zabrał mnie ojciec w latach 70 kiedy Legia dominowała z Górnikiem Zabrze w lidze i potem też byłem na chwalebnych dla Legii wielu meczach m.in. z Rosenborgiem czy Blackburn w Lidze Mistrzów . Teraz chodzę rzadko , kilka razy w sezonie . Ci normalni kibice oczywiście są poszkodowani w sytuacji kiedy zamyka się stadion . ale pretensje -w przeciwieństwie do Ciebie i np. SKLW – mam do tej grupy zadymiarzy , którzy nie pamiętają ,że kibicując trzeba się trzymać przepisów prawa , a nie z pełną pogardą je łamać wykorzystując indolencję i niemoc wszystkich którzy powinni pilnować ich przestrzegania czyli policji , ochrony , PZPN , władz klubów i władz miast .
    Przepisy , może nie doskonałe już są , problem polega na tym ,że jest wyjątkowa niemoc w ich egzekwowaniu i bezkarność tych którzy je łamią . A bezkarność rozzuchwala . Nie rozumiem zupełnie jak to się dzieje , że w sytuacji kiedy na zabezpieczenie meczu policja wydaje około miliona złotych , jest monitoring , potem na meczu jest zadyma i nikt ze sprawców nie jest natychmiast po meczu zidentyfikowany i zatrzymany . Wystarczyłoby
    a. / filmować nawet np. z kamer idących na stadion kibiców , w czasie meczu zgrać materiał na laptopa i w sytuacji zadym na stadionie podjąć decyzję o nie wypuszczaniu kibiców przez np. 60 minut ( tak jak to się dzieje z kibicami drużyn przyjezdnych , po meczu Czechy- Polska w Pradze w 2009 r. spedziłem na trybunie jeszcze prawie 2 godziny , mimo że nie było żadnej poważniejszej zadymy , zanim Czesi pozwolili nam wyjść ze stadionu , czekano aż wszyscy miejscowi opuszczą teren ) a potem wypuszczaniu ich grupami po 50 osób , nagrania z kamer + przejrzany monitoring pozwoliłyby na pewno na wyłapanie wśród wychodzących przynajmniej kilkudziesięciu najbardziej aktywnych zadymiarzy , których można by w trybie ekspresowym przykładowo ukarać . Skończyłaby się bezkarność i poczucie ,że jak jestem w grupie to mogę wszystko a policja może mi naskoczyć .
    Dziś mamy spychotechnikę wszystkich . PZPN , kluby , samorządy i policja spychają odpowiedzialność za bezpieczeństwo na innych , zamiast współpracować w jej efektywnym zapewnieniu . I dobrze się stało ,że ktoś ( konkretnie rząd ) wreszcie coś w kwestii zapewnienia bezpieczeństwa zrobił , nawet kosztem wszechobecnej dziś potężnej krytyki i niezmierzonych pokładów demagogii ( w stylu ” a może zamkniecie ulice , bo przecież są wypadki ” itp. ) . Twierdzenia ,że takie posunięcie jak zamknięcie stadionu nic nie da jest nieprawdą . Jest to bowiem wyraźny sygnał do kiboli ,że nie są bezkarni . Ich działania mogą mieć negatywne konsekwencje i dla nich i dla normalnych kibiców , którzy swoje pretensje powinni kierować do tych którzy robią zadymy , a nie do rządu którego psim obowiązkiem jest dbanie o bezpieczeństwo wszystkich Polaków i niedopuszczanie do zadym .
    Następnym krokiem Tuska powinno być wzięcie z dupę komendanta Policji i zmuszenie go do bardziej efektywnych działań w sprawie zapewnienia bezpieczeństwa na meczach , a jak policja nie ma pomysłu jak to zrobić to niech przejadą się po Europie i się nauczą . Są kraje gdzie takie problemy już rozwiązano ( mógłbym przytoczyć jeszcze przynajmniej tak samo długi opis jak efektywnie czeska policja przygotowała się na przyjazd Polaków na mecz w Pradze w 2009 , było zero zadym a powody do frustracji i owszem były , słaba gra Polaków i koniec marzeń o mundialu w RPA ) . Póki co dobrze że wysłano taki sygnał ostrzegawczy jakim było to jednorazowe działanie w Warszawie i Poznaniu .

  7. vegetable78 said

    @Omar
    trudno się spierać, niekompetencja policji to jeden z powodów, ale nie jedyny. Jest kilka stron: rząd, barany w dresach i media odpowiedzialne za niski poziom dyskusji.

    @yem
    Jednym z wielkich problemów pismaka aspirującego do miana poważnego dziennikarza jest niezrozumienie wśród czytelników. To oznacza, że dowcip jest zbyt czerstwy, zbyt zakamuflowany, ironia zrozumiała jedynie dla autora. Będę pilnował się w przyszłości, dziękuję za mimowolną podpowiedź.
    Otóż o coming oucie napisałem w sposób ironiczny. A więc na przykład: jeśli przechodziłem obok parady gejów albo nacjonalistów i nawet coś krzyknąłem, bo byłem młody i wydawało mi się że to jest dobre, to nie znaczy, że jestem gejem albo faszystą. To dlatego, że dojrzałem emocjonalnie i wybrałem swoją drogę, która jest wypadkową doświadczeń.
    Zmierzam więc do tego, o czym pisałem wielokrotnie. Na zadymie i w motłochu wyrastają gwiazdy, bo trwa tu licytacja – kto głośniej krzyknie, kto wymyśli coś ostrzejszego, kto lepiej się ustawi. Nie jest tak, że jeśli ktoś wbiegł na boisko, należy go ukamienować, a wiele osób do tego zmierza.
    Ja zaś zmierzam do tego, żeby wprowadzić proste kroki.
    Nie jestem zwolennikiem rozmów z różnymi chuliganami (tak jak nie należy rozmawiać z przestępcami o karach za zabójstwo), rozwiązania należy wprowadzać ponad nimi, rozmawiać z ludźmi na poziomie znającymi temat. Ale raz jeszcze – zamknięcie stadionów to rozwiązania tymczasowe, rozwiązania trwałe są banalne i w znacznej mierze przygotowane, ale się ich nie stosuje. I tu odpowiedzialność ponosi Tusk oraz policja. Myślę, że premier popełnił poważny błąd. Co powinien teraz zrobić? W pierwszej kolejności zwolnić socjologa, w drugiej pr-owca a zaoszczędzone środki przeznaczyć na eksperta od wprowadzania rozwiązań trwałych.
    Sam piszesz, że jest niemoc w egzekwowaniu prawa. I to jest problem. Podam swój przykład – pojechałem do brata do Niemiec. Paliłęm papierosa i szukałem popielniczki. Na wszelki wypadek powiedział: „Tylko nie za okno, bo jeśli nie zlokalizują źródła, to kamienica zapłaci karę”. Ale wracamy do początku dyskusji. Do rozwiązań, które są i których nie ma jednocześnie. Pozdrawiam dziękuję za ciekawy wpis i zapraszam częściej.

    • yem said

      Cieszę się że w pewnych kwestiach się zgadzamy . A propos rozmów , pełna zgoda że należy rozmawiać tylko wydaje mi się że rozmowy już były np. po proteście zeszłorocznym , SKLW wywalczyło sobie wiele przywilejów , dostają kasę na oprawy , mają zniżki na bilety , współuczestniczą w organizacji meczów , cofnięto zakazy stadionowe , np. Wiara Lecha też ma jak w maśle na obiekcie w Poznaniu i co ? Staruch wali z liścia Rzeźniczaka , jest zadyma na widzewie na jesieni , teraz w bydgoszczy , owszem głównie radość ale i gaśnice w rękach ludzi w białych bluzach ( nie umniejszam przewin Lecha , to oni głównie robili kaszanę ) . Trzeba dalej rozmawiać ale dać do zrozumienia ( np. w formie zamknięcia stadionu na 1 mecz ) że prawo trzeba przestrzegać . Związkowcy z KGHM za podobne zadymy dostali dziś wyroki karne ( w tym kary więzienia ) . Od sądów , nie od rządu.
      Sam podał Pan przykład z Niemiec odpowiedzialności zbiorowej za rzuceni e śmiecia za okno ( tej z kamienicy ) i w Niemczech jest tak że jak jadłem kiedyś kanapkę na placu w Aachen to pierwsze co mi przyszło do głowy to to że jakbym rzucił na ziemię papier po tej kanapce to byłby to jedyny śmieć w promieniu kilkuset metrów. U nas stosunek do prawa ( różnego , małego i dużego ) jest lekceważący . I jest czas żeby o tym mówić i uświadamiać kibicom że ich również obowiązuje prawo np. ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych http://www.nettax.pl/dzienniki/du/2009/62/poz.504.htm
      która za przebywanie w miejscu nieprzeznaczonym dla publiczności przewiduje odpowiedzialność karną ( art. 54 pkt. 2 ) .
      Żenują mnie również próby zbicia kapitału politycznego przez niektórych obrońców „ciemiężonych ” kibiców , którzy w tyle głowy mają jesienne wybory i liczą na to że kibole będą pamiętać kto wiosną krytykował znienawidzonego Tuska . Mogą się przeliczyć , bo jak pokazuje dzisiejszy sondaż Homo Homini tych którym podobał się ruch premiera było 54% , a przeciwnych było tylko 29% .

  8. sbaldrick said

    ubieram się czasem jak robotnik wracający z nocnej zmiany w amerykańskim Columbus?
    – columbus, ohio?
    – i co to w ogole znaczy

    • vegetable78 said

      To żart. Zespół Columbus Crew, w którym pracuje nasz świetny trener Robert Warzycha, ma w logo trzech robotników i hasło: „Najciężej pracujący zespół USA”. Ciężkie buty, jeansy, t-shirt, obrazek z filmu. A więc nic zdrożnego 🙂 Zmierzam do tego, żeby trochę wyluzować w tej walce z „kibolami”, bo podejmowane są często nieuzasadnione ruchy, a piłka nie jest, nie była i nigdy nie będzie sportem elitarnym tylko masowym.

  9. najemnik said

    Stadion to wentyl, dzięki któremu młodzi mogą dać upust emocjom, wykrzyczeć się. Wolę to niż mieliby łazić po moim osiedlu
    Chcesz wejść na stadion, ubierz biały kołnierzyk. to wiedzą wszyscy
    A wiesz kim są zawodowi piłkarze? Nie wiesz. Aha, to posłuchaj. Są to n-a-j-e-m-n-i-c-y
    Wolałbyś pisać w NYT za 8 tysięcy dolarów, czy w PS za 3 grosze?
    w poznaniu powinni podnieść murawę, bo się zapada, a na narodowym jest wałek, bo krzesełka są jak w kinie, rozkładane. łatwiej wyrwać. ci, którzy montowali siedziska, zacierają ręce. Wiedzą, że zarobią.
    Znam celebrytę, który był na badaniach w najlepszym szpitalu. i tam przez trzy dni nie mogli mu znaleźć mózgu, a jak już coś wykryli, to mózg był wielkości ziarenka ryżu.
    Jeszcze musisz zjeść dużo białego chleba Marek, żeby to wszystko zrozumieć
    P.S. Niemiecki dziennikarz o rodaku grającym w Turcji nigdy nic złego nie napisze.

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: