PZPN – oddział samobójczy

Jak nie orzeł to terminarz. Szkoda, że ten drugi temat przeszedł bez echa, że media po prostu go zignorowały (poza Przeglądem Sportowym i portalem weszlo.com). A przecież z punktu widzenia czysto piłkarskiego to temat znacznie ważniejszy niż afera orzełkowa.
Wczoraj ustalano terminarz eliminacji MŚ 2014. W tym momencie najważniejszy jest przyszłoroczny turniej EURO 2012, dlatego ten terminarz przyjęliśmy jako coś mało istotnego. Jeśli jednak przyjrzeć się mu bliżej, jest to klasyczne działania na szkodę kadry narodowej.

Na początku byłem jedynie zdziwiony, potem nawet zdumiony, aż w końcu przerażony. Ten ostatni stan pojawił się wtedy, gdy po ustalaniu terminarza do dziennikarzy wyszli rozpromienieni Franciszek Smuda i Grzegorz Lato. Oni naprawdę myślą, że spisali się bez zarzutu, że kogoś przechytrzyli, że wygrali los na loterii.
Tymczasem cztery z pięciu ostatnich meczów gramy na wyjeździe, zaś dwa ostatnie na Ukrainie i w Anglii. I to ma być nasz sukces…
W tej sytuacji wypada wrzucić znany filmik, jeśli komuś nie chce się oglądać 6 minut, można od razu przewinąć na 4:30 (scena trwa do 5:25)

FILMIK TUTAJ

Zapewniam was, że Anglicy wyszli z ustalania terminarza jakby właśnie obejrzeli Żywot Briana. Byli roześmiani od ucha do ucha. Ugrali dokładnie wszystko co chcieli ugrać.
Na początek mają cztery mecze z o różnym stopniu trudności (najtrudniejszy czwarty w Polsce). W tym czasie zespół pod wodzą nowego szkoleniowca powinien się ustabilizować. Uniknęli meczów w czerwcu, a przecież Tomasz Rząsa w rozmowie z GW mówi, że wszyscy chcieli ich uniknąć.
W końcu kończą eliminacje dwoma kluczowymi meczami na Wembley.
Dlatego tekst Smudy: – Anglicy są najlepsi, dlatego zawsze idą na ustępstwa” jest kolejnym przykładem tego, że ten facet żyje we własnym świecie. W świecie tym na jego szczęście jest jeszcze kilku dziwnych ludzi, zazwyczaj związanych z Polskim Związkiem Piłki Nożnej, którzy uważają kalendarz za korzystny (Majewski, Łazarek w dzisiejszym PS).
Lato, Smuda i Tomasz Rząsa, ich nowy przyboczny i listek figowy, utrzymują, że trzeba było się dogadać, bo inaczej mielibyśmy losowanie w FIFA i wtedy byłby jeden wielki przypadek. Ale przecież losowanie byłoby dla nas znacznie korzystniejsze, jakie jest prawdopodobieństwo tego, że kończylibyśmy dwoma teoretycznie najtrudniejszymi meczami na wyjeździe?

Jaki jest zatem problem z tym kalendarzem?
Oczywiście możemy przyjąć wariant optymistyczny, w którym Polacy zdobędą wystarczającą ilość punktów w 8 meczach a na koniec pojadą do Kijowa i Londynu na wycieczkę. Ale jest to tylko myślenie życzeniowe. Przy wyrównanej sile zespołów takich jak Polska, Czarnogóra i Ukraina (a w międzyczasie będziemy mieli też mecz u siebie z Anglią) trudno przypuszczać, żebyśmy pod koniec eliminacji byli bez większego uszczerbku.
Bardziej prawdopodobny jest wariant, że właśnie w ostatniej fazie będziemy grali mecze decydujące o awansie. I tu właśnie to Ukraińcy a nie my, będą w uprzywilejowanej pozycji. Będą nas podejmowali, a na koniec zagrają na wyjeździe ze słabym San Marino, my zaś będziemy walczyli o życie z Anglią.
Pewności awansu być nie musi, jedynie spore prawdopodobieństwo. A żeby tak się stało, na dwie kolejki przed końcem musimy mieć więcej niż trzy punkty przewagi nad drugim zespołem, a jeśli będzie to Ukraina, to najlepiej 6 i liczyć na korzystny bilans spotkań bezpośrednich. Kto śledzi mecze polskiej reprezentacji, wie że taki wariant jest możliwy, ale raczej w minimalnym stopniu. Nie mamy na tyle silnej drużyny.
Bezpośrednio przed meczem na Wembley będziemy zmieniali strefę czasową o 3 godziny, będziemy mieli kilkugodzinny lot i w końcu będziemy walczyli na jednym z najtrudniejszych terenów świata. W piłce nożnej takie detale grają różnice. Nasze szanse zostaną zmarginalizowane.
Lato mówił o nawiązaniu historycznym. Przecież drużyna Kazimierza Górskiego też kończyła na Wembley. Nie mam zamiaru tu deprecjonować osiągnięć naszej najlepszej drużyny wszech czasów, ale nie zapominajmy, że remis na Wembley w 1973 roku to był czysty fart. Cały mecz broniliśmy się na własnej połowie, a Jan Tomaszewski wyprawiał cuda. Dlaczego niby miałoby się to powtórzyć?
Dochodzi też doping. Po pierwsze ważne dla samych kibiców, żeby mecze o najwyższą stawkę toczyć na własnym terenie, po drugie ważne dla drużyny, żeby w tych momentach mieć swojego 12 zawodnika.
Kiedy ustalaliśmy terminarz do eliminacji MŚ1998, doszło do takiej awantury, że Włosi wyszli z sali i pojechali na lotnisko. Dopiero po interwencji Zbigniewa Bońka u prezesa włoskiej federacji, wrócili i dogadali się w dwie godziny. Gdy walczyliśmy o terminarz do eliminacji MŚ 2002, opuszczeniem negocjacji grozili Norwegowie. Z pozycji siły również stawali Portugalczycy (EURO 2008). Wszyscy musieli pójść na kompromis.
Silne zespoły wychodzą z założenia, że przyjeżdżają po swoje, a przecież na początku eliminacji wszyscy mają po 0 punktów. To zdanie powtarzał często posiadający talent negocjacyjny Michał Listkiewicz (tu mała dygresja – zabawne, że polscy kibice spoglądają w jego stronę z tęsknotą. Rozumiem intencje, ale jest to niepotrzebne. Listkiewicz jest przemiłym człowiekiem, mógłby być prezesem PZPN, gdyby ta funkcja polegała jedynie na reprezentowaniu nas na salonach. Tu byłby fantastyczny – inteligentny, oczytany, potrafiący się zachować. Przeciwieństwo Laty – to wystarczająca rekomendacja. Tyle, że poważny działacz piłkarski powinien reformować futbol, choćby szkolenie młodzieży, jeśli widzi że jesteśmy w dołku. A jeśli nie widzi, to tym większy problem…).
Wróćmy więc do naszych najgroźniejszych rywali. Anglicy nie chcieli grać w czerwcu 2013 roku i nie grają, chcieli kończyć eliminacje u siebie i kończą. O Ukraińcach już pisałem. Czarnogóra w ostatnich czterech meczach gra z Ukrainą u siebie, z Polską na wyjeździe, z Anglią na wyjeździe i z Mołdawią u siebie. Jest to trudny kalendarz, ale jeśli utrzymają się w stawce, mają doskonałe zakończenie.
My nie mamy nic albo mamy jakąś strategię, która zrewolucjonizuje myślenie o futbolu.
Zaczynamy trudnym meczem na wyjeździe, kończymy dwoma trudnymi meczami na wyjeździe.
Być może zabrakło doświadczenia, bo czy można być aż tak beznadziejnie bezradnym?
Być może tajny plan Smudy i Laty zakładał, że musimy na tych eliminacjach zarobić. Dlatego trzeba rozegrać mecze u siebie najpierw, zanim przestaną być meczami o stawkę i nie przyciągną nikogo na trybuny? To absurd, ale u nas wszystko jest możliwe.
Wspominałem kiedyś o efekcie synergii, który zakłada że w wyniku współdziałania dwóch czynników otrzymujemy wyższy wynik niż suma tych czynników. Czyli jeśli facet, który wymyślił koło połączy siły z facetem, który wymyślił deskę, nie otrzymamy deski i kółek tylko deskorolkę albo przy wzmożonym wysiłku intelektualnym nawet hulajnogę.
W przypadku Laty i Smudy mamy zdaje się do czynienia z efektem antysynergii. Dwóch gości równocześnie może spieprzyć więcej niż zdołaliby spieprzyć oddzielnie.
Spójrzmy na kalendarz.
Jeśli w pierwszych trzech meczach nie uzyskamy 6-7 punktów, nasze położenie nie będzie wcale takie różowe.
A gramy z Czarnogórą na wyjeździe, Mołdawią u siebie i Anglią u siebie.
Czy wychodzi z tego 6-7 punktów?
Oczywiście można przyjąć założenie Smudy: „Jeśli zespół jest silny to musi wygrać ze wszystkimi”. Smuda wychodzi z założenia, że drużyna budowana jest w cyklu czteroletnim i po EURO 2012 będzie na tyle mocna, zgrana i ograna, że poradzi sobie w ciężkich bojach. Ale skoro tak, to co złego jest w losowaniu przez FIFA?
Jeśli wspomnianego planu nie zrealizujemy, to sytuacja się skomplikuje a my zaczniemy przygotowywać się do eliminacji EURO 2016. Ale to już nie będzie zmartwienie Smudy. I mam nadzieję, Laty.
PS. Na zakończenie spotkania Laty i Smudy z dziennikarzami wymieniłem się zdaniami z prezesem.
– Czy zrobiliście jakąś analizę, dlaczego tak mało ludzi przychodzi na mecze kadry? Na przykład na ten z Węgrami – zagadnąłem.
– Spodziewaliśmy się tego. W Bydgoszczy czy w Kielcach byłoby 15 tysięcy osób. UEFA prosiła nas jednak o to byśmy przetestowali stadion w Poznaniu. Wiadomo, że na Węgry tłumy nie przyjdą – odpowiedział.
– Ale na Polskę powinni. Jesteśmy na kilka miesięcy przed turniejem, miał być wielki boom na piłkę, a tymczasem ludzie przestają się identyfikować z kadrą, z czego to wynika – ciągnąłem temat.
A pan był na meczu? – zaatakował prezes.
– Nie byłem – odparłem.
– Gdyby pan przyszedł, byłoby jedną osobę więcej – zaznaczył.
I to wszystko przed kamerami telewizyjnymi. To jest nasz prezes.

Tu macie terminarz

Reklamy

5 Komentarzy »

  1. dzemeuksis said

    Eeee, ja bym tak nie demonizował. Jak będziemy mieli wystarczająco silną drużynę do awansu, to terminarz na pewno nam w tym nie przeszkodzi. Znane są przypadki niespodziewanych porażek w eliminacjach do wielkich turniejów (jak chociażby Anglików do Euro 2008), ale czy ktokolwiek próbował wtedy obarczać winą terminarz? Może słabe drużyny. Mocne mówią: „tym razem byliśmy za słabi”, „zabrakło tego”, „zabrakło tamtego”, „ów zagrał poniżej oczekiwań”, nie zaś „mieliśmy niekorzystny terminarz”.

  2. xyz said

    1. terminarz nie gra.
    2. dwa ostatnie mecze będą i tak towarzyskie… dla Polski.

  3. MZ said

    Grzegorz „Cięta riposta” Lato – jestem przekonany, że Twoje zdziwienie i zrozumienie absurdu jego tekstu, prezes wziął za celność swojej riposty.

  4. Piotrek said

    „Być może tajny plan Smudy i Laty zakładał, że musimy na tych eliminacjach zarobić. Dlatego trzeba rozegrać mecze u siebie najpierw, zanim przestaną być meczami o stawkę i nie przyciągną nikogo na trybuny? To absurd, ale u nas wszystko jest możliwe.”

    Po ostatnim „szumie medialnym” aż się samo ciśnie na usta pytanie, czy zlew ma podwójne dno.

    … tym razem miejmy nadzieję, że nikt nie nagrywał, albo jak nagrywał, to porządnie.

  5. Piotrek said

    … i przy okazji przypomniało mi się pytanie, które kiedyś padło z pewnej (nie pamiętam, a nie chcę zmyślać) mównicy:

    „Zdrada, czy głupota?”

    pzdr

RSS feed for comments on this post · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: