Kataloński ślad

Dwa mity. Dwa, które się wykluczają, a które od lat powtarzają „specjaliści” od szkolenia młodzieży.
1. Młodzież nie garnie się do sportu bo ma inne rozrywki, na przykład play station.Właśnie wróciłem z Londynu i powiem wam, że tam dzieci też mają play station. Nawet nowszą wersję. W Katalonii też mają.
2. Nie ma warunków do uprawiania sportu, a na zachodzie są. Czyżby? Przeczytajcie ten fragment: „Boisko jest niemal łyse. Sporo ziemi i zaledwie kilka kępek trawy przy liniach końcowych. Bramki są w straszliwym stanie, podobnie jak płot czy budynek klubowy z prysznicem i szatniami. Sąsiedztwo jest niewiele lepsze. Prowizoryczne myjnie samochodowe przy każdej stacji wzdłuż Aleji Gutierreza, sprzedawcy używanych opon, znaki „Skup metali” – czyli składy złomu. Jest nawet kawałek kartonowego ogłoszenia reklamującego mycie i strzyżenie psów.. A z tyłu – stalowe budynki, które wydają się być opuszczone, choć naprawdę nie są. Niskie małe domki, które w odległej przeszłości straciły swój blask, roślinność wyrastająca z pęknięć w asfalcie, odpadki gotujące się w żarze, mężczyźni i starcy którzy nie mają nic do roboty, dzieciaki na za małych rowerach. – Ludzie zmienili się – mówi stary mężczyzna. – Dziś strach wyjść na ulicę”
To krótki wyciąg ze znakomitej biografii Leo Messiego, autorstwa Luki Caioliego. I nie mówcie mi, że to wyjątek. Na całym świecie rodzą się uzdolnione dzieci. Jedne pomogą sobie same, inne trzeba pokierować.

Teraz przejdę do końca. Konkretnie do końca mojego komentarza po finale Ligi Mistrzów, który opublikowałem w „PS”.
Cofnijmy się więc znowu w czasie do narodzin tego fenomenu zwanego Barceloną. Było to gdzieś w latach 70-tych. Można przyjąć, że źródło przyszło z Holandii, w której wynaleziono futbol totalny. Warto przypomnieć, że wtedy mówiono o kilku drużynach grających piłkę nowoczesną, wyprzedzającą epokę. Jedną z tych drużyn była Polska Kazimierza Górskiego.
Pewnie więc mocno naciągane byłoby napisać, że straciliśmy nasze możliwości by być potęgą piłki nożnej – drugą Katalonią. Ale na pewno na miejscu byłoby napisać, że nasz futbol mógłby dawno iść dobrą drogą, gdyby znalazł się ktoś wystarczająco inteligentny, kto zechciałby nim pokierować.
Barcelona pokazała, że tacy ludzie w federacjach nie pracują. Opracowała własny model w oparciu o lokalnych piłkarzy. Kluby nie powinny liczyć na związki pełne złotoustych Engelów, opracowujących od 10 lat idealny model szkolenia młodzieży dla całego kraju. Model, który nigdy nie wejdzie w życie, bo tak naprawdę jest jedynie alibi dla pobierania naprawdę dobrej pensji. Pamiętajmy – w federacjach są nieroby. Przynajmniej jeśli chodzi o trenerów. Ludzie, którzy chcą naprawdę pracować i potrafią to robić, znajdują bez problemu zatrudnienie w klubach. I to właśnie kluby powinny robić swoją robotę. I to jest katalońska lekcja dla Polski.
Pytanie – co zrobić możemy, a czego nie. Ktoś powie – Messi rodzi się jeden na 6 miliardów. Pewnie tak. Ale czy musimy stawiać sprawę na ostrzu noża – czyli Messi albo nic?
Rację ma Alex Ferguson, gdy mówi, że niedługo nie będzie Messiego, Xaviego czy Iniesty. Czy nowi będą tak samo zdolni? Nie sądzę. Może jeden, ale nie trzech. Tyle, że stworzony system będzie trwał, będzie produkował niezbędne minimum. Może przez następne 10 lat, może przez 50. Będzie przez dziesiątki lat przynosił kolosalne zyski.
W składzie Barcelony w meczu z Manchesterem United zagrało 5 zawodników z okolic Barcelony i wychowany w szkółce Messi.
W Polsce pierwsza sygnał do natarcia dała warszawska Legia. Dziś jest Michał Żyro i Rafał Wolski, ściągani do zespołu „za młodu” i kształtowani. Wkrótce pewnie przyjdą nowi. Podobno są. Zobaczymy gdzie będzie Legia za 15 lat, ale już dziś można przyjąć, że wyprzedza większość Polski. Nie znaczy to jednak, że dla reszty jest za późno. Straty można niwelować zatrudniając fachowców lepszych, bardziej pomysłowych. Sprawa jest otwarta. Trzeba zrobić poważny casting trenerów, znaleźć najlepszego i zacząć robotę. Tak po prostu. Koszta są minimalne. Na pewno mniejsze niż ściąganie zawodników nie wiadomo skąd.
Popatrzyłem przykładowo na skład swojego zespołu – OKS Otwock. Jeden chłopak z Otwocka – na ławce. W rezerwach jest dwóch. Więcej miejscowych nie ma, tak jakby ludzie z okolicy mieli mniejsze talenty od tych pochodzących z miejscowości, w której mieszka trener (w tym przypadku Dariusz Dźwigała).
To polski standard. Czekamy na postęp ogólnonarodowy zamiast pracować u podstaw. A postęp ogólnonarodowy nie nadejdzie, bo Jerzy Engel i spółka nie mają zamiaru się przemęczać.
Tymczasem świat idzie do przodu. Wrócę raz jeszcze do początku, czyli komputerów, które ponoć zniszczyły młodzież. Tymczasem dziś, w czasach internetu, nie trzeba czekać aż gołąb pocztowy list z napisem: „Jak rozwijają się zachodnie cywilizacje futbolowe”. Wystarczy trochę się zainteresować, zamiast opowiadać stare banały, które wypowiedział przy rodzinnym obiedzie wujek Zdzisiek mieszkający niedaleko stadionu w dużym mieście.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: