Małecki – zmiennik idealny

Przeciwnicy powołania Małeckiego do kadry próbują wmówić zwolennikom piłkarza, że oto powstało wielkie podniecenie po jednej akcji zawodnika. To mocno naciągana teza. Małecki na kadrę zasługuje od dawna, choć nie jest powiedziane, że musi grać w wyjściowym składzie.

Żeby było jasne – nie jestem wielkim fanem Małeckiego. Jego prostackie zachowanie wobec innych piłkarzy, straszenie znanego trenera bandziorami – to wszystko co najmniej nie na miejscu. Z drugiej strony świat jest pełen indywidualności – kto nie potrafi ich docenić, nigdy nie osiągnie wyniku na miarę możliwości.
Są takie zawody, gdzie trzeba wykorzystać indywidualne możliwości ludzi. Takim jest zawód piłkarza. W znakomicie działającej maszynie trzeba umieć wykorzystać elementy. Fantastyczny technicznie piłkarz nigdy nie będzie trybem w maszynie. Kto nie umie tego pojąć, nie wygra. Czy futbol totalny Michelsa miałby szansę powodzenia bez Cruyffa? A przecież obok niego byli inni doskonali wykonawcy.
Czy Barcelona, drużyna naszych czasów, miałaby szansę wygrywać, gdyby Messi nie był odpowiednio wykorzystywany? A przecież nie jest jedynym fenomenem w tej drużynie. Co najwyżej jedynym przedstawicielem innej galaktyki.
Czy Real byłby wielki, gdyby Mourinho nie dał wolności Cristiano Ronaldo i Mesutowi Oezilowi?
Są takie zawody, jak zawód piłkarza, dziennikarza, specjalisty od reklamy, jakiegokolwiek speca od sztuki. Czy nawet księdza. Jeden potrafi was zanudzić recytując te same znane formułki, drugi porwać tłumy z ambony.
Wiadomo, że praca zespołowa prowadzi do sukcesu, z greckiego nazywa się to synergia i polega na tym, że współdziałanie poszczególnych czynników daje większy efekt niż suma działań dwóch czynników oddzielnie. W wielkim skrócie, w efekcie synergii 2+2=5.
Ale tylko wtedy, gdy przełożony, w tym przypadku trener, potrafi ustawić zawodników na odpowiednich pozycjach, wykorzystać ich umiejętności, nie hamować zapędów, czasem coś podpowiedzieć, odpowiednio pokierować. Musi być to jednak postać wyjątkowa, ktoś kto nie ma kompleksu swojego podwładnego, kto nie chce być gwiazdą większą niż jego najlepsi ludzie.
O przykładach pozytywnych wspomniałem, mógłbym dołożyć tu jeszcze Lenczyka, który jako syn lekarzy wie, że podstawową zasadą musi być: „Primum non nocere”. Ma to ścisły związek z pojęciem synergii. Granica między „po pierwsze nie szkodzeniem” a „odpowiednim wykorzystaniem” jest niewielka.
Przykłady negatywne też są, jak choćby Michał Probierz, który długo nie mógł pogodzić się z tym, że gwiazdą w Białymstoku jest Tomasz Frankowski. Dlatego nie przewiduję, żeby poza Białymstokiem Probierz osiągnął wynik.
Wróćmy jednak do sprawy Małeckiego, bo o niego tu chodzi.
Zaskoczył mnie dziś felieton Darka Tuzimka w „PS”, który pisze że kadra nie jest zbiorem najlepszych ludzi, że liczy się Team Spirit i tak dalej. I stąd Małecki miałby nie pasować do kadry.
Oczywiście jest to zapożyczenie znanego powiedzenia, że „najlepsi piłkarze nie zawsze tworzą najlepszą drużynę”. Zazwyczaj stosuje się je wtedy, gdy ktoś chce wyrastać ponad drużynę lub może popsuć atmosferę w kadrze. Przykładowo Aragones odsunął Raula, bo uważał, że jako rezerwowy zrobi więcej szkody. Mógłby siać ferment. Ale Małecki? A czym on się różni od pozostałych chłopaków? Że ma zrytą głowę? Każdy ma swoją.
Niestety Zygmunt Bauman nie zdecydował się na karierę piłkarską. Piłka to sport prostych ludzi, który na zachodzie przechodzi w ręce klasy średniej, u nas jeszcze nie.
A dalsze uzasadnienie jest takie, że Małecki nadużywa symboli, bo ma papieża wytatuowanego na przedramieniu i jeszcze do tego ma go na koszulce… czy to nie ten sam autor napisał, że Andrzej Szarmach nie powinien być ambasadorem EURO 2012, bo ma wąsy? Nie ważne, że strzelił 5 bramek na jednym mundialu, że w 5 lat trafił prawie 100 razy w lidze francuskiej, że był jednym z najlepszych polskich piłkarzy. Ważne, że ma wąsy. Tak samo z Małeckim. Nie jest istotne co zrobił, czy umie grać w piłkę czy nie, czy ciągnie Wisłę Kraków. Ważne, że ma jednego papieża na przedramieniu a drugiego na koszulce. To ma go dyskwalifikować.

No i na koniec, że Smuda może powołać Małeckiego, ale ten musi ukorzyć się, przeprosić. Niestety autor nie wyjaśnia za co miałby przeprosić. Wyobrażam sobie więc taki dialog:
– Trenerze przepraszam.
– Dobrze, zrozumiałeś swój błąd?
– Tak.
– I jakie są wnioski?
– Noooo, jakby to powiedzieć, no przepraszam.

To tyle, bo od kiedy Smuda jest selekcjonerem, Małecki nie ma go za co przepraszać. Wielu innych tak, ale nie Smudę. Niestety znany felietonista nie wyjaśnia nam tego zagadnienia. A może za to, że jest na tyle dobry, że obserwuje go Olympique Marsylia? Nie dowiemy się tego.

Przyznaję, że bardzo mocno jestem zażenowany, oburzony i zniesmaczony używaniem takich pozbawionych jakichkolwiek podstaw argumentów, przedstawionych przez autora chcącego uchodzić za poważnego erudytę. Dlatego postanowiłem poruszyć ten temat.
Dlatego, że nie jest to odosobnione podejście autora, ale typowe wyjaśnienie zagadnienia „Dlaczego Małecki miałby nie grać w kadrze?”.
Uważam, że jako czytelnik i kibic (oraz dziennikarz) mam prawo oczekiwać dyskusji na wyższym poziomie.
Ale też w tym momencie chciałbym temat skończyć i skoncentrować się na bardziej merytorycznych sprawach.
Wiadomo, że Małecki nie jest demonem techniki. Nie ma płynności w jego ruchach, jest w tym elemencie ograniczony. W polskiej Ekstraklasie potrafi tę niedoskonałość zniwelować fantastycznym ciągiem na bramkę, szaleńczą nieustępliwością .
Czy walczy po stracie? Selekcjoner Franciszek Smuda forsuje pogląd, że nie. Ale mam wrażenie, że opiera się na swoim z góry założonym poglądzie. Jest to łatka, którą kiedyś wymyślił selekcjoner, zakodował sobie w głowie i właściwie tylko on sam się z nią zgadza. Ja osobiście oglądając Wisłę Kraków nie zauważyłem, żeby Małecki specjalnie odpuszczał z tyłu.
Pamiętajmy, że Robert Maaskant początkowo też odsunął Małeckiego na margines, nie wyobrażał sobie tego zawodnika w podstawowej jedenastce. Dostał opinię kilku leśnych dziadków, powypytywał trochę tu trochę tam, i się jej trzymał. Małecki na treningu przekonał go do siebie, pokazał że nawet w chwili gdy znajduje się na marginesie potrafi pracować ciężej niż inni, że jeśli dostanie cios w plecy, nieuczciwy, niesprawiedliwy, potrafi się podnieść i walczyć dalej.
Ile jest takich osób?
A ilu jest takich trenerów i szefów jak Maaskant, którzy to docenią?
Na jedno i drugie pytanie mam odpowiedź – pewnie niewielu.
Na dziś Małecki nie jest dla mnie kandydatem do gry w podstawowej jedenastce. Skrzydła powinni być obstawione Sławomirem Peszko i Kubą Błaszczykowskim, to dziś najlepsi polscy piłkarze na tej pozycji. Może też grać Ludovic Obraniak, choć to inny typ zawodnika, którego można też wykorzystać w środku.
Małecki jest dla tych piłkarzy idealnym zmiennikiem, zarówno na jedną jak i drugą stronę, obunożny zawodnik z dobra umiejętnością gry kombinacyjnej (co fantastycznie pokazało choćby jego podanie do Iliewa w meczu z Polonią Warszawa, dzięki czemu padła potem bramka), ze znakomitym prostym zwodem i uderzeniem, co widzieliście w meczu z APOEL-em.
Jest to zawodnik, który w sytuacji kryzysowej wciąż idzie na bramkę rywala, który w momencie przestoju potrafi poderwać zespół. Jest więc ten chłopak przedstawicielem tej ginącej polskiej sztuki pospolitego ruszenia, zaprzeczeniem nowej polskiej mentalności.
Oto zawodnik, którego Smuda będzie potrzebował wpuścić na ostatnie 20 minut meczu grupowego o wszystko. Ale nie będzie go miał. Weźmie więc jakiegoś pokornego statystę i pewnie nic z tego nie wyjdzie. A potem będzie szukał wśród dziennikarzy usprawiedliwień tej decyzji.
Przyznaję, że jestem rozczarowany tym, że tak wiele czynników odległych od futbolu decyduje o powołaniach do kadry narodowej. Głównymi argumentami piłkarza, który chce trafić do kadry powinny być:
– wysoka forma piłkarska
– spełnianie kryterium narodowościowego
Nie macie wrażenia, że oba zbyt często są naruszane w przypadku zespołu Franciszka Smudy?

Advertisements

2 komentarze »

  1. Otwocki RTS said

    Co do jednego zdania – REAL zawsze był, jest i będzie WIELKI 🙂

  2. MZ said

    Stwierdzenie, że należy dobierać piłkarzy pod okiem wpasowania do drużyny, czy jak pisze Tuzimek przez wzgląd na ‚Team Spirit’, owszem, ma rację bytu – szkoda tylko, że nikt nie dodał, że w tych krajach, gdzie wybór jest szeroki. Gdzie nie ma różnicy między pierwszą dwójką/trójką/czwórką piłkarzy na jednej pozycji, tacy są zajebiści. U nas problem jest z zestawieniem dwóch porządnych stoperów. Smuda zapomniał powołać prawego obrońcę. Defensywnych pomocników jak na lekarstwo. Członek sztabu szkoleniowego jest najskuteczniejszym napastnikiem, ale w kadrze nie zagra. Tak więc w wypadku naszym to nie jest wybieranie pod profil drużyny/trenera – to wybrzydzanie, uchylanie się przed odpowiedzialnością zmagania się z indywidualnościami. Smuda sam się kreował na takiego indywidualistę, a tymczasem zwyczajnie boi się podjąć walki. I nie wydaje mi się, by Małecki wytrwał zbyt długo w kadrze, właśnie z tego powodu.

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: