Zostawcie Maaskanta

Dwie rzeczy są pewne w zawodzie trenera – na pewno umrze i na pewno zostanie zwolniony. To stare, może nawet nieco wyświechtane, ale pozwoliłem sobie przypomnieć przy okazji sprawy Roberta Maaskanta. Niedawno idola, teraz niemal popychadła. Piszę o nim, bo spodziewam się, że za ostatnie wyniki zapłaci posadą.
Zwolnienie Holendra byłoby jednak błędem. Po takim meczu? Po spotkaniu gdzie zespół mógł i powinien co najmniej zremisować? Gdzie stworzył sobie kilka stuprocentowych sytuacji, momentami miażdżył przeciwnika i po prostu miał pecha? Pewnie to sprawa dyskusyjna, pewnie można to spotkanie potraktować jedynie jako katalizator, bo przecież Wisła miała ostatnio kilka słabszych meczów…
Przypomniał mi się przypadek trenera Władysława Żmudy, mistrza Polski ze Śląskiem Wrocław z roku 1977. Po zdobyciu tytułu wrócił do siebie na Śląsk. Najpierw spadł z I ligi, potem awansował, a w połowie sezonu 79/80 zajmował 3. miejsce w lidze. Działaczom zamarzyły się więc puchary. Ale z czasem sytuacja ułożyła się tak, że na cztery kolejki przed końcem musiał wygrać w Łodzi z Widzewem. Zaatakował więc i dostał kilka mocnych ciosów.
Zacytuję więc samego zainteresowanego (wywiad z Piłki Nożnej z 1982, przeprowadzony przez Zygmunta Lenkiewicza, dziś zastępce szefa sportu w TVP)
Żmuda mówi: – Przed meczem z Widzewem dałem się podpuścić. Start w pucharach dawało jedynie zwycięstwo w Łodzi, zagrałem więc bardzo ofensywnie, stawiając wszystko na jedną kartę. Skończyło się klęską 1:6. Następnego dnia dowiedziałem się, że już nie pracuję. To był dla mnie szok. Do dziś uważam, że ta błędna decyzja oddaliła w czasie osiągnięcie celu w Zabrzu, chociaż patrzę na tamto wydarzenie znacznie trzeźwiej. Jeśli nie ma sukcesów, rola trenera staje się niezwykle trudna. Jesteśmy przecież rozliczani ze zdobytych punktów. Szkoleniowiec bojący się o swoją pracę, niejako automatycznie działalność ogranicza do tej właśnie kwestii. To szkodzi zespołowi, bo piłkarzom nie aplikuje się wielu niezbędnych zajęć i ćwiczeń, jako że aktualne zdobywanie punktów nie zależy bezpośrednio od nich. Może zależeć dopiero kiedyś, w przyszłości. Inaczej będzie każdy z nas pracował, jeśli ma gwarancję ciągłości pracy, powiedzmy przez trzy lata. Wtedy można już coś planować, a podnoszenie poziomu drużyny może się odbywać wyłącznie etapami. Trener musi mieć czas na realizację swoich zamierzeń, działacze powinni o tym wiedzieć.

I tu wracamy do Maaskanta. Etapem pierwszym była przebudowa drużyny i walka o tytuł. Połączenie tych dwóch zadań było dość trudne, ale udało się. Oczywiście zawodnicy przyszli różni, dziś akcentuje się głównie Jaliensa (może nie jest to „international level”, ale byli wystarczająco dobrzy na naszą ligę rok temu) i Lameya, a jakby marginalizuje Bitona, Meliksona czy Pareikę, ściągniętych za niewielkie pieniądze. Oczywiście tytuł wywalczono również dzięki słabości rywali, ale to część futbolu. Etapem drugim awans do Ligi Mistrzów, gdzie Wisła poniosła klęskę. Dziś oglądając APOEL wiemy już dlaczego. Wisła to zespół złożony na szybko, wbrew oczekiwaniom jej właściciela nie przygotowanym do walki o wysokie cele. Dlatego powinien nastąpić etap drugi – walka o kolejny tytuł, walka w europejskich pucharach z lepszym wynikiem, ale wcześniej, zimą, wymiana kilku zawodników na młodszych, lepszych. Kolejnym elementem byłoby stworzenie kompletnego na polskie warunki zespołu.
Oczywiście, wtrącę, wolę model budowania zespołu taki jak w Warszawie, ale to już nie jest robota trenera, tylko prezesa, właściciela. Konsekwencje powinni raczej ponosić ci, którzy podpowiadali cięcia finansowe nie tam gdzie trzeba. Wisła dziś płaci za swoją krótkowzroczność, a nie za błędy trenera. Oczywiście nie dla każdego trenera znajdę takie usprawiedliwienie, ale przypomnę, że duet Maaskant – Valckx jest odpowiedzialny też za duży prawdopodobnie sukces finansowy w przyszłości – potencjalne transfery wspomnianych Meliksona i Bitona (Wisła ma prawo pierwokupu za 1,6 mln euro a mam wrażenie, że zawodnik może być wart więcej), a może też Wilka, który zrobił ogromny postęp. Wszystkich za ciężkie pieniądze, z wielokrotnym przebiciem.
Prezes Bogdan Basałaj powinien więc raczej zastanowić się nad tym, czy on sam od czerwca 2010 roku zrobił wszystko jak trzeba, żeby zapewnić Wiśle ciągłość działania na wysokiem poziomie przez najbliższe 5-10 lat. W końcu praca prezesa nie powinna polegać jedynie na zatrudnianiu i zwalnianiu trenerów, a w Polsce, mam wrażenie, do tego się ta ciepła posadka ogranicza.
Wracając do Maaskanta – wiadomo że Ligi Europejskiej i Ekstraklasy w tym sezonie nie udało się połączyć. Pewnie sporo w tym winy trenera, ale też trzeba pamiętać o warunkach w jakich pracuje. Po 8. kolejce zespół miał ledwie punkt straty do prowadzącego Śląska.
Od tej pory gra bez Meliksona i Małeckiego, ale i Sobolewskiego (dograł jeszcze połówkę meczu z Legią) – a więc wypadli trzej najważniejsi piłkarze. Melikson, który jest twórcą, Sobolewski, który jest niszczycielem i łącznikiem, w końcu Małecki, który jest koniem pociągowym, zwłaszcza w trudnych momentach, gdy drużynie nie idzie, takich jak w ostatnich meczach z Podbeskidziem i właśnie z Cracovią (dlatego utrzymuję, że byłby idealnym rezerwowym w kadrze narodowej)
Może inny trener dałby sobie radę, ale tylko może. Szczerze wątpię.
Dziś sytuacja wygląda tak, że Wisła mając przetrzebiony skład i obciążenia wynikające z gry w Lidze Europejskiej (wydaje się to śmieszne, ale w Polsce tak jest). Wyobraźcie sobie Legię bez Rybusa, Borysiuka i Radovicia, wyobraźcie sobie Śląsk bez Mili (jeden mecz w lidze i porażka z Koroną u siebie), wyobraźcie sobie walczącego o tytuł Lecha (dwa sezony temu) bez Stlicia i Peszki.
Spotkałem się z argumentem, że Wisła powinna wygrywać bez tych trzech zawodników. Ale zanim zejdziemy na ziemię, pójdźmy dalej – czy Barcelona bez Xaviego, Busquetsa i Messiego ma wygrywać wszystko w lidze hiszpańskiej?
Nie chodzi tu o rozrysowanie zespołu na papierze, ale o pojęcie o tym, jak funkcjonuje drużyna – istnieją pewne schematy, pewien tok myślenia, jak drużyna zachowuje się po stracie liderów, czy może z dnia na dzień zmienić styl gry? To nie jest menedżer piłkarski na komputerze. Zresztą tu dochodzi też aspekt psychologiczny – brak głównych kreatywnych zawodników i mentalnego lidera drużyny to strata większa niż strata „jakiś trzech zawodników z podstawowego składu”. Są ludzie nie do zastąpienia. Choćby Garguła dziś nie jest w stanie grać w miejsce Meliksona, właściwie w naszej lidze jest tylko dwóch piłkarzy spełniających podobne role. Chodzi mi tu o znaczenie, nie o styl. A więc Stilić i Radović.
Nie jestem żadnym wielkim fanem Maaskanta, zdaję sobie sprawę z tego, że na niektóre co piąty fan do biletu powinien dostawać kupon na darmową wizytę do dentysty, ale też nie byłbym tak surowy w ocenie Maaskanta.
Brakuje stylu, warto się zastanowić nad przyszłością, w razie czego nie będę przesadnie płakał, niczym kibice Derby County po zwolnieniu Briana Clougha.
Rozumiem, że my Polacy jesteśmy ludem z drewnianych chatek, żądnym krwi. I nie wypieram się tej brzydkiej cechy narodowej, sam bym kilku zwolnił.
Jeśli więc już potrzebujemy krwi, proponuję zwrócić uwagę bardziej na północny zachód. Tam jest poznański Lech. W pełnym skłądzie, bez obciążeń pucharowych, a ma tyle samo punktów co Wisła – 21. Dziś nie ma już głosów wzywających do zwolnienia Bakero bo pewnie wielu dziennikarzom głupio by było, w końcu niedawno Lech grał fantastycznie (protestowałem, ale jak idzie fala, to surferzy albo idą z nią, albo pod wodę. Ja trafiłem pod wodę). Dziś ciężko tak się wycofać…

PS. Wspomniany Żmuda po jakimś czasie, bo w 1981 roku, trafił do Widzewa, zdobył z tym zespołem mistrzostwo Polski a potem awansował do półfinału Pucharu Mistrzów, jest na pewno jednym z najlepszych trenerów klubowych w historii naszej piłki.

Reklamy

4 Komentarze »

  1. Ciechan said

    Zgadzam się, że zwalnianie Maaskanta w tym momencie byłoby przedwczesne. Zobaczymy, czy Wisła złapie oddech po przerwie na mecze reprezentacji.
    Nie zmienia to faktu, że można odnieść wrażenie, jakby Maaskant nie miał pomysłu na pogrążoną w kryzysie drużynę. Nie stać go było, przynajmniej na razie, na odważne decyzje, jak np. odsunięcie Jaliensa. A jak drużynie nie idzie, to aż prosi się o małą rewolucję. Może taką byłaby zmiana taktyki z 4-2-3-1 na 4-4-2? Pod nieobecność Meliksona aż prosi się by spróbować zagrać duetem Genkow-Biton, bo – powiedzmy sobie szczerze – Garguła jest cieniem piłkarza sprzed kilku lat i już nic z niego nie będzie.
    Mam nadzieję, że nagonka na Maaskanta wymusi na nim odważne decyzje, przynajmniej personalne.
    P.S. Biton jest tylko wypożyczony, więc zanim Wisła sprzeda go z zyskiem, pan Cupiał musi sięgnąć głębiej do kieszeni i znaleźć ok. 1,5 mln euro.

    Pozdrawiam

    • dzemeuksis said

      Zwalnianie trenera przed końcem kontraktu w momencie, kiedy ma jeszcze szanse (choćby iluzoryczne) na realizację postawionych przed nim celów to jest tak, jakby Was, dziennikarzy, rednacz poinformował jutro, że wylatujecie z roboty, bo do wyrobienia rocznej normy wierszówek brakuje Wam tyle, co zazwyczaj robicie przez kwartał.

      I tego właśnie życzę każdemu dziennikarzowi, który w jakikolwiek sposób sugeruje zwolnienie trenera w analogicznej sytuacji. Krytykować, psioczyć, narzekać, kwękać, wznosić ręce do nieba, rejtanić – tak. Namawiać do zwolnienia – nie. Chyba, że Wam samym taki los się podoba.

      (Wybacz, Marku, że na Ciebie padło, boś pewnie najmniej winien. 😉

      • vegetable78 said

        nie mam pretensji 🙂

  2. Sebek said

    o tych dwóch pewnych rzeczach – zwolnienie? powiedz to fergusonowi, wengerowi i jeszcze kilku innym trenerom 😉

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: