Szef mafii

Tytuł: Spowiedź Fryzjera
Autorzy: Ryszard Forbrich, Adam Godlewski (jako wysłuchujący i spisujący)
Wydawnictwo: Wątek
Dostępna: wszędzie

„Spowiedź Fryzjera” kraju nie zmieniła, bo w sumie nie mogła. Autobiografia faceta, który stał się symbolem korupcji w polskiej piłce jest jednak pozycją obowiązkową. Nawet dla tych zmęczonych tematem, który w ostatnich latach zdominował strony sportowe naszych gazet, doprowadził do ograniczenia zainteresowania piłką nożną, do tego że piękny sport stał się żałosny. Mamy tu więc wyznanie faceta, który jest współodpowiedzialny zniszczenia polskiej piłki. Czy warto przeczytać? Tak samo jak warto przeczytać spowiedź każdego złoczyńcy, nawet takiego, który właściwie w swoim postępowaniu nie widzi nic złego. Tym bardziej że sporo tu pikantnych anegdotek, zupełnie nowych faktów, oskarżeń. Oczywiście nie będę tu namawiał Ryszarda Forbricha do samobiczowania. Każdy ma swój umysł, każdy sam wyciąga wnioski. Warto po prostu wiedzieć więcej. Po lekturze będziecie wiedzieć znacznie więcej.

***
Ta scena na zawsze ich połączyła, Forbrich stoi, przed nim klęczy Adam Godlewski. Jakby składając mu hołd. Wymowne, domniemany szef domniemanej mafii i dziennikarz. Nie jakiś tam, ale jeden z dominujących w kraju, ten z pierwszego szeregu, wówczas gwiazda Przeglądu Sportowego, dziś szef Piłki Nożnej. Pewnie gdyby wiedział, że zostanie to wykorzystane przeciw niemu, nigdy nie zdecydowałby się na ten żart, wówczas wydawało się – niewinny.
– Zrobiliśmy sobie z kolegami jaja, które potem obróciły się trochę przeciw nam. Tylko, a może aż tyle… – mówi dziś Godlewski. – Scena jest dokładnie opisana w książce.
„Nawet podczas dość niesławnego baletu w Barlinku przed 14 albo 15 laty, kiedy wraz z byłym sędzią Markiem Olechem i moim starszym redakcyjnym kolegą Andrzejem Szymańskim, ostro zabalowaliśmy przy okazji spisywania historii Widzewa Łódź i postanowiliśmy dla hecy przywitać chlebem i solą, na dodatek na kolanach, wracającego akurat z Niemiec Forbricha słowami: – Witamy cię ojcze chrzestny, Fryzjer był zażenowany, wyraźnie się zarumienił. Nie miał pojęcia jak się zachować, co tylko spotęgowało naszą zabawę” A potem ktoś zrobił fotkę i sprzedał ją do tygodnika „Nie”.
Uważajcie więc na żarty. Wrzucę małą dygresję. Z pamięcią u mnie kiepsko, ale było to mniej więcej tak – jeden z kolegów redakcyjnych odwiedził Marka Saganowskiego w Troyes. A że to Szampania, to zaproponował zdjęcie z Szampanem (Saganowski miał się nim polewać, chyba nawet w wannie… tak, tak, w Fakcie mieliśmy mocne pomysły). Sagan spojrzał i odpowiedział (a dziennikarz był z nim blisko): – Dziś dobrze mi idzie i jestem „Gwiazdą w Szampanii”. Jutro przestanie mi iść i to zdjęcie będzie ilustracją do tekstu: ” Saganowski ma problemy z alkoholem”.
Na zdjęcia trzeba więc uważać tak jak na żarty. Najlepiej więc zastosować metodę „Na Janasa”: Nieruchomo, bez emocji.
Wspomniałem o tym dlatego, że przez to zdjęcie byli łączeni. Ja sam nigdy nie miałem wątpliwości, że to klasyczny pijacki żarcik, ale spotkałem się z różną interpretacją. Mówiąc w skrócie – ludzie są głupi. Jak sobie wbiją coś do łba, to nie przetłumaczysz. Opisałem więc tę scenę, żeby przejść do następnego wątku. Najpierw Rysiu i Adam, jeden stoi drugi klęczy. A potem odwrotnie. Jeden klęczy na stopniu konfesjonału, a drugi wysłuchuje i spisuje. Symboliczne.
Wracam więc do książki. I do pytania, które wydawało mi się całkowicie zbędne, a które zadawało mi kilka osób: „Czy nie uważasz, że pisanie książki z Fryzjerem to obciach? Wstyd? Kompromitacja?”. Padało kilka słów więcej, była gorąca dyskusja. Więc pytanie, aczkolwiek niechętnie, zadałem samemu autorowi.
– Przecież o możliwość napisania tej książki starało się kilkunastu autorów, również zajmujący się polityką, z pierwszego szeregu, ludzie piszący o sprawach społecznych, a nawet literaci. Skoro tyle osób chciało, a zgodził się właśnie na mnie (wydawcy, którzy doszli z nim do porozumienia w kwestii spisania wspomnień i przedstawili kilka kandydatur autorów – mw), to trudno było nie skorzystać z nadarzającej się okazji, którą potraktowałem jako szansę wejścia na Mount Everest. Oczywiście, miałem wiele wątpliwości, ale zwyciężyła dziennikarska ciekawość. Dotarłem do wiedzy, którą do tej pory mieli jedynie prokuratorzy, a w niektórych, mam na myśli te najbardziej odległe czasowo, kwestiach pewnie nawet dalej. Gdyby więc zwyciężyły wątpliwości, gdybym nie zdecydował się na taki krok, dziś bym tego żałował. Jeśli chodzi o „znajomość”, to w tamtych, czyli opisywanych na łamach, czasach wszyscy liczący się dziennikarze znali Fryzjera. Jeśli ktoś dziś mówi, że go nie znał, jest hipokrytą (Ja go nie znałem, ale i nikt nie znał mnie – mw). Można powiedzieć, że to taki znajomy z pracy, facet którego spotykało się, jeśli bywało się na meczach. Poza tym fantastyczny informator, kopalnia tematów, dla dziennikarza newsowego, nieoceniony kontakt – mówi Godlewski.
I to chyba wyczerpuje temat. Przynajmniej dla mnie. Potem było 40 godzin nagrań z Fryzjerem, 10 godzin rozmów ze świadkami, weryfikacji informacji i wyszła z tego ciekawa książka. Czy wstrząsająca? Trudno powiedzieć, czy ktoś w polskiej piłce czuje się jeszcze czymkolwiek wstrząśnięty. Ale na pewno pozycja ważna, do której czasem warto wracać. Również dla świetnych zdjęć. Na większości Fryzjer pije z kimś wódkę. To chyba w fajny sposób opisuje rzeczywistość w polskiej piłce. Wódka tu, wódka tam i rozmowy o piłce. Nihil novi. W swojej książce „Na dworze czerwonego Cara” brytyjski historyk Simon Sebag Montefiore opisuje, że właśnie przy oceanach wódki podejmowano decyzje w Związku Radzieckim, życie wielu osób zależało od tego czy ktoś akurat jest wcięty „na zabawnie” czy też ma „kaca agresora”. Zdjęcia w książce Forbricha pobudzają wyobraźnię. Zdjęcia zwykłych cepów w dresach walących wódę i zajadających śledzika albo i coś lepszego. I nad tym wszystkim Fryzjer, przebiegły chłop.
Mi niestety zabrakło w książce opisu całości, sieci, systemu. Czy więc nie mieliśmy do czynienia z działalnością zorganizowaną? Taką, że byli księgowi, była sieć powiązań, ktoś decydował o awansach i spadkach (być może przy wódce). Tu tego nie ma, jest raczej ciąg częstych, nawet bardzo, ale jednak incydentalnych zdarzeń. Gdzież ten Vito Genovese, gdzie Salvatore Lucania, gdzie Hymie Weiss Wojciechowski…
– W czasach opisanych w książce każdy organizował się na własną rękę. Tak twierdzi nie tylko Fryzjer, ale też wszyscy inni ludzie, z którymi miałem okazję na ten temat rozmawiać. Okres po wejściu ustawy o przeciwdziałaniu korupcji w sporcie, co miało miejsce w lipcu 2003 roku, to już inna bajka. A tę najlepiej opowiada wrocławska prokuratura – mówi autor książki.
To kwestia, która nie będzie rozstrzygnięta, wszak za przestępczość zorganizowaną kary są wyższe.
I jeszcze kilka technicznych pytań do autora Adama Godlewskiego.
Stałeś się bogatym człowiekiem po napisaniu książki?
Nie. W każdym razie jeszcze nie. Według mojej wiedzy trochę sprzedanych egzemplarzy nadal brakuje do miana bestsellera, bo rozumiem, że w tym kierunku zmierza pytanie. A pewnie granica musiałaby paść trzykrotnie, żeby można w ogóle mówić o godnym zarobku.
A wiesz dlaczego książka nie stała się bestsellerem?
Wciąż może nim być! Spokojnie, już naprawdę niewiele brakuje (chodzi o granicę 10 tysięcy sprzedanych egzemplarzy. Może już pękła. Rozmawialiśmy ok. miesiąca temu, ale potem miałem sprawy bardzo osobiste i chwilowo zawiesiłem prowadzenie bloga – mw). Powieść wydaliśmy w pierwszym tygodniu wakacji, a to trudny termin na podbój rynku wydawniczego. Poza tym w Polsce czytanie nie jest najbardziej ulubionym hobby. Niezależnie jednak od tych obiektywnych utrudnień, „Spowiedź Fryzjera” nie wypadła poza Top 20 w najbardziej prestiżowych branżowych rankingach. Ani w lipcu, ani w sierpniu. Według danych hurtowni Azymut, jednej z największych w Polsce, przez kilka tygodni była na pierwszym miejscu i już parę razy wracała zarówno do dziesiątki, a nawet do trójki najlepiej sprzedających się pozycji. Z półek schodzi falami, mimo że dotąd nie było jakiejś szczególnej kampanii promocyjnej. To jeszcze przed nami. A wiele wskazuje, że największą popularność zyskała we wrześniu.
Czasem odnoszę wrażenie, że Fryzjer ma wybiórczą pamięć, nie o wszystkim chce pamiętać.
– Ale wszystko, co mówi jest prawdą, to znaczy opisywane zdarzenia miały miejsce. Weryfikowałem informacje bardzo dokładnie, niemal wszystkie rozmowy są nagrane, jako zabezpieczenie. Powiedział zresztą publicznie, że zawarł w spisanych wspomnieniach może 1/3 wszystkiego co wiedział. Pewnie z różnych względów, także technicznych. Odnosiłem wrażenie, iż w niektórych sytuacjach po prostu podwójnie się zabezpieczał. Inna sprawa, że wśród ludzi, którzy brali udział w procederze byli też tacy, którzy nie żyją. Mówię również o ofiarach katastrofy w Smoleńsku i innych tragicznych wypadków. Była to swego rodzaju autocenzura ze strony Fryzjera.
Jak dziś czuje się Fryzjer? (możecie uznać, że to głupie pytanie, ale przyszło mi do głowy i wydało się interesujące, a jak wiadomo, głupich pytań nie ma, jedynie odpowiedzi).
Jest intelektualnym wrakiem, potrafi się nagle zawiesić niczym przestarzały komputer. I taki myślowy paraliż przytrafiał się dość często, co oczywiście nie ułatwiało mi pracy.

To tyle, zdecydowanie polecam książkę.

***
Swoją drogą na rynku wydawniczym zaczyna się coś dziać.
Stefan Szczepłek wznawia, o ile dobrze słyszałem, swoją legendarną książkę o Deynie, tyle że uzupełnioną o wątki zagraniczne. A książka jest podstawowym źródłem wiedzy o Deynie, jednym z największych polskich piłkarzy (ciekaw jestem czy doczekamy się kiedyś jakiejś rzeczy o Bońku, Wilimowskim – ponoć w drodze, ale znakomity dziennikarz/kronikarz, który ją pisze pracuje spokojnie, bez pośpiechu, a także Pohlu/Polu, może o Janku Tomaszewskim może o Grzesiu Lato. Fajnych niezależnych, ze wspomnieniami znalezionymi gdzieś pod kamieniem).
Ciekaw jestem tej książki o Deynie, liczę na bestseller, wielka postać, do tego doskonały dziennikarz, jeden z ostatnich łączników złotych lat polskiego dziennikarstwa (lata 70-te i pierwsza połowa 80-tych) ze współczesnością.
Hit zapowiada też Krzysztof Stanowski (ten sam, który wstrząsnął sceną kibicowską ujawniając swoją tożsamość jako założyciela i głównego machera weszlo.pl). Szykuje Andrzeja Iwana, a Iwan oznacza imprezy, anegdoty, fortunę wydaną w kasynie, pijackie burdy. I co najważniejsze, jest to facet bardzo szczery, prawdomówny, ze znakomitą pamięcią. Kiedyś miałem okazję rozmawiać z nim. Powiedział mi tak: – Z tego wszystkiego najbardziej żałuję, że nie kupiłem sobie domku na wsi. Miałem tyle kasy, że mogłem go kupić setki razy. I nie kupiłem, bo nie pomyślałem o tym. Dziś mnie nie stać.
Prawda że wzruszające? Z przyjemnością przeczytam o pobiciu kelnerki i takich tam historiach. Fantastyczny opowiadacz z jednej strony, a z drugiej ten Maradona/Lord Vader polskiego dziennikarstwa – mieszanka wybuchowa.
Tak więc przełom roku, czy nawet okres do EURO 2012, zapowiada się mocno, naprawdę mocno. Postaram się również uzupełnić tę ofertę. Praca idzie ostro, czasem po nocach. To też jeden z powodów, dla którego musiałem ostatnio zawiesić bloga, za co przepraszam.

Advertisements

4 komentarzy »

  1. Simon said

    Marek, książka nad którą pracujesz będzie poświęcona wielkiemu Widzewowi czy nastąpiła jakaś zmiana? W każdym razie powodzenia i trzymamy kciuki.

  2. Marek said

    Tak, to Wielki Widzew, właśnie przyłapałeś mnie na przepisywaniu materiałów archiwalnych, straszna robota ale można się sporo dowiedzieć 🙂

  3. Simon said

    A kiedy Książka pojawi się na rynku? Pamiętam, że w jednym z wywiadów zapowiadałeś jej premierę na początek obecnego roku. Już myślałem, że nic z tego nie będzie a tu proszę jednak niespodzianka.
    Miłej pracy 🙂

  4. Marek said

    Dzięki. Niestety wszystko mocno się przeciągnęło ze względu na różne historie… ale też w pewnym momencie zrozumiałem, że materiał którym dysponuję nie jest wystarczająco dobry, żeby była z tego książka, co najwyżej książeczka. Teraz wydaje się, mam znacznie lepszy materiał. Mam nadzieję, że do końca grudnia skończę pisać a potem zostaną poprawki i sprawy związane z wydanie, stworzenie indeksu nazwisk, strony statystycznej itd. Na pewno przyszły rok jest idealny ze względu na EURO 2012. W każdym razie idzie dobrze i jestem dobrej myśli. Pzdr.

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: