Skorża, Waco, Texas

Nie ma przypadku w tym, że Maciej Skorża zamknął treningi dla publiczności i mediów. Możecie doszukiwać się w tym jakiegoś podtekstu, jakiejś próby ukrycia tajnej strategii, która wstrząśnie Polską, ale wyjaśnienie jest znacznie prostsze. Jest to zwykły trick psychologiczny, który stosuje wielu trenerów. Skorża ma poważniejsze powody niż inni, by takie tricki stosować.

Aby zjednoczyć grupę trenerzy często stosują taktykę tzw. „wspólnego wroga”. Chodzi o to, żeby grupa skoncentrowała się na wspólnym celu. Jest to stara sprawdzona strategia, którą wykorzystuje się w sektach.
W piłce nożnej stosuje się to od dawna. NIe tylko w piłce, również w wielu zakładach pracy, pewnie wielu z was się z tym spotkało w życiu.
W swojej książce „Team Building – Road to success” trener wszechczasów Rinus Michels wspomina takie przypadki. On sam swoją drużynę mistrzów Europy z 1988 roku zjednoczył przeciw członkom związku piłkarskiego KNVB. Często jednoczy się ją przeciw mediom. Michels przypomina przypadek z 1974 roku, gdy piłkarze wrzucili do wody dziennikarza, który ich zdaniem pisał o zespole zbyt krytycznie. Wspomina także o przypadku Włochów, którzy w 1982 roku bojkotowali media całkowicie.
Taki sam przypadek miał miejsce podczas ostatnich mistrzostw z reprezentacją Słowacji, gdy pilkarze Weissa po wygranej z Włochami odmówili komenarzy dla prasy. To jednak działanie na krótką metę, które do niczego dobrego nie prowadzi.
My mieliśmy taki przypadek podczas Mistrzostw Świata w 2006, wtedy Paweł Janas nastawił piłkarzy przeciwko dziennikarzom, to samo robił zresztą Jerzy Engel 4 lata wcześniej.
I nie jest to dla przeciętnego nawet socjotechnika problemem, bo przecież również niezależni umysłowo piłkarze zechcą raczej wykazać się innowacyjnością i pomysłowością niż zignorują grupę. Dzięki temu mogą zyskać na znaczeniu.
W przypadku polskich drużyn za każdym razem przynosiło to skutek odwrotny od zamierzonego. Psuła się atmosfera, tabloidy szły na ostro. W 2006 roku sam pracowałem w Fakcie i obserwowałem tę wojenkę z bliska (właściwie byłem jej uczestnikiem). Jestem przekonany, że artykuł o tym, że „Całe Chrzanowie wstydzą się Jacka Krzyżówka” nie pomógł sympatycznemu piłkarzowi w koncentracji, zresztą na konferencji sam Jacek w odpowiedzi na moje pytania stwierdził, że jesteśmy niemieckim koncernem, więc krytykujemy Polskę przed meczem z Niemcami.

Pamiętam, że gdy graliśmy w klasie C w grupie warszawskiej, nasz trener Leon Piskorski doskonale umiał wykorzystać wspólnego wroga, którym był zespół „Rządzy Załubice” czy niezidentyfikowany dziennikarz „Zycia Warszawy”, który miał stawiać prowokacyjne pytania. Po latach wszyscy się z tego śmiali, ale wtedy przynosiło to pożądany skutek. Przynajmniej w momencie wyjścia na boisko.
Niedawno na jednym z portali społecznościowych wszedłem w dyskusję z kibicami jednego z polskich zespołów ligowych. Okazuje się, że w chwili wspólnego zagrożenia ludzie zupełnie inteligentni są w stanie wejść w układ z kimś kogo nie podejrzewalibyście o przeprowadzanie jakiejkolwiek analizy. A wszystko po to, aby pokonać wspólnego wroga.
Sekciarskie poczucie izolacji działa, działało i zawsze będzie działać.
Dziś tę samą taktykę stosuje Maciej Skorża. On ma większe powody niż inni by utwierdzić piłkarzy w poczuciu, że znajdują się w oblężonej twierdzy.
Od czasu incydentu z Jakubem Rzeźniczakiem, gdy Skorża „zapomniał” zabrać głosu i jednoznacznie potępić bandytę, który zaatakował piłkarza, ma on z pewnością problem z utrzymaniem dyscypliny. Wyszło wtedy na jaw, że trener nie krytykuje chuliganów a oni nie ruszają jego, a więc że Skorża nie jest trenerem, jedynie wykonuje zawód trenera. Po tym co się stało, Skorża raczej nie zyskał w oczach zawodników, pewnie jeszcze długo nie będzie miał u nich szacunku. Zawodnicy doskonale wiedzą, że profesjonalny trener w profesjonalnym klubie jednoznacznie odciąłby się od chuliganów. Skorża sprawiał wrażenie, jakby odciął się od zawodnika.
Dlatego dziś musi robić wiele by odsunąć uwagę piłkarzy od tego zdarzenia i różnych innych przejawów swojej niekompetencji (np. szukania kozłów ofiarnych i wyrzucania zawodników do rezerw). Musi wytworzyć poczucie izolacji, niczym Dawid Koresh na farmie w Waco w Teksasie.
Nam z kolei nigdy nie wolno o incydencie z Rzeżniczakiem zapomnieć.

PS. Efekty akcji „walka z prasą” są takie, jak w wywiadzie na oficjalnej stronie internetowej klubu z Michałem Kucharczykiem. Młody napastnik wypowiada się na temat portalu „popularno-bulwarowego”:

„Na jednym z portali prześmiewczych pojawił się duży artykuł opisujący moją osobę. Nie warto jednak tego komentować, bo wszyscy wiedzą, jakiego typu jest ten serwis. Osoby, które piszą na tej stronie w ogóle nie powinny się pokazywać w świetle dziennym, bo mogłyby źle skończyć (śmiech)”

Zadziwiające jest, że na oficjalnej stronie klubu, chcącego uchodzić za poważny, pojawiają się groźby karalne pod adresem dziennikarzy. Nie świadczy to dobrze, ani o dziennikarzu ani o prowadzącym serwis, ani o rzeczniku prasowym, który do tej pory nie zdjął wpisu ze strony.
W rozmowie telefonicznej z portalem zawodnik tłumaczy, że był to tylko żart, zresztą „on zaznaczył w nawiasie (śmiech)”.
Na wspomnianym portalu pozwoliłem sobie podać kilka przykładów podobnych żartów:
„1. Na ulicy: Gówniarzu, oddaj telefon komórkowy i pieniądze, bo dostaniesz wpier… (śmiech). 2. Telefon: Porwaliśmy pańskiego syna, jeśli nie zapłaci pan miliona złotych, to go zabijemy (śmiech). 3. Panie senatorze, jeśli nie zapłaci pan okupu, to mamy zaprzyjaźnionego dziennikarza, który opublikuje te nagrania (śmiech).”
Nie macie wrażenia, że to nakłanianie do pobicia dziennikarzy? (śmiech)

Advertisements

7 komentarzy »

  1. dzemeuksis said

    Mistrzowski tekst, w szczególności końcówka. Dopiero niedawno trafiłem na Twojego bloga i jestem pozytywnie zaskoczony (od razu dodałem do śledzonych). Mam wrażenie, że pod względem przenikliwości, obiektywizmu i wyważenia, przy jednoczesnej odwadze w formułowaniu sądów, prezentujesz poziom porównywalny z Michałem Okońskim. Czyli dla mnie absolutny top dziennikarstwa sportowego. Cieszę się, że jako dziennikarz ciągle napierasz do przodu – jak się ostatnio widzieliśmy, to pracowałeś jeszcze w „Fakcie” (w niczym nie umniejszając temu dziennikowi). 🙂

    • vegetable78 said

      Dzięki, porównanie do Michała Okońskiego jest miłe, też czasem go czytam i podoba mi się. Wpadaj częściej 🙂

  2. martis34 said

    widzę Mareczku, że tworzysz powoli towarzystwo wzajemnej adoracji :):):):) oki, żart.

    a mój wpis to będzie coś na zasadzie „a propos”. nie uważacie, że to całe weszlo.pl czasami przegina? nawet może nie portal i „dziennikarze”, ale ludzie to czytający i dokonujący wpisów pod artykułami. przecież to rynsztok jest. „kurwy” lecą na lewo i prawo. przy każdej okazji. jak dla mnie dno. powinni mimo wszytko trochę to kontrolować.

    • tytus, romek i atomek said

      @martis34
      wpisy bywają chamskie, prymitywne, i gęsto opatrzone łaciną

      ja zwykłem na ten portal wchodzić żeby pośmiać się do łez przy czytaniu komentarzy przerobionych z idiotyzmów wypowiedzianych przez działaczy, piłkarzy, trenerów i innych osób ze światka, które weszły już do kanonu cytatów, w przeróżnych kombinacjach, w zależności od sytuacji

      myślę że w tym ten portal jest wyjątkowo oryginalny, i pokazuje w krzywym zwierciadle groteskowość naszych figur spiżowych

      poza tym, od ponad roku, półtora obserwuję coraz częściej że weszło zajmuje się coraz poważniejszą publicystyką, na poważnie (i na bieżąco!) traktuje aktualne tematy i jest często źródłem newsów.

      Tak że ostrożnie z epitetem „popularno-bulwarowym”, panie vegetable!
      Można się zapomnieć w swoim (aktualnie) ą-ę-stwie.A „Fakt” w CV świadczy o też plebejskiej przeszłości!

      • vegetable78 said

        nie widze nic negatywnego w tym okresleniu. Nie ma sensu sie za bardzo napinac. Ale z ta powazna publicystyka tez bym nie przesadzal. pzdr.

  3. tytus, romek i atomek said

    nie wiem dokładnie co to znaczy, ale podejrzewam że się nie napinam
    dla mnie jest to określenie negatywne,
    anyway, ja bym bronił weszło,
    choć nie będę się upierał że zajmują się „coraz poważniejszą publicystyką”,
    ale nie boją się nazwać Starucha bandytą, zadzwonić do Kucharczyka, i, nieco drżącym głosem, ale zapytać wprost, czy chce ich pobić własnoręcznie, czy rękoma Starucha,

    powiedzieć że Piechniczek / Ćwieląg / Ulatowski / Arboleda / Probierz nie dorastają (czasem) do pozycji, którą mają w świecie piłkarskim i to udokumentować

    Dotrzeć do piłkarza, trenera innego niż ten co akurat w sobotę strzelił gola / podał na gola / obronił strzał kogoś znanego, zrobić z nim wywiad inny niż w Przeglądzie / Fakcie (czytaj zadać niesztandarowe pytanie/ skłonić do powiedzenie czegoś poza sakramentalnymi szablonami „nie ukrywam że …”, „walczymy o trzy punkty…”, itp

    napisać z sensem o lidze / zakulisowych rozgrywkach

    pierwsi w Polsce napisać o transferze Klicha

    i w tym sensie są jedyni w Polsce.

    J e d y n i .

    I robią to stale, nie od przypadku.
    Jak będą mieli w Polsce konkurencję, to ich zacznę oceniać bardziej krytycznie, jak Pan potrafisz to im sprostaj.
    Na razie nie ma drugiego (drugich), który by potrafił.
    Miażdżą.

    • vegetable78 said

      Tytus
      to kwestia gustu, jeden lubi kombi, drugi u2 a trzeci deep purple lub klasyczna, ale jako ze tez czytam ten portal i nawet wrzucam tam komentarze (choc nie nazwalbym go portalem z powazna publicystyka ani tez wywiadami ktore wymiataja), to absolutnie nie mam zamiaru cie zniechecac. Pozdrawiam.

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: