Chce wam się jeszcze kibicować Polsce?

Maor Melikson powiedział w rozmowie z Grzegorzem Latą, że zamierza grać dla Polski – informuje oficjalna strona PZPN. Grzegorz Lato stwierdził, że jest to to kwestia czasu.
Oznacza to, że kadra na EURO 2012 może wyglądać tak:

Szczęsny

Piszczek
Perquis – Francuz (babcia pochodzi z Polski)
Nie wiadomo, pewnie jakiś Włoch (lub Arboleda, bo Smuda może zmienić zdanie w każdej chwili)
Boenisch – Niemiec (urodzony w Polsce)

Polanski – Niemiec (urodzony w Polsce)
Dudka

Błaszczykowski
Maor Mellikson – Izraelczyk (Matka pochodzi z Polski)
Obraniak – Francuz (dziadek pochodził z Polski)

Lewandowski

Jakiś Włoch jest tu kluczowy, bo przecież mamy problem ze środkiem obrony. Mamy prawo przypuszczać, że skoro Dąbrowski maszerował z Włoch do Polski, to ktoś inny odbył drogę odwrotną. Ba, na pewno odbył. Wystarczy jedynie do zawodników, którzy są nieźli, ale nie łapią się w kadrze Włoch, wysłać zapytanie. Może ktoś czegoś się doszuka. Na przykład prapraprababki z Polski. Wtedy ponad połowa zawodników naszej kadry, nie miałaby wiele wspólnego z Polską. Nie jest to jedynie gdybanie, ale bardzo prawdopodobny scenariusz wynikający z dotychczasowych doświadczeń.
Myślę, że nie ma przypadku w tym, że na mecz Polski z Meksykiem w stolicy kraju przychodzi 18 tysięcy ludzi. Kibice po prostu przestają się identyfikować z tą drużyną. Jednym z powodów jest prawdopodobnie nadmierna naturalizacja zawodników, która u nas osiągnęła rozmiary wręcz absurdalne. Nie potrafimy wychowywać piłkarzy, namawiamy obcokrajowców, żeby grali dla nas.
Nie są to obcokrajowcy jakiejś specjalnie wysokiej klasy. Zawodnicy, którzy na swoich pozycjach w swoich krajach zajmują 5-10 miejsce. Nic wielkiego.
Melikson jest niezłym piłkarzem na polską ligę, ale jednak przypominam, że to Adrian Mierzejewski, Sławek Peszko i Kuba Błaszczykowski grają na wyższym poziomie, w znacznie mocniejszych klubach. Wystarczy porównać – Trabzonspor, FC Köln i Borussia Dortmund vs. Wisła Kraków. Daje sporo do myślenia.
Nasz polsko-izraelski Maor w meczach z APOEL-em Nikozja po prostu nie istniał. „International level” go przerósł. Może to było jednorazowe, nie wiem. Widzę, że ma umiejętności, ale jednak w najważniejszej próbie ich nie pokazał. Wydaje mi się, że zatracił swój jedyny podstawowy atut – szybkość. O ile w polskiej lidze czaruje nią powolnych i ociężałych defensywnych pomocników, o tyle na poziomie międzynarodowym w ogóle się nie wyróżnia.
Kadra na EURO 2012 to ostateczny upadek polskiej myśli szkoleniowej, dowód na to, że Polski Związek Piłki Nożnej wywiesił białą flagę jeśli chodzi o szkolenie młodych zawodników.
Dziś zwolennicy naturalizacji będą chcieli nam wmówić, że jesteśmy ciemną masą. Ale pamiętajcie, że jeśli my nią jesteśmy, to światłymi ludźmi są będący w opozycji Smuda i Lato.
W tym przypadku bardziej jednak trzeba mówić o kwestiach uczuciowych niż czysto piłkarskich.
Choćby o takich, że w przypadku Meliksona nie ma większych wątpliwości, dlaczego wybrał grę dla Polski. Ano dlatego, że w reprezentacji Izraela nie ma szans zaistnieć.
O ile poprzedni naturalizowani zawodnicy próbowali nam wmówić, że zakochali się w Polsce, ten chyba nawet nie powinien takiej próby podejmować. Próbował grać dla swojej ojczyzny, nie udało się wywalczyć miejsca, przegrał rywalizację, m.in. z Yossi Benayounem. Izrael stracił właśnie szanse na grę w EURO 2012, co oznacza że Melikson być może stracił możliwość znakomitej promocji i wyjazd do atrakcyjnej zachodniej ligi. I nagle pojawiła się kolejna szansa…
To oczywiście spekulacje, ale jednak przyznacie, że uzasadnione?
A że ma matkę Polkę? No cóż, w Izraelu pewnie spory procent osób ma coś wspólnego z Polską. To oczywiste uwarunkowanie historyczne. Pewnie, że nie odbiera to zawodnikowi prawa gry dla Polski, absolutnie. Ale wyraźnie pokazuje nam, że jesteśmy tylko i wyłącznie drużyną drugiego wyboru, międzynarodowym odpadem (ja jednak nie zaryzykuję obrażania Meliksona w stylu Janka Tomaszewskiego, który zdecydowanie przesadził porównując Perquisa do śmiecia).
W tym moim proteście nie chodzi konkretnie o Meliksona, jest on po prostu kolejnym zawodnikiem w kadrze, który wybrał nas bo gdzie indziej się nie załapał. Kolejnym – to słowo kluczowe.
W Polsce mamy bowiem zjawisko zupełnie niespotykane nigdzie w cywilizowanym świecie. Nie robią tak Niemcy (ta kwestia była już wielokrotnie wyjaśniana, „obcokrajowcy” w zespole Joachima Loewa, to głównie ci, którzy się tam wychowali czy nawet urodzili), nie robią tak Anglicy, nie robią tak Hiszpanie, czy Holendrzy. Oczywiście zdarzały się przypadki, ale sporadyczne albo podyktowane tym, że do Holandii przyjeżdżają mieszkańcy starych kolonii, np. Ruud Gullit, tacy zresztą, którzy grę w kadrze traktują jako sportowy awans, bo ich drużyny w poważnej piłce się nie liczą. My znamy taki przypadek z hokeja na lodzie – urodzony w Polsce Wojtek Wolski ma podwójne obywatelstwo, ale wybrał grę dla Kanady, ze zrozumiałych względów – Polska w hokeju właściwie nie istnieje, w skali globalnej znaczy pewnie niewiele więcej niż Bangladesz.
W odróżnieniu do poważnych drużyn naturalizację próbowali przeprowadzać za to różni szejkowie z krajów arabskich. Za kasę, co spotkało się z szybką i zdecydowaną reakcją środowiska międzynarodowego. U nas też będzie za kasę, bo przecież istnieje podział premii za mecze kadry, poza tym EURO 2012 to promocja i możliwy transfer. A wiadomo, że reprezentacja gospodarzy zawsze cieszy się szczególnym zainteresowaniem światowych mediów.
Czas Laty i Smudy będzie na zawsze będzie mi się kojarzył z tym, że drużyna narodowa zamieniła się w jakiś groteskowy klub. Jako kibic byłem w stanie tolerować jednego czy dwóch piłkarzy pochodzenia zagranicznego. Nadwyrężało to mocno moje zainteresowanie tym zespołem, ale są granice tolerancji. Kiedyś już pisałem, że każdy ma własne, jest tu tak jak z cierpliwością.
Lato i Smuda – prości goście, dla których polska flaga znaczy tyle co kawałek szmaty. Szkoda. Liczy się jedynie wynik. Zresztą na znanym bulwarowym portalu piłkarskim pojawiły się nawet propozycje koszulek z podobizną Smudy i różnymi hasłami, np. „Dam dupy za wyjście z grupy”. Wulgarne, ale jakże prawdziwe.
Franz Smuda zawsze mówił, że chce grać jak Niemcy. Niestety Niemców przypominamy jedynie w tym, że istnieje szansa na to, by liczbę Polaków w drużynie zredukować do trzech. W pozostałych aspektach drużyny niemieckiej nie przypominamy – w grze, w organizacji pracy (jest żałosna, godziny treningów są non stop zmieniane, lub zajęcia są po prostu odwoływane, zamykane dla publiczności), w skandalicznym podejściu do mediów, odbieraniu akredytacji (chyba, że chodziło o porównanie z NRD).
Ja szczerze mówiąc coraz rzadziej mam ochotę oglądać ten zespół. Oczywiście opisywał Polaków będę, bo to moja praca. Ale czy będę tej drużynie kibicował podczas EURO 2012? Jeszcze się zastanawiam, ale jestem bliski żeby powiedzieć: „Nie, dziękuję”. Na pewno chciałbym, żeby niektórzy piłkarze wypadli indywidualnie dobrze. Będę kibicował Peszce, Mierzejewskiemu, Błaszczykowskiemu, Szczęsnemu, Piszczkowi itd. Ale skoro jest tam coraz mniej polskich piłkarzy, to nie wiem dlaczego miałbym ten zespół traktować inaczej niż pozostałe ekipy – choćby wspomniane Hiszpanię, Niemcy, Anglię, Holandię. A tamte ogląda się jednak przyjemniej.
PS. Widzę dziś w internecie, że ludzie się radykalizują, że nie chcą kolejnych obcokrajowców, widzę coraz więcej deklaracji kibiców, którzy mówią: „Ja tej reprezentacji kibicował nie będę”. I jakoś wcale mnie to nie dziwi.
PS2. I jeszcze o komentarzu Grzegorza Mielcarskiego. 10-krotny reprezentant mówi w rozmowie z serwisem gazeta.pl:
„Przecież matka Maora urodziła się w Polsce, a on ma polskie obywatelstwo Jeśli o innych była taka walka, to – o ile Maor chce dla nas grać – czemu nie skorzystać? Niedawno cała sportowa Polska czekała na Arboledę w biało-czerwonej koszulce, a przecież on nie ma z naszym krajem nic wspólnego”

Z tego co ja pamiętam, cała Polska nie czekała na powołanie Arboledy, wręcz przeciwnie, właśnie dziennikarze, kibice i sami piłkarze zadecydowali, że Arboleda grać w kadrze nie będzie i zmusili Smudę do zmiany decyzji.

tekst został zaktualizowany o 14.05

Advertisements

31 komentarzy »

  1. Omar said

    100% racji. To już nawet nie jest smutne, tylko żenujące. Mam wrażenie, że obcokrajowcom łatwiej o miejsce w kadrze niż Polakom.

    A tak przy okazji, to Mikel Arteta nigdy nie grał w pierwszej reprezentacji Hiszpanii. Lepszy od Meliksona. Może jego prapradziadek nazywał się Artetowicz i wyjechał do Hiszpanii?

  2. Łukasz said

    Marku, przede wszystkim żyjemy w XXI wieku, gdzie świat naprawdę staje się globalną wioską i pojęcie „obywatelstwo” czy „granica” powoli się dewaluuje. Wystarczy rozejrzeć się dookoła – w klasach szkolnych (nawet w naszym Otwocku) widzimy coraz więcej dzieci, których rysy twarzy czy kolor skóry wyraźnie odróżnia się od innych. Nasza polska demokracja jest bardzo młoda, ale za parę lat nasze reprezentacje sportowe w różnych dyscyplinach będą przedstawiały się podobnie jak Szwecji (z Ibrahimovicami), Niemiec (Podolskimi) czy Belgii (Mpenzami). Trwa okres transformacji, taka sytuacja dopiero będzie za kilka lat, ale już trzeba na to się przygotować. Wyśmiewasz piłkarzy z polskimi korzeniami – sam mam liczną zagraniczną rodzinę w różnych częściach Europy i oburzam się na myśl, że komuś kiedyś może przeszkadzać, jeśli mój siostrzeniec o obcobrzmiącym nazwisku będzie chciał reprezentować kraj swoich przodków. Ma do tego takie samo prawo jak Ty czy ja.
    Teraz kwestia czystego „naturalizowania”, bo do tej pory pisałem o pochodzeniu. Wymieniasz potęgi piłkarskie, które tak naprawdę nie muszą tego robić. Potencjał Włoch czy Hiszpanii jest nieporównywalny z naszym. I co z tego? Na pewno mówią Ci coś nazwiska Marcos Senna, Amauri czy Thiago Motta? Skoro robią to mistrzowie świata to dlaczego nie mamy robić tego my? Dla zaściankowej idei? We Włoszech i w Hiszpanii nikomu to nie przeszkadzało… Rozejrzyjmy się dookoła. Popatrzmy na kadry reprezentacji Ukrainy, Chorwacji, Austrii, Szwajcarii (to tylko pierwsze przychodzące mi na myśl bez zbytniego zagłębiania się w temat) – to jest współczesny świat w którym musimy nauczyć się żyć. Czy jeszcze niedawno ktoś był sobie w stanie wyobrazić, że w składzie mistrza Polski będzie grał JEDEN Polak?
    Kolejna sprawa – frekwencja na meczach reprezentacji. Dlaczego ludzie mają się zabijać o bilety na mecze kiepsko grającej drużyny, w dodatku ” o pietruszkę”? Zawsze na reprezentację waliły tłumy dla meczów o stawkę i dla efektownej i porywającej gry. Im lepiej grali, tym była wyższa liczba widzów – tak też jest na całym świecie. Na potwierdzenie tego pomyśl – ile milionów kibiców próbowało zdobyć bilety na mecze kadry na najbliższych Mistrzostwach Europy? Tutaj już dobór reprezentantów nikogo nie odstręczał.
    Teraz sedno sprawy – sam Maor Melikson i jego umiejętności. Niedawno upierałeś się nad powołaniem Małeckiego jako alternatywę dla Błaszczykowskiego czy Peszki. Obserwowałem kilka meczów Wisły w tym sezonie i gdzie był Małecki? Nie pokazał nic. A sam Maor może też nie zawsze błyszczał, ale w porównaniu ze swoim kolega był jakby z innej bajki. Myślę że obaj podobne notowania mają też u swojego klubowego trenera, więc nie jest to tylko moja opinia.Nie można go oceniać na podstawie jednego meczu z Apoelem, gdzie przy tak grających kolegach nawet sam Robben pewnie nic by nie był w stanie pokazać.
    Jestem pewien, że reprezentacja nie raz miałaby z niego pożytek, bo jest to piłkarz jak na nasze warunki wybitny i byłby prawdziwą alternatywą dla liderów naszej reprezentacji.
    Przyczyny jego decyzji… Na pewno gra na EURO 2012 jest wabikiem dla wielu piłkarzy, ale nie oznacza to, że oni wszyscy automatycznie będą mieli miejsce w drużynie powołanej przez selekcjonera. Po prostu aby w tej kadrze zaistnieć muszą coś pokazać, a wszystko to będzie tylko z korzyścią dla nas wszystkich Polaków – i tych „nowych” i tych z dziada pradziada :). A dodatkowy atut w postaci gospodarza imprezy grzechem byłoby nie wykorzystać, więc bierzmy i sprawdzajmy wszystkich, którzy mają podstawy by grać z orłem na piersiach.
    Pozdrawiam !

    • dzemeuksis said

      Łukaszu,

      Piszesz
      Wyśmiewasz piłkarzy z polskimi korzeniami – sam mam liczną zagraniczną rodzinę w różnych częściach Europy i oburzam się na myśl, że komuś kiedyś może przeszkadzać, jeśli mój siostrzeniec o obcobrzmiącym nazwisku będzie chciał reprezentować kraj swoich przodków. Ma do tego takie samo prawo jak Ty czy ja.

      Ależ tu nie chodzi o kolor skóry, ani brzmienie nazwiska! Chodzi li tylko o piłkarskie wykształcenie (w każdym razie mi, ale zdaje mi się że Markowi też, chociaż nie na tym koncentruje się jego felieton)

      I dalej
      Wymieniasz potęgi piłkarskie, które tak naprawdę nie muszą tego robić. Potencjał Włoch czy Hiszpanii jest nieporównywalny z naszym. I co z tego? Na pewno mówią Ci coś nazwiska Marcos Senna, Amauri czy Thiago Motta?

      Z wymienionych przez Ciebie tylko Senna nie reprezentuje kraju, w którym się wychował piłkarsko. A i tak w reprezentacji Hiszpanii nie odgrywa i nigdy nie odgrywał pierwszoplanowej roli.

      Popełniłem artykuł, który skupia się tylko na problemie upodabniania reprezentacji do klubów. Pozwolę sobie podlinkować, ale jakby co, to nie obrażę się za usunięcie: Istota reprezentacji narodowych

      • Łukasz said

        Bardzo interesujący artykuł, ale tak się ma do współczesności jak książka z instrukcją obsługi Fiata 126p. Będziemy idealistami, a bramki w meczu z Chorwacją będzie strzelał nam Eduardo, a z Ukrainą Gueye albo Edmar… Za to po błędach rodowitego i piłkarsko wykształconego u nas Polaka – Głowackiego, na grę którego z dumą będziemy patrzeć… Trzeba iść z duchem czasu – dziś w świecie zacierają się pojęcia narodowości, czy ktoś tego chce, czy nie. Rozumiem Cię – sam niechętnie patrzyłem na Rogera w kadrze, ale różnica między nim a obecnymi reprezentantami jest taka, że oni mają pełne prawo z względu na pochodzenie reprezentować nasz kraj. Mam nadzieję, że kieruje Tobą czysty i naiwny idealizm, bo w większości reakcji kibiców można doszukać się skrajnego nacjonalizmu i wstydzę się słysząc gwizdy na naszych reprezentantów tylko z powodu ich pochodzenia…
        Wszyscy wymienieni przeze mnie piłkarze wychowywali się poza granicami reprezentowanych obecnie państw… Przykładów można mnożyć bez liku niemal we wszystkich federacjach, ale tylko w Polsce robi się z tego problem.

  3. dzemeuksis said

    A odpowiadając na tytułowe pytanie: to nawet nie jest tak, że pewnego dnia strzeliłem focha i postanowiłem nie oglądać meczy reprezentacji. Nie była to świadoma decyzja, poparta jakimiś głębszymi przemyśleniami – ot, po prostu jakoś tak samo zaczęło mi to trochę zwisać. Może ma to związek ze starzeniem się i zmianą priorytetów, a może z tym, że nie potrafię w pełni utożsamić się z zespołem złożonym w dużej części z chłopaków piłkarsko wychowanych na obczyźnie.

  4. Torben said

    Senna nie odgrywał ważnej roli ? Był podstawowym defensywnym pomocnikiem Hiszpanii, gdy ta zdobywała złoto na Mistrzostwach Europy.
    Teraz nie odgrywa, bo ma 35 lat.

    Motta reprezentuje Włochy. Do 17 roku życia grał w rodzinnej Brazylii, później wyemigrował do Hiszpanii, gdzie występował przez 9 lat. Jako 21 – latek zagrał 2 mecze w reprezentacji Brazylii na turnieju o mistrzostwo concacaf (Ameryka Płn. i Karaiby).

    We Włoszech jest dopiero od 3 lat, i nie wiem, jakim cudem udało mu się zmienić reprezentację. Co prawda na golden cup w 2003 Brazylia wysłała piłkarzy z de facto kadry u – 21, ale w turnieju startowały oficjalne reprezentacje A.

    Amauri jako 20 – latek przyjechał z Brazylii do Szwajcarii, potem, po paru miesiącach znalazł się we Włoszech.

  5. vegetable78 said

    @Łukasz
    Nie chodzi o wyśmiewanie osób polskiego pochodzenia. Chodzi o to, że mam wątpliwości czy drużyna składająca się w znacznej części z piłkarzy, którzy właściwie z Polską nie mieli nic wspólnego poza pochodzeniem swoich przodków, nie mówiący słowa po Polsku, przyjmują obywatelstwo, bo na grę w swojej kadrze nie mają szans. Zwróć uwagę na to, że nigdy nie miałem żadnych wątpliwości co do Adama Matuszczyka, który również miał obywatelstwo niemieckie, ale od początku był przekonany dla której reprezentacji chce grać.
    W tych naturalizacjach lub powrotach do korzeni warto wziąć też pod uwagę to, że dzieje się to przed EURO 2012, gdy wartość marketingowa piłkarza polskiej reprezentacji się zwiększa.
    Melikson kilka tygodni temu jasno deklarował, że nie chce grać dla Polski, bo jest Izraelczykiem. Dziś nie ma miejsca w kadrze Izraela, a gdyby miał, to Izrael nie zagra na dużym turnieju, więc zawodnik zmienia ton. Tak przypuszczam. Czy to oznacza, że traktuje naszą kadrę jako reprezentację narodową czy jako trampolinę w karierze?
    Jeśli chodzi o Małeckiego, to po prostu uważałem, że należy dać mu szansę, sprawdzić go, bo może być dobrym zmiennikiem, zaś argumenty którymi posiłkowali się jego przeciwnicy były niepoważne.
    I wracając do Twoich przykładów z drużyn zachodnich – zaznaczyłem, że są to sytuacje incydentalne. U nas mamy do czynienia z przekroczeniem granicy. Przynajmniej ja to tak odbieram, ale oczywiście jest to bardzo indywidualne podejście.
    Nie ma wątpliwości, że prawo jest po stronie Meliksona, ale było również po stronie Arboledy. Może jestem konserwatystą, ale jestem bliski tego, by nie utożsamiać się z takim zespołem. Może hymn podczas pierwszego meczu na EURO 2012 rozwieje moje wątpliwości.
    Pozdrawiam i zapraszam do częstszej dyskusji, bo jak wiadomo nikt nie ma monopolu na prawdę 🙂

  6. Łukasz said

    Marek, do głowy mi nie przyszło, że wyśmiewasz osoby polskiego pochodzenia. Boli mnie tylko Twój sprzeciw na ich grę dla Polski. Przecież mają do tego pełne prawo – takie mamy czasy. W Hiszpanii czy Włoszech naturalizują piłkarzy incydentalnie, bo mają swoich lepszych. Znam trochę włoską mentalność i gwarantuję Ci, że gdyby mieli potrzebę i potencjalnych kandydatów, ich kadra wyglądała by bardziej jak z reklamy United Colours of Benetton :). Nas należy bardziej porównywać do zbliżonych nam „kultur” piłkarskich Austrii, Belgii czy Ukrainy, gdzie takich obiekcji nie mają. My jesteśmy od nich w jeszcze lepszej sytuacji, bo kandydaci do kadry „pchają się drzwiami i oknami” przyciągani wizją gry na wielkim turnieju. Grzechem byłoby tego nie wykorzystać. Ale nie wszyscy muszą się do tej kadry załapać. Zwiększa to tylko pole manewru dla selekcjonera i zwiększa konkurencję. Skoro nasz system szkolenia od lat kuleje, na razie korzystajmy z importu. Nie każdy musi na EURO zagrać, ale dajmy każdemu szansę – nie stać nas na marnotrawstwo. Na uwagę zasługuje też fakt, że oni wszyscy mają polskie korzenie, nie jest to kolejny Olisadebe czy kompletne nieporozumienie – Roger, bzdurą byłaby też gra dla Polski Arboledy, więc w jakimś stopniu Smuda słowa dotrzymuje :). Wracam do samego Meliksona. Użyłeś określenia, że będzie to dla niego „trampolina w karierze”. I bardzo dobrze – będę trzymał kciuki, żeby po mistrzostwach kupiła go Barcelona… Będzie to na pewno korzyść dla niego jak i dla nas, bo to będzie znaczyło, że dał nam naprawdę dużo. Nie jestem jego fanem, ale wiem, że wiedząc, że on jest na ławce, Peszko w następnym meczu mając trzy setki bardziej się do wykończenia przyłoży, Małecki będzie na treningach harował za dwóch a ja będę spokojniejszy, że w razie kontuzji Błaszczykowskiego świat się dla nas nie skończy. Piłkarze jego pokroju mogą podnieść poziom i atrakcyjność gry biało-czerwonych.
    Ja tej reprezentacji będę kibicował zawsze (chociaż nigdy Smudzie nie wybaczę rezygnacji z Boruca) i bolą mnie gwizdy kibiców na Polanskiego czy Perquisa – to dla nich też jest poważna życiowa decyzja i trzeba ich wybór docenić, bez względu na intencje, których się tylko możemy domyślać. Razem jedziemy na jednym wózku i my jako kibice pchajmy go w tę samą stronę co piłkarze. Rozliczymy się po mistrzostwach.

  7. Łukasz said

    Przepraszam – zaplątałem się – faktycznie pierwotnie napisałem, że wyśmiewasz. Trochę za mocne słowo – przepraszam.

  8. vegetable78 said

    nie ma sprawy 🙂 wracając do tematu, problemem dla mnie jest nie tyle Melikson, bo szanuję jego prawo do gry w kadrze, ale rozmiary jakie osiągnęło zjawisko rozdawnictwa paszportów. Może zakopałem się w tym konserwatyzmie, szanuję prawo do odmiennego zdana, ale dlatego też piszę, że ja powoli się odsuwam od kadry. I widzę, że wiele osób się odsuwa, choć w ankiecie onetu 66 procent z kilkudziesięcu tysięcy głosujących cieszy się z tej decyzji. W kolejnym wpisie zajmę się stroną czysto piłkarską przejścia Meliksona. Pzdr.

  9. Łukasz said

    Nie martw się – od lipca 2012 nie będzie już tego „problemu” 🙂
    Pozdrawiam.

  10. vegetable78 said

    no tak, a najważniejszą naszą imprezę przeżyjemy z trenerem z żartem zza stodoły, prezesem z ripostą spod budki z piwem i obcokrajowcami, którzy przyjechali do Polski, żeby się wypromować.

  11. Łukasz said

    Trener i prezes – zgoda, ale piłkarzom dajmy szansę… Matuszczyk, Obraniak, Perquis i Boenisch cały czas chcieli grać dla Polski. Jedynie Polanski i Melikson – ale dajmy im szansę, każdy ma prawo do błędu czy zmiany zdania – to są tylko ludzie. Może chcą się wypromować – ale jeśli im się uda będzie to z korzyścią dla nas wszystkich. Jeśli nie – będzie jak zwykle na ostatnich imprezach z rodowitymi Polakami w składzie, czy bez. Nie mamy nic do stracenia. A naprawdę jest to teraz już tak powszechne, że nie ma co z tego robić problemu, tylko trzeba to zaakceptować. Jeśli piłkarze urodzeni i wychowani w Polsce będą lepsi – niech grają tylko oni, a Obraniak i Melikson niech im podają piłki… Po prostu niech grają najlepsi, a im większy wybór, tym lepiej. Trenera i prezesa nie zmienimy, ale ci piłkarze nie będą ich reprezentować, tylko nas. Więc pomóżmy im w tym.

  12. vegetable78 said

    ale dlaczego by nie kupić jakiegoś Brazylijczyka, który nie łapie się w kadrze? A może w przyszłości pójdziemy dalej? Skoro w ataku reprezentacji Argentyny zagra załóżmy Messi – Aguero – Tevez, to przecież Milito i Higuain cały czas są wolni… teraz przepisy na to nie pozwalają, ale kto powiedział, że wkrótce nie będą? W końcu „takie są czasy”.

  13. Łukasz said

    Jeśli Milito czy Higuain mieli przodków Polaków i wyraziliby chęć reprezentowania naszego kraju to nie widzę przeszkód (oczywiście zakładając zmianę przepisów ze względu na grę w reprezentacji Argentyny). Pod warunkiem, że okazaliby się lepsi od Jelenia 🙂 … poza tym, gdyby to było możliwe, to już dawno „sprzątneli” by nam ich Włosi albo Hiszpanie, bo oni nie mają takich oporów jak Ty.

  14. vegetable78 said

    @Łukasz
    Raczej Emiraty. Dziś musisz mieć przodków, jutro już nie, bo „takie są czasy”. Czyż nie wystarczy wolny wybór i chęć danego państwa, by stać się jego obywatelem? Przecież świat się zmienia.
    Myślę, że tego typu zabiegi oraz próby ograniczenia liczby meczów międzynarodowych do 6 na eliminacje (propozycja Rummenigego w imieniu wielkich klubów) doprowadzą do likwidacji drużyn narodowych za 20-30 lat. A w międzyczasie, raczej pod koniec tego okresu, być może obejrzymy jeszcze kilka sukcesów zespołów z krajów arabskich, jakiś tytuł mistrza świata, czy nawet mistrza Europy (specjalnie mnie to nie zdziwi, skoro Japonia już gra w Copa America, a jakże, w celach komercyjnych)… i to zamknie rozdział pod tytułem „kadry narodowe”. Oczywiście to football fiction, ale czy nie można sobie wymyślać takich scenariuszy? Może zrobię o tym wpis 🙂

  15. dzemeuksis said

    Łukasz,

    Mam nadzieję, że kieruje Tobą czysty i naiwny idealizm, bo w większości reakcji kibiców można doszukać się skrajnego nacjonalizmu i wstydzę się słysząc gwizdy na naszych reprezentantów tylko z powodu ich pochodzenia…

    Cóż, tak chyba właśnie jest z tym idealizmem. Nacjonalistą nie jestem i nigdy nie byłem, czego chyba wystarczającym dowodem jest postulat całkowitego zniesienia ograniczeń w zatrudnianiu obcokrajowców przez kluby.

    A takich ludzi co gwiżdżą na zawodników swojej drużyny (z jakiegokolwiek powodu), to ja mam wątpliwości, czy można nazwać kibicami. Bardziej adekwatne określenie dla nich, to chyba po prostu „widzowie”.

    • dzemeuksis said

      Pah, zapomniałem o najważniejszym: cały mój postulat miałby oczywiście pełny sens tylko wtedy, gdyby został zrealizowany przepisami FIFA, nie zaś na szczeblu lokalnym.

      Niemniej wolałbym, żeby moja reprezentacja dziadowała, niż żeby grała dobrze kosztem wątpliwości, czy mogę nazwać ją „moja”.

      Tak, jak jest obecnie, to reprezentacje przestają się różnić od klubów. Jaki więc jest sens komplikowania kalendarza rozgrywek piłkarskich utrzymywaniem obu tych bytów?

  16. Omar said

    Czy Perquis udowodnił w końcu swoje polskie korzenie, czy jednak nie skompletował papierów i dano mu paszport na słowo honoru? Już się pogubiłem w tej historii. Nie mam nic do Matuszczyka, Obraniaka jakoś z bólem przeżyłem, ale Perquisa już nie rozumiem. Tak samo jak brzydzę się tanim koniunkturalizmem w wykonaniu Polanskiego i Meliksona. Moim zdaniem, powoływanie ich, to brak szacunku dla mnie jako Polaka. Dać im te granatowe stroje, teraz do nich pasują. Perquis jest tak bardzo związany z krajem przodków, że nigdy w nim nie był i słowa w naszym języku powiedzieć nie umie. Ciekawe czy w kadrze Niemiec lub Włoch, mógłby zagrać ktoś kto nie zna ojczystego języka. Nie mam nic przeciwko werbowaniu potomków emigrantów, vide Matuszczyk, ale taki Perquis jest stuprocentowym Francuzem i gdyby nie został piłkarzem, to o Polsce w życiu by sobie nie przypomniał. Przecież francuskiemu piekarzowi polski paszport nie jest do szczęścia potrzebny.

    A najbardziej mierzi mnie to, że bierzemy towar absolutnie przeciętny. Np. mam wrażenie, że Polanski nie wygryzłby Dudki ze składu Auxerre, a to oznacza, że w kadrze gra w głównej mierze nie dlatego, że ma polski paszport, ale dlatego, że ma też niemiecki.

  17. Eks-redaktor said

    Oj redaktorze… Nie jestem zwolennikiem gry Meliksona dla reprezentacji Polski, ale wiele podanych tu argumentów „kupy się nie trzyma”. Jak to Hiszpanie tak nie robią? A Donato to przepraszam kto, jak nie Brazylijczyk przywdziewający hiszpańską koszulkę. A Marcos Senna? To samo!

    Z Wojtkiem Wolskim sprawa jest nieco inna. Otóż on chciałby grać dla Polski, ale przepisy PZHL mówią jasno – nasz kraj może reprezentować zawodnik, który występował w polskiej lidze. Wyjeżdżanie z Bangladeszem jest tu więc popisem niewiedzy.

    Na ME w koszykówce wystąpił w barwach reprezentacji Polski Thomas Kelati. W mediach cisza, akceptacja – podobnie jak wcześniej z Joe McNaullem. Jakoś nikomu nie przeszkadzało, że nasz kraj w narciarskim zjeździe reprezentuje czystej krwi Francuz – Stephane Exartier. A tu jest nagle larum, że zagraniczna kadra… Warto postarać się w tym miejscu o konsekwencję – albo nie popieramy tego wcale, albo popieramy całkowicie. I to apel do wszystkich mediów, a nie autora bloga.

    Poza tym czy tak bardzo można się dziwić kalkulacjom Maora Meliksona? Gdzie, jak nie w kadrze Izraela występuje Toto Tamuz – nigeryjski napastnik, który zadebiutował w obcej reprezentacji, dzięki wielu działaniom polityków najwyższego szczebla. Czy czegoś nam to nie przypomina?

    • vegetable78 said

      @Eks-redaktor
      Wojtek Wolski nie chciał grać dla Polski, wolał Kanadę, wiem o tym, bo przez lata rozmawiałem z nim regularnie, jeszcze jako zawodnikiem Brampton Battalion a potem Colorado, również na ten temat. Nie jest to więc moja niewiedza, mam raczej dość dobre źródło.
      Mówił, że interesuje go Kanada, tylko. Ta bajka z PZHL pojawiła się jakieś dwa lata temu, ok, może zmienił zdanie, nie sprawdzałem tego. Ale sądzę, że PZHL raczej naciągnąłby regulamin, gdyby była taka możliwość. Więc to raczej ściema.
      Co zaś się tyczy podanych przez ciebie sytuacji z Donato i Senną, to tak jak pisałem, były to sytuacje incydentalne. A mi nie chodzi o Meliksona tylko o zjawisko kupowania zawodników do reprezentacji narodowych, uważam że to niesmaczne.

  18. Łukasz said

    Może to być dla Ciebie niesmaczne – ale jest to sytuacja coraz bardziej powszechna na całym świecie i trzeba się powoli do tego przyzwyczaić. Dla mnie z kolei niesmaczne jest odwracanie się od narodowej reprezentacji, jakkolwiek by nie wyglądała.
    Donato i Senna to były sytuacje incydentalne, ale zobaczysz w przyszłości – będą coraz częstsze. Wszystko zależy od popytu – nawet Anglicy od lat rozglądają się za jakimś dobrym bramkarzem i prędzej czy później jakiegoś Szczęsnego czy Almunię naturalizują…

    • vegetable78 said

      Łukasz, były już takie głosy, ale jak widzisz, jeszcze tego nie zrobili. W momencie gdy traktujemy kadry narodowe jak kluby, ich istnienie przestaje mieć sens. Po prostu z nich zrezygnujmy i skoncentrujmy się na rozgrywkach klubowych. To miałoby sens.

  19. Łukasz said

    Ale ja potrafię się utożsamić z taką reprezentacją i myślę, że Twoje rozumowanie jest w mniejszości. Słychać ze wszystkich stron głosy przeciw, ale tylko dlatego, że większość akceptujących taki stan rzeczy po prostu siedzi cicho. Powtarzam – jeśli ktoś ma polskie korzenie, to czemu ma nie mieś prawa być Polakiem? Ty bojkotujesz reprezentację składającą się jakby nie patrzeć z Polaków, a jeśli kryterium „polskości” miałaby być znajomość języka, to czystkę należy zacząć robić już od trenera… Przypadki Rogera i Olisadebe były inne i tutaj już bym z Tobą nie polemizował. Jednak wszyscy obecni piłkarze mają pełne prawo mieć polski paszport bez pomocy polityków najwyższego szczebla. To, co nimi kierowało (autopromocja poczucie niedowartościowania) jest sprawą drugorzędną, bo liczy się wspólny interes – skuteczna gra!

  20. vegetable78 said

    Nie dogadamy się, ale masz rację – jestem w mniejszości. Wiem, widziałem choćby wyniki głosowania na onecie, ponad 60 procent (na 100 tys.) było za Meliksonem. Ale czy to znaczy, że mam zmienić zdanie? Po prostu argumenty do mnie nie trafiają. Jestem przeciwko handlowi koszulką z godłem narodowym i nie zmieni się to. To, że Polacy w niskim stopniu utożsamiają się ze swoją ojczyzną, w znacznie niższym niż Niemcy, Anglicy czy Amerykanie, też nie jest dla mnie żadną nowością, obserwuję to od lat i nie jestem zaskoczony.
    Lubię też „Imagine” Lennona, mogę sobie wyobrazić, że nie ma krajów i narodów, ale póki są – to niech zostaną konserwatywne. Pzdr.

  21. Łukasz said

    Nacje, które przytaczasz składają się w coraz większym stopniu z emigrantów, ich stopień utożsamiania się z ojczyzną jest trochę sztucznie nadmuchany – tam każdy chce pokazać, jakim to jest patriotą choćby dla podniesienia poczucia własnej wartości, ale to jest temat na inną dyskusję, niekoniecznie na forum piłkarskim. Ja bym trzymał się wcześniej wspomnianych przez Ciebie Włochów czy Hiszpanów. Tam taż żyją patrioci, ale mają więcej luzu i tolerancji.
    Pozdrawiam

  22. brus_wilis said

    Porucznik Rżewski ubierając się na bal wkłada do prawej kieszeni spodni banana.
    – Na co wam banan w spodniach, poruczniku ? – pytają go.
    – Ot, cóż…zatańczę z jakąś damą ona przylgnie do mnie, poczuje banana i przesunie się tak by przytulić się z drugiej strony….I tuśmy jej czekali!!!

  23. Czasowstrzymywacz said

    Niepotrzebnie żeśmy w 1939 roku walczyli, niepotrzebny był Hubal, Powstanie itd.. Myślę że jeślibyśmy wiedzieli że ” takie będą czasy” to chętnie bylibyśmy częścią Niemiec, pomyślcie ile sukcesów w piłce nas omineło…

  24. Łukasz said

    Czasowstrzymywacz – czy w 1939 nasi przodkowie walczyli po to, że by nikt, kto chce i ma do tego prawo nie mógł być Polakiem? Czy spór jest o to, żeby polscy piłkarze mogli grać w reprezentacji Niemiec?
    Ciemnota i całkowity brak zrozumienia tematu. A przy tym jeszcze obrażasz wszystkich, którzy czują i myślą to samo co ja. Bo to nie jest brak patriotyzmu z mojej strony, tylko wyrozumiałość i otwartość.
    Rozumiem jeszcze tych, którzy oburzają się z powodu pobudek kierujących Meliksonem. Ale teksty typu „niepotrzebnie żeśmy walczyli” bo ktoś chce być Polakiem…..?

  25. iwcia said

    co innego emigranci, którzy z własnej przyjeżdżają do kraju, asymilują się ze społecznością i naturalną koleją rzeczy zaczynają utożsamiać się z krajem, do którego emigrowali, zostają jego obywatelami a na samym końcu tego procesu zostają (patrz Łukasz Podolski, Klose) reprezentantami danego kraju a co innego gdy taki Perquis, Polanski, Boenisch, Obraniak mający tyle wspólnego z Polską co ja z Ukrainą (czyli nic), gdy nie mają szans na grę w reprezentacji swojego kraju przypominają sobie o swoich dziadkach, ciotkach pociotkach i bezczelnie łgają jak to zawsze marzyli o grze dla Polski.
    Dla Smudy i Laty reprezentacja Polski to jest klub do którego można ściągać piłkarzy, oczywiście, że za pieniądze, bo im za to płacą.. że grają dla nas… Sorry Batory ale dla mnie jako kibica reprezentacja Polski to coś więcej niż jakiś tam klub… Jak sama nazwa wskazuje to reprezentacja narodowa, ja nie jestem jakąś nacjonalistką a MSZ (moim skromnym zdaniem), to reprezentacja narodu polskiego…
    ale co to dla SMudy znaczy właśnie widać…………. „Dam dupy za wyjscie z grupy” dosadne, komiczne ale prawdziwe

  26. Czasowstrzymywacz said

    Łukasz ,widzisz chłopku jest coś takiego jak „ironia” ,poczytaj w encyklopedii, ale widzę że w tym przypadku strzał był celny, bardzo się oplułeś tworząc odpowiedź i nie do końca zrozumiałeś o co chodzi. Pozdrawiam i do zobaczenia na meczu repry……

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: